John Flanagan: “Zwiadowcy, Księga pierwsza, Ruiny Gorlanu” – omówienie, opis, analiza, rekomendacja, recenzja
17 lipiec, 2026 18:11 Zostaw komentarz
Mam nadzieję, że mieszkańcy tureckiego Demre, skąd to zdjęcie pochodzi, wybaczą mi skojarzenie.
„Ruiny Gorlanu” to młodzieżowa powieść w konwencji fantasy otwierająca całą serię pt. „Zwiadowcy”. Dobrze przyjmą ją dwunastolatkowie, choć zdarza się, że sięgają po nią młodsi. Moja koleżanka z liceum mająca dorosłe już dzieci też niedawno przeczytała ją z przyjemnością. Sam podczas lektury również nie narzekałem. Jej osią są losy sieroty wojennego, Willa rozwijające się w myśl hasła: od zera do bohatera.
Will to postać zbudowana w przystępny dla umysłów dzieci sposób. Owszem, trochę przez los skrzywdzony, ale też radzący sobie dość samodzielnie chłopiec. Nie bardzo wiadomo, kim byli jego rodzice, co powoduje, że nawet w grupie sierot nie zajmuje najwyższej pozycji. Jest niewyrośnięty, słabszy fizycznie, mniejszy od równolatków, co w pewnych sprawach zmusza go znów do akceptowania ról marginalnych. Pamiętajmy, to w końcu realia upodobnione do wieków walki na miecze i targania wszystkiego na plecach. Historia Willa, ale też pozostałych kilkorga postaci, uczy, że każdy ma jakieś talenty, predyspozycje, wrodzone lub wcześnie nabyte umiejętności, które dostrzeżone przez mądrych opiekunów i rozwijane pozwolą na osiągnięcie tak zwanego życiowego sukcesu.
Dziś dzieci czy nastolatkowie, jeśli sierotami nie są, to często i tak zmagać się muszą z poczuciem osamotnienia, opuszczenia, takiej czy innej nieobecności dorosłych. Ich przyszłość też rzadko kiedy może być jasno wytyczona, a środowisko wcale nie takie bezpieczne, jakby się wydawało.
Piękne są tu, jeśli już o tym mowa, postacie dorosłych. To wymagający, ale bardzo życzliwi i oddani swoim zadaniom ludzie. Mają precyzyjnie wyznaczone cele, co także sprawia, że w świecie przedstawionym pierwszego tomu „Zwiadowców” przyszłość jest przewidywalna, teraźniejszość poukładana według jasnych, zrozumiałych reguł. Starsi mogą dobrze przygotować wychowanków do życia. Zmiany nie zachodzą tak szybko jak współcześnie.
Akcja utworu, jako się rzekło, umieszczona została w rozbaśniowionym średniowieczu. Tak to już z powieściami fantasy bywa. Utwór ma godne zaznaczenia i docenienia walory wychowawcze. Oprócz głównej postaci w wieku lat piętnastu, w bliższym, a czasem dalszym towarzystwie znajdują się rówieśnicy Willa: Alyss, Jenny, Horace i George, wszyscy w kluczowym dla swego życia momencie wyboru drogi kariery, rozwoju, ścieżki przyszłości. Jest tu zarazem problematyka młodzieńczych sporów, konfliktów i rozwijającej się powoli, ale skutecznie, głębokiej przyjaźni. Jeden z towarzyszy z dzieciństwa głównego bohatera styka się w Szkole Rycerskiej z nękaniem, prześladowaniem, przemocą ze strony kolegów, co też ma dziś wielkie znaczenie dla rodziców i wychowawców, którzy mogą uczulić młodzież, dzieci na występowanie takich zjawisk, zachęcić do rozmowy na temat krzywdzenia i izolowania ofiar przez złoczyńców.
Świat „Ruin Gorlanu” rozpięty jest na osi pomiędzy harmonijnie rozwijającym się królestwem, a buntem jednego z baronów, który nie pogodził się z przegraną sprzed kilkunastu lat i postanowił wziąć odwet, zemścić się i przejąć władzę nad wszystkimi ziemiami Araluen.
Tu podkreślić zamierzam kolejny niezwykle ważny walor powieści. Zbudowana w niej rzeczywistość ułożona jest na fundamentach, które są dla nas podstawowymi wartościami. To: pokój, rozum, cywilizacja, praca, lojalność, porządek, kultura, życzliwość, zaufanie, autorytet, porządek, sprawiedliwość . Dlatego znów można wspomnieć o atrakcyjności „Ruin Gorlanu” w procesie kształtowania młodych ludzi, czy to w szkole czy w domu.
Każdej z powyższych postaw, idei, norm coś się w powieści przeciwstawia.
Baron Morgarath rozpoczął kiedyś wojnę i znów sięga po nią jako po narzędzie. Zatem pokój versus wojna.
W zamku są szkoły prowadzone przez Mistrzów Sztuk, docenia się zatem sprawność w zakresie wielu dziedzin, rzemiosł, naukę, kształcenie. Mądre zarządzanie przynosi efekty. Bohaterowie będący protagonistami podkreślają niemożność pojęcia, zrozumienia właśnie, nomen omen, postępowania zbuntowanego i żyjącego na wygnaniu Morgaratha, który do realizacji swych planów wykorzystuje istoty dzikie, brutalne. Zatem rozum versus dzicz. Zbudowanej i pielęgnowanej w królestwie Araluen cywilizacji przeciwstawiony jest chaos i sprowadzane gdzieś z dalekich stron nieznane istoty, kalkary i wargalów. To na głębszym poziomie zapewne symbole naszych demonów, z którymi prawie każdy, jeśli nie każdy z nas, musi się zmagać, a które mogą odebrać chęć do rozwoju, zachowania wolności, życia, zdrowia. Cywilizacji przeciwstawiona jest brutalna agresja i dopuszczanie do spraw ludzi istot, stworów budzących grozę i kierujących się przede wszystkim prymitywnymi instynktami.
Rozum nakazuje też dużą rozwagę przy doborze kandydatów na uczniów do różnych szkół. Bierze się pod uwagę charakter, predyspozycje i wyznacza okres próbny. Szkoła jest nie dla wszystkich. Może dlatego ceni się ją, choć narrator przyznaje, że potomkowie szlachetnych rodów i znanych rodziców mają nieco łatwiej, ale im także narzuca się sztywne reguły i karze, gdy zasłużą.
Praca. Will i Horace mają dnie wypełnione zadaniami. Pozostała trójka także, choć losy dwóch pierwszych wyeksponowane są najbardziej. Will jako czeladnik w zawodzie zaczyna od sprzątania domu, szorowania garów, rąbania drewna. Na początek lekcja pokory i posłuszeństwa. Horace przechodzi w Szkole Rycerskiej morderczy trening, ale choć sprzyjają mu siła fizyczna oraz wrodzony talent do szermierki, to bez osiągnięć w nauce zostałby po okresie próbnym wydalony.
Lojalność to niewidoczna nić spajająca królestwo, ale pełniąca role najważniejsze. Lennicy poza Morgarathem nie myślą o sprzeciwieniu się władcy, a cały kraj traktują jak wspólne dobro, o które należy dbać i którego chcą strzec i bronić. Uczeń oddany swemu mistrzowi uważa za swój obowiązek śpieszyć mu z pomocą. Koledzy, nawet jeśli skonfliktowani, bronią wzajemnie swego życia.
Baron Arald otacza opieką dzieci byłych poddanych, którzy w większości oddali życie w służbie króla. Dla każdego z młodych ludzi znajdzie się miejsce, choć nie zawsze takie, o jakim marzy.
Zdrada Morgaratha, oczywiście, wyklucza go ze wspólnoty lenników, możnowładców, elity królestwa. Traci on swoje włości, jest wygnańcem.
Porządek wdrażany jest w zarządzaniu królestwem, zamkiem, szkołą, przygotowaniach do pełnienia ról, w zasadach, którymi muszą kierować się zwiadowcy. Kultura kwitnie tam, gdzie ład w relacjach między ludźmi, trwa pokój, a dzięki pracy i organizacji dobrobyt i piękno. Już na początku powieści pokazana jest różnica między posępnym pustkowiem, miejscem wygnania Morgaratha a zarządzaną dawniej przez niego krainą, w której kwitło życie, a na zamku odbywały się turnieje rycerskie, które podziwiały wystrojone damy.
Życzliwość przeważa w stosunku nauczycieli do podopiecznych i we wzajemnych relacjach najważniejszych mieszkańców zamku. Nikt, poza najmłodszymi, i też nie wszystkimi i tylko do czasu… nikt zatem nie walczy o lepszą pozycję, o szacunek, uznanie. Nie podlegają one dyskusji, zostały wypracowane wieloletnią służbą i zaświadczonymi w praktyce kompetencjami. W siedzibie lenna barona Aralda są służby dyplomatyczne, coś co można by nazwać działem prawa i redakcji pism, Szkoła Rycerska, wyspecjalizowana kadra zajmująca się końmi dla wojowników. No i, naturalnie, jest także kuchnia i powiązany z nią proces przygotowywania adeptów chochli, patelni i garnka.
Baron Arald, w którego lennie toczy się przede wszystkim akcja powieści, to człowiek empatyczny, stanowczy, uważny i dobry. Lubi wziąć udział w trudnym polowaniu, ale też narzeka, że jego współpracownicy nie mają takiego poczucia humoru jak on.
Sprawiedliwość to ważna zasada w królestwie Araluen. Dlatego Willowi zostanie zaoferowana szansa na coś, na czym mu dawniej zależało, a czego mu odmówiono. Postawą swoją chłopiec udowodnił, że na to coś zasłużył. Sprawiedliwość jest tu zatem w cenie. Piszę może nieco enigmatycznie, ale po to, by nie pozbawiać przyjemności tych, którzy po „Zwiadowców” dopiero sięgną.
Zdradzić jednakowoż chyba mogę, że tytułowi zwiadowcy to elitarna, nieliczna grupa świetnie wyszkolonych fachowców, których zadania nie ograniczają się do tego, co dziś kojarzy się ze zwiadem, czyli rozpoznaniem.
Zajmują się wywiadem, czyli zbieraniem informacji na temat zamiarów, planów wrogów lub potencjalnych przeciwników królestwa. Patrolują powierzone im pod opiekę lenna, by pilnować przestrzegania prawa. Czasem prowadzą śledztwa i zbierają dowody zbrodni.
Korpus Zwiadowców powołany został także do realizacji zadań specjalnych podczas wojny, czyli do przeprowadzania dywersji, tajnych działań na terytorium przeciwnika i do pełnienia roli przewodników własnych sił uderzeniowych.
Pewnym naruszeniem obrazu średniowiecza jest pokazanie biurokracji, na którą wpływowi rycerze i zarządzający szkołami, treningami uczniów narzekają. Mocna to niezgodność z naszą wiedzą o średniowieczu. Większość rycerstwa wówczas nie potrafiła czytać i pisać.
Co do działalności służb specjalnych, gier wywiadu, kontrwywiadu oraz w kwestii takich zagadnień jak stosowanie dezinformacji w okresach wojny lub tuż przed jej wybuchem, to miłośnik historii wieków średnich natrafi na bardzo ciekawe tropy.
Podczas wielkiej wojny z zakonem krzyżackim lat 1409 – 1411 lekka jazda, straże przyboczne a nawet zorganizowana do tego ludność pogranicza sprawnie przechwytywały krzyżackich zwiadowców. Udało się utrzymać w tajemnicy budowę i spławienie mostu, po którym polskie rycerstwo przeszło Wisłę w drodze do Prus, by stoczyć z Krzyżakami i ich sprzymierzeńcami wielką bitwę. Więcej poczytacie nawet w Internecie. Z kolei nasze służby „polowały” na krzyżackich kurierów, by zorientować się nie tylko w zamiarach przeciwnika, ale też w nastrojach panujących wśród rycerstwa wrogiego państwa. Zwycięstwo pod Grunwaldem było efektem między innymi znakomitej organizacji, z żelazną konsekwencją realizowanego planu, świetnej logistyki i z sukcesem tym razem prowadzonej walki informacyjnej. Pewnie nie był to wyjątek na skalę europejskiego średniowiecza, zatem Flanagan tu z wiedzą historyczną się nie minął.
Wśród zalet powieści trzeba wymienić także umiejętne pokazywanie tego, co czasem utrudnia w sferze psychiki, uprzedzeń, emocji zrozumienie drugiej strony, tego co wywołuje niesnaski, poczucie krzywdy. Czasem narrator dodaje coś od siebie jak taktowny przewodnik i wychowawca, ale czyni to rzadko i nie narzuca się.
Bardzo fajne, budujące dla młodych ludzi jest osiągnięcie przez Willa, Horace’a i innych sprawczości, czego tak istotnego w życiu. Nastolatki bardzo potrzebują takiej wiary we własne siły, w możliwość kierowania swoim życiem i zmieniania świata na lepsze, obrony tego, co dobre, bezpieczne, drogie i własne.
Moi Drodzy Czytelnicy. Bardzo lubię, gdy wracacie na strony Klasyki literatury i filmu. Cieszę się, gdy spływają do mnie od uczniów informacje, że nauczyciele w roku szkolnym wykorzystują niektóre artykuły stąd na lekcjach języka polskiego. Dotyczy to częściej zajęć w liceach, choć skali tego zjawiska nie znam. Pojedynczy wpis funkcjonuje na odrębnym adresie URL, a zatem pozycjonują się w Internecie każdy z osobna. Możecie więc trafić kiedyś na nie przypadkiem, szukając jakiejś informacji o książce lub filmie.
Na stronie jest już około 200 wpisów. Na dole każdej karty znajdziecie alfabetyczny spis treści. Działa też wyszukiwarka (lupka). Niemniej jednak, by zaprosić Was do pozostania tu i zorientowania się w zasobach bazy wiedzy, którą buduję dla Szanownych Państwa od lat, wklejam garstkę linków. Możecie „klikać” bez obaw. Nie włączą się natrętne reklamy. Żaden link nie wyprowadzi Was na zewnątrz.
Uwaga: kliknięcie w lewym górnym rogu w imię i nazwisko autora (nazywam się Tomasz Filipowicz) albo w piórko przeniesie Was na stronę główną, na sam początek.
LINKI:
z literatury:
„Chłopcy z Placu Broni” – znakomita powieść o nastolatkach, o ich drodze do stania się mężczyznami, o budowaniu pozycji w grupie i o bohaterstwie. Dziewczynkom też się podoba.
„Ania z Zielonego Wzgórza” – piękna opowieść o dzielnej panience, sierocie, która potrafiła walczyć o prawo do posiadania domu i rodziny.
„Diuna” – powieść fantasy. Nie jest miłością mego życia. Może przeczytałem ją zbyt późno, ale zapraszam do lektury osoby szukające podstawowych informacji, jakiegoś wprowadzenia do tego dzieła.
z filmu:
„Hugo i jego wynalazek” – tkwi w mojej pamięci mocno scena, gdy Hugo schwytany przez żandarma krzyczy, że chce tylko pracować, a druga kluczowa w tej opowieści postać, dojrzały mężczyzna w poważnym wieku reaguje stanowczo, mówiąc, że on tego chłopca rozumie. Praca, wartościowa, sensowna, przynosząca pożytek jest czymś dla mężczyzn niezwykle ważnym. Film odpowiedni dla młodszych dzieci. Jest w nim sporo z baśni. Wszyscy, dorośli i młodzież, skorzystają dużo, gdyż dziełem swym reżyser przypomniał postać Georga Mélièsa, wielkiego wizjonera, pioniera kina, współtwórcy jego języka, autora pierwszych filmów science fiction. Obejrzyjcie film, poczytajcie o Mélièsie.
„Dzieci niebios” – dzieło kinematografii irańskiej. Cudny film o zmaganiu się z trudnościami życia, codziennymi, może z punktu widzenia dorosłych – błahymi, małych bohaterów. Piękne ujęcia, trochę egzotyki, ale obraz na wskroś uniwersalny.
„E.T.” – kino familijne i science fiction. Protagonistami są ziemscy nastolatkowie i przybysz z kosmosu, też chyba niedorosły, bo trochę gapa. Między bohaterami wywiązuje się silna więź, a muszą sobie poradzić wraz z kumplami z podwórka z całą masa dorosłych chcących zaingerować w ich życie.
„Cinema Paradiso” – piękny film o kinie, o jego magii, sile przyciągania i kształtowania ludzkich losów, o potędze wyobraźni, o poszukiwaniu drogi w życiu, o dojrzewaniu, o przyjaźni między dorosłym mężczyzną i chłopcem, którego ojciec zaginął podczas wojny. Wspaniała muzyka, zachwycające zdjęcia.
„Marzyciel” – doskonały film o wielkich stratach, które dotykają małych ludzi, o walącym się na głowę świecie, o przyjaźni między dorosłym mężczyzną a chłopcami, którzy stracili ojca, a za chwilę odejdzie ich matka. To poetyckie nieco przypomnienie postaci Jamesa Matthew Barriego, twórcy „Piotrusia Pana”
„Forrest Gump” – zdecydowanie bardziej odpowiedni dla starszych nastolatków, ale, skoro już się zgadało o opowieściach z układem bohaterów: młody + przewodnik wprowadzający w życie, to czasem bywa, że z powodu braku ojca to matka musi młodego „wystrzelić” w życie. Jest to też dzieło mówiące, że los bywa przewrotny i nawet nie mając żadnych atutów, możesz wygrać bardzo dużo.
„Biały oleander” – mocne kino o przechodzeniu przez mrok, o trudnych losach dojrzewającej panny, której matka była bezwzględną manipulatorką. Sam styl opowieści łagodzi nieco brutalność faktów, które przedstawia. Nie ma więc, dość popularnego w dzisiejszym kinie, przekraczania granic wrażliwości widowni i epatowania scenami przemocy. To fajne kino psychologiczne o życiu młodych, których opiekunowie nie dość że nie chronią, to jeszcze stanowią poważne zagrożenie.
„Dym” – świetny film między innymi o nastolatku, który znajduje przypadkiem dorosłych przewodników, a przyjaźń między nimi okaże się korzystna i wiele wnosząca obu stronom.
„Buntownik bez powodu” – może po prostu powędrujcie po linku na podstronę. To klasyka, o prawdziwych bólach porodowych wkraczania w dorosłość. Zawsze można też poczytać szerzej… albo obejrzeć film. Co ciekawe, jest w tej opowieści postać niegłupiego, dobrze przygotowanego do swojej roli policjanta zajmującego się sprawami młodzieży zbuntowanej, wchodzącej w konflikty z prawem albo „gubiącej się” gdzieś po prostu.
„Co gryzie Gilberta Grape’a” – znakomita historia, w spokojnym rytmie prowincji, między innymi o mądrej przyjaciółce, która pomaga głównemu bohaterowi rozpocząć swoje własne dorosłe życie.
„Imię róży” – znakomita powieść osadzona w czasach średniowiecza, a tak naprawdę już w realiach rodzącego się renesansu. Także oparta na układzie postaci: mistrz – uczeń, choć tu zdecydowanie ciekawszą postacią jest opiekun, wychowawca i nauczyciel: Wilhelm z Baskerville.
I coś może z klasyki dla licealistów, czyli omówienia, analizy, problematyka utworów, których akcję umieszczono w średniowieczu, a w których motywy lojalności, zdrady, relacji senior – wasal mają fundamentalne znaczenie.
„Makbet” – dokładne omówienie.
„Hamlet” – studium postaci.
„Król Lear” – spoza szkolnej listy lektur, ale rzecz ogromnej wartości.
“Romeo i Julia” – a jakże, u mnie też znajdzie się omówienie i szczegółowa analiza scena po scenie.
Zachęcam do eksplorowania zasobów bazy wiedzy. Chętnych zapraszam na niebanalne, niestereotypowe lekcje języka polskiego, literatury i historii. Możecie korzystać on-line lub stacjonarnie w Zgorzale, między Piasecznem a Warszawą, ewentualnie w Wesołej Starej Miłosnej. Przygotowuję do egzaminu ósmoklasisty, do matury polskiej, międzynarodowej, IB na poziomie podstawowym i rozszerzonym. Pracuję z dyslektykami, uczniami z dużymi trudnościami w nauce, dziećmi w depresji, ale także tymi, których głód wiedzy, ambicje i oczekiwania są naprawdę duże.
No cóż, bawcie się dobrze, trwają przecież wakacje. Na stronach Klasyki literatury i filmu natraficie również na moje relacje z podróży, zdjęcia, opowieści o dalekich stronach, ludziach, krajobrazie, historii.
Kategoria: Uncategorized