Christopher Nolan: „Interstellar” – recenzja, omówienie, analiza

14 września, 2017 20:43 Zostaw komentarz

„Interstellar” to jeden z najbardziej wartościowych obrazów ostatnich lat. Świetne kino, które łączy uniwersalną refleksję nad naturą człowieka, bezwzględnymi jej prawami ze zręcznym ujęciem najważniejszych problemów, przed którymi stoi dzisiaj ludzkość. Powinien być obowiązkową pozycją w szkole średniej. Każdy myślący widz obejrzy go z ogromną przyjemnością i satysfakcją.

W istocie jest filmem fantastyczno – naukowym, ale tak naprawdę zawiera w sobie dużo treści charakterystycznych dla dramatu rodzinnego i psychologicznego. To dzieło o walce o przetrwanie i o śmierci, tak jednostek, jak i całego życia na Ziemi. Podejmuje temat, wywołanej przez lata działalności człowieka, katastrofy ekologicznej i problem znalezienia dla ludzkości w kosmosie nowego miejsca zamieszkania. Oczywiście, jak dotąd nie ma szans na ewakuację ze starej planety, ponieważ odległości uniemożliwiają podróż zamykającą się w kilkudziesięciu latach. Przeszkodę stanowi czas, drugą jest grawitacja, bowiem jakimże przedsięwzięciem byłoby wyniesienie w przestrzeń wszystkich ludzi? Rozwiązanie może przyjść z zewnątrz, od „onych”… a może z przyszłości, a może od…

Nie chcę zdradzać zbyt wielu informacji o filmie. Zachęcam do jego obejrzenia. Przy scenariuszu pracował wybitny fizyk, specjalista od czarnych dziur. To niebagatelny atut. Hipotezy naukowe pobudzają myślenie w granicach dostępnej wiedzy i rozsądku. „Interstellar” nie przypomina typowego kina katastroficznego. Tych z kolei, którzy nie lubią konwencji science – fiction, powiadamiam, że duża część akcji rozgrywa się na amerykańskiej prowincji, w rodzinnym domu farmerów. Przedstawiciele trzech pokoleń twardych ludzi, których dotknął już los ciężką ręką, wspierają się, walczą z przeciwnościami i bez łagodzących środków mówią sobie trudne prawdy. Kochają się, ale i wchodzą w konflikty. Relacje między nimi budują ogromną wartość tego filmu. 

Mała dygresja. Kiedyś nie lubiłem fantastyki. Niechętnie patrzyłem na podsuwane mi przez kolegów książki. Uważałem, że fantazje niewiele mają wspólnego z prawdą. Przekonywali mnie, twierdząc, że science-fiction mówi o świecie, w jakim żyjemy i o nas samych. Dałem się przekonać i potwierdzam. Klasyczna literatura science-fiction to często dzieła filozoficzne. Inne są tylko rekwizyty. „Interstellar” należy do tej tradycji sztuki.

„Nie wchodź łagodnie w tę pogodną noc. Niech płonie starość tuż przed kresem dni. Walcz, walcz gdy światło traci swoją moc.”

Powyższe słowa kilkakrotnie padają z ust bohaterów. Dotyczą postaci stających na progu śmierci bądź przed nieznanym, tajemnicą, zagrożeniem, do których przed nimi nikt nawet się nie zbliżył. Odnoszą się też do momentu w historii ludzkości, gdy dokona nieprawdopodobnego wprost skoku w przyszłość bądź zginie. Mówią o każdym z nas, o potrzebie pokonywania rezygnacji i słabości.

„Interstellar” na początku stylizowany jest na dokument. Z obrazów i z relacji staruszków, różnych osób siedzących przed kamerą wyłania się mroczny obraz nadchodzącej katastrofy ekologicznej. Śniedź atakowała zasiewy pszenicy, a pola pokrywał pył. Na tym tle ukazane jest życie typowej, jak się na początku wydaje, rodziny. Ojciec, Cooper samotnie wychowuje dwoje dzieci, piętnastoletniego Toma i bardzo uzdolnioną dziewczynkę, Murph. W domu mieszka jego teść, żona zmarła na raka.

Cooper to inżynier i niespełniony pilot, który mówiącą o duchach Murph chce nauczyć naukowego spojrzenia na świat. Dziewczynka okaże się bardzo utalentowana, a duchy nie będą duchami.

Spotkanie ojca z nauczycielami w szkole podnosi kolejną zasłonę dramatu. Ludzkość zrezygnowała z programów kosmicznych, szkoda na nie kurczących się zasobów. Ludzi trzeba przede wszystkim wyżywić. Uczelnie nie przyjmują wielu studentów. Cooper jest rozgoryczony, gdy dowiaduje się, że jego synowi zamyka się drogę do dalszego kształcenia. Co gorsza, polityczna poprawność, a może wymogi inżynierii społecznej spowodowały, że zakłamuje się historię i na lekcjach dzieciom mówi, że misja Apollo nigdy naprawdę się nie wydarzyła.

Cooper nie potrafi się z tym pogodzić. Sam uczestniczył kiedyś w lotach w kosmos. Siedząc przed domem, na ławce mówi z goryczą, że ludzie byli kiedyś odkrywcami i wyrzekli się tego. „Zapomnieliśmy, kim jesteśmy.” W takich słowach ujmuje kryzys tożsamości ludzkości. Teść z kolei odnosi się do rzeczywistości już nam bardzo dobrze znanej.  Cytuję niedokładnie: ciągle powstawało coś nowego, to było jak gwiazdka co dzień. 6 miliardów ludzi i każdy chciał mieć wszystko…

Brzmi znajomo?

Spróbuję napisać dalej tak, by ci, którzy już film poznali, przypomnieli sobie i utrwalili to i owo, a niezaznajomieni z dziełem poczuli się zaintrygowani i niedoinformowani.

Widz wyruszy razem z bohaterami w wielką Odyseję, ale taką, jakiej nikt nigdy nie próbował zrealizować. Zbliżamy się dziś być może do takiego kryzysu, jaki zmusił kilkunastu ludzi do samobójczych niemal misji w kosmos. Zdobywcy i jednocześnie naukowcy stanęli wobec wyzwania pokonania odruchowego myślenia w kategoriach jednostkowych na rzecz zapewnienia przetrwania gatunku. Nie wszyscy wyszli z tej próby zwycięsko.

Jeden z nich powiedział, że instynkt przetrwania to największe źródło inspiracji i że on zmusza ludzi do innowacji i ryzyka. Paradoks polega na tym, że może on zakłócić dążenie uczestników ratunkowego projektu do sukcesu misji. Jak widzicie Państwo, „Interstellar” to nie naiwna opowieść o herosach.

Miłość także utrudnia bohaterom podejmowanie decyzji, a przecież odegra w całej opowiedzianej historii rolę niebagatelną, a może kluczową. Podczas podróży pani fizyk powie znamienne o niej słowa: miłość nie może być czymś niepotrzebnym, jeśli się wydarza. Służy także do porozumiewania się. Jest ogromną siłą.

Z jednego „Interstellar” będziecie mieli więcej przemyśleń niż z 10 innych obrazów. Dowiecie się, co można zobaczyć za horyzontem zdarzeń, w hipotetyczny piątym wymiarze oraz, czy grawitacja może być medium.

Przede wszystkim poznacie odpowiedź na pytanie, czy jako gatunek mamy jeszcze jakieś szanse i na jakich warunkach, a to chyba warte zaangażowania odrobiny czasu.

Wśród technologicznych nowinek należy wymienić roboty wojskowe, którym zaprogramowano i poczucie humoru, niekiedy, przyznajmy to, sarkastyczne, i próg szczerości.

Film kojarzy się z „ 2001: Odyseją kosmiczną” Stanleya Kubricka, ale czerpie z wielu tradycji filmowych i konwencji. Czarny humor w wydaniu robota to nawiązanie do cierpkich żartów żołnierzy w dramatach wojennych. O kinie katastroficznym, problematyce psychologicznej już wspomniałem. Miłośnicy horroru, ekranizacji prozy Kinga, także znajdą coś dla siebie.

Film nasycony treścią, a dziś to, niestety, rzadkość. 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *