Krzysztof Kamil Baczyński: „Z głową na karabinie” – omówienie, analiza

19 sierpnia, 2017 20:28 Zostaw komentarz

 Krzysztof Kamil Baczyński – utracony geniusz, czy poeta zawdzięczający sławę okolicznościom? 

Cóż tak szczególnego w twórczości Baczyńskiego, że wszedł do kanonu polskiej poezji współczesnej? Był symbolem kotwiczącym zbiorową pamięć w tragedii wojny i okupacji? Oczywiście, że tak. Gdy rosła i umacniała się popularność jego dorobku, nikt nie śnił nawet o Muzeum Powstania Warszawskiego. To jednak nie wszystko. Trwałą wartością liryki tego artysty jest umiejętność tworzenia nasyconych emocjami obrazów poetyckich, prostych, ale otwierających wyobraźnię czytelnika. Nieoceniona wydaje mi się szczerość uczuć, które, być może, inny patriota, żołnierz ukrywałby przed otoczeniem, nawet przed samym sobą. Utwory Baczyńskiego to zamknięta w słowach młodość z jej obawami o przyszłość, niepewnością siebie, poszukiwaniem prawdy o sobie, to żywe lęki i zapamiętana arkadia utraconego dzieciństwa.

„Z głową na karabinie” zbudowany jest, jak, nawiasem mówiąc, wiele utworów barokowych, na zasadzie kontrastujących obrazów i symboli. Zbliżający się „krąg”, który wibruje, „zaciska”, „tnie” „ostrzem” tuż „przy ustach”, który „przetnie światło”, a wreszcie rozetnie „na pół”, oznacza nadchodzący kres, śmierć nie spokojną, zamykającą pracowite, w pełni domknięte życie, ale nagłą, masakrującą ciało. Z wieloma takimi przypadkami rozrywania, miażdżenia ludzkich ciał młody Krzysztof Kamil musiał się zetknąć choćby w 1939 roku.

Tym więcej znaczą kontrastujące z powyższym motywy świata, w którym panuje piękno powiązane z dobrem, jak u greckich filozofów. „Zdrój”, czyli czyste źródło, strumień. „Wody szerokie”, „bujne obłoki”, „dźwigary”, „chmur kołyska” – wszystkie te elementy przywodzą na myśl otwartą przestrzeń, swobodę, wolność, nieograniczone możliwości. Podmiot liryczny, którego można utożsamiać z poetą, mówi o swoim formowaniu, „zdrój chyży” bowiem „rzeźbił”, „Płatki bzu dzikiego” były mu przynoszone. Świat go obdarowywał całym swoim bogactwem. Ważny udział w tym miała miłość matki, jej uśmiech, życzliwość, czułość. „Ziemia rosła tęga – nie pusta”. Jak wielu młodych, których nie spotkało wcześnie niespodziewane nieszczęście, bohater czuł się niemal bogiem wkraczającym do edenu. Tyle czekało na niego wrażeń, piękna, przeżyć. Wszystko obiecane i na wyciągnięcie ręki. Wyjątkowa wrażliwość cechująca osobowości artystów jeszcze te odczucia wzmacnia.

A może tak nie było i obrazy cudownego dzieciństwa, sielskiego, anielskiego, jak powiedzieliśmy: rajskiego powstały ex post (po czasie), z tęsknoty za normalnym życiem, ukształtowane przez doświadczenia piekła okupacji. To prawdopodobne. Tym większy widać tu talent i kreatywność. Utożsamiając podmiot liryczny z autorem, musimy być ostrożni. Może lepiej posłużyć się słowem „wiązać”, „kojarzyć” niż „utożsamiać”.

„Gołębia młodość” skończyła się nagle. Zastąpiło ją „dno śmierci”. Bohater jeszcze się rozwija, jeszcze dojrzewa, ponieważ posłużył się słowem „wyrastam”, „na dnie śmierci wyrastam”. „Dno śmierci” to dół. On jest na dnie, ściany wokół, grób, pułapka, niemożność ucieczki.

Jak w wielu innych utworach lirycznych Baczyńskiego do głosu dochodzi tragizm pokolenia. Trafienie wprost z beztroskiego dzieciństwa w doświadczenie wojny to jedno z najgorszych przeżyć. Żadnego okresu przygotowania, nagle, gwałtownie i już, wprost do piekła. Na to nakłada się tragizm osobisty, mający szczególny wyraz ból artysty, który nie może pisać o świecie, który kocha, do którego był wychowywany. Piękno i dobro odeszły. „Inter arma silent Musae”, jak to ujął Cyceron. W trakcie wojny muzy milczą, dla sztuki nie ma miejsca. A jednak nie. Sztuka powstaje, choć poeci giną.

Jednymi z najbardziej wzruszających wyznań, z jakimi stykamy się w twórczości Baczyńskiego, są te autokrytyczne. Wiadomo przecież, że surowa ocena samego siebie wielu ludziom przychodzi z trudem. Podmiot liryczny nazywa siebie „synem dzikim” swego „narodu”. Wyznaje, że śpi w „czasie wielkiej rzeźby”, nie pracuje, nie jest aktywny. Pełni obowiązki żołnierza, ale uważa, ze to za mało. Nie jest twórczy artystycznie.

Krytycznie przygląda się sobie bohater także wtedy, gdy mówi o odwadze. Nie szczyci się nią. Przyznaje, że pojawiała się, „gdy śmiercią niosło”. Dziś powiedzielibyśmy, że adrenalina oszałamia, że wyzwolone przez walczący o przetrwanie organizm substancje chemiczne uderzają do głowy, trochę jak u motocyklisty, który rozpędza się poza granice bezpieczeństwa. 

„Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało

wielkie sprawy głupia miłością”

Jest w powyższych dwu wersach i żal, i smutek, ale także wiedza o własnej niedojrzałości. Jak widzimy, Krzysztof Kamil chyba był zbyt surowy w ocenach dla siebie. Niektórzy wobec trudów dojrzewają szybciej. Poeta widzi, że odda życie za coś, czego jeszcze nie zdążył do końca pojąć, zrozumieć, docenić i pokochać.

W zacytowanych słowach jest zawarta cała opowieść, cała wielka część narodowej epopei o młodzieży, która chwyta za broń i nikt ze starszych nie może jej powstrzymać. Czy mogli nie pójść do walki? Oni? Równolatkowie niepodległej, odzyskanej po ponad stuleciu? Wychowani na wzorcach orląt lwowskich? Niemożliwe, w kategoriach psychologicznych nie do pomyślenia.

W tym wierszu może jedynie słowa „syn dziki” sygnalizują poczucie poniesienia moralnego uszczerbku. W innych utworach znajdziemy bardziej wyraziście wyrażone przekonanie, że wojna nikogo nie pozostawia niewinnym, bruka duszę każdego.

Szokują kojarzące się Apokalipsą obrazy śmierci.

„głowę rzucę pod wiatr jak granat”

Skojarzenie z poezją baroku przynosi motyw bezlitosnego, nieubłaganego czasu. Tu gniecie on piersi „czarną łapą”. Apokalipsa to największa katastrofa, jaką ludzie mogą sobie wyobrazić. Dla młodych wrażliwych osób okrucieństwo wojny kojarzy się z końcem wszystkiego, z absolutnym załamaniem wszelkiego ładu. Jako kontekst warto przypomnieć młodzieńcze wiersze Broniewskiego z czasów, gdy w trakcie I wojny światowej  był żołnierzem Legionów Polskich. Dla niego wtedy wojna także była końcem świata.

Ten wpis jest pierwszym poświęconym poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Ciekaw jestem, czy młodzi dziś widzą w jego słowach cząstkę prawdy o sobie samych.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *