Ten poczciwy Rzecki

17 sierpnia, 2017 20:48 Zostaw komentarz

Nie można wyobrazić sobie „Lalki” bez Rzeckiego. Jego pierwszoosobowa narracja nie dopełnia głównego nurtu opowieści, ale stanowi pełnoprawne przedstawienie wydarzeń wzbogacone o nieprzeciętną osobowość obserwatora i relacjonującego. Profil psychologiczny tego bohatera jest chyba pełniejszy niż Wokulskiego. Jego dzieciństwo, doświadczenia sprawiły, że jemu mógł autor powierzyć filozoficzne rozważania nad naturą świata i ludzkiego losu. Postać ta jednocześnie niepozbawiona jest komizmu. Poprzez nią mamy wgląd w czasy sprzed Wiosny Ludów.

Jeśli najwcześniejsze wspomniane wydarzenia biografii właściciela sklepu i przedsiębiorcy dotyczą okresu, gdy miał lat dwadzieścia kilka i pracował u Hopfera, to w przypadku Rzeckiego związane są z wczesnym dzieciństwem, surowym wychowywaniem przez ojca i nauką zawodu kupca u Minclów. Jak się dowiadujemy, pan Ignacy był najwierniejszym przyjacielem swojego szefa i to jemu Wokulski zawdzięczał przetrwanie w najtrudniejszym dla siebie czasie. Rzecki karmił go i przyodziewał, dzielił się tym, co miał. Było to w czasach, gdy ambitny i zbuntowany młodzieniec porzucił pracę i chciał zostać naukowcem.

Dzięki postaci Rzeckiego poznajemy bardzo ciekawą rodzinę Minclów. To spolonizowani Niemcy. W innym artykule pisałem już, że Prus pokazał specyficzne cechy mieszczaństwa na ziemiach polskich, które ukształtowały się już w średniowieczu. Wielu niemieckich i żydowskich osadników przybywało na ziemie Słowian i wzbogacało kulturę kraju, który stał się już za czasów Kazimierza Wielkiego światem przyjaznym dla wielu narodowości i wyznawców różnych religii. Proszę też zwrócić uwagę, że życzliwość autora powieści przesądziła, że nie ma w niej wizerunków złych cudzoziemców. Minclowie to poczciwcy dalecy od polityki Bismarcka. Rosjanin Suzin robi z Wokulskiego milionera. Szuman ułatwił Wokulskiemu zarabianie na korepetycjach u swoich znajomych. Szlangbaum pomaga kupić kamienicę za cenę, którą zakochany mieszczanin chce zapłacić.

Minclowie reprezentowali stare mieszczaństwo wraz z jego etosem i tradycyjne, konserwatywne metody prowadzenia interesów. Rzecki nauczył się u nich uczciwości, dokładności, punktualności, porządnego prowadzenia ksiąg. Stary Mincel miał jedno dziwactwo. Wyrzucał z pracy każdego, kto przed kolejną wypłatą nie potrafił wykazać poczynionych oszczędności. To nie jest przypadkowy szczegół. Przeciwnie. W oparciu o własne środki, bez kredytu najbezpieczniej jest prowadzić handel. Oczywiście, bez dźwigni finansowej nie sposób dorobić się szybko wielkiej fortuny, ale też trudniej zbankrutować. Wokulski świetnie już korzystał z inżynierii finansowej i był przedsiębiorcą nowych czasów.

Rzecki był człowiekiem wielkiej skromności, niczego dla siebie nie chciał. Gdy Wokulski wspominał, jak wiele mu zawdzięczał, przyjaciel czuł się zakłopotany i w wypitym winie widział przyczyny jego wylewności. Ojciec pana Ignacego za młodu był żołnierzem i uczył malca musztry wojskowej. Potrafił go nawet w nocy zrywać z łóżka i ćwiczyć. Surowa szkoła życia u Minclów też pewnie przyczyniła się do tego, ze potrzeb miał ten mężczyzna niewiele. Praca w sklepie wypełniała jego życie bez reszty. Poza nią były jakieś drobne dziwactwa, marzenia o dojściu rodziny Bonapartych do władzy i wielka troska o Stacha.

Myliłby się jednak ten, kto by myślał, że kierownik sklepu przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie nie zakosztował za młodu wielkiej przygody. Walczył w powstaniu narodowym Węgrów, został oficerem. Jego bliski druh, Katz odebrał sobie wtedy życie. Rzecki kochał się też i przeżył gorzki zawód. Najlepiej chyba o osobowości starego subiekta świadczy to, co pamięta z kampanii węgierskiej. Minęły lata, a te szczegóły zapadły mu w pamięć. Kiedy podczas marszu potknął się o leżącego rannego przeciwnika, usłyszał: „Nie trzeba deptać. Niemcy to też ludzie.” Gdy doszło do walki wręcz z artylerzystami austriackimi, Rzecki nie pozwolił Katzowi zabić jednego z nich. Życzliwość dla innych i wyrozumiałość najlepiej chyba opisywały naturę tej postaci.

Rzecki bardzo przeżywał proces, jaki wytoczyła Krzeszowska Stawskiej o kradzież lalki. Napisał wtedy, że może Katz, odbierając sobie życie, postąpił roztropnie, ponieważ nie spotykają go już żadne rozczarowania i przykrości. Bardzo zabolało go to, że Szlangbaum kazał swojemu pracownikowi sprawdzać, czy czegoś nie kradnie. Stawskiej pożyczył ponad tysiąc rubli ze swoich oszczędności, choć mógł poprosić o to Wokulskiego.

W II rozdziale I tomu i ostatnim II pojawia się scena nakręcania mechanicznych zabawek, do których stary subiekt porównuje ludzi, mówiąc, że jedni od drugich nie różnią się wiele, ponieważ ukryte siły kierują losem wszystkich, a człowiek nie ma wielkiego wpływu na swoje szczęście i przyszłość. Wszystko jest głupstwem, polityka, handel i całe życie, którego początków nie pamiętamy, a końca nie znamy.

Polityka była pasją Rzeckiego, choć jego naiwna wiara w życzliwość rodziny Bonapartych dla zniewolonych narodów Europy środkowej nie miała żadnych podstaw. Marzenia subiekta osładzały mu pewnie żywot pełen obowiązków i rutyny. Jego zalety doceniali ci, którzy chcieli przejąć spółkę po Wokulskim, proponując Rzeckiemu zarządzanie nią. Pan Ignacy troszczył się o sprawy Stawskiej i chciał, by została żoną Wokulskiego. Nie odniósł na tym polu sukcesu, choć bezwiednie przyczynił się do niefortunnego zakochania się właściciela sklepu w Łęckiej, posyłając go do teatru, gdy ten wcale nie miał na to ochoty.  

Rzeckiego Szuman nazywa niepoprawnym romantykiem, należącym do grupy skazanej na wymarcie. Trzeba przyznać, że ideałów romantycznych stary subiekt za młodu bronił nie tylko w mowie, ale też czynem, współtworząc piękną epokę walk Europejczyków o wolność, równość i demokrację. Wśród najbardziej oddanych w tych bojach byli Polacy, chwytający za broń i skupiający się pod różnymi sztandarami, ale w imię hasła „za wolność waszą i naszą”. Pan Ignacy był jednym z nich.

Kiedy Rzecki umiera, z jego kieszeni wysuwa się list. Ochocki widzi słowa: Non omnis moriar, co znaczy „nie wszystek umrę”. Takie podsumowanie życia bohatera to wyraz sympatii Prusa dla ludzi poczciwych, szlachetnych, mających na sercu dobro ogółu. Wydaje się, jakby autor odmawiał tu racji Szumanowi i przyznawał ją marzycielom i idealistom. Szuman ze Szlangbaumem przejęli jednak spółkę do handlu z cesarstwem, Wokulski rozgoryczony odebrał sobie życie lub wyjechał. Fakty zatem wskazują, że górą są zimni pragmatycy. Jak zatem jest naprawdę? Życie jest bogatym zbiorem przeżyć, doświadczeń i prawd. Dobra realistyczna powieść, taka jak „Lalka”, musiała pokazać, jak trudno o jednoznaczność w ocenie rzeczywistości i jak wiele opinii i zdań na jeden temat.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *