„Lalka” – rzecz o elitach

15 sierpnia, 2017 21:33 Zostaw komentarz

Gdyby zastanawiać się nad takim ujęciem problematyki „Lalki”, żeby była jak najbardziej aktualna i ważna współcześnie, to o pierwszeństwo na pewno rywalizowałoby spojrzenie na powieść jako na dzieło o elitach, o mechanizmach ich powstawania i alienacji, czyli odrywania od większości, dzięki której zdobyły pozycję i której powinny służyć.

Autor utworu, jeden z czołowych przedstawicieli polskiego pozytywizmu pozostawał pod wpływem między innymi myśli Spencera, który przedstawiał społeczeństwo jako jeden organizm, który dobrze funkcjonuje tylko wtedy, gdy warstwy, grupy, środowiska współpracują ze sobą odpowiednio jak poszczególne organy, tkanki, a każda z osobna oraz wszystkie razem znajdują się w dobrej kondycji.

W „Lalce”, zgodnie z zasadami realizmu, społeczność Warszawy ukazana została w pełnym przekroju, od arystokracji, mieszczaństwa, inteligencji przez drobnomieszczaństwo, rzemieślników, pracowników, studentów, po biedotę i ludzi upadłych.

Najbardziej krytycznie Prus odniósł się do elit: arystokracji, mieszczaństwa, inteligencji. Przypomnijmy kolejno, kim są, jak się uformowały.

ARYSTOKRACJA

To elita starej daty. Ukształtowały ją wieki średnie. Pozycja arystokratów wynikała z przynależności do stanu rycerskiego i zarządzania dużymi ziemskimi majątkami, które początkowo władca użyczał im na zasadzie lenna. Z czasem ziemia dziedziczona z pokolenia na pokolenia przechodziła na własność, a stało się to wraz z odejściem od koncepcji państwa patrymonialnego i pojawieniem się monarchii stanowej. Arystokracja pierwsza uzyskiwała prawa osobistej wolności, nietykalności majątków i współuczestniczenia  w zarządzaniu państwem.

MIESZCZAŃSTWO

Warstwa kształtująca się później od arystokracji, związana z rozwojem miast. Tworzyli ją kupcy i rzemieślnicy, z czasem także bankierzy i właściciele manufaktur. Operatywność, zdolność budowania majątków spowodowała, że z czasem, ale jeszcze w średniowieczu, miasta zaczynały rządzić się same, czyli zdobywały samorządność. W szkole, może niezbyt jasno, mówi się o tym w związku z lokowaniem miast na prawie niemieckim w Polsce. Rzeczywiście, polskie miasta korzystały z prawa zdefiniowanego i zapisanego w miastach niemieckich, ale najważniejsze jest to, że zamieszkująca je ludność podlegała nie feudałowi, ale radzie miejskiej, ławie miejskiej, burmistrzowi.

INTELIGENCJA

To grupa ludzi wykształconych i utrzymujących się z pracy umysłowej. Wchodzili do niej od najdawniejszych czasów kapłani, urzędnicy, lekarze, nauczyciele, inżynierowie, doradcy królewscy. Środowiska te istniały zawsze, ale dopiero w XIX wieku w związku z niespotykanym wcześniej w Europie i państwach Zachodu rozwojem cywilizacyjnym warstwa inteligencji zaczęła być naprawdę liczna.

ZMIANA

Pod koniec średniowiecza miasta zaczęły rosnąć w siłę. Odkrycia geograficzne, rozwój w dziedzinie nawigacji, budowy statków zaowocowały większą wymianą towarów, a w konsekwencji wzrostem siły i rangi mieszczaństwa. Ono między innymi doprowadziło do rewolucji w Anglii w połowie XVII wieku i zdecydowanie ono do Wielkiej Rewolucji Francuskiej pod koniec XVIII stulecia. Arystokraci stracili swoją uprzywilejowaną pozycję. Czy aby wszędzie?

 

ZMIANY W POLSCE

Mieszczaństwo na terenach Rzeczpospolitej nie rozwinęło się tak jak w zachodniej Europie. Z pewnością szlachta utrudniała proces kształtowania się tej grupy, kierując się dbałością o własne interesy. Nie sprzyjał rozwojowi mieszczaństwa fakt, że tworzyli je również polonizujący się Niemcy i Żydzi. Proszę zwrócić uwagę, jak znakomicie Prus w „Lalce” uchwycił naturę procesów trwających wieki i decydujących o relacjach społecznych w czasach jemu współczesnych.

Mieszczaństwo polskie było zatem zbyt słabe, by odebrać szlachcie rolę przywódczą. Miało to liczne konsekwencje, o których nie powinienem się rozpisywać. Zrobili to mądrzejsi ode mnie. Powyższy wstęp uważam za potrzebny, ponieważ wielokrotnie podstawowe pojęcia maturzystom wykładałem, widząc, ze nie rozumieli dobrze nazw „arystokracja”, „mieszczaństwo”, „inteligencja”.

WOKULSKI

Główny bohater „Lalki” to człowiek, który, awansując z zupełnych nizin, przechodzi przez kilka warstw i to jego oczyma przede wszystkim na nie spoglądamy. Wywodził się ze zubożałej szlachty. Proszę pamiętać, że polska szlachta była na tle innych społeczeństw Europy nadzwyczaj liczna, ale też bardzo rozwarstwiona. Obok magnatów żyli średniozamożni i bezrolni szlachcice, najmujący się do różnych zajęć na dworach arystokracji, pełniący nawet role służących. Otóż ubożenie szlachty polskiej w XIX wieku nabrało tempa. Ojciec Wokulskiego żyje fantazjami na temat szans odzyskania majątku. Jego syn, Stanisław już w takie rzeczy nie wierzy. Jako kelner i subiekt, czyli sprzedawca w sklepie zaliczał się do drobnomieszczaństwa. Nauka, początek studiów w Szkole Głównej, uczelni wyższej dały mu awans do grupy inteligencji. Tę przynależność potwierdzały jego naukowe pasje, zajęcia i dorobek badawczy na Syberii w trakcie zesłania, gdzie, jak wyznaje, zyskał uznanie takich sław jak Czekanowski, Dybowski, Czerski.

Po powrocie z zesłania bohater chciał rozwijać się jako naukowiec, ale, jak z goryczą przyznał, w jego ojczyźnie bardziej potrzebowano pomocników w handlu niż myślicieli czy badaczy. W tym miejscu warto przypomnieć, że Wokulski wielokrotnie na drodze swojego awansu napotykał przeszkody tworzone przez tych, którzy bronili dostępu do uprzywilejowanej choć odrobinę swojej warstwy. Kiedy uczył się po nocach, pracując w dzień w restauracji i sklepie kolonialnym Hopfera, najwięcej docinków i kpin zbierał do upijającej się inteligencji i studentów. Nawet radca Węgrowicz w pierwszym rozdziale nie bez satysfakcji przyznaje, że używał sobie wtedy na Wokulskim, „ile wlazło”.  Wydaje się, że przecież tak nie powinno być i że to właśnie ludzie wykształceni winni wspierać dążenie do zdobycia wiedzy u innych. Cóż, ludzka małość.

Po powrocie z Syberii bohater przez swych dawnych sprzymierzeńców został odtrącony, zniechęcony do pracy naukowej i „odesłany do handlu”. Rozpoczął pracę w sklepie Minclów przy Krakowskim Przedmieściu, a po śmierci właściciela, Jana poślubił wdowę po nim, Małgorzatę. Zaangażował się w rozwój przedsiębiorstwa, ale wypominano mu, że żyje z pracy Minclów. Mieszczaństwo nie przyjęło go zatem z otwartymi rękoma, ale dopiero spektakularne sukcesy Wokulskiego przysporzyły mu zadeklarowanych wrogów wśród mieszczan.

Prus zaprawiając ironią wypowiedzi odautorskiego narratora, w pierwszym rozdziale już zakpił z ograniczonych, lękliwych, zakompleksionych, zachowawczych warszawskich mieszczan. Wyjazd Wokulskiego na Bałkany uznali za przejaw szaleństwa, awanturniczego charakteru kupca. Przepowiadali mu klęskę, twierdząc, że na dostawach dla wojska bogacą się tylko Niemcy i Żydzi, a „nasi nie mają do tego głowy”.

Wokulski bardzo często wyrastał wyraźnie ponad swoje otoczenie. Na tle mieszczaństwa także się wyróżniał. Nie był już tylko właścicielem sklepu, ale przedsiębiorcą prowadzącym interesy na wielką skalę. Spółka do handlu z cesarstwem opierała się na jego kapitałach, na jego pomyśle, czy jak to się dziś mówi „biznesplanie” i na jego znajomości spraw. Wydaje się, że polscy mieszczanie powinni ustawiać się do niego w kolejce i prosić, by nauczył ich, jak z kupca stać się bardzo bogatym kupcem.

Czas przejść do głównego oskarżonego w powieści, czyli do arystokracji. Prawie cała literatura romantyczna ma w sobie silne antyfeudalne ostrze. Wynika to z ducha epoki. Już w „Cierpieniach młodego Wertera” dostaje się arystokratom za ostracyzm w stosunku do mieszczanina. Polscy arystokraci przedstawienia są jako kolaboranci i zdrajcy w III części Dziadów i nawet Zygmunt Krasiński, magnat, bogacz, arystokrata w nie oszczędza swoich środowisk, choć przed rewolucją przestrzega.

Jak widać, arystokracja na wschodzie Europy trzymała się nieco dłużej, niż na zachodzie kontynentu. Tu zmiany zawsze zachodziły wolniej. Wokulski, choć człowiek wybitny, energiczny, inteligentny i kierujący się dobrem ogółu, traktowany jest przez księcia i towarzystwo jak parweniusz, ktoś z zasady gorszy, no i szczęściarz, którego obdarzają zaszczytem rozmowy i współpracy. Skąd ta pogarda? Mieszczaństwo było ta grupą, która w szybciej rozwijającej się części Europy, zdetronizowała arystokrację, odebrała przywódczą rolę i sama została siłą napędową gospodarki i cywilizacji. Nawet ta głupiutka Łęcka podczas półsennych rojeń widziała zsuwającą się w dół karetę, a w dolinach poniżej dymy fabryk. Rewolucja przemysłowa przesądziła o wszystkim. Rolnictwo, które właścicielom majątków ziemskich, arystokratom, dawało niegdyś ekonomiczną siłę, straciło znaczenie. Żywność kupcy mogli przywieźć, skąd chcieli.

Najbardziej Wokulskiego, a nas wraz z nim, dziwi niechęć wielu środowisk do człowieka, który mógłby im od siebie tak wiele dać. Spółka powołana przez niego przyniosła udziałowcom 18 procent zysku w ciągu roku. Przedsięwzięcia służyły rozwojowi, dawały pracę. Niszczyć takiego człowieka, to szkodzić samemu sobie.

Arystokracja to warstwa egoistyczna, zgromadzenie w większości bezwstydnych próżniaków, łowców spadków i posagów, nieporadnych, śmiesznych głuptasów i zarozumialców. Piękne wyjątki stanowią tu tylko Ochocki i prezesowa Zasławska.

Oto dialog pani Wąsowskiej z Wokulskim w Zasławku.

— Nie wiesz pan? A jednak cuda opowiadają o pańskim majątku. Mówią, że masz pan ze sześćdziesiąt tysięcy rocznie…

— Dziś mam znacznie więcej, ale wydaję bardzo mało.

— Ileż?

— Z dziesięć tysięcy.

— Szkoda. Ja w roku zeszłym postanowiłam wydać masę pieniędzy. Plenipotent i kasjer zapewniają mnie, że wydałam dwadzieścia siedem tysięcy… Szalałam, no — i nie spłoszyłam nudów… Dziś, myślę sobie, zapytam pana: jakie robi wrażenie sześćdziesiąt tysięcy wydanych w ciągu roku? ale pan tyle nie wydajesz. Szkoda. Wiesz pan co?… Wydaj kiedy sześćdziesiąt… no — sto tysięcy na rok i powiedz mi pan: czy to robi sensację i jaką? Dobrze?…

— Z góry mogę pani powiedzieć, że nie robi.

— Nie?… Więc na cóż są pieniądze?… Jeżeli sto tysięcy rubli rocznie nie daje szczęścia, cóż go da?…

— Można je mieć przy tysiącu rubli. Szczęście każdy nosi w sobie.

— Ale je skądsiś bierze do siebie.

— Nie, pani.

— I to mówi pan, taki człowiek niezwykły?

— Gdybym nawet był niezwykłym, to tylko przez cierpienia, nie przez szczęście. A tym mniej nie przez wydatki.”

Znamienne, prawda?

Tej egoistycznej, pasożytującej na reszcie społeczeństwa, marnotrawiącej jego dorobek, warstwy nie ma jednak komu odesłać do lamusa historii. Mieszczaństwo, jako się rzekło, jest podzielone etnicznie, zróżnicowane, pozbawione większych ambicji, szerszych horyzontów, ekonomicznie i politycznie zbyt słabe.

W Anglii, jak zauważa Wokulski podczas spaceru na Powiślu, arystokracja, by przetrwać i zachować pozycję zaczęła łączyć się z awansującymi z nizin jednostkami, które zasilały ją talentami, pracowitością, zdolnościami czy energią i ambicjami. Do dziś przecież w Anglii królowa nadaje szlacheckie tytuły, choćby wybitnym muzykom.

Trochę to trwało, ale czas na puentę. Elity potrzebne są każdemu społeczeństwu, ale tylko wtedy, jeśli mu służą. Wszystko przebiega dobrze, gdy awans jest nagrodą za dokonania i szansą na rozwinięcie skrzydeł i realizację jeszcze większych projektów i przedsięwzięć. Rzeczą kluczową jest otwarta droga do wspinania się i rozwoju. Blokowany Wokulski, jak przyznawał, tracił energię na walkę z otoczeniem, które w ten sposób wyrządzało szkodę sobie.

Ostatecznie zrezygnowany, zniechęcony i znużony zmaganiami z nieżyczliwością bohater wyjechał bądź odebrał sobie życie. Środowiska mu nieprzychylne odniosły sukces, ale kraj poniósł wielką stratę.

„Lalka”, jak to powtarzam maturzystom, to matka wszystkich lektur. Dostarcza materiału na nieprzebraną liczbę tematów egzaminacyjnych rozprawek. Mówi też o zagadnieniach, które wcale się nie zdezaktualizowały. Potrzebujemy wartościowych elit. Straty z II wojny światowej i w wyniku przemyślanych świadomych działań obu okupantów są jeszcze dziś trudne do odrobienia, ludziom wybitnym, tak jak Wokulskiemu, nierzadko trudno się przebić. Warto mieć tego świadomość. Społeczeństwo to jeden organizm, naród to wspólnota, a słowo „ekonomia” pochodzi z greckiego οικονομία, czyli zasady życia domu, znów czegoś bliskiego i wspólnego.

Istnienie elit uzasadnia też potrzeba posiadania przez większość mądrego przywództwa, grupy dostarczającej odpowiednich wzorców. Współcześnie ważną rolę odgrywała klasa średnia, ale w wielu krajach zachodu znalazła się w kryzysie z przyczyn ekonomicznych. 

Cieszę się, że „Lalka” Prusa dostarcza tylu inspiracji i tematów do dyskusji. Dowodem tego jest również wpis: „Lalka” Prusa i aktualne pytanie o moralność kapitalizmu

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *