Krzysztof Kamil Baczyński „Historia” – analiza, interpretacja, omówienie, środki stylistyczne

21 września, 2017 20:53 Zostaw komentarz

Tematem utworu jest wspólnota losów kilku pokoleń, bezbronność człowieka wobec upływającego czasu, tragizm losu zarówno obrońcy ojczyzny, żołnierza, jak i bliskiej mu kobiety, żony, kochanki, matki.

Czytelnik od razu dostrzeże słownictwo przenoszące go w wyobraźni do przeszłości. To „arkebuzy”, „lont”, „kanonier”, „rapiery”, „czaka”. Podmiot liryczny zwraca uwagę na to, jak szybko przeminął świat szwoleżerów noszących barwne stroje, uzbrojonych w rapiery, z czakami na głowach. Można przyjąć, że ma na myśli polskie armie z czasów Napoleona, Księstwa Warszawskiego czy Królestwa Polskiego. Przepięknie przedstawiał je Wojciech Kossak, przyjrzeć się można tym formacjom jazdy podczas szczególnych uroczystości, w filmie „Popioły”. Uderzające jest to, jak niezwykle barwne były mundury oddziałów.

W pierwszych pięciu wersach aż trzy razy pojawia się słowo „jeszcze”. Wystąpi też na samym końcu. Podmiot liryczny mówi, że czas szwoleżerów, kanonierów minął jakby przed chwilą. Podkreśla to wrażenie, mówiąc, że „arkebuzy dymiące” jeszcze widzi, „jakby to wczoraj”. Dodaje jednak motyw niepozostawiający wątpliwości, że czas upłynął. Wyrósł bowiem zielony liść.

Baczyński to poeta potrafiący zawsze zostawić nam dowód, jak bardzo kocha świat i podziwia jego piękno. Nie tylko pokazuje nam swoją fascynację dawnym wojskiem, ale też przyrodą. Spójrzcie, proszę na „błękit powietrza” i „dzbany wrzące jak usta / pełne, kipiące od gniewu”. Ostatni cytat przywodzi na myśl poezję Józefa Czechowicza, urodę wsi zmąconą kilkoma nutami grozy. „Dzbany” kojarzą się z gościnnością, obfitością, biesiadą. Coś w nich wrze, może to gotujące się jedzenie. Dzbany kipią jednak od gniewu. I dzieje się to t e r a z. To nawiązanie do wojny, nie wprost, subtelnie, poetycko.

W dziewiątym wersie i następnych wracają obrazy z dalekiej przeszłości. Świat z Kossaka, niektóre motywy także jak z Grottgera: pożegnania. Wszystko romantyczne. Piękni szwoleżerowie i ułani, rozstania w ogrodzie, śpiew ptaka, ona i on. Porównanie: „pożegnania wiotkie jak motyl świtu”. Jakież to subtelne, delikatne, zupełnie jak pierwsze chwile zakochania, gdy nic nie zostało jeszcze powiedziane, a wiadomo już tak wiele. Skąd wiemy, że jest tu kochająca kobieta? „Rzęs trzepot”. Otwórzcie sobie w sieci obrazy wyżej wymienionych malarzy.

Nastrój arkadii przerywa dwuwers:

Nie to, że marzyć, bo marzyć krew,

to krew ta sama spod kity czy hełmu.

Podmiot liryczny brutalnie przypomina, na czym polega wojna i jakie jest przeznaczenie najpiękniej nawet wystrojonego wojaka. Ci śliczni ułani za moment będą brudni, spoceni, upaprani błotem i krwią. Jedni zostaną ranni, inni zginą. Marzenia i artystyczne kreacje są piękne, a rzeczywistość okrutna.

Wspólnota losów przypieczętowana została motywem krwi. „Ta sama”. Kita to element stroju dziewiętnastowiecznego bohatera, hełm – żołnierza współczesnego Baczyńskiemu.

Czas tylko warczy jak lew

przeciągając obłoków wełną.”

Życie odbiera nie tylko wojna, ale też czas. Z powyższym kojarzy mi się fragment sonetu barokowego poety metafizycznego, Mikołaja Sępa Szarzyńskiego:

Ehej, jak gwałtem obrotne obłoki

I Tytan prętki lotne czasy pędzą

W kolejnych dwu wersach podmiot liryczny zwraca się do kobiet. Mówi, że nie prowadzi go anioł. To powtarzający się motyw w twórczości poety: świadomość, że wojna nikogo nie pozostawia niewinnym. Anioł symbolizuje bezwzględne i czyste dobro.

Następne siedem wersów poświęcił autor paniom jako ofiarom konfliktów. One już nie są tymi pięknymi dziewczynami żegnającymi swego ułana w ogrodzie przy śpiewie ptaków. Samotne, posiwiałe przyjdą na groby, „drżące u nieba” „odgarną wspomnienia i liście”. Obraz odwiedzających cmentarz pań jest tak skonstruowany, jakby opisywano je z punktu widzenia leżącego w mogile. Dlatego widzi je „u nieba”, w górze. One są także ofiarami. Wojna odbiera im szczęście, radość, spokój, najbliższych.

Na koniec autor wprowadza apokaliptyczny obraz ginących pokoleń. To wygnańcy łaski, czyli ci, którzy utracili życzliwość Boga. Motyw pustyni niesie skojarzenie z Biblią. Piasek zasypuje wszystko. Autor znów uruchamia swoją przestrzenną wyobraźnię. Ląd krąży po niebie, a może niebo po lądzie. Jakby dwie sfery, może gigantyczne płaszczyzny, ścierały się, zgniatając między sobą wszystko.

Końcowe „jeszcze słychać śpiew i rżenie koni” bardzo sugestywnie pokazuje, jak czas unicestwia żyjących. Jeszcze byli przed sekundką, zniknęli może za pagórkiem. Wydaje się, że są, bo przecież słychać głosy. Jednak nie. Pamiętacie zapewne Daniela Naborowskiego i wiersz „Krótkość żywota”. Właśnie tam starał się pokazać nasze złudzenie trwania i bezwzględny upływ czasu. Baczyński chyba uczynił to z większym wdziękiem i bardziej przejmująco.

Jeszcze słychać śpiew i rżenie koni.”

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *