„Lalka” – związki z filozofią

28 sierpnia, 2017 21:42 Zostaw komentarz

 ZDJĘCIE Z SERWISU PIXABAY 

W „Lalce” podczas uważnej lektury czytelnik dostrzeże perspektywę filozoficzną. Pomimo całej bieżącej problematyki społecznej, opowieści o niespełnionym życiu głównego bohatera, o nieskutecznych i niedojrzałych elitach jest jeszcze spojrzenie na człowieka najbardziej uniwersalne, jak to tylko możliwe i wolne od kontekstu historycznego.

Pierwszym tego widocznym dowodem jest obraz starego subiekta wyjmującego z szaf w sklepie mechaniczne zabawki, nakręcającego je i snującego rozważania o ludzkim losie zadziwiająco podobnym do sytuacji lalek. Nie bez znaczenia jest dla nas fakt, że obraz pojawia się w drugim rozdziale I tomu i w ostatnim rozdziale II tomu, upraszczając nieco: na początku i na końcu. Mamy zatem objęcie przez autora całej historii spojrzeniem zdystansowanego myśliciela.

Niekiedy podczas tych samotnych zajęć w starym subiekcie budziło się dziecko. Wydobywał wtedy i ustawiał na stole wszystkie mechaniczne cacka. Był tam niedźwiedź wdrapujący się na słup, był piejący kogut, mysz, która biegała, pociąg, który toczył się po szynach, cyrkowy pajac, który cwałował na koniu, dźwigając drugiego pajaca, i kilka par, które tańczyły walca przy dźwiękach niewyraźnej muzyki. Wszystkie te figury pan Ignacy nakręcał i jednocześnie puszczał w ruch. A gdy kogut zaczął piać łopocząc sztywnymi skrzydłami, gdy tańczyły martwe pary, co chwilę potykając się i zatrzymując, gdy ołowiani pasażerowie pociągu, jadącego bez celu, zaczęli przypatrywać mu się ze zdziwieniem i gdy cały ten świat lalek, przy drgającym świetle gazu, nabrał jakiegoś fantastycznego życia, stary subiekt podparłszy się łokciami śmiał się cicho i mruczał:

— Hi! hi! hi! dokąd wy jedziecie, podróżni?… Dlaczego narażasz kark, akrobato?… Co wam po uściskach, tancerze?… Wykręcą się sprężyny i pójdziecie na powrót do szafy. Głupstwo, wszystko głupstwo!… a wam, gdybyście myśleli, mogłoby się zdawać, że to jest coś wielkiego!…

Po takich i tym podobnych monologach szybko składał zabawki i rozdrażniony chodził po pustym sklepie, a za nim jego brudny pies.

„Głupstwo handel… głupstwo polityka… głupstwo podróż do Turcji… głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy… Gdzież prawda?…”

A to z finału:

Jak zwykle, tak i tym razem wydobył wszystkie, zapełnił nimi cały kontuar i wszystkie jednocześnie nakręcił. Po raz tysiączny w życiu przysłuchiwał się melodiom grających tabakierek i patrzył, jak niedźwiedź wdrapuje się na słup, jak szklana woda obraca młyńskie koła, jak kot ugania się za myszą, jak tańczą krakowiacy, a na wyciągniętym koniu pędzi dżokej.

I przypatrując się ruchowi martwych figur po tysiączny raz w życiu powtarzał:

„Marionetki!… Wszystko marionetki!… Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one…”

Kiedy źle kierowany dżokej wywrócił się na tańczących parach, pan Ignacy posmutniał.

„Dopomóc do szczęścia jeden drugiemu nie potrafi — myślał — ale zrujnować cudze życie umieją tak dobrze, jak gdyby byli ludźmi…”

Oczywiście, widoczna jest tu myśl egzystencjalna obecna w kulturze od najdawniejszych czasów. Przypomnieć wypada choćby Koheleta z jego „vanitas vanitatum et omnia vanitas”, czyli wszystko jest marnością. Tak jak powiada pan Ignacy: „głupstwo handel, polityka, całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy”.

W sposób jeszcze bardziej posępny myśl ta pojawiła się w powieści, gdy Wokulskiego opanowały ponure rozmyślania po rozstaniu z Łęcką, kiedy zamierzał odebrać sobie życie.”

Znowu potknął się o kamień i ten nie znaczący fakt obudził w nim straszliwe medytacje.

Zdawało mu się, że kiedyś, kiedyś on sam był kamieniem, zimnym, ślepym, nieczułym.

A gdy leżał pyszny w swojej martwocie, której największe ziemskie kataklizmy nie zdołały ożywić, w nim czy nad nim odezwał się głos zapytujący:

„Chcesz zostać człowiekiem?”

„Co to jest człowiek?…” — odparł kamień.

„Chcesz widzieć, słyszeć, czuć?…”

„Co to jest czuć?…”

„Więc czy chcesz zaznać coś zupełnie nowego? Czy chcesz istnienia, które w jednej chwili doświadcza więcej aniżeli wszystkie kamienie w ciągu miliona wieków?”

„Nie rozumiem — odparł kamień — ale mogę być wszystkim.”

„A jeżeli — pytał głos nadnaturalny — po tym nowym bycie pozostanie ci wieczny żal?…”

„Co to jest żal?… Mogę być wszystkim.”

„Więc niech się stanie człowiek” — odpowiedziano.

I stał się człowiek. Żył kilkadziesiąt lat, a w ciągu nich tyle pragnął i tyle cierpiał, że martwy świat nie zaznałby tego przez całą wieczność. Goniąc za jednym pragnieniem znajdował tysiące innych, uciekając przed jednym cierpieniem wpadł w morze cierpień i tyle odczuł, tyle przemyślał, tyle pochłonął sił bezświadomych, że w końcu obudził przeciw sobie całą naturę.

„Dosyć!… — poczęto wołać ze wszystkich stron. — Dosyć!… ustąp innym miejsca w tym widowisku…”

„Dosyć!… dosyć!… już dosyć!… — wołały kamienie, drzewa, powietrze, ziemia i niebo… — Ustąp innym!… niech i oni poznają ten nowy byt…”

Dosyć!… Więc znowu ma zostać niczym i to w chwili kiedy ów wyższy byt jako ostatnią pamiątkę daje mu tylko rozpacz po tym, co stracił, i żal za tym, czego nie dosięgnął!…

Z powyższego wynikałoby, że ludzki byt różni się od kamienia jedynie intensywnością uczuć. Pamiętajmy, że pozytywiści byli agnostykami. Nie ma w powieści osoby żarliwie wierzącej w Boga, praktykującej. Wizyta Wokulskiego w kościele kończy się rozczarowaniem.

Myliłby się jednak, jak sądzę, ten, kto powiedziałby, że „Lalka” jest w duchu antychrześcijańska. Wokulski to człowiek dobry, życzliwy, często wspaniałomyślny i wielkoduszny. Lubi obdarowywać. Może to postawa nie tyle zakorzeniona w Biblii, co w greckiej filozofii. I to możliwe, choć, moim zdaniem, rozdzielanie tych dwu źródeł etyki jest niecelowe i nie wiem, czy mogłoby zakończyć się sukcesem. Wracając do Greków, Sokrates twierdził, że szczęśliwy może być tylko ten, który posiada cnotę, a ona wiąże się ze szczęściem i pożytkiem. Dobro i pożytek są nierozdzielne. Wydaje się, że słowa Sokratesa doskonale pasują do opisu życiowych dążeń głównego bohatera. Chce być szczęśliwy, choć dość późno, bo dopiero po czterdziestym roku życia zaczął się o to starać, ale pożyteczny chciał być już od lat młodzieńczych, choćby gdy starał się wynaleźć perpetuum mobile, maszyny latające, gdy prowadził badania naukowe na Syberii, a wcześniej wziął udział w postaniu styczniowym. Na trop myśli sokratejskiej wpaść może czytelnik, czytając w rozdziale VIII Medytacje:

Przy bramie wiodącej tam zobaczył bosego, przewiązanego sznurami tragarza, który pił wodę prosto z wodotrysku; zachlapał się od stóp do głów, ale miał bardzo zadowoloną minę i śmiejące się oczy.

„Jużci, ten ma, czego pragnął. Ja, ledwiem zbliżył się do źródła, widzę, że nie tylko ono znikło, ale nawet wysychają moje pragnienia. Pomimo to mnie zazdroszczą, a nad nim każą się litować. Co za potworne nieporozumienie!”

Sokratesowi przypisuje się taką obserwację: człowiek odczuwa szczęście, gdy dostaje to, czego pragnie, na przykład spragniony otrzymuje kubek wody. Inna rzecz, że, niestety, podczas picia drugiego i kolejnych kubków wody szczęście jest mniejsze.

Naturalnie, „Lalka” to powieść pozytywistyczna, dlatego najwięcej w niej nawiązań do filozofii tej epoki. Przyjrzyjmy się rozmowie przyjaciół zaraz po powrocie Wokulskiego z wojny na terenie Bałkanów:

Wokulski tymczasem jadł.

— No, cóż nowego? — rzekł spokojniejszym tonem pan Ignacy trącając gościa w kolano.

— Domyślam się, że ci chodzi o politykę — odparł Wokulski. — Będzie pokój.

— A po cóż zbroi się Austria?

— Zbroi się za sześćdziesiąt milionów guldenów?… Chce zabrać Bośnię i Hercegowinę.

Ignacemu rozszerzyły się źrenice.

— Austria chce zabrać?… — powtórzył. — Za co?…

— Za co? — uśmiechnął się Wokulski. — Za to, że Turcja nie może jej tego zabronić.

— A cóż Anglia?

— Anglia także dostanie kompensatę.

— Na koszt Turcji?

— Rozumie się. Zawsze słabi ponoszą koszta zatargów między silnymi.

— A sprawiedliwość? — zawołał Ignacy.

— Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwością.

Ignacy posunął się z krzesłem.

— I ty to mówisz, Stasiu?… Na serio, bez żartów?

Wokulski zwrócił na niego spokojne wejrzenie.

— Ja mówię — odparł. — Cóż w tym dziwnego? Czyliż to samo prawo nie stosuje się do mnie, do ciebie, do nas wszystkich?… Za dużo płakałem nad sobą, ażebym się miał rozczulać nad Turcją.

Spencer odszedł zdecydowanie od etyki chrześcijańskiej, twierdząc, że dobre i moralne jest to, co służy życiu i rozwojowi. Coś zrobić warto jedynie dla tych, którzy zdolni są do życia intensywnego i bogatego, a nie dla jednostek słabych i upośledzonych przez naturę. W wypowiedzi Wokulskiego wyraźnie pobrzmiewa przekonanie, że zasada ewolucjonizmu, naturalnego doboru i selekcji przeniesiona do świata ludzi wymaga, by silniejsi rośli kosztem słabszych, a ci drudzy ginęli.

Tylko, że Prus nie pozwala, by jego bohater był takim zimnym draniem. Długa szkolna polska tradycja analizy „Lalki” nakazuje widzieć wewnętrzne pęknięcie i niekonsekwencje bohatera w sprzeczności: romantyk – pozytywista. Nie jest to jednak jedyna niespójność. Wokulski nie jest egoistą, potrafi współczuć słabym i wspierać ich. Oczywiście, nie zawsze. Nie jest konsekwentny i czasem irytuje się, gdy ktoś mu przypomina o obowiązkach wobec ogółu. Marzy też czasem o świecie, który rozwija się, eliminując jednostki słabe i niepotrzebne. Co ciekawe, nawet pracę postrzega jako czynnik służący takiej selekcji:

Tu Wokulski dosięgnął najwyższego punktu samokrytyki: poznał niedorzeczność swego położenia i postanowił wydobyć się.

„Co robić, co robić?… — myślał. — Jużci to, co robią inni.”

A cóż oni robią?… Przede wszystkim nadzwyczajnie pracują, po szesnaście godzin na dobę, bez względu na niedzielę i święta. Dzięki czemu spełnia się tu prawo doboru, wedle którego tylko najsilniejsi mają prawo do życia. Chorowity zginie tu przed upływem roku, nieudolny w ciągu kilku lat, a zostają tylko najsilniejsi i najzdolniejsi. Ci zaś dzięki pracy całych pokoleń takich jak oni bojowników znajdują tu zaspokojenie wszelkich potrzeb.

Znów widzimy wpływ darwinizmu społecznego na myślenie Wokulskiego. Darwinizm społeczny, nawiasem mówiąc, to niebezpieczna koncepcja, która z czasem dała początek eugenice, a ta stworzyła uzasadnienia przeprowadzanej przez niemieckich nazistów zagłady całych narodów: Romów, Żydów, a Słowianie byli następni w kolejce.

W tym samym fragmencie poświęconym racjonalnemu, pragmatycznemu stosunkowi paryżan do życia znajdziemy niemal pochwalną pieśń na cześć utylitaryzmu, tak przecież ważnego dla filozofii pozytywizmu, a wywodzącego się od Jamesa Milla i Jeremiego Benthama:

Praca nad szczęściem we wszystkich kierunkach — oto treść życia paryskiego. Tu przeciw zmęczeniu zaprowadzono tysiące powozów, przeciw nudzie setki teatrów i widowisk, przeciw niewiadomości setki muzeów, bibliotek i odczytów. Tu troszczą się nie tylko o człowieka, ale nawet o konia dając mu gładkie gościńce; tu dbają nawet o drzewa, przenoszą je w specjalnych wozach na nowe miejsce pobytu, chronią żelaznymi koszami od szkodników, ułatwiają dopływ wilgoci, pielęgnują w razie choroby.

I tak oto kończymy kolejny wpis poświęcony wspaniałej, ciekawej i bogatej w różnego rodzaju refleksje powieści Prusa.

Drogi Czytelniku, zawsze warto korzystać na tych stronach z wyszukiwarki, ale dla Twojej wygody podaję linki do istniejących już wpisów poświęconych „Lalce”.

„Lalka” Prusa i aktualne pytanie o moralność kapitalizmu

„Lalka” – rzecz o elitach

Ten poczciwy Rzecki

realizm – pojęcie, znaczenie, związki

Wiadomości na temat poglądów filozofów zaczerpnąłem z „Historii filozofii” Władysława Tatarkiewicza 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *