„Czas Apokalipsy” – Francis Ford Coppola

22 sierpnia, 2017 19:25 Zostaw komentarz

„Czas Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli to dwa arcydzieła w jednym. Powstał bowiem monumentalny obraz wojny w Wietnamie widzianej przez artystę z Ameryki, starającego się umożliwić społeczeństwu tego kraju po raz kolejny zmierzenie się ze swoim szczególnie ważnym doświadczeniem drugiej połowy XX wieku. Autor przeniósł jednocześnie na ekran, dokonując adaptacji, genialną powieść Conrada Korzeniowskiego „Jądro ciemności”.

W utworze piszący po angielsku polski autor dokonywał śmiałej demistyfikacji kolonializmu, ukazywał jego prawdziwe, odarte z propagandowego fałszu, oblicze. Conrad widział na własne oczy ludobójstwo w Kongo belgijskim i dał świadectwo prawdzie, choć nazwa kraju, w którym toczy się akcja, nie pada, a o okrucieństwo, rabunkową gospodarkę, niszczenie lokalnych kultur, zwykłą masową kradzież oskarżył pisarz elity wszystkich państw biorących udział w procederze. „Cała Europa złożyła się na Kurtza”, kształcił się w różnych szkołach, jego rodzice mieli inne pochodzenie, a w utworze przewijają się postacie z Francji, Danii, Szwecji, Rosji.

Drugim ważnym tematem dzieła Korzeniowskiego jest istota i pochodzenie zła. Autor wszedł w polemikę z koncepcją Jana Jakuba Rousseau, który twierdził, że człowiek jest z natury dobry a złym czyni go cywilizacja.

Coppola wykorzystał te wątki, ale wprowadził do filmu jeszcze więcej treści, problematykę wzbogacił, choć charakter jednego z głównych bohaterów i sylwetkę jednej z postaci pobocznych zachował. Z powieści zaczerpnął nazwisko Kurtza. U Conrada to prowadzący zbiór kości słoniowej, najsprawniejszy i najbardziej wydajny zarządca placówki firmowej w głębi lądu, a w obrazie Coppoli to niesłychanie inteligentny i skuteczny wojskowy, pułkownik. Obaj dopuścili się zbrodni. I powieść, i film oparte są na wątku podróży narratora w górę rzeki, od cywilizacji ku dziczy. W filmie łodzią patrolową płynie kapitan Willard mający polecenie wykonania egzekucji na wojennym zbrodniarzu. W powieści statkiem płynął poczciwy podróżnik, Marlow. Willard jest oficerem służb od poufnych zadań i tak zwanej brudnej roboty. Jego misja wydaje się załodze łodzi dziwna, niezrozumiała. Sternik i jego ludzie nie wiedzą, dlaczego mają zapuścić się aż do granicy z Kambodżą, na tyły wroga.

I Willard z filmu, i Marlow z powieści w trakcie podróży zbliżają się do Kurtza nie tylko w sensie topografii, ale także rozumienia. Widzą bowiem świat, który wytworzył potwora w ludzkiej skórze. Willard oznaki szaleństwa dostrzega u wielu mijanych dowódców i żołnierzy. Przypadki przekraczania granicy między walką a morderstwem zdarzają się wcale nierzadko. Zrobi to też Willard i od tego momentu stanie się jasne, że granica między przestępcą a sędzią na tej wojnie i w tym przypadku nie istnieje. Jakże często temat niemoralności wojny powracał w kinie amerykańskim poświęconym interwencji w Wietnamie? My znamy go choćby z poezji Baczyńskiego:

Płacz, matko, kochanko, przebacz,

bo nie anioł, nie anioł prowadzi.

Film to opowieść, ale przede wszystkim obrazy. I to właśnie dla nich, dla, z nieprawdopodobną perfekcją i starannością, zaprojektowanych kadrów warto obejrzeć ten film kilkanaście razy. Tak, nie pomyliłem się. Dopiero bowiem po pewnej liczbie odtworzeń oko widza dostrzega nie tylko to, co dzieje się na pierwszym, na drugim, ale nawet na trzecim planie.

Nawiążmy do tytułu. Oprócz „Jądra ciemności” Coppola odwołuje się do Apokalipsy. Szkolnej dziatwie tak mimochodem napomknę tylko, że Baczyńskiego, Gajcego, Różewicza zaliczono do pokolenia Apokalipsy spełnionej. Już na początku widz dostrzeże rzeki ognia. Takie wrażenie wywołuje zachodzące słońce posyłające promienie odbijające się w wodzie. W wiosce, w której Willard spotka charyzmatycznego i szalonego podpułkownika Kilgore’a, zobaczymy zburzony kościół i cielę podwieszone pod śmigłowcem w trakcie ewakuacji wioski kojarzące się z bestią. Na rusztowaniu przy frontonie kościoła wprawne oko wyłowi postać przypominającą ukrzyżowanego Chrystusa. Kilgore rzucający karty śmierci zachowuje się, jakby nakładał pieczęcie, oznaczał ofiary. Lądujący helikopter dowodzenia ma z przodu napis „Śmierć z powietrza”. Cała latająca kawaleria w trakcie lotu i szturmu przypomina szarańczę albo harpie.

Conrad wkładając w usta jednego z bohaterów „Jądra ciemności” opis Kurtza jeszcze z czasów, gdy nie dopuścił się zbrodni, przedstawia osobę podobną do Hitlera. Kilgore każe w trakcie ataku na bazę Vietcongu puścić z głośników muzykę ulubionego kompozytora Hitlera, Wagnera. Jest nią” Cwał Walkirii”, skandynawskich bogiń – wojowniczek.

To, co wyrabiają amerykańscy piloci i montażyści rozgrzeje najbardziej wymagających wielbicieli scen batalistycznych. Twarze żołnierzy zacięte, przerażone, usatysfakcjonowane pojawiają się na przemian z ujęciami dzieła zniszczenia, wirtuozerskiego pilotażu, siły ognia, dynamicznie przeprowadzonego desantu.

Twórcy dzieła wiedzą jednak, że do kina przyjdą też pacyfiści. Dla nich także jest ukłon w opowieści. Oto ze szkoły ewakuowane są dzieci. Nauczycielka, cała w bieli, ustawia je po kolei w rządku. Ale jeden malec zagapia się i zostaje. A deszcz ognia z powietrza zbliża się. I tu można zobaczyć, jak dobrymi uczniami Arystotelesa są artyści. Trwogę i litość, jak pisał grecki filozof w „Poetyce”, może widz odczuć, identyfikując się z bohaterem. Ale musi być on jeden. Dlatego z grupki dzieci jednostka wyodrębiona jest przez przypadek. Na szczęście, zaraz ktoś po malucha wraca. To, oczywiście, także nie jedyne nawiązanie do greckiej tragedii. W ostatnich scenach śmierci Kurtza towarzyszy hekatomba, rzeź wołów. Pułkownik, doskonale zagrany przez Marlona Brando, ginie jako ofiara poświęcona na ołtarzu. Czego? Kogo? Politycznych złudzeń, sumienia narodu, poczucia sprawiedliwości? Nie jest przecież jedynym winnym zbrodni, tylko wytypowanym, tym, który wyróżnił się, nie podporządkował ostatecznie dowództwu i zaczął mu zagrażać.

Niesłychanie ciekawym tematem jest degradacja moralna człowieka niezwykle inteligentnego. Marlow w powieści Conrada powiada, że diabeł nie interesuje się głupcami. Dodać możemy, dlaczego. Oni niewiele zła potrafią wyrządzić, podporządkowanie sobie kogoś inteligentnego dopiero otwiera szeroką perspektywę. Czytając dossier Kurtza, Willard jest pod wrażeniem. Wychowanek najlepszej uczelni wojskowej w kraju, z rodziny o znakomitych wojskowych tradycjach, nagle zrezygnował z świetnie zapowiadającej się kariery w dość poważnym jak na żołnierza wieku i zdecydował się zacząć wszystko od początku, wstępując do formacji komandosów. Postawił na swoim. W końcu przełożeni zgodzili się na zmianę formacji. Bez sądu zastrzelił ludzi, których podejrzewał o to, że są informatorami wroga i nie pomylił się. Po egzekucji niespodziewane ataki ustały. Kurtz twierdził, że sam może dla Zachodu wojnę z komunistami w Wietnamie wygrać, a przeszkadzają mu głównie politycy. Kurtz w powieści także był osobą wyjątkową, przez wielu określaną jako wybitna.

Nie opiszę wszystkich zalet, błyskotliwych zabiegów, niezapomnianych ujęć. Mnie zawsze zdumiewa scena, gdy po zgiełku walki, żołnierze amerykańscy skradają się do głównego placyku wioski i tam oparty o drzewo stoi rower. To genialne. Postawić rower. Wojna wkracza w normalne życie nagle. Ktoś przyjechał i planował za moment odjechać. Potyczka nie rozgrywa się na polu bitwy, ale wewnątrz wioski zaludnionej wieśniakami zajętymi codziennością.

Odkrywajcie najlepsze momenty dla siebie sami, „Czas Apokalipsy” jest zapierającym dech w piersiach spektaklem. Niewiele filmów może się z nim równać. Któż bowiem potrafi lekko i zręcznie powiązać szereg poważnych pytań, intelektualnych wyzwań z taką liczbą cytatów i nawiązań do klasyki i wreszcie z siekaniną karabinów, cynizmem wojskowych i powiedzeniami, które jak nic innego ujmują specyfikę sytuacji. Kilgore, chodząc bez koszuli w kapeluszu kawalerzysty, mówi: „uwielbiam zapach napalmu o poranku”, a wcześniej decyduje się przychylić do prośby Willarda i zaatakować wioskę z bazą Vietcongu, ponieważ tam na wybrzeżu są doskonałe fale do serfowania, a on wozi deskę ze sobą.

Wojna w Wietnamie ma dźwięk psychodelicznej muzyki The Doors, amerykańska młodzież w mundurach czasem zachowuje się jak na wielkiej imprezie. Rzeczywistość zazwyczaj wygląda inaczej niż ją sobie wyobrażamy, ale widowisko, jakie przygotowali twórcy „Czasu Apokalipsy”, zapiera dech w piersiach, zdumiewa, budzi potężne emocje i wiele mówi o minionych czasach. Czymś niemożliwym wydaje się, na przykład, mała francuska enklawa kolonizatorów w środku dżungli, ze stylem życia, wystrojem wnętrz bardziej przypominających Paryż przełomu wieków niż fragment Azji zajmowany przez bezwzględnych komunistów. A jednak istnieje, wyłania się z nadrzecznej mgły, a później rozwiewa się jak sen, jak życie żołnierzy, którzy są pełni energii, a po chwili stanowią jedynie ciało, któremu nie zawsze można sprawić godny pochówek.

„Czas Apokalipsy” na lekcjach znakomicie dopełnia analizę i omówienie „Jądra ciemności” Conrada. Każdy powinien sobie taką lekcję urządzić sam. Obowiązkowo.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *