Terry Pratchett” “Para w ruch”, “Świat dysku” – opis, analiza, omówienie, recenzja, rekomendacja
1 sierpień, 2026 12:13 Zostaw komentarz
Terry Pratchett: Para w ruch. Zdjęcie powyżej wykonane przeze mnie.
To znakomita, lekko i z humorem napisana powieść dla nastolatków i dorosłych, która szczególnie tym młodszym otworzy szeroko oczy na świat innowacji, postępu, wynalazków, biznesu, nauki, nawet polityki i pokaże, jak one wszystkie potrafią się wzajemnie wspierać, stymulować i rozwijać. Autor bardzo pomysłowo wyjaśnia, jak odkrycia w dziedzinie technologii zmieniały świat, na czym polegała różnica między ideą, realizacją prototypu, projektem a wdrożeniem i praktycznym wykorzystaniem.
Otóż, jednakowoż, aliści w zupełnie wymyślonej rzeczywistości pewien młody człowiek chciał zrealizować pomysły swego taty, który nie mając odpowiednich podstaw, padł ofiarą własnej nieostrożności podczas prób i eksperymentów. Dick Simnel natknął się na swoje szczęście w nowym miejscu zamieszkania na bibliotekę, gdzie odkrył coś zwanego matematyką i zetknął się ze światem liczb.
Żeby być uczciwym, trzeba nadmienić, że coś w rodzaju finansowania start-upu też się w powieści pojawi, gdyż szanowny dziadek dzielnego eksperymentatora za młodu był, jak to ujęła matka chłopca, „takim odrobinkę piratem” i zostawił mu w spadku skrzynię ze złotem, co pozwoliło młodzieńcowi na oddanie się realizacji pięknej idei, stworzenie pierwszej wytwórni, zatrudnienie pomocników. Finansowanie zabawy na początek miał zapewnione.
Panowie Ojcowie, to coś dla Was, to miejsce na Waszą rolę. Do Was przemawiam. Zwróćcie swą uwagę ku dzieciom, nie tylko chłopcom, ku córkom też i wykorzystajcie książkę do opowiedzenia im czegoś ważnego o świecie, o tym, jak on działa. Pratchett pomoże.
Powieść iskrzy humorem. Iskrzy, skrzy się, świeci, błyszczy. Napisałem „iskrzy”, bo iskier w kuźni Dicka nie brakuje, ich obfitość przyciąga uwagę okolicznej przypadkowej publiczności. Jest trochę „Para w ruch” satyrą na społeczeństwo, karykaturą, może ma nawet chwilami cechy groteski, ale do licha, nie takie ważne są owe pojęcia. Istotne, że dobrze się czyta, a przy lekturze mnóstwo będziecie mieli zabawy.
A wracając na chwilkę do dziadka. Jak to ujęła matka Dicka: „był takim odrobinkę piratem, ale potem dostał religii i trochę się obawiał…”. Drodzy Czytelnicy, humoru językowego i słownych igraszek podczas lektury Wam nie zabraknie i na pewno wielka w tym zasługa tłumacza, pana Piotra W. Cholewy.
Tak sobie myślę, że mogą się trafić czytelnicy tego tekstu, którzy pomyślą, że kpię sobie z religii i religijności. Nic bardziej mylnego. Bawi mnie szyderstwo autora, który wyśmiewa powierzchownie rozumianą religijność. Ze słów dziadka przytoczonych przez jego córkę nie bardzo nawet wiadomo, czym to „dostanie religii” było, może przypływem strachu przed konsekwencjami, lękiem przed karą po śmierci. Zbyt głębokie to chyba się nie wydaje, skoro zrabowanego złota nikomu nie oddał, co najwyżej krótko przed zgonem powstrzymał się przed rabunkami a może nawet i zabijaniem właścicieli.
Na wszelki wypadek wolałem wyjaśnić. Z poczuciem humoru, ironią, subtelną szyderą jest dziś, mam wrażenie, w naszym społeczeństwie coraz gorzej.
W bibliotece w podwarszawskim Józefowie Pratchetta panie bibliotekarki wyciągnęły mi z oddalonego magazynu, gdzie najwidoczniej trafił, ponieważ rzadko się go czyta, a były lata, gdy mało który nastolatek o nim nie słyszał. Zaczytywali się, pasjami. Naprawdę.
A Paniom pracującym w bibliotekach nisko się kłaniam.
Pratchett, teraz wracając już do wnuczka, każe swemu protagoniście, Dickowi wynaleźć w jego świecie maszynę parową, pozwala mu pójść dalej niż jego nieszczęśliwemu ojcu, gdyż dzięki książkom chłopak samodzielnie zrozumie, że trzeba działać ostrożnie i powoli, że należy tworzyć prototypy, a przyrządem niezwykle pomocnym jest suwak logarytmiczny, jeśli kto wie, jak się nim posługiwać. Dick wie, Dick jest samoukiem, genialnym.
W powieści roi się od różnych ludzkich typów charakterystycznych, wielorakich istot, społeczności krasnoludów, trolli, goblinów, wampirów, golemów, wilkołaków i gragóv, a nawet gnomów i zombi. Nad tym całym chaosem bytów swoistych, osobnych i ambitnych starają się zapanować władcy odrębnych terytoriów, po trosze dyplomaci, po trosze cynicy, po trosze intryganci. Bez wątpienia wytrawni politycy.
To choćby Lady Margolotta, lord Vetinari, Rhys Rhysson.
By dać Wam próbkę materiału, z jakiego zostali stworzeni, przywołam ich słowa z początku:
Lord Vetinari był pewny, że pokój prowadzi do wojny, ponieważ, jak się wyraził „w niezmordowanej naturze istot myślących leży to, że nie mogą być wszystkie zadowolone jednocześnie”
Lady Margolotta martwiła się z kolei, jak roztropni władcy są w stanie „kierować przyszłością, kiedy jakiś idiota może zbudovać mechanizm, który vszystko zmieni” (zachowuję zapis oryginalny). A miała na myśli właśnie maszynę parową.
Takie to są dylematy ponadprzeciętnych umysłów. Jak wiemy, dziś politycy nauczyli się korzystać z pomysłowości wielkich innowatorów.
Autor wprowadza też przedstawicieli prasy, mogących zaszkodzić rozwojowi lub go wspierać. Nad bezpieczeństwem owego świata czuwają policje tajne, widne i dwupłciowe (wyrażenie Norwida). O zwycięstwie dobra nad złem przesądzają jednak ci, którzy są mądrzy, odważni, dalekowzroczni, istoty prawe, lojalne i odpowiedzialne.
Pisarz wprowadza też do utworu małżeńskie pary z dużym stażem, czyli nie szaleńczo zakochanych w sobie młodych ludzi, ale takich, którzy niekiedy ciężką codzienną walką muszą wykuć sobie granice i prawa do poszanowania swojego zdania, interesów, dobrostanu i czegoś tam pewnie jeszcze. Tu starsi będą na pewno mieli więcej ubawu. Niemniej jednak, ponieważ te radosne stadła czerpią środki do życia z przedsiębiorczości szeroko rozumianej, to Pratchett też złośliwi sobie, ile wlezie z właścicieli firm różnych branż, biznesmenów, których fortuny w rozmaity sposób powstawały i powiększają po książkowy „dziś dzień”. A dlaczego to wszystko „musi” rosnąć? A Pratchett także podsunie wiele podpowiedzi.
Lord Harry Król, małżonek Eufemii dorobił się na ściekach, obszarem działania Moista von Lipwiga były Bank, Poczta i Mennica (znów zachowuję oryginalny zapis), a jego piękniejsza połowa, Adora Bella Dearheart odziedziczyła sekary, w naszym świecie byłyby to odpowiedniki masztów telegraficznych, stacji przekaźnikowych, gdzie wiadomości się również szyfruje.
Moist von Lipwig, by dać Wam także próbkę jasności jego umysłu, zachowywał silne przekonanie, że „istnieje różnica między oszustem i bankierem, naprawdę istnieje, choć jest bardzo, bardzo niewielka”.
Powiązanie sekarów z rozwojem kolei w tej części „Świata dysku” jest nieprzypadkowe. Tak było naprawdę. Obie innowacje wzajemnie silnie wpływały na swój sukces, popularyzację, upowszechnienie. Budowa linii łączących odległe miejscowości, sprawne utrzymanie połączeń wymagało niezawodnej komunikacji. Kolej i telegraf wywarły ogromny wpływ na rewolucję przemysłową, na wiele dziedzin życia: biznes, dyplomację, wojskowość, prasę. To fakty, z naszej rzeczywistości niefikcyjnej.
Wróćmy do Dicka i jego idei zaprzęgnięcia siły pary wodnej do pracy. W końcu musiał znaleźć przedsiębiorcę, który nie tylko zainwestowałby w dalsze prace nad Żelazną Belką, ale też przy okazji go nie oskubał, nie okradł i nie wykorzystał.
I w tej roli znakomicie sprawdził się Harry Król. Pouczające dla nas bardzo, jak szybko pojął, że w powietrzu nad szopą Dicka unosi się zapach gotówki. Zauważył, że gapie, ciekawscy, wścibscy podglądacze prób są „zafascynowani, a zafascynowani ludzie wydają pieniądze.”
Poradził też Dickowi coś w sprawach biznesu, czyli tych, które chłopca zaczynały coraz mocniej dotyczyć: „W tej dżungli jestem gorylem. Wiem, że serdeczne uściski dłoni są bardzo miłe i przyjazne, ale kiedy chodzi o interesy, nic nie zrobisz bez przeklętego prawnika.”
Dobrze wiedzieć, że w końcu tym całym zamieszaniem w jego włościach zainteresował się lord Vetinari, który początkowo niechętnie do rewolucyjnych zmian nastawiony dostrzegł łaskawie dla wynalazku przyszłość, gdyż w swoich służbowych podróżach cierpiał ogromnie z powodu wyboistości dróg i twardości siedzeń. A Żelazna Belka sunęła gładko.
Vetinari do zadbania o interesy miasta oddelegował Moista von Lipwiga, o którym Harry król powiedział Dickowi, że to taki ktoś, kto gdy wejdzie z tobą w drzwi obrotowe, to i tak wyjdzie pierwszy. Lipwig przyjął propozycję prawnika reprezentującego Harrego i Dicka, by w ich spółce miasto objęło jakiś niewielki udział i w kwestiach spornych Vetinari miał głos rozstrzygający. Lord przyjął propozycję zaangażowania się w negocjacje w sprawie zgód od właścicieli ziemskich na położenie torów. Pojął szybko, że transport towarów, sprawny, szybki wielu okolicom otworzy drogę do rozwoju i bogactwa. Tak przecież faktycznie było z żelaznymi drogami. Miasta, które znalazły się na trasie kolei, kwitły, a te, które zostały ominięte, podupadały.
W pewnym momencie Harremu Królowi podsunięto nawet pomysł utworzenia spółka akcyjnej, by dzielić nie tylko zyski, ale też ryzyko biznesowe.
Lipwig, jak na fachowca od robienia interesów przystało, zainteresował się, oczywiście, możliwością zaistnienia konkurencji i zadbał o ochronę tajemnicy wynalazku. Jak widzicie, Pratchett opowiada nam historię rozwoju niejednego patentu czy innowacji w skrócie, w skondensowanej formie, żartobliwie, w fikcyjnej quasi-rzeczywistości. Przygląda się mechanizmom uwalnianym przez dynamiczne zmiany, choćby na przykładzie dwóch frakcji krasnoludów. Przybliża nam bowiem walkę zwolenników postępu, otwartości, pokoju, współpracy z tymi, którzy dla zachowania „starego” gotowi są stosować sabotaż, nawet na niewielką skalę terror.
Pratchett to jednak także filozof, który chce zrozumieć ludzką naturę i jej głębokie prawa wpływające na technologiczne zmiany. Zerknijcie, jak wykorzystuje do tego choćby przenikliwą umysłowość Lipwiga: „Tymczasem prawie wszyscy chłopcy z miasta oraz – co ciekawe – większość dziewcząt patrzeli na Żelazną Belkę z zachwytem, niczym zgromadzeni przed kaplicą wierni. I wtedy sobie uświadomił: ziemia, powietrze, ogień i woda, suma wszystkiego! Bogini znalazła swoich wyznawców.” (s. 79) „Ziemia, powietrze, ogień, woda – a jakże: żywioły, pradawne stojące za nimi bóstwa. Jakaż szkoda, że dziś Pratchett jest nieco zapomniany, dziś, kiedy zastanawiamy się, co tak naprawdę tkwi w umysłach wielkich przedsiębiorców z Krzemowej Doliny, którzy uruchamiają moce, nad którymi nie wiadomo, czy już za kilka lat ludzkość zdoła zapanować. I po co to nam potrzebne? Mam na myśli uniwersalną sztuczną inteligencję. Słuchałem niedawno rozmowy Jacka Dukaja z Janem Maciejewskim na kanale Klubu Jagiellońskiego właśnie na temat głębokich korzeni tej idei, nowinki, pomysłu. Panowie sięgali do koncepcji Logosu, do pierwszych zapisów symbolicznych, do uniwersum Tolkiena. Jak widzicie, wynalazki to nie tylko mechanika, fizyka czy informatyka.
Pratchett pyta, czy fascynacja nowym, potrzeba urzeczenia, zauroczenia, wiary, przynależności nie jest nawet ważniejsza od praktycznych biznesowych korzyści. Pisarz jest tu jednocześnie przenikliwym myślicielem. Oddajmy głos Lipwigowi: „Kraina pragnęła ruchu, nowych horyzontów, dalekich miejsc, wszystkiego, co nie jest tutaj. Nie miał wątpliwości, droga żelazna wkrótce zacznie zamieniać węgiel w złoto.”
Świat przeobrażali nie tylko ci, którzy stworzyli wynalazek, ale w znacznym stopniu, jeśli nie bardziej, ci, którzy wiedzieli, jak go wykorzystać.
Po tych, którzy otworzyli drzwi do przyszłości, przychodzą ci, którzy też chcą na rewolucyjnych rozwiązaniach skorzystać, czy to dołączając do spółki, czy naśladując, powielając, kopiując pomysły ojców wynalazku. I tu Pratchett wskazuje młodym czytelnikom, jaka jest rola ochrony prawnej, patentów, licencji oraz regulacji. Prawnik, pan Groom, wytłumaczył sir Harremu, że idei drogi żelaznej nie da się opatentować. Znajdą się tacy, którzy skonstruują własne lokomotywy, ale firma założycieli kolei, Dicka i Harrego ma się dobrze i trudno ją będzie konkurentom kiedykolwiek wyprzedzić. Dostęp do rozwiązań choćby w zakresie bezpieczeństwa wypracowanych przez Simnela i jego ludzi będzie z pewnością płatny, gdyż prace badawczo-rozwojowe miały, mają i będą mieć swój koszt.
Sukces Dicka promieniował na coraz to inne dziedziny życia. Młody, genialny mechanik, wychodząc naprzeciw społecznemu zapotrzebowaniu, otworzył Akademię Kolejową. Kolejne księstwa, większe miasta, miasta-państwa dołączały do przedsięwzięcia budowy żelaznych dróg i tworzenia taboru, Pracowały komitety wypracowujące standardy przemysłowe, normy opieki nad pasażerami, zasady korzystania z wagonów i parowozów będących własnością różnych towarzystw.
O to, by nie zabrakło smaru dla pierwszego przedsiębiorstwa kolejowego, właściwego smaru, czyli pieniędzy, dbał Moist von Lipwig, szef Królewskiego Banku Ankh-Morpork. To da młodemu czytelnikowi wyobrażenie, jak ważna jest w gospodarce rola banku centralnego.
Ankh-Morpork to też miejsce wyróżniające się wśród innych bytów politycznych równością praw dla przedstawicieli różnych grup (słowo „ras” nie bardzo chce mi przejść przez palce do klawiatury). To, oczywiście, również sprzyja rozwojowi nowej branży, ponieważ nie ma barier dla zatrudniania pracowników, których potrzeba bardzo wielu, a oni nie boją się do miasta przybywać całymi gromadami. Tak przy okazji, nie ulega wątpliwości dla znawców tematu, że rewolucja angielska w XVII stuleciu dała podstawy prawne, ustrojowe i społeczne, bez których nie doszłoby do dynamicznego rozwoju przemysłu, właśnie w Anglii, która wyprzedziła inne kraje w rozwoju parlamentaryzmu i udzielaniu gwarancji nietykalności prywatnej własności. Bez tego nie byłoby prawdziwej eksplozji przemysłu, a wcześniej spółek handlowych, kumulacji kapitału.
Znaczenie miała też właśnie „odświeżona” struktura społeczna, ochrona praw jednostki i udział mieszczaństwa we władzy, dbającego o interesy handlowe kraju.
Na barwność, soczystość prozy Pratchetta oddziałuje to, że jest bystrym obserwatorem rzeczywistości. Swoje bezwzględnie surowe sądy pakuje do świata dysku, owija w kpinę, by uczynić te brutalne nawet, bezwzględne i ostre prawdy strawniejszymi.
Autor jest też niezmordowanym żartownisiem.
To początek: „Trudno zrozumieć nic, ale multiwersum jest go pełne. Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś…”
Nie zawsze w rolę myśliciela-filozofa wciela się narrator. Oddajmy też głos filozofom z Niewidocznego Uniwersytetu: „Wydaje się, że nawet mędrcy zapominają czasem uwzględnić wpływ dość istotnej bogini Pippiny, damy z Jabłkiem Niezgody. Ona wie, że wszechświat, choć potrzebuje reguł i stabilności, wymaga także domieszki chaosu, czegoś nieoczekiwanego i zaskakującego. Inaczej byłby mechanizmem, cudownym mechanizmem regularnie odmierzającym stulecia, ale nic innego by się w nim nie działo.” (s. 100)
Pratchett czuje się też odpowiedzialny, by pozostawić czytelnika z ważną nauką, przesłaniem z dziedziny etyki. Stara się na przykładzie postaw krasnoludów, gragóv, trolli, golemów, goblinów pokazać, że współpraca, otwartość, elementarny wzajemny szacunek i zrozumienie dla odmienności są fundamentami układania sobie korzystnych dla wszystkich stron relacji.
Oto przykłady:
„Jesteś krasnoludem. Nie przestaniesz nim być aż do śmierci. Ale możesz być krasnoludem mądrym albo głupim, głupim jak ci, którzy napadają na wieże sekarowe.” (Bleddyn, żona Bedwyra do swego męża) (s. 94)
„Świat się zmienia i potrzebuje czasem pasterzy, nie tylko rzeźników. (…) Co będzie następne? Jaka jeszcze niewielka rzecz zmieni świat, ponieważ mali majsterkowicze ciągle przy nim majstrują?” (s.334)
Znajdziecie w utworze Pratchetta oprócz opowieści o dziejach rozwoju kolei także elementy thrillera, grubą polityczną intrygę, walki stronnictw, próbę obalenia króla, sceny batalistyczne.
Dziś jeszcze tli się w społeczeństwie ukryta fascynacja koleją. Skąd to przypuszczenie? Ano choćby stąd, że może chłopcy nie tak chętnie jak kiedyś bawią się kolejkami elektrycznymi, ale firma Kolejkowo S.A. odniosła sukces, zapraszając dzieci i rodziców do oglądania wielkich makiet z tymi szynowymi pojazdami. Kolejkowo notowane jest na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, a jej twórcy doceniani za pomysł.
Piszący te słowa też ze szczególnym poruszeniem wspomina fakt, że jego dziadek był przedwojennym kolejarzem. A to było coś. Dlaczego? Ano właśnie. Bo jest w żelaznych drogach jakaś szczególna magia.
Korzystałem z wydania oficyny Prószyński Media Sp. z o. o., Warszawa 2014
Zachęcam do poznawania zasobów bazy wiedzy. Nie ma natrętnych reklam, jesteście mile widzianymi Gośćmi. Wiele materiałów wspiera nauczycieli, służy dobrze uczniom i studentom, a także interesuje rodziców, po prostu dorosłych. Część omówionych tu filmów czy tekstów literackich to dzieła ważne, świetnie napisane, odpowiednie dla dojrzałego odbiorcy, inne zdecydowanie adresowane do młodszych, co nie znaczy, że starsi nie będą się dobrze przy nich bawić.
Zostawiam Wam garść linków do omówień, opisów, analiz czy rekomendacji. Czynię tak, by zachęcić Gości do powtórnych odwiedzin. Kliknięcie w piórko na górze, po lewej stronie zawsze przeniesie Was na początek bloga. Na stronie działa wyszukiwarka (lupka), na dole każdej strony jest alfabetyczny spis treści, a w dziale „Jak pisać?” czekają na maturzystów i ósmoklasistów poradniki-samouczki pomagające przygotować się do pisania dłuższych form prac egzaminacyjnych.
We wpisach poświęconych literaturze oraz kinu dla dzieci i młodzieży korzystam ze swego zawodowego doświadczenia nieustannej z nimi pracy. Uczę języka polskiego oraz historii i mam nadzieję, że jakiś ważny ślad tej pasji zaznacza się w artykułach.
LINKI do omówień, analiz, recenzji, opisów. Linki, które nie wyprowadzą Was poza stronę:
„Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” – western, klasyk, bardziej dla dorosłych… motyw budowy kolei, rozwoju kraju, walki o zyski, wpływy, pieniądze.
„W samo południe” – western, także dla starszych, z motywem i telegrafu, i kolei.
„Bogowie” – film, pewnie dobry do obejrzenia wspólnego przez rodziców i starszych nastolatków. Obraz pokazuje, jak śmiała wizja, odwaga pionierów, prekursorów, innowatorów przyciąga entuzjastów zmian, młodych, którzy chcą uczestniczyć w czymś ważnym.
„Intestellar” – znakomite kino science-fiction. Przedstawienie konieczności, nawet nieuchronności zbiorowego naukowego wysiłku i podążania drogą odkryć, poznania, odwagi.
„McImperium” – obraz raczej dla starszych. Historia rozwoju jednej z najbardziej znanych globalnych marek. Opowieść o innowacyjnych pomysłach, które zostały przejęte podstępnie przez zdolnego praktyka sprzedaży i wykorzystane niezgodnie z zamysłem wynalazców.
„Odyseja kosmiczna 2001” – filmowa historia ludzkości, w której postęp i wynalazki odgrywały zawsze kluczową rolę.
Film i dzieła przestrzegające przed lenistwem i pasywnością będącymi ubocznymi skutkami rozwoju:
„Avatar” – nawiązujący do konwencji fantasy
„Idiokracja” – wiele mówiący tytuł
„451 stopni Fahrenheita” – dzieło zapowiadające już wiele lat temu dzisiaj dokonujące się zmiany
Filmy o filmie, czyli także wynalazku zmieniającym życie wielu:
„Cinema Paradiso” – dobry dla młodzieży
„Hugo i jego wynalazek” – odpowiedni dla najmłodszych
Literatura pisana dla młodzieży i o niej:
Coś z literatury dla dorosłych:
„Lalka” – lektura obowiązkowa dla maturzystów i wszystkich myślących. Powieść, której akcja toczy się również od czasu do czasu w pociągu. Utwór, w którym wynalazcy przedstawieni są jako przewodnicy ludzkości, niestety, często przez nią ignorowani, lekceważenie, nierozumiani.
„Pociągi pod specjalnym nadzorem” – opowiadanie, którego akcja toczy się w czasach II wojny światowej, ale nie brak w nim obok grozy strasznych czasów również ciepła, czułości i delikatnego humoru.
Drodzy Goście, Czytelnicy – czujcie się zaproszeni do ponownych odwiedzin Klasyki literatury i filmu.
Rozsyłanie linków, udostępnianie mile widziane, jak również zwrócenie uwagi na zawodową, zarobkową działalność autora.
Kategoria: Uncategorized