„Zbrodnia i kara” – powieść filozoficzna

11 sierpnia, 2017 21:45 Zostaw komentarz

 KLASYKA LITERATURY ŚWIATOWEJ, TOP WSZECH CZASÓW

Według Lwa Szestowa, Dostojewski wpisał w postać Rodiona Raskolnikowa fundamentalne dla każdej myślącej jednostki pytanie: w imię czego człowiek powinien być dobry? Religie za dobroć, prawość i skromność obiecują wieczne życie, filozofowie antyku uczą, że postępować szlachetnie po prostu należy. Nie ma żadnego przekonującego argumentu i żadnej pewnej nagrody.

Rodion, przypuszczalnie jak wielu czytających te słowa, najprawdopodobniej uczony był od najmłodszych lat tego, że wypada być grzecznym, szanować starszych, okazywać życzliwość, wybaczać, wspierać słabszych, uczyć się, ciężko pracować, a zasłuży się na uznanie otoczenia, zdobędzie środki do życia, ponieważ wszyscy wolą mieć wokół siebie ludzi sprawiedliwych nieagresywnych i użytecznych.

W postępowaniu bohatera widać ślady tych nauk i tej szkoły życia. Kiedy wychodził z mieszkania Marmieładowa pozostawił na parapecie resztki drobnych, które zostały mu z pożyczki pod zastaw zegarka ojca. Dał dwadzieścia rubli Katarzynie Iwanownej na pogrzeb męża. W trakcie procesu młodzieńca wyszły na jaw liczne fakty wpływające na zmniejszenie wyroku. Przez jedno półrocze niemal samodzielnie utrzymywał chorego na gruźlicę kolegę – studenta, a gdy ten zmarł, zaopiekował się jego zniedołężniałym ojcem, umieścił go w lecznicy, a po śmierci starca sfinansował pochówek. Rodion uratował też kiedyś z pożaru dwoje małych dzieci i uległ przy tym poparzeniom.

W literaturze, nawet na kartach tych pozycji, które są na liście lektur obowiązkowych lub gościły na niej, nie brak postaci ludzi młodych, którzy u progu dorosłego życia, zaraz po wyjściu z rodzinnego domu zorientowali się, że reguły, jakie im wpojono, nie zadziałają, a w tak zwanym wielkim świecie gra się innymi kartami, niż te wetknięte im do dłoni. Spotkało to Eugeniusza de Rastignaca, może Jacka Soplicę (wydaje się to wielce prawdopodobne) i Raskolnikowa. Wszyscy wymienieni postanowili zbuntować się, odrzucić role, jakie społeczeństwo im wyznaczyło i powalczyć o więcej. Oznaczało to w każdym przypadku podjęcie ryzyka, Eugeniusz i Rodion zdecydowali się nawet przejść na „ciemną stronę mocy”, czyli sięgnąć po metody zdobywania pozycji niegodne, naganne moralnie.

Raskolnikow, to jemu poświęciliśmy ów wpis, zrozumiał, że za cenę wyrzeczeń matki i poświęcenia siostry zdobędzie wykształcenie, ale wobec braku stosunków, znajomości będzie miał szansę na nędzną posadkę i to może nie od razu po ukończeniu uczelni. Zobaczył też wokół siebie ludzi nikczemnych, podłych, którzy jednak bez żadnych ograniczeń swobodnie kierowali swoim losem, a nawet stawali się panami cudzego życia. To Swidrygajłow, Łużyn, lichwiarka Alona Iwanowna. Pełna sakiewka stawała się najlepszą przepustką do dóbr tego świata. Dawała prawo decydowania o sobie, krzywdzenia innych, wykorzystywania. Rodion widział, ze tak zorganizowane jest społeczeństwo i miał wybór: zaakceptować to wraz z planem nędznej przyszłości dla niego i najbliższych lub przemóc się, złamać wewnętrzny opór i pójść na skróty.

Już wiemy, że Raskolnikow to student prawa, przybysz z prowincji, człowiek ambitny, szlachetny, mający ambicje zostania intelektualistą, wychowany w duchu wiary oraz kochający matkę i siostrę, Dunię.

Nie wiemy? No dobrze. Tłumaczę. O szlachetności napisałem wyżej. O ambicjach i możliwościach osiągnięć na niwie wysublimowanej ludzkiej myśli świadczy publikacja artykułu „O zbrodni” w „Słowie Periodycznym”. Rodion potrafił tworzyć śmiałe koncepcje zmuszające do myślenia i skłaniające do dyskusji. Nie przyjęto by w „Słowie Tygodniowym” słabego tekstu, który po upadku pisma i przejęciu przez drugie, ukazał się w „Słowie Periodycznym”. Dwie redakcje uznały go za wartościowy.

Religijność tkwiła w Rodionie bardzo głęboko. Sen gdzieś za Wyspą Wasiliewską przypomniał mu wizyty w cerkwi, którą lubił i stareńkiego księdza, popa. W trakcie dyskusji ze śledczym, Porfirym Pietrowiczem wspomniał o zmaganiach w historii między różnymi skrajnościami, a nawet walce, która ma jednak doprowadzić ludzkość do Nowego Jeruzalem. Nadmieniam, że „Nowe Jeruzalem” to w Biblii dom dla dusz zbawionych. Porfiry natychmiast wychwycił ten szczegół i dopytywał Rodiona, czy wierzy w Nowe Jeruzalem, czy wierzy w Boga i we wskrzeszenie Łazarza. Raskolnikow udzielił za każdym razem twierdzącej odpowiedzi.

W jego artykule dostrzeżemy Heglowskie inspiracje, myśl o tym, że w dziejach trwa nieustanna przemiana form starych w nowe, napięcie, z którego rodzi się po pewnym czasie świeża jakość, wkrótce później znów zakwestionowana i poddana przekształceniom. „Nowe Jeruzalem” mogłoby więc oznaczać idealne państwo tu na ziemi stworzone przez proces długotrwałych przemian od złego ku dobremu, utopię. Porfiry jednak narzucił odczytanie tej nazwy w duchu religii, zgodnie ze starszą tradycją. Rodion, który kpił sobie z wiary Soni w Boga, przed Porfirym wiary się nie wyparł.

Młodego ambitnego człowieka, mającego świadomość swych zalet upokarzały wizyty u lichwiarki, nędzne życie, egzystencja w pokoiku przypominającym szafę. Narrator informuje nas dość wcześnie w powieści, że bohatera nie lubiano na uczelni, ale szanowano za ogromną pracowitość i oddanie nauce.

Łatwo na początku życia pogodzić się z przegraną? Oczywiście, że nie. Raskolnikow, aby zagłuszyć wyrzuty sumienia stworzył sobie teorię, na mocy której w szczególnych okolicznościach jednostka wybitna, mogąca przysłużyć się rozwojowi ludzkości, ma prawo stanąć ponad powszechnie uznawanymi zasadami moralnymi. Pod ten logiczny, precyzyjny niczym matematyczne równanie wzór podstawił dane. Po jednej stronie znalazła się lichwiarka, która dorabiała się na największych biedakach, spychając ich warunkami swoich pożyczek w otchłań jeszcze większej nędzy. W wielu krajach lichwa jest prawnie zakazana, ponieważ korzystają z niej desperaci, a często osoby niezaradne. Alony Iwanownej nikt nie potrzebował, nikt nie kochał, dręczyła swoją siostrę, a ze zgromadzonych dóbr nie korzystała. Raskolnikow, słysząc rozmowę oficera i studenta, dowiedział się, że całą fortunę lichwiarka zapisała na klasztor, żeby mniszki modliły się za jej duszę. Co za ironia? Jakże fałszywe rozumienie wiary.

Nikt nie miał też wątpliwości, że lichwiarze przyczyniają się do upadku wielu ludzi. Dostojewski, podobnie jak i Żeromski, pokazywał, że nędza materialna prowadzi także do nędzy moralnej. Ileż dziewcząt sprzedających się na ulicy? Iluż złodziei, oszustów i alkoholików?

Po drugiej stronie równania był on, młody, szlachetny, czekający na uśmiech losu, który nie nadejdzie. Brat siostry gotowej sprzedać się prawie tak jak Sonia Marmieładow. Może byłoby usprawiedliwione jedno zło w celu osiągnięcia wielkiego dobra? Rodion, mówiąc obrazowo, przejrzał równanie jeszcze raz i zrealizował cel. Oczywiście, przyczyn zbrodni jest wiele. Dzieło Dostojewskiego to także powieść psychologiczna, pokazuje, jak wiele czynników ma wpływ na postępowanie człowieka. Tu jednak celowo upraszczam, by skupić się na filozofii. Rodion zabił, a wtedy okazało się, że jego teoria, przynajmniej w odniesieniu do niego nie sprawdziła się.

Znamienna dla wymowy dzieła była rozmowa oficera ze studentem. Ten drugi przedłożył koledze prawie te same argumenty, którymi kierował się w postępowaniu główny bohater powieści. Oficer przerwał jednak wywody znajomego i wobec wniosku, że zabicie starej lichwiarki byłoby dobre, zapytał studenta, czy on sam by to zrobił. Student natychmiast oświadczył, że, oczywiście, nie. Dla oficera był to dowód, że cała argumentacja nie ma w sobie ani krzty racji. Jego pytanie skierowane było bowiem do sumienia, które sądzi indywidualnie jako najwyższa norma wewnętrzna.

Rodion po zbrodni nie mógł znaleźć sobie miejsca. Sumienie, sumienie właśnie nie pozwalało mu funkcjonować. Zagłuszył je poprzez racjonalny wywód, ale nie na długo. Kto wyprowadził bohatera z matni? Sonia Marmieładow, dziewczyna bez wykształcenia, potrafiąca tylko czytać i pisać, ale przyjmująca wiarę, chrześcijaństwo z pełnym przekonaniem, bez zastrzeżeń, spontanicznie i naturalnie. Jej imię w pełnej formie to Sofia, czyli mądrość. Rodion intuicyjnie czuje, że dziewczyna zna sposób wydobycia się z upadku i wyjścia z pułapki. Dlatego szuka z nią kontaktu. Rozum ułatwił bohaterowi popełnienie zbrodni, ale nie podsuwał wskazówki, co robić dalej. Przyznanie się do winy było absurdalne, choć nieświadomie bohater zwracał na siebie uwagę policji.

Dopiero powrót do wiary mógł zażegnać wewnętrzny konflikt. Uznanie ponownie systemu wartości i norm wprowadzonych do kultury przez Biblię mogło prowadzić do wyzwolenia. Nie możesz stawiać siebie ponad kimś tak wysoko, by zostać jego oskarżycielem, sędzią i katem. Nie wolno ci odmówić komuś miłosierdzia. Z drugiej jednak strony: jeśli uwierzysz w zasadę równości wszystkich wobec Boga, zobaczysz dla siebie szansę. Jeśli uwierzysz w wyzwalającą moc pokuty, pójście na katorgę nabierze sensu. Warto będzie odbyć karę, aby skończyć z cierpieniem.

I wreszcie mogę zaproponować podsumowanie. Tak jak Conrad Korzeniowski wszedł w polemikę z koncepcją Rousseau, że człowiek jest z natury dobry, a złym czyni go cywilizacja, tak Dostojewski wcześniej zakwestionował oświeceniowy mit, zgodnie z którym człowiek postępujący racjonalnie zawsze działa lepiej od nierozumnego. Okazuje się, że sam rozum może wyprowadzić na manowce, bez odpowiedniego uzbrojenia w wartości bywa niebezpieczny. Dowodów dostarczyła historia i to niedawna. Wszak komunizm wprowadzali uczniowie filozofów, korzystali z rozbudowanych intelektualnych konstrukcji. Tak jak Rodion usprawiedliwiali zbrodnie rzekomym, przyszłym, iluzorycznym szczęściem całej ludzkości. A że przy tym miliony marły z głodu, w łagrach, na skutek działań wojennych? Piękna przyszłość wymaga ofiar.

Genialni pisarze, tacy jak Conrad i Dostojewski potrafią wyczuć w powietrzu, wysłuchać w głosach swej epoki to, co przyniesie przyszłość. Nieomylność ich intuicji nieraz potwierdzały przyszłe wydarzenia. Z tą refleksją zostawiam Państwa do następnego razu.

Zapraszam także do lektury pozostałych wpisów o „Zbrodni i karze”:

„Zbrodnia i kara” – powieść psychologiczna

Razumichin i Raskolnikow – słówko o „Zbrodni i karze” 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *