Janusz Głowacki: “Antygona w Nowym Jorku” – opis, omówienie, analiza

2 lutego, 2024 19:23 Zostaw komentarz

Zdjęcia dzięki serwisowi Pixabay

Janusz Głowacki: „Antygona w Nowym Jorku” – dramat, w którym tragiczne losy bohaterów przyprawione są poważnymi dawkami czarnego humoru, często absurdalnego. Długotrwałe przebywanie na peryferiach normalnego życia sprawia przecież, że trudno łączyć w logiczną całość zapamiętane z przeszłości rytuały, codzienne czynności, procedury, wiedzę. Dawne nawyki tracą sens. Alkohol, niedożywienie, nieleczone zaburzenia swoje przecież także robią. Głupstwa plecie jednak i policjant, najpierw powtarzający wyuczone komunały o równych prawach każdego i o Ameryce, ukochanej, choć przybranej, matce imigrantów, by po chwili dziwić się, że nie chcą oni korzystać ze schronisk, w których przecież liczba gwałtów, kradzieży i morderstw wcale nie jest większa niż na ulicach. 

Widz „Antygony w Nowym Jorku” w krzywym zwierciadle spogląda na swoje własne życie.

Nade wszystko jest to tekst o rozpaczliwej samotności, naiwnej wierze w szanse na poprawę losu. To też historia prób obrony własnej godności, opowieść o przemocy silniejszych wobec słabszych, o wstydzie, zdradzie, miłości i upadku. Całkiem sporo, jak na akcję rozgrywającą się w ciągu jednej nocy na Tompkins Square Park, szesnaście dość krótkich scen zamkniętych w dwóch aktach. Życiowi rozbitkowie, brudni, nie do końca przytomni, wychłodzeni, nietrzeźwi z każdym kolejnym dialogiem odsłaniają swoje dramatyczne dzieje.

Bezdomni aktywni są nocą, śpią w dzień, gdyż tak, jak powie policjant, jest bezpieczniej. Dramat otwiera:

wprowadzająca wypowiedź sierżanta Murphy’ego;

przebudzenie Saszy, Rosjanina, w wieku około pięćdziesięciu, sześćdziesięciu lat, którego w Ameryce porzuciła żona;

pojawienie się Portorykanki, Anity, której wygląd wskazywał, że przeżycie przez nią trzydziestu pięciu lat „nie przyszło łatwo”

oraz wejście Pchełki, epileptyka, wiecznie niezdrowo pobudzonego Polaka, także „zniszczonego przez życie” w wieku czterdziestu, pięćdziesięciu lat.

Właściwie wraz z innymi postaciami z parku oraz osobami zapisanymi w ich pamięciach, tworzą mikrospołeczeństwo, w którym są jeszcze jakieś oczekiwania jednych wobec drugich, poczucie obowiązku, zadry, zawiści, potrzeba pokazania komuś, że jest się kimś ważnym, zasługującym na miłość, lojalność, szacunek.

Z dramatem Sofoklesa łączy utwór Głowackiego motyw jednej upartej kobiety, która za wszelką cenę zapragnęła pewnemu mężczyźnie odprawić pogrzeb…No i właśnie – tu jest problem, poważna zagadka: mężczyźnie ukochanemu? Mężczyźnie jej życia? Mężczyźnie ważnemu? Wiemy, kim był Polinejkes dla Antygony, ale co z Johnnym?

Anita, pojawiając się na scenie, pchała sklepowy wózek wyładowany wątpliwej wartości przedmiotami i dopytywała, co się stało z Johnnym. Dowiedziała się od Saszy, że o ósmej nad ranem zmarł.

Kobieta twierdziła, że Johnny ją kochał i że wiedzieli o tym wszyscy. Co ciekawe, wiadomość o odejściu ukochanego nie wstrząsnęła nią, przynajmniej takie wrażenie pozostawiła jej dość chłodna reakcja. Mieszkańcy parku oswojeni byli zapewne ze śmiercią. Anita zainteresowała się mocno tym, dokąd zabrano ciało. Relacja między dwojgiem bezdomnych musiała być specyficzna. Portorykanka chwaliła się, że była blisko z Johnnym, ale przecież więcej konkretnych informacji o nim pochodziło od Saszy. To on wskazał na absurdalność pytania Anity o to, czy przed śmiercią John coś powiedział. Po prostu zmarły w ogóle nie mówił. Potwierdziła to kobieta, zaznaczając, że tylko przez ostatnie pięć lat, a wcześniej mówił bardzo dużo. 

Ciało zabrano na Hart Island, gdzie grzebano przestępców i nędzarzy, a Johny, jak utrzymywała Anita, pochodził z Bostonu, z bardzo dobrej rodziny i był arystokratą. Te słowa dowodzą skłonności jedynej kobiecej postaci dramatu do fantazjowania. Są po prostu mało wiarygodne.

Anita po tym, kiedy dowiedziała się, gdzie spocznie John, przekazała Saszy i Pchełce dziewiętnaście dolarów i pięćdziesiąt centów, sumę w tamtej gromadce niemałą, by sprowadzili ciało bezdomnego. Chciała urządzić mu porządny pochówek, taki, na jaki w jej przekonaniu zasługiwał. Oczywiście, opłacenie formalności i ceremonii na cmentarzu pozostawało absolutnie poza możliwościami Portorykanki, więc panowie stanęli przed zadaniem wyciągnięcia zwłok z trumny czekającej na transport na Bronksie i przewiezienia ich metrem i w autobusie do parku, gdzie… mieszkali, bo tak to chyba w istocie rzeczy było.

Pieniądze na marnej jakości alkohol, dla uzależnionych, były korzyścią nie do pogardzenia.

Do wynagrodzenia bardziej natarczywie walczącego o swoje interesy Pchełki Anita dodała dwa używane buty narciarskie.

Ważny był pośpiech, ponieważ w czwartek, dnia następnego zwłoki nędzarzy, włóczęgów, przestępców przewożono promem na Hart Island, gdzie czekało na nich miejsce spoczynku w zbiorowych grobach na Potter’s Field, koło więzienia.

Sasza i Pchełka wywiązali się z zadania… częściowo. Udało im się zwłoki mężczyzny dostarczyć zgodnie z życzeniem Anity, tylko że w parku okazało się, że zaszła pomyłka. To nie było ciało Johnnego.

Było ciemno, panowie się śpieszyli. Polak pod wpływem, Rosjanin bez okularów, strażnicy co prawda oglądali telewizję, ale pies szczekał.

Sasza był wściekły na Pchełkę, lecz Anita wydawała się nie dostrzegać różnicy. Obcego człowieka traktowała, jakby był jej najbliższą, żyjącą jeszcze przed kilku dniami osobą. Mało tego, spytała Rosjanina, czy nie ma jakiegoś zdjęcia, ponieważ zamierzała fotografię Johnnego ułożyć przy grobie. Sasza wręczył jej zdjęcie, które znalazł na Bronksie Pchełka. Przedstawiało zamożnego czarnoskórego mężczyznę. Kobieta najpierw pomyślała, że to utrwalony obraz Szaszy, a potem uznała, że będzie odpowiednie, by pełnić rolę wizerunku Johna.

Niektórzy twierdzą, że umiejętność zawierania z życiem kompromisów bardzo się przydaje. Opisana powyżej sytuacja daje wiele możliwości interpretacyjnych. Anita miała uszkodzony mózg i naprawdę nie dostrzegła, że uczestniczy w pożegnaniu kogoś obcego, ale przecież pomyłkę zauważyli obaj jej znajomi. Może Głowacki w osobie Johna przedstawia los każdego, „everymana”? Niby przywiązujemy wagę do osobnego bądź rodzinnego grobu, rangi miejsca, czy będzie to aleja zasłużonych, czy kąt pod murem, Powązki czy może wielkie komunalne pustkowie bez charakteru daleko za miastem? Z drugiej strony przecież wielkiego znaczenia to nie ma i po trzech pokoleniach mało kto kogo pamięta, rozpoznaje po twarzy na zdjęciu. Żyjemy w świecie rozpadających się więzi, coraz słabiej łączących relacji rodzinnych.

I wreszcie najsilniej przemawiająca interpretacja powiązana z opowieścią Anity o tym, jak to John pierwszy raz przyszedł do parku, poczęstował ją piwem, opowiadał żarty, przyjemnie spędzali razem czas nad East River i mężczyzna wystąpił w obronie jej godności.

Dwoje ludzi zostało zaczepionych przez funkcjonariuszy policji i oskarżonych o uprawianie seksu w miejscu publicznym. Zażądali, żeby Anita uniosła spódnicę i pokazała, co ma pod spodem. Było to, oczywiście, brutalne nadużycie władzy. Wobec nikogo innego tak zwani stróże prawa nie pozwoliliby sobie na takie naruszenie dóbr osobistych. Nie zrobiliby tego nawet wobec bezdomnych, ale przy świadkach należących do społeczeństwa ludzi świadomych prawa i mających jakąkolwiek moralną wrażliwość.

John nie pozwolił Anicie na wypełnienie polecenia funkcjonariuszy, choć była gotowa to zrobić.

Zdarzyło się coś, czego dawno nie doświadczyła. W długim przeciągu czasu życia kobiety miał miejsce prawdopodobnie jedyny przypadek, gdy ktoś potraktował ją po ludzku, z szacunkiem, troską i starał o nią, jej dobre samopoczucie, bezpieczeństwo. Przypłacił to pobiciem przez policjantów i aresztem.

Anita pamiętała, że użył wobec niej słów „moja kobieta”. Kiedy jednak John pojawił się po pięciu latach w parku, nie poznał jej. Zresztą, czy to na pewno był on? Wierzyła, że tak i że ją kochał.

Doświadczyła bardzo wiele. Ojciec rodzinę porzucił, mama, z którą przybyła do Stanów, zmarła. Właściciel mieszkania, gdzie pozostawiła rzeczy, wykorzystywał ją. Brat ukradł pieniądze przeznaczone na pogrzeb matki i sprowadzenie ciała do Portoryko.

Troska o godny pochówek dla Johnnego to jedna z niewielu nici łączących kobietę ze światem ludzi, to przejaw obrony własnej godności. A może się mylę? Może cały tandetny ceremoniał przy ławce w parku jest dowodem na upodlenie ludzi, niemożność dostrzeżenia swego upadku, pokaz zdolności do okłamywania samego siebie?

Anita jednak nie zapracowała na swoją porażkę. Jej grzechem było pochodzenie z biednego kraju, z ubogiej rodziny, zdrada ojca, ekonomiczny wyzysk imigrantów, którzy za kilkadziesiąt centów szyli bluzki sprzedawane później za znacznie więcej. Winą była śmierć matki, bo tylko z pensji ich dwóch mogły opłacić mieszkanie, rozedma płuc, wyrzucenie z pracy. W pogrzebie Johna nie ma szyderstwa. W każdym razie nie powinniśmy go tam widzieć…

Podczas pogrzebowej uroczystości, w której uczestniczyli jedynie Sasza i Anita, Portorykanka opowiedziała o swoim życiu i spotkaniu ze zmarłym, które stało się czymś w rodzaju aktu zaślubin. Nie bardzo wiemy, czy faktycznie można mówić o miłości. Po aresztowaniu przez złośliwych i brutalnych policjantów mężczyzna był przetrzymywany dłużej niż kobieta, ale powrócił rzekomo po pięciu latach. Nie poznał Anity. Pytanie, czy to był na pewno on.  Na wieść o śmierci Johnnego jego wielka miłość wcale nie rozpaczała, nie przeżywała. Gwałtowne, nieoczekiwane zgony były chyba w tym mikroświatku czymś naturalnym. Spodziewali się ich. Szasza przecież udał się kiedyś na przystań, z której prom zabierał zwłoki bezdomnych z całego Nowego Jorku, a więźniowie z zakładu penitencjarnego chowali je na Potter’s Field. Rosjanin wyjaśnił, że pojechał tam popatrzeć i że skojarzył mu się widok z leningradzkim zoo. Prawdopodobnie chciał zobaczyć miejsce, gdzie spocznie na zawsze.

Innym niesłychanie przejmującym literackim obrazem utraconego bezpowrotnie życia i niewiary w to, że cokolwiek może się odmienić, jest samookłamywanie się Pchełki w snutych opowieściach o spotkaniu z piękną Jolą, która przyjedzie do niego z Polski i po roku wspólnej pracy wrócą do ojczyzny, zbudują dom i zatkną na szczycie amerykańską flagę. Sasza bezlitośnie sprowadza towarzysza na ziemię, przypominając mu, jak to ukochana przyleciała do niego, ale on nie tylko nie udał się po nią na lotnisko, ale nawet, gdy odnalazła go w parku, nie chciał do niej wyjść. Oczywiście, nakłamał w listach do Polski, chwalił się w nich pięciopokojowym mieszkaniem, portierem w budynku i samochodem. Nie przyznał się do porażki. Wydaje się jednak, że Jola była gotowa mu wybaczyć i wszystko zrozumiała. Może naprawdę go kochała i może była to wspaniała, pełna zrozumienia i troski miłość. Pchełka nie potrafił skonfrontować się z rzeczywistością. Nie umiał przyjąć uśmiechającego się do niego szczęścia. Jola czekała, płakała, a on pijany siedział w krzakach. Wróciła do kraju bez niego.

Sasza zaczynał swoje życie na wyższym pułapie. Dostrzeżono jego malarski talent. Kto wie, jak by się rozwinął, gdyby generalny sekretarz, Leonid Breżniew na wystawie w Leningradzie nie napluł na jego obraz. Szczęście jednak sprzyjało młodemu artyście. Został zaproszony do Stanów Zjednoczonych i tam wraz z innym przybyszem z ZSRR miał zorganizowaną wystawę. Wielki sukces nie nadszedł, więc trzeba było zakasać rękawy i wziąć się do roboty mniej może ambitnej, ale płatnej. Rosjanin remontował mieszkania i poznał dzięki temu pewnego profesora piszącego książkę o Szekspirze. Otrzymał od niego ofertę pracy dla żony. Trzeba było tylko zakupić komputer, dzięki któremu kobieta będzie przepisywać tekst. Za zaoszczędzone pieniądze małżeństwo nabyło sprzęt, a żona Saszy zostawiła go dla naukowca z Uniwersytetu Columbia, gdy tylko jego dzieło okazało się bestsellerem. Autor dowiódł, że wybitny dramaturg, twórca „Hamleta”  był kobietą.  Nieszczęsny malarz z Rosji próbował odebrać sobie życie, ale skończyło się na złamanej nodze i złamanym sercu.

Anita, najmłodsza z głównych postaci, mająca kobiecą zdolność do projektowania przyszłości z drobnych przesłanek, zaczęła widzieć w Rosjaninie partnera, z którym mogłoby się udać odbicie od dna. Tchnęła w jego nasycony rezygnacją i rozpaczą umysł odrobinę nadziei. Zaczęła dopytywać, czy Sasza jest rozwiedziony. Trzeba przyznać, że zobaczyła w nim kandydata do ułożenia wspólnego życia dopiero, gdy w ziemi spoczął John. Mężczyzna pod wpływem zainteresowania Anity zaczął dostrzegać w swojej sytuacji pewne plusy. Przypomniał sobie list od jednego z dziekanów Akademii Sztuk Pięknych w Moskwie, który zapewnił, że o nim pamięta i że czekają na niego. W Rosji żyła matka Saszy, mieli mieszkanie. Ojciec co prawda został aresztowany przez tajne służby i nic o nim nie było wiadomo. Dość na tym, że bezdomny artysta zaczął się już nawet zastanawiać, czy nie warto byłoby zgłosić się do ambasady i nie poprosić o ułatwienie powrotu do ojczyzny. Anita spytała o mieszkanie, z którego po podpaleniu wyskoczył Sasza. Niestety, nie było jasne, czy spłonęło, czy nie. Mężczyzna stwierdził, że nie byłoby sensu się tam wprowadzać, ponieważ, cytuję w dokładnym brzmieniu: „wyrzuciliby nas po tygodniu”. To „nas” wywołała u Anity reakcję taką, jak kiedyś słowa Johna: „moja kobieta nie będzie pokazywać majtek”. Wpadła w euforię, zaczęła otwarcie projektować wspólne życie, zapewniać Saszę, że na pewno sobie razem poradzą. Jedno małe słowo otworzyło wielki strumień nadziei.

Oczywiście, wkrótce pojawił się Pchełka ze swoim wybuchem zawiści i panicznym strachem, że zostanie sam. Rosjanin oszukiwany przez niego, wykorzystywany nie umiał zerwać więzi. Nieszczęśnicy nienawidzący siebie, swojego życia nie mieli nikogo innego. Wkrótce zresztą niedoszły kochanek Joli zaczął znów snuć wizje swojego odrodzenia i odbicia się od dna. Kruchą chwilową zgodę przypieczętowało wspólne spożycie substancji odurzającej. W tym czasie Anita została skrzywdzona przez jakichś drani. Znajomi pijacy nie pomogli jej.

Z relacji policjanta dowiadujemy się, że teren parku „oczyszczono” z bezdomnych. Na skutek pogłosek o zakopanych gdzieś tam zwłokach przekopano połowę obszaru w ich poszukiwaniu, ale nie znaleziono niczyjego ciała. Jedna z osób próbowała się za wszelką cenę dostać z powrotem, a kiedy park otoczono płotem trzymetrowej wysokości powiesiła się na nim. Pochowano ją na Potter’s Field.

Jak widzicie, historia strasznie smutna, przygnębiająca. Nasycona jednak żartami. Wydaje się, że z ludzi przegranych, znajdujących się na samym dnie łatwo kpić. Mają odrealnione widzenie świata i siebie. Anita nie mogła pojechać po zwłoki Johna z prostego powodu, dla niej oczywistego. Nie wpuszczono by jej z wózkiem do metra. Jak jednak inaczej mówić o bezdomnych publiczności złożonej z zadowolonych z siebie ludzi sukcesu, których stać na bilet do teatru? Może nie życzyliby sobie historii chwytającej za serce utrzymanej w tonie współczucia.

Bez wątpienia przyznać Głowackiemu trzeba perfekcyjną konstrukcję fabuły, przesycenie tekstu realiami nie tylko życia biedaków bez dachu nad głową, ale i funkcjonowania nieco lepiej sytuowanych warstw. Autor pokazał hipokryzję społeczeństwa, choćby w przekonaniach głoszonych ze sceny przez policjanta w duchu prawdy: prawo jest sprawiedliwe, gdyż w jednakowym stopniu bogatym i biednym zabrania sypiać pod mostami.

Zawsze zastanawiało mnie obsesyjne gromadzenie różnych przedmiotów, toreb przez bezdomnych. Przecież te „majątki” nie miały żadnej, ale to żadnej wartości. Mimo to nie rozstawali się z nimi, ponieważ człowiek w przedmiotach do niego należących widzi zawsze jakieś oparcie. Pamiętam też po przemianie ustrojowej pierwszą bezdomną osobę koczującą na ulicach w pobliżu Pałacu Namiestnikowskiego, Uniwersytetu Warszawskiego. Miała tablicę z opisem krzywdy, która ją spotkała, naprawdę bądź rzekomo. Wydawało mi się, że jej największym problemem nie była bezdomność, ale właśnie to skrzywdzenie i konieczność żebrania o współczucie.

Wracając do „Antygony w Nowym Jorku” dodać należy, że oprócz trójki kluczowych bohaterów, Anity, Pchełki i Saszy, a także wymienionego już tu stróża prawa i będącego bardziej legendą, echem przeszłości – Johnnego, przewijają się we wspomnieniach, krótkich miniujęciach także inne postaci. Nawet te kilkuzdaniowe przywołania ukazują groteskowość życia, jego tragizm i śmieszność jednocześnie. Skrywają ważne filozoficzne pytania.

Od razu przytoczę z pierwszego wystąpienia sierżanta Murphy’ego opowieść o bezdomnym, który pewnego dnia wstał, obudził w sobie wolę życia, zaczął sprzedawać jakąś literaturę, używane książki, czasopisma, zbił z desek porządny kramik, miał pomysły i „amerykańskie wyczucie biznesu w jajach” – jak ujął to policjant. I gdyby nie został zamordowany przez zawistników z otoczenia, dziś pewnie miałby własne mieszkanie. To groteskowa wersja mitu o milionerze zaczynającym od pucowania butów, przypomnienie amerykańskiego snu o sukcesie, o zrealizowanym marzeniu.  

Sasza natomiast, słysząc wycie jakiegoś nieszczęśnika, wspomina „grubego wariata z Jamajki”, który pewnej nocy zaczął nerwowo biegać, wrzeszczeć i wepchnął pod samochód dwunastoletnią dziewczynkę. Zabrano go do szpitala psychiatrycznego, ale po trzech dniach przywieziono z powrotem, ponieważ uznano, że jest zbyt niebezpieczny, by trzymać go w lecznicy. Absurdalnego humoru dużo jest u Głowackiego, ale przypomniałem tę wypowiedź Saszy, gdyż kierunkuje uwagę czytelnika, wskazuje, że tekst dramatu mówi w pewien sposób o wielu z nas. Zaczyna się od słów: „Bardzo wielu ludzi w dzień bardzo spokojnie sobie żyje, a w nocy coś ich chwyta”.

 

Bezdomni, pijacy są przecież wciąż ludźmi i utrzymywanie wzajemnych relacji, zwłaszcza tych bardziej wartościowych, należy do ich istotnych potrzeb.  Dlatego Pchełka walczy o uwagę Saszy, choć, jak się później czytelnik czy widz dowie, mężczyzna ten bez podłych gierek, oszustwa, manipulacji nie potrafi sobie radzić. Potrzebuje przyjaciela, ale po to, by mieć kogo zdradzić.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że żadnej nacji w tak ciemnych barwach Głowacki nie przedstawił, jak Polaków. Pchełka to oszust, w dodatku dziedziczący po rodzinie fałszywie rozumianą religijność. Jego babka twierdziła, że utopić dziecko to prawie taki sam grzech jak urodzić nieślubne i powstrzymała, według opowieści bezdomnego, córkę przed zabiciem niemowlaka. Pchełka był kiedyś w polskim kościele na mszy wielkanocnej, a wtedy ktoś mu ukradł portfel. Sam jest zawistny, złośliwy i nienawidzi wielu nacji. Drugi czarny charakter w „Antygonie” Głowackiego to także Polak, dozorca w kotłowni, który dorabia się na bezdomnych szukających ciepła, ale prowokuje ich w środku nocy do wyjścia z powodu nadmiernego gorąca, a potem pobiera opłatę jeszcze raz. Wielu biedaków wtedy właśnie się przeziębia. Dozorca to nie tylko Polak, ale i „dobry katolik”, który zbiera pieniądza na wycieczkę do Watykanu.

Pchełka zdefraudował siedem dolarów Saszy, kupił trzy „pershingi”, sam je wypił, a za pozostałe dwa dolary opłacił noc w kotłowni. Oczywiście, Saszy próbował „sprzedać” historyjkę o rzekomym ataku epilepsji i tym, że pieniądze wypadły z kieszeni bądź ktoś je ukradł. Kolejną groteskową opowieścią jest ta o rzekomym odwiedzaniu parku przez amerykańskie rodziny, które z powodu recesji i braku pracy okradały śpiących włóczęgów.

Pchełka wpada w panikę, kiedy orientuje się, że kolega, którego okradł, oszukał, zawiódł, może wyjechać, wrócić do rodzinnego miasta, Leningradu.

Sasza wspomina, że mieszkanie, w którym żył z ojcem sąsiadowało z lokalem wykorzystywanym przez KGB. Przesłuchiwano tam ludzi. W dzień i w nocy dochodziły stamtąd krzyki. Ojciec Saszy lubiący sztukę też został aresztowany i oskarżony.

Sasza to Rosjanin o żydowskich korzeniach. Głowacki mocno akcentuje polski antysemityzm głównie poprzez zachowania i wypowiedzi Pchełki. Opowiada on o wydawaniu Niemcom podczas II wojny światowej Żydów, którzy uciekli z transportów. Wspomina również to, jak jeden z mieszkańców jego wioski, inaczej niż reszta, przechował Żyda w stodole, ocalił mu życie, a tamten potem przysyłał mu różne dobra. Sąsiedzi umierali z zazdrości i żalu do siebie, że nie okazali się tak przewidujący. Pchełka uroczyście zapewnia, że po tym wydarzeniu nikt z jego miejscowości nigdy żadnego Żyda nie wyda.

Fałszywy przyjaciel Saszy próbował nawet namówić go do sprzedaży nerki, by on zarobił na transakcji jako pośrednik.

Antysemityzm, fałszywa religijność, interesowność, małostkowość. Cóż, nie wszędzie mamy dobrą opinię.

Obawiam się, że pan Głowacki trochę utrwalał nieżyczliwe stereotypy o nas.

Utwór często pojawia się w zestawach lektur matury międzynarodowej (IB). Stąd jego omówienie. 

Link, który może Was zainteresować: 

Sofokles: “Antygona” – omówienie, analiza 

Linki do literatury przedstawiającej życie w Ameryce Północnej:

Kurt Vonnegut: “Śniadanie mistrzów” – opis,omówienie 

Kurt Vonnegut: “Rzeźnia numer pięć” – opis, omówienie 

John Steinbeck: “Myszy i ludzie” – opis, analiza

Ken Kesey: “Lot nad kukułczym” – omówienie, opracowanie 

Harper Lee: “Zabić drozda” – omówienie, analiza

John Dos Passos: “Manhattan Transfer” – opis, omówienie 

John Steinbeck: “Na wschód od Edenu” – opis, analiza 

Truman Capote: “Z zimną krwią” – opis, opracowanie

Przykładowe omówienia filmów, których więcej znajdziecie w dziale FILM – w zakładce pod nagłówkiem BLOG:

Clint Eastwood: „Bez przebaczenia”

 Lasse Hallström:  Co gryzie Gilberta Grape’a

Michael Cimino: „Łowca jeleni”

Quentin Tarantino: „Nienawistna ósemka”

Harold Ramis: „Dzień świstaka”

Blake Edwards: „Śniadanie u Tiffany’ego”

Wayne Wang, Paul Auster: “Dym”

Bracia Coen: “To nie jest kraj dla starych ludzi”

Bracia Coen: “Człowiek, którego nie było”

Mike Judge: “Idiokracja”

John Lee Hancock:  “McImperium”

Fred Zinnemann: ” W samo południe”

Sergio Leone: “Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”

Frank Darabont: “Skazani na Shawshank”

Robert Zemeckis: “Forrest Gump”

Jeśli Was lub Waszych znajomych czeka w niedługim czasie egzamin ósmoklasisty lub matura, pamiętajcie o możliwości skorzystania z prowadzonych przeze mnie indywidualnych bądź grupowych zajęć przygotowujących do tej próby. Lekcje odbywają się on-line, w Warszawie, do wyboru – u ucznia bądź na osiedlu Stara Miłosna.  W zakładce KONTAKT znajdziecie adres e-mail i numer telefonu.

Możecie też zajrzeć na stronę Sztuka Słowa pod zakładkę: referencje. 

Kto woli pracować sam, niech regularnie przegląda zasoby bazy wiedzy. Warto uważnie przestudiować zwłaszcza materiały z działu “Jak pisać”.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *