Wisława Szymborska „Tarsjusz” – analiza, omówienie

18 sierpnia, 2017 21:08 1 Komentarz

Utwór jest przykładem literatury demaskatorskiej i oskarżającej. Uderza w dobre samopoczucie człowieka, który wszystkie żyjące istoty stara się bezwzględnie podporządkować i wykorzystać. Podmiot liryczny występuje w roli tarsjusza, egzotycznej małpiatki, niewielkiej, ale wyposażonej przez naturę w niezwykle duże oczy. 

Tarsjusz nazywa siebie „cudownie ocalonym od dalszej przeróbki”, ponieważ nie ma nic, co człowiekowi mogłoby się przydać. „przysmak ze mnie żaden, na kołnierz są więksi”, „koncerty odbywają się bez moich jelit”. Niemal tryumfalnie albo z dozą zadziwienia brzmi wyznanie: „ja tarsjusz siedzę żywy na palcu człowieka”. No tak, najbardziej niebezpieczny drapieżnik na ziemi to homo sapiens.

Zwrotka druga składa się z trzech ironicznych pytań. Tarsjusz zna przyczynę swego przypadkowego przetrwania, ale wie, że człowiek i tak znalazł sposób spożytkowania dla swoich celów drobniutkiej istoty. Dzięki pozowaniu do zdjęć z nim, może kreować siebie na czułego opiekuna i protektora zwierząt. Mistrzostwo przewrotności osiąga autorka w zdaniu: „Swoją wspaniałomyślność czym mi wynagrodzisz?” Tarsjusz rozumie, że dzięki takim jak on człowiek zyskuje alibi, może dobrze o sobie myśleć, a to powinno zostać wynagrodzone.

Trzecia zwrotka przynosi rozwinięcie powyższej myśli. Słowa: „wielki pan dobry, wielki pan łaskawy” brzmią jak szyderstwo. Któż by mógł świadczyć o tej rzekomej dobroci człowieka prócz zwierząt „niewartych śmierci”? To, co ludzie wiedzą sami o sobie, mogłoby ich nabawić chronicznej bezsenności. To aluzja, oczywiście, do licznych przykładów ludobójstwa, choćby z najnowszej historii. 

W czwartej zwrotce tarsjusz mówi w imieniu istot, którym na masową skalę nie odbiera się piór, futer, mięśni i innych form „pomysłowego białka”. Nazywa je snem, który na chwilę uniewinnia człowieka. 

Na koniec tarsjusz czyni aluzję do swej niewielkiej masy ciała i powiada, że spada kamieniem z roztkliwionych serc. „Kamień spadł mi z serca” to stały związek frazeologiczny, nie należy wprowadzać do niego zmian. Szymborska chętnie przekształca stałe związki frazeologiczne. Tak stało się i tutaj. Tarsjusz jest niby kamieniem spadającym z serca. Jeszcze raz potwierdza się koncepcja doniosłej roli tej istoty. Dzięki niej ludzie mają szansę na moment zapomnieć o swym okrucieństwie. 

Dzieło podobne jest w swej wymowie do wiersza Szymborskiej „Dwie małpy Bruegla”. Sytuuje się w opozycji do tradycji franciszkańskiej. Pokazuje hipokryzję człowieka, który chętnie widziałby siebie jako chroniącego naturę, ale przecież „braci mniejszych” bezwzględnie wykorzystuje. Tarsjusz nie ma złudzeń. Czuje się bezpieczny, ponieważ nie dostrzeżono w nim niczego wartego trudu przeróbki, co jest eufemistycznym i przewrotnym określeniem zabicia i poddania przemysłowym procesom przetwórczym. 

Kategoria:

1 komentarz

  • under napisał:

    For most reϲеnt information yoᥙ have to pay a quick visit internet and on internet Ӏ found this web page as a
    finest web site f᧐r hotteѕt updates.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *