Jan Kochanowski: „Chcemy sobie być radzi…” Pieśń IX księgi pierwsze

16 sierpnia, 2017 20:45 Zostaw komentarz

Pieśń IX z ksiąg pierwszych Kochanowskiego, zaczynająca się od słów „Chcemy sobie być radzi”, jest utworem refleksyjnym, w którym autor, jak w wielu innych pieśniach czy fraszkach, dzieli się z czytelnikiem swoimi przekonaniami na temat właściwej postawy wobec losu i nieznanej przyszłości. Z tekstu wyłaniają się filary światopoglądu artysty, nade wszystko wyobrażenia o tym, co powinien czynić człowiek, by być szczęśliwym. Cechą bardzo charakterystyczną dla literatury renesansu było wpisane w nią przekonanie, że człowiek ma prawo i powinien być szczęśliwym za życia, już tu, na ziemi i że wcale nie oznacza to utraty szans na zbawienie. 

W pierwszej zwrotce widać motywy epikurejskie. Dobre samopoczucie, zadowolenie, radość przyjdą wraz z ucztą przy muzyce i winie. Oczywiście, znakomite towarzystwo, życzliwość wzajemna są tu nieodzowne, choć raczej domyślne niż wymienione wprost. Epikur jako drogę do osiągnięcia szczęścia wskazywał dbanie o przyjemności, wśród których cenił wyżej te duchowe i intelektualne. Wino raczej krzepi ciało, ale muzyka na pewno duszę.

Zwrotkę drugą otwiera retoryczne pytanie. Wszystko jasne. Nikt nie zna jutra, tyko Bóg i z jego perspektywy przesadna troska człowieka o przyszłość może wydawać się śmieszna. Renesansowy stwórca i najwyższy sędzia, proszę zwrócić uwagę, jest wyrozumiały, a nawet ma poczucie humoru.

Do trzeciej i czwartej zwrotki wprowadzony został motyw Fortuny, rzymskiej bogini losu jako siły przewrotnej, kapryśnej i nieprzewidywalnej. Zwycięzców zamienia ona w przegranych, pechowcom nieoczekiwanie przynosi tryumf. Tym, co mamy, powinniśmy rozporządzać ostrożnie, ponieważ do niej należy ostatnie słowo.

Ludzki rozum jest bezradny wobec takich nieoczekiwanych zmian, lepiej nie badać tego, co jest ponad jego siły, ocenia podmiot liryczny i radzi dalej, by zaufać boskiej opatrzności, planom Boga wobec maluczkich, ponieważ wieczne rzeczy zakryte są przed oczami śmiertelników.

Od siódmej zwrotki rozpoczyna podmiot liryczny niemal wykład stoickiej filozofii. Nigdy nie zabłądzi ten, który nauczy się zachowywać jednakowy stan ducha tak w szczęściu, jak i w nieszczęściu. Kiedy dzieje się dobrze, nie wolno popadać w euforię, a gdy piętrzą się trudności – w rozpacz. Szczęście zrównoważone, stałe, stateczne to cel filozofa – stoika i mędrca. Odporny na kaprysy losu jest ten, kto potrafi pożegnać się z majątkiem, oprzeć na cnocie, sumie istotnych zalet i ograniczyć swoje potrzeby do rzeczy naprawdę podstawowych, „chudoby bez posagu”.

Bohatera śmieszy postawa osób, którym wiatr mocno zawiał w oczy i starają się nagle przypodobać świętym, ofiarowując im hojne dary. Przypomina to rzucanie zbójcom na drodze skarbów, by ocalić życie. Niestety, nie w każdych okolicznościach można je wykupić.

Prawdziwą ochronę przed niepokojami, wstrząsami i nieżyczliwością losu daje jedynie stoicka cnota.

Znakiem epoki odrodzenia jest harmonijne łączenie stoicyzmu, epikureizmu z chrześcijaństwem. Wiara w dobrego Boga połączona z umiłowaniem przyjemności i na stoicyzmie budowaną równowagą wydają się zapewniać oparcie w każdej sytuacji. Kiedy doświadczenie artysty zaprzeczy temu, z całą szczerością, bólem i goryczą z czytelnikami się tym podzieli.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *