Wisława Szymborska: Miłość szczęśliwa – analiza, interpretacja

21 sierpnia, 2017 20:34 Zostaw komentarz

Wisława Szymborska to poetka nadająca artystyczną formę absurdom i paradoksom naszego świata. Czyni to chyba po to, by wskazać nam domowe zadanie do odrobienia. Uważny czytelnik, miłośnik jej talentu w szczególności, nieraz będzie miał szansę dzielić z autorką zadziwienia nad zagadkowymi zjawiskami w ludzkich porządkach. W analizowanym tu utworze dość niewiele poświęca ona uwagi samemu fenomenowi zakochania i szczęścia. Bardziej interesuje ją, jak wiele niezdrowych emocji otoczenia budzi udany, satysfakcjonujący związek dwojga kochanków. Mistrzowsko operuje elementami mowy potocznej i słowną grą opartą na stałych związkach frazeologicznych i zaskakujących połączeniach słów.

Już w pierwszych czterech wersach uderza nieco opryskliwe „czy to jest normalne”. W codziennym mówionym języku, z natury rzeczy mniej starannym, zdarza się komuś z oburzeniem powiedzieć: Czy on jest normalny? Czy ona jest normalna? Tak wyrażamy swoje oburzenie i złość. Ktoś oczekuje od nas pracy ponad siły albo spóźnił się i nie przeprosił. Wtedy takie słowa mogą paść. Zderzenie „miłości szczęśliwej” z jakąkolwiek normą jest niepotrzebne. Ona istnieje, zdarza się. W zbiorze właściwych ludziom relacji i przeżyć mieści się zatem na pewno. Powiedzieć: czy to jest normalne w odniesieniu do czyjegoś szczęścia, to zachować się niestosownie. Podobnie nieodpowiednie są komentarze: „czy to pożyteczne?” „czy to poważne?” Nie wszystko należy rozpatrywać w kategoriach użyteczności. Jakie są przyczyny ataku na kochających szczęśliwie? To chyba tylko ludzka zawiść i małoduszność. W wersie czwartym autorka nawiązuje do związku frazeologicznego „nie widzieć świata za sobą” Sugerować pytaniem, że świat nic nie ma z ludzi, którzy go nie widzą, to dawać dowód braku rozsądku. Przecież lepiej być otoczonym osobami radosnymi i zadowolonymi niż sfrustrowanymi.

Tylko dlaczego ja tak długo o tych pierwszych czterech wersach? Chciałem dostarczyć przekonujących dowodów, że podmiot liryczny mówi tu w imieniu ludzi zazdrosnych, złośliwych i niezadowolonych ze swego życia. W żaden sposób nie możemy wyliczanych opinii i kąśliwych uwag przypisywać autorce. Wchodzi ona w czyjąś rolę, przyjmuje czyjś punkt widzenia, ale po to, by pokazać i jego absurdalność i niestosowność.

Druga zwrotka ujmuje krótko niezwykłość zjawiska miłości szczęśliwej. Tu z kolei w poetyckim języku dostrzeżemy nawiązania do Biblii. Bóg mógł kogoś wywyższyć. Tu kochający się ludzie są „wywyższeni ku sobie”. „Światło pada znikąd”, podczas gdy tradycyjnie było znakiem z innego świata. Miłość nie jest ani nagrodą, ani efektem zasług. Przydarza się, spotyka ludzi, „pierwszych lepszych z miliona”, choć naiwnie wierzących, że tak musiało się stać. Naturalnie, pokrzywdzeni, którzy jej nie przeżyli, mogą powoływać się na sprawiedliwość i mieć pretensje, ale przecież dorosłe, doświadczone osoby wiedzą, że posługiwanie się zasadą sprawiedliwości to ryzykowna gra i kryterium niezwykle trudne do zastosowania.

Ostatnim dwu wersom warto poświęcić osobną analizę: „troskliwie piętrzone zasady”. Piętrzyć mogą się trudności albo przeszkody. Jeśli autorka wprowadza zamiast przeszkód i trudności „zasady”, oznacza to, że sugeruje, iż zasady układa się zakochanym, żeby im trochę zaszkodzić. Słowo „troskliwie” zastosowała z ironią. Troskliwość jest pozorowana, naprawdę to nienawiść i złość. Strącony ze szczytu morał zdradza niechętny stosunek autorki w tym przypadku do moralizatorów, w których też widzi ludzi rozgoryczonych i zawiedzionych.

Trzecia zwrotka zaczyna się od czasownika w drugiej osobie liczby mnogiej trybu rozkazującego: „spójrzcie na tych szczęśliwych”. To tak jakby podmiot liryczny budował gromadkę agresorów, grupę wsparcia dla siebie. Nie rozumiemy, dlaczego kochankowie mieliby się kryć ze swoją radością, dlaczego oczekuje się od nich nieszczerości i, wreszcie, dlaczego krzepiłoby to ich przyjaciół. Paradoks: przyjaciele nie zawsze życzą nam dobrze, można się na nich zawieść. „Zmowa za plecami ludzkości” to znakomity żart. Szczęśliwie kochający i kochani przecież do ludzkości należą. Takie określenia to tylko eskalacja złości, przeradzającej się we wściekłość.

Czwarta zwrotka zawiera sugestię że religie i poezja są dla ludzi niekochanych, samotnych, smutnych. Gdyby wszyscy byli szczęśliwi, może przestałyby istnieć. Świat na pewno wyglądałby inaczej. Jak? To trudno sobie wyobrazić, czego wyrazem są niedokończone pytania podmiotu lirycznego.

Już w czwartej zwrotce, a w piątej widać to jeszcze wyraźniej, autorka porzuciła rolę i mówi już „od siebie”, choć jeszcze pytanie „czy to jest konieczne” stanowi echo wypowiedzi zimnych cyników i obrażonych nieszczęśliwców. Podmiot lityczny przyznaje, że miłość szczęśliwa może kojarzyć się wielu ze skandalem. Potwierdza, że zdarza się rzadko i że nie zaludniłaby ziemi. To poświadczenie smutnego faktu, że ludzie często nie zawierają małżeństw z miłości.

W ostatnich trzech wersach wypowiada podmiot liryczny życzenie: aby ci, których nie spotkało udane, mocne i szczere uczucie z wzajemnością, twierdzili, że go nie ma. Dzięki tej wierze lżej im będzie umierać i żyć.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *