William Szekspir: „Romeo i Julia” – omówienie, analiza, opracowanie, streszczenie, konteksty

17 listopada, 2017 9:34 Zostaw komentarz

W gorące kwietniowe dni i noce zmagają się Eros i Tanatos w Weronie. I nie wie nikt, czy miłość została pokonana przez nienawiść, czy to nienawiść ostatecznie ustąpiła pola miłości. Drogie Panie i Drodzy Panowie. Stało się tak i tak. I tyleż wspaniałej młodzieży oddało życie w głupim sporze, w który energii swej nie miały już siły angażować starzejące się głowy rodów. Czy wiek przyćmił im jasność widzenia? Tylko Książę wyraża żal szczery, że nie powstrzymał bardziej stanowczo gorących głów. Kapulet może by oddał swą córkę synowi Montekiego. Wszak nie pozwolił Tybaltowi w jego domu niepokoić Romea i wyrażał się o nim z szacunkiem.

Monteki przecież zamartwiał się z powodu trosk i smutków syna zakochanego w Rozalinie. Chciał znaleźć sposób na ich odegnanie. I środek ów się sam znalazł, a na imię mu było Julia. Jakże wiele życiowych prawd w tym utworze? O niezrozumieniu i braku zaufania młodzieży do rodziców. O niezdecydowaniu i błędach rodziców w układaniu przyszłości dzieci. O naiwności i porywczości młodych, którzy oddają życie za interesy i ambicje starców. Miłość narzędziem śmierci. Barokowe paradoksy.

Może szkoła nie stwarza przyjaznych warunków do kontaktu z literaturą. „Romek i Julka” to dzieło omawiane w gimnazjum, szkole podstawowej pewnie dlatego, że tematyka wydaje się bliska: zakochanie i nieporozumienia z rodzicami. Dojrzalszy czytelnik lub po prostu mający nieco więcej czasu i „wolnej” uwagi odkrywa w tekście Szekspira niesłychanie dużo cennych obserwacji, które autor mógłby poczynić i dziś.

Jakże bowiem znajomo brzmią słowa ojca Romea skierowane do Benwolia! Czyż nie są wyrazem bezradności rodzica niemającego wspólnego języka i trwałej nici porozumienia z dzieckiem. Przypominają takie współczesne: „wywiedz się, wypytaj… nie, ty z nim porozmawiaj – ze mną nie chce mówić”… jakże charakterystyczne dla rodziców.

Na początku utworu słudzy przechwalają się swą dzielnością. Nie są zbyt mądrzy. Znakomity ludzki materiał do wszczynania burd. Mówią o swych przewagach nie tylko wobec mężczyzn, ale także kobiet. Ich wypowiedzi są dwuznaczne. Autor bawi się słowem. W tekście odkrywać zaczynamy, warstwa za warstwą skojarzenia śmierci i miłości, od fizycznych, prostackich, jak tu na początku, po głębokie spostrzeżenia filozoficzne.

Szpady w łapach osiłków są fallicznymi symbolami – tyle zdaje się Szekspir sugerować wypowiedziami osiłków osiołków, a ja już na blogu nieraz wskazywałem dowody, jak wiele Freud zawdzięcza literatom. Dość, że kupa samców piorących się po łbach, w prymitywny sposób dowodzących swej męskości, weźmie górę nad dwojgiem kochających się ludzi. Jakaż nieprawdopodobna pomyłka!!!

A ten paradoks, to wielkie niezrozumienie – te zmiany zdania rodziców, jakby chodziło o kolor nowego samochodu a nie o życie młodego człowieka. Młodzi są zmienni w sferze uczuć, ale dramat Szekspira pokazuje że i dorośli.

Pierwsza scena, w której występują słudzy dwóch wielkich domów pokazuje jasno, jak wojna rodzi wojnę. Niewiele ci prostacy rozumieją, udział w bójce stanowi dla nich potwierdzenie ich męskości i znaczenia. Pierwsze działania Benwolia wskazują, że to niegłupi młody człowiek, pierwsze Tybalta – że wznieca chętnie waśń i tumult. Pierwszy starał się rozdzielić biorących się do bójki, drugi korzysta ze spotkania, by podjąć walkę.

Głos pierwszego z obywateli jasno wskazuje, jak bardzo mieszkańcy Werony dość mają drących koty rodzin. Wkraczający na scenę państwo Kapulet również dają się poznać nie jako ludzie pokoju. Szanowna małżonka podpowiada, jaką bronią powinien się mąż posłużyć. Państwo Monteki podobnie ulegają zapalczywości, może piękniejsza, jak to niegdyś mawiano, połowa troszczy się więcej o życie małżonka.

Wypowiedź księcia daje wyobrażenie o skali burd w mieście wywoływanych przez rodziny. Trzy razy musieli obywatele porzucać swe zajęcia, by uzbrojeni tłumić uliczne walki, pewnie zasługujące już na nazwę zamieszek. Książę ma dość awantur i niepokojów. Grozi śmiercią mężczyznom z bronią w rękach. Wzywa do siebie na rozmowę po kolei głowy skłóconych rodów.

I TERAZ, DZIECI I WY POWAŻNI RODZICE, ZWRÓĆCIE SWĄ UWAGĘ

Największym paradoksem przedstawionym w dramacie jest to, że mimo okazywanej i deklarowanej troski rodziców o dzieci, ci starsi i rzekomo bardziej doświadczeni i odpowiedzialni spowodują śmierć tych młodszych.

Matka Romea wyraża radość, że nie zobaczyła go wśród wszczynających bójkę. Benwolio wyjaśnia, że widział ostatnio przed świtem samotnego młodzieńca w gaju sykomorowym. Ojciec przyznaje, że sam już widywał syna pogrążonego w smutku, zadumie. Próbował poznać przyczynę melancholii, ale bezskutecznie.

Gdybyśmy mogli dojść tych trosk zarodka,

Nie zbrakłoby nam zaradczego środka.

Czyż w kontekście tragicznego finału te słowa nie wydają się być przejawem ironii losu? Monteki mówi, że gdyby znał przyczynę trosk syna, na pewno zaradziłby im. To może, gdyby Romeo zwierzył się rodzicom, powiedział, że kocha Julię Kapulet, pogodziliby się z myślą o konieczności zawarcia zgody? Przecież niemal siłą zmuszał ich do tego Książę. Sprzyjałoby związkowi Julii i Romea całe miasto.

Niestety! Czemuż, z zasłoną na skroni,

Miłość na oślep zawsze cel swój goni!

Gdzież dziś jeść będziem? Ach! Był tu podobno

Jakiś spór? Nie mów mi o nim, wiem wszystko.

W grze tu nienawiść wielka, lecz i miłość.

O! wy sprzeczności niepojęte dziwa!

Szorstka miłości! nienawiści tkliwa!

Coś narodzone z niczego! Pieszczoto

Odpychająca! Poważna pustoto!

Szpetny chaosie wdzięków! Ciężki puchu!

Jasna mgło! Zimny żarze! Martwy ruchu!

Śnie bez snu! Taką to w sobie zawiłość,

Taką niełączność łączy moja miłość.

Czy się nie śmiejesz?

To kwestia Romea z rozmowy z Benwoliem. Mówi o paradoksach tak charakterystycznych dla sposobu widzenia i opisywania świata w epoce baroku. Dlaczego nawiązując do kolejnej zwady Montekich i Kapuletich, dziedzic jednego z tych rodów wspomniał o miłości? Czyżby przeczucie? Pewnie raczej myślał o cierpieniach, jakich dostarczała mu tęsknota za Rozaliną, nieodwzajemnione uczucie. Jeśli miłość dostarczała mu cierpienia, to, przez analogię z nienawiścią, skojarzył kochanie. Wszak wylicza chwilę potem długi ciąg oksymoronów. Romeo, niczym skłonny stale do refleksji Hamlet, dziwi się tu nad zagadkami ludzkiego losu i natury.

Scenę pierwszą kończy rada przyjaciela, by Romeo zapomniał o tej i pomyślał o innej. Młodzieniec, oczywiście, zapewnia, że to niemożliwe. A jednak. Tak bywa najczęściej, o czym świadczą dobitnie słowa mądrego Benwolia.

Na początku sceny drugiej Kapulet wspomina Parysowi o karze, którą zagroził mu, podobnie jak Montekiemu, Książę. Przyznaje, że w jego wieku nietrudno siedzieć w spokoju.

Tu chcę zwrócić uwagę czytelnikom, zwłaszcza młodszym, że ofiarami konfliktu starych nie padają oni sami, a młodzi, których łatwo sprowokować, napuścić na siebie. Ileż młodych ludzi zginęło, dlatego że nieodpowiedzialne głowy rodów nie potrafiły stłumić nienawiści i niesnasek?

Dowiadujemy się z rozmowy bohaterów, że Julia ma lat czternaście, chciałby ją poślubić Parys i że to jedyne dziecko Kapuleta, gdyż inne zmarły. Ten drobny fakt przyczynia się do rozmiarów tragedii w finale.

Widz bądź czytelnik poznał czas wydarzeń, to wiosna, kwiecień. Rozumiejący potrzeby młodych Kapulet urządził dla nich przyjęcie i zaprosił na wieczór najznamienitszych z mieszkańców Werony.

Teraz następuje komiczna część dramatu. Wiecie wszak, że Szekspir łamie zasady decorum i wprowadza na scenę od czasu do czasu osoby nie ze szlacheckiego bądź mieszczańskiego stanu. Sługa otrzymał listę zaproszonych. Jakże jednak ma do nich dotrzeć, jeśli nie potrafi czytać? 🙂

A i kwestie wypowiadane przez Martę w kolejnej scenie mogą wywołać uśmiech. To mamka Julii i służąca jej nadal kobieta z ludu, nieco inaczej niż ludzie z większą ogładą traktująca zagadnienie językowego tabu, a mówiąc inaczej, chętnie żartująca na tematy intymnych relacji, spraw męsko-damskich. 🙂

Ciekawe, że ojciec Julii w poprzedniej scenie twierdził, że na małżeństwo córka jest jeszcze zbyt młoda. Matka ma inne zdanie, stanowczo dość i zdecydowanie rekomenduje jej jako kandydata Parysa. Julia gotowa jest słuchać matki.

Scena czwarta rozgrywa się na przyjęciu, gdzie trafili z zakrytymi maskami twarzami Romeo, Merkucjo i Benwolio. Skorzystali bowiem z faktu, że analfabeta w roli gońca przekazał im wiadomość o balu w domu Kapuletich. Młodzi lubią ryzyko, żart i drakę, poszli więc. Benwolio liczył, że Romeo wyleczy się z niefortunnego zakochania w Rozalinie, spoglądając na tyle urodziwych dziewcząt.

Wypowiedź Merkucja pięknie wpisuje się w sceptycyzm poznawczy epoki baroku. Ludzie ulegają marzeniom, złudzeniom, poświęcając im zbyt wiele uwagi.

W scenie piątej Romeo ujrzawszy Julię dziwi się, że kiedykolwiek kochał inną. Tybalt usłyszał głos młodzieńca i rozpoznał młodego Montekiego. Powiadomił o jego obecności Kapuleta, ale reakcja ojca Julii jest doprawdy zastanawiająca.

KAPULET

Daj mu waść pokój, nie wychodzi przecie

z granic wytkniętych dobrym wychowaniem

I prawdę mówiąc, cała go Werona

Ma za młodzieńca pełnego przymiotów;

Nie chciałbym za nic w świecie w moim domu

Czynić mu krzywdy. Uspokój się zatem,

Miły synowcze, nie zważaj na niego,

Taka ma wola; jeśli ją szanujesz,

Okaż uprzejmość i spędź precz z oblicza

Ten mars niezgodny z weselem tej doby.

Kapulet uważa zatem Romea za młodzieńca pełnego zalet. Tym bardziej wydaje się więc prawdopodobne, że gdyby młodzi wyznali przed rodzicami, że kochają się, to ich małżeństwo i zgoda dotychczasowych wrogów byłyby możliwe do spełnienia.

Tragedia życiowa tym większą uzyskuje siłę wyrazu, im łatwiejsza była do uniknięcia. Można było zapobiec nieszczęściu? Kto wie. Autor sugeruje, że tak.

Romeo i Julia przeżywają pierwsze chwile miłosnego zamroczenia, czy też, jak nazwałby to pewien znany seksuolog – celebryta: rażeni są piorunem sycylijskim. Mówiąc poważnie, zaczynają rozmowę,  biorą się za ręcę i całują, a po chwili Romeo dowiaduje się, że piękność, którą pokochał od pierwszego wejrzenia, to córka największego wroga jego rodziny.

Akt drugi otwierają  daremne nawoływania Benwolia i Merkucja. Romeo się nie odzywa. Zniknął. Wyszedł z domu Kapuletich wraz z innymi, ale przeskoczył mur, by wrócić, gdzie zostało jego serce.

No cóż: Naturam furca expellas, tamen usque recurret. Choćbyś naturę wypędzał widłami i tak zawsze powróci, co w tłumaczeniu automatycznym wygląda tak: Natura widelec napędzać kochankę. Sami sprawdźcie. 🙂 

Romek zachwyca się urodą Julki. Przyrównuje jej oczy do gwiazd, a Julia nazywa ukochanego aniołem. Dziewczyna żąda ofiar. 🙂  Chce, by wierny był jej miłości a nie swemu rodowi. Romeo owładnięty podziwem pyta grzecznie, czy może się odezwać.

Julia proponuje, jak nędzny skryba piszący te słowa potrafi ocenić, całkiem atrakcyjną wymianę: Romeo: wyrzecz się swego imienia (dopowiedzmy: wraz z nim nieprzyjemnych skojarzeń z kłótniami rodów), a w zamian weź mnie, całą.

(biorąc pod uwagę sytuacji powagę, podaję adres: wers 888 tekstu na Wolnych Lekturach)

Julia pyta, jak przedostał się przez mur. Pewnie może się domyślić, ale upewnia się, że młody mężczyzna pokona dla niej wszelkie przeszkody. Trochę się martwi o Romea. W ogrodzie mogą go spotkać nienawistni krewni. Zakochany zapewnia, że większe niebezpieczeństwo tkwi w jej oczach. Lepsza byłaby dla niego śmierć z ręki nieprzyjaciół niż życie bez ukochanej. Teraz dziewczyna przyznaje, że wcześniej powiedziała chyba co nieco za dużo, wstydzi się tego, ale nie chce udawania. Julia zapewnia, że jeśli Romek myśli sobie, że jest łatwą zdobyczą, to ona potrafi mu odpłacić przewrotnością i chłodem. Prosi, by jej ufał i nie sądził, że jest lekkomyślna i płocha.

Julia boi się, że wszystko zniknie, nie chce przysiąg Romea. Nie spodobało jej się zwłaszcza przysięganie na księżyc. Ten jest zmienny. Woli, by przysięgał na swoją twarz, tak jej miłą.

Julia zapewnia na koniec, że jej miłość jest jak morze. Jutro przyśle do Romea osobę, której powinien potwierdzić trwałość uczucia i powagę zamiarów. Krótko mówiąc, zaplanowała już ślub, a mężczyzna powiadomi przez posłańca o szczegółach obrzędu.

W scenie trzeciej ojciec Laurenty wyraził zdziwienie wczesnymi odwiedzinami Romea, równie wielce zdumiał go fakt szybkiej odmiany – wyrzucenia z serca Rozaliny i nowa miłość. Na prośbę o udzielenie ślubu tego samego dnia jest gotów przystać, biorąc pod uwagę to, że doprowadzić może ten związek do zgody rodów. (O jakże wszyscy musieli mieć dość tych kłótni, skoro Laurenty zrezygnował z zapowiedzi i kursu przedmałżeńskiego – proszę żart wybaczyć)

W scenie czwartej, za dnia Benwolio i Merkucjo zastanawiają się nad tym, gdzie Romeo się podział. Boją się z dwu powodów. Podejrzewają, że Rozalina wykieruje go na wariata, Tybalt pokona w pojedynku, ponieważ pisemnie wyzwał młodego Montekiego. Okazuje się, że to tęgi szermierz.

Spotykają młodzieńca i przekomarzają się, gdy po chwili przybywa Marta, jak się domyślamy, wysłanniczka Julii. Ustalają godzinę ślubu, a Romeo planuje już także noc poślubną.

Scena piąta przedstawia Julię zaniepokojoną długą nieobecnością Marty. Gdy ta przybyła, chwilę zwlekała z odpowiedzią, patrząc, jak jej wychowanica kręci się cała z niecierpliwości, by usłyszeć wiadomość. Dostała ją.

Koniec aktu drugiego wieńczy ślub.

Benwolio i Merkucjo wdali się w zwadę z Tybaltem, choć Benwolio ostrzegał, by nie spacerować ostentacyjnie w tak gorący dzień w publicznym miejscu. Merkucjo, chyba bardziej nieostrożny, kpił sobie z tego. Po chwili doszło do spotkania i zaczepki.

Przybycie Romea ku niemu zwróciło agresję Tybalta, który chciał mocno uderzyć w rodzinę Montekich, zabijając syna głowy rodu. Świeżo poślubiony Julii młodzieniec próbował studzić zapędy przeciwnika. Łagodność Romea podrażniła Merkucja. Nikt poza Julią, Martą, Laurentym i młodym Montekim o małżeństwie nie wiedział. Romeo starał się powstrzymać krzyżujących szpady.

Merkucjo śmiertelnie ranny trzykrotnie mówi, by licho porwało oba domy. Rozumie, dopiero gdy kona, że traci życie przez głupstwo, przez czyjeś niewarte ofiary z jego istnienia, spory.

Romeo doświadcza skutków spóźnionego wewnętrznego konfliktu. Jego przyjaciel i krewny księcia oddał za niego życie. Miłość i związek z Julią doprowadziły go, jak to ocenia, do zniewieścienia.

Tybalt wraca, a Romeo naciera na niego, wzywając do pojedynku. Zabija przeciwnika i gdy pojmuje, co zrobił, ze zgrozą wyznaje, że stał się igraszką losu. Benwolio krzyczy, by uciekał, ponieważ zbliża się orszak Księcia.

Tłumaczenia Benwolia nie na wiele się zdały. Książę skazał Romea na banicję i zagroził śmiercią, jeśli by naruszył wydany zakaz powrotu do Werony.  

W scenie drugiej Julia w monologu wyjawia swe uczucia związane z oczekiwaniem nocy, gdy spotka się sam na sam z mężem. Drabinka przez Martę została przygotowana, ale służka przynosi też wieść o śmierci Tybalta. Przez chwilę Julia nie była pewna, czy nie zginął jej ukochany. Marta mówi, że on jest wygnany, a zabity został przez niego Tybalt. Służąca od wielu lat w domu Kapuletich żałuje z powodu wielkiej straty, tragedii, mężczyznę nazywa swoim przyjacielem.

Teraz Julia doświadcza wewnętrznego konfliktu. Zaczyna nazywać kochanka zdrajcą i oszustem, ale gdy słyszy pod jego adresem przekleństwa z ust Marty, budzi się w niej poczucie silnej więzi z mężem. Uważa, że nie zasłużył na hańbę, że jest człowiekiem honoru. Czuje, że żadne nieszczęście nie może równać się z utratą męża, który musi wyjechać z miasta.

Poruszona słowami Julii Marta obiecuje jej sprowadzić Romea.

Romeo w scenie trzeciej rozpacza przy ojcu Laurentym, gdy ten próbuje go pocieszyć, wykazując przewagę wyroku wygnania nad karą śmierci. Wygnanie z Werony jest gorsze dla młodzieńca od śmierci. Laurenty nakazuje otrząsnąć się rozpaczającemu, który tym mocniej narzeka, gdy przychodzi Marta i mówi o smutku i łzach jego małżonki. Warto zwrócić uwagę, że Marta zgodnie  z życzeniem Julii nazywa Romea mężem swej pani.

Laurenty wzywa młodzieńca do zapanowania nad smutkiem, mówi, że jednak szczęście mu sprzyja, tylko nie potrafi tego dostrzec. Każe mu iść do żony i pocieszyć ją, ale przed rozstawieniem wart uciekać do Mantui, gdzie będzie czekał, aż tu znajdą życzliwe mu osoby sposób, by wyjawić światu wiadomość o małżeństwie młodych, sposób, by przebłagać księcia i sprowadzić chłopca do Werony.

Kolejna scena rozgrywa się w domu Kapuletich. Rodzice Julii obiecują zorganizować ślub Parysa i swego dziecka za kilka dni. Jest poniedziałek. Uroczystość odbędzie się w czwartek. Ciekawa jest zmiana zdania ojca dziewczyny w sprawie małżeństwa. Czyżby znajdowało potwierdzenie przypuszczenie, że brał pod uwagę, a może nawet liczył na ślub córki z synem swego wroga, co zakończyłoby walki? Wydaje się to możliwe. Ponieważ Romeo zabił Tybalta i został wygnany, taka możliwość zniknęła. Parys odchodzi z obietnicą otrzymania Julii za żonę. Rodzina Kapuletów ceni osobę przyszłego małżonka.

Początek kolejnej sceny wypełnia rozmowa kochanków. Romeo wie, że musi już iść. Julia próbuje go zatrzymać jeszcze chwilkę.

 

JULIA

Owo światełko nie jest świtem; jest to

Jakiś meteor od słońca wysłany,

Aby ci służył w noc na przewodnika

I do Mantui rozjaśnił ci drogę,

Zostań więc, nie masz potrzeby się śpieszyć.

 

Chyba do tych słów nawiązał Norwid w przepięknym utworze: W Weronie.

Romeo jest już bardziej opanowany i mężny, niż był podczas rozmowy z Laurentym. Zdaje sobie sprawę, że musi uciekać, ma też nadzieję, że wszystko się ułoży pomyślnie. Obiecuje wysyłać wiadomości Julii.

Po odejściu ukochanego dziewczynę odwiedzają rodzice. Julia swój płacz tłumaczy smutkiem po śmierci Tybalta. Tak jak oczekuje matka, wyraża nienawiść dla Romea. Po chwili dowiaduje się, że ojciec podjął decyzję o wydaniu jej za mąż w najbliższy czwartek za Parysa. Julię dziwi ten pośpiech, podobnie jak piszącego te słowa. 🙂 Dziewczyna nie wie, dlaczego ślubu nie poprzedzą starania przyszłego męża o jej wzajemność. Twierdzi, że w tej sytuacji wolałaby wyjść za mąż za znienawidzonego Romea.

Kapulet wobec niechęci córki wybucha gniewem, który zaskakuje nawet jego żonę. Ojciec grozi wygnaniem i wydziedziczeniem dziewczyny. Twierdzi, że znalazł dla niej kandydata na męża książęcego rodu, a ta nie potrafi docenić daru.

Julia prosi matkę o odwleczenie terminu ślubu. Mówi o tym, że w innym razie chce spocząć w grobie obok Tybalta. Groźne to słowa.

Nawet Marta zawiodła Julię, powiedziała jej bowiem że lepiej zapomnieć Romea i wyjść za Parysa, bo tamten już nie wróci, a hrabia będzie wspaniałym mężem

Julia wysyła Martę do rodziców, by poinformowała ich, że idzie do Laurentego. Oświadcza też w cichości, że jej serce jest już dla Marty zamknięte. Zdradziła ją.

Na początku aktu czwartego Parys rozmawia z Laurentym, a w chwilę potem, rzekomo w celu wyspowiadania się przybywa Julia. Parys zachowuje się tak, jakby już do niego należała jako przyszła małżonka. Przybył do zakonnika, by poprosić go o udzielenie sakramentu małżeństwa w czwartek.

Po chwili wychodzi, a ksiądz i dziewczyna zostają sami. Julia chce być wierną prawowitemu małżonkowi. Jeśli ksiądz nie wymyśli sposobu uniknięcia hańby, odbierze sobie życie.

Laurenty wręczył dziewczynie środek utajający funkcje życiowe, pozorujący śmierć na czterdzieści dwie godziny. Zaleca, by zgodziła się na małżeństwo, a potem, na noc wypiła przygotowany przez niego napój. On powiadomi Romea, by był na cmentarzu, po pogrzebie i uprowadził ją do Mantui, gdy tylko Julia ocknie się z letargu.

W drugiej scenie Julia przybywszy do domu, powiadomiła ojca, że ksiądz nakazał jej przeprosić go. Trwają przygotowania do ślubu.

Trzecia scena przedstawia Julię wypijającą usypiającą substancję. Boi się. Najpierw zastanawia się, czy Laurenty nie dał jej śmiertelnej trucizny, by ukryć fakt pobłogosławienia potajemnie małżeństwu jej i Romea. Potem zastanawia się, co będzie czuć w grobowcu wśród zwłok, obok niedawno pochowanego Tybalta, czy nie popadnie w obłęd, jeśli zbyt długo będzie musiała czekać na Romea.

W tym czasie całą noc trwały przygotowania do wesela w domu Kapuletów. Marta rano odkrywa, że Julia nie żyje. Rozpacz ogarnia ją, rodziców dziewczyny i Parysa, który przybył na miejsce. Słowne utarczki Piotra z muzykantami stanowią krótkie urozmaicenie żałobnych tonów.

Akt piąty zaczyna się w Mantui. Sługa Romea, Baltazar przyniósł wiadomość o śmierci Julii. Młodzieniec postanawia udać się do Werony, by spocząć przy ukochanej, a wcześniej planuje zakup trucizny u aptekarza. Aptekarz trochę się ociąga, tłumacząc surowym prawem, karą śmierci dla sprzedających takie środki, ale pokusa dużego zarobku jest wielka. Dając mu złoto, Romeo mówi, że ono doprowadziło do utraty życia o wiele więcej istnień niż marne substancje sprzedawcy.

W scenie drugiej Laurenty dowiaduje się od brata Jana, że na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności nie dotarł on z listem do Romea. Władze zatrzymały go pod zarzutem roznoszenia zarazy. Laurenty zamierza pośpieszyć na cmentarz do grobowej krypty. Boi się poważnych skutków niedoręczenia listu z wiadomością o upozorowaniu śmierci Julii.

W kolejnej scenie Parys na cmentarzu opłakuje Julię i wysyła pazia, by ostrzegł go o zbliżaniu się obcych. Romeo przybywa do tego samego miejsca, wcześniej wysyłając Baltazara z listem do ojca. Służącemu każe się oddalić, ale ten zaniepokojony zachowaniem pana postanowił pozostać w pobliżu. Romeo widzi obcego przy grobie i każe mu odejść z życiem. Parys rozpoznaje wygnańca z Werony i chce go aresztować. Paź biegnie po warty. Poirytowany Romeo wyjmuje broń i zabija nieznajomego. Konający prosi, by złożyć jego ciało obok Julii. Po chwili w skąpym świetle młodzieniec rozpoznał w pokonanym Parysa. Przypomniał sobie, co wcześniej sługa mówił mu o planowanym ślubie hrabiego z Julią. Jest mu go żal, współczuje mu i składa zwłoki w grobowcu. Widzi Julię, śmierć jeszcze nie naruszyła jej urody. Mąż nie wie, że w istocie rzeczy dziewczyna żyje. W tej chwili wspomniane są wszystkie młode ofiary konfliktów w Weronie, to sami młodzi, którzy stracili życie w kłótniach starych. Mówiąc o Parysie, Romeo wspomniał, że to krewny Merkucja. Młodzieniec widzi ciało Tybala i prosi go o wybaczenie. Zapowiada, że zabije jego zabójcę. Mówi o jarzmie zawistnych gwiazd, które strząśnie i pozostanie w mroku nocy. To nawiązanie do dawniejszych porównań Julii do świateł nieba. Mrok kojarzy się tu z grobowcem i śmiercią. Wypija truciznę, całując Julię.

Przybywa Laurenty, spotyka Baltazara na straży. Widzi zwłoki Parysa i budzącą się Julię. Próbuje ją namówić do wyjścia z grobowca. Paź śpieszy z wartą. Julia zabija się sztyletem męża. Dowódca warty, widząc tyle zwłok, wysyła ludzi po Księcia oraz po Montekich i Kapuletów. Wszyscy przybywają. Monteki mówi, że żona jego z tęsknoty za synem tej nocy zmarła.

Zeznania Laurentego, pazia, Baltazara oraz list Romea wszystko wyjaśniły. Książę żałuje, że był zbyt pobłażliwy dla awanturników.  

„Patrzcie, Monteki! Kapulecie! Jaka

Chłosta spotyka wasze nienawiści,

Niebo obrało miłość za narzędzie

Zabicia pociech waszego żywota;

I ja za moje zbytnie pobłażanie

Waszym niesnaskom straciłem dwóch krewnych.

Wszyscy jesteśmy ukarani.”

Zgoda łączy ojców rodzin. Szkoda że tak późno.

 

 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *