Fraszka „O doktorze Hiszpanie” Jan Kochanowski

8 sierpnia, 2017 21:00 Zostaw komentarz

Czy to nie bodaj Paul Cazin, francuski badacz literatury polskiej uznał, że fraszka jest gatunkiem stworzonym przez Jana Kochanowskiego? Oczywiście, forma ta nawiązuje między innymi do antycznego epigramatu i anakreontyku, ale na pewno jej cechą zasadniczą jest różnorodność tematyczna. Wyszły bowiem spod pióra renesansowego artysty fraszki refleksyjne, filozoficzne, patriotyczne, ale też satyryczne, miłosne, biesiadne, upamiętniające jakąś postać lub zdarzenie, obsceniczne, żartobliwe lub będące po prostu formą literackiej zabawy.

Fraszka „O doktorze Hiszpanie” to świadectwo życia towarzyskiego humanistów, którzy nie stronili od hucznych zabaw. Upamiętnia postać Piotra Roizjusza, hiszpańskiego poety, wykładowcy prawa rzymskiego na Akademii Krakowskiej i doradcy króla Zygmunta Augusta. Polska przyciągała wtedy uczonych i artystów z całej Europy.

Jak podkreślał Juliusz Kleiner, fraszka „O doktorze Hiszpanie” jest dowodem mistrzowskiego operowania poetyckim językiem przez Kochanowskiego. Całość mieści się bowiem w czternastu wersach, a zawiera opisy czterech sytuacji, nie pomijając sylwetek postaci i dialogów. Rej do przedstawienia tych wydarzeń potrzebowałby pewnie ze stu wersów.

Pierwszy moment to czas biesiadowania w najlepsze, kiedy jeden z uczestników zabawy zauważa chęć udania się Hiszpana na spoczynek i czyni mu wyrzut. Ktoś inny radzi, by pozwolić mu na odejście, ponieważ przyjaciel na długo z biesiadnikami się nie rozstanie. Wyraźnie pada zapowiedź odnalezienia go „w pościeli”. Już wiemy, że uczestnicy nie przejmują się żadnymi ograniczeniami, a alkohol dodaje im animuszu.

Po czterech zrelacjonowanych wyżej wersach następują dwa, które ukazują bohaterów po uczcie, a raczej po jej pierwszym akcie. Od stołów podnoszą się z intencją odwiedzenia Hiszpana, zabierają ze sobą dzban. Poeta nie traci czasu na gadulstwo. Nie opisuje pochodu rozbawionego towarzystwa, ale możemy sobie ten marsz wyobrazić. Kolejny scenka rozgrywa się pod drzwiami, zamkniętymi, ponieważ Roizjusz naprawdę liczył już na wypoczynek. Zwrot „drzwi puściły” jest eufemistycznym opisaniem nieładnego przecież zachowania. Hiszpan ich nie wpuścił, ale wyważyli drzwi.

W środku odbywało się już częstowanie uciekiniera, ale w taki sposób, że wymówić się nie mógł. Pointa należy do Roizjusza. Nocne wydarzenia podsumowuje tak: „szedłem spać trzeźwo, a wstanę pijany”. Urok tej fraszki polega na tym, że opowieść o pijackich, przyznajmy, ekscesach, zawiera dużą dozę tolerancji i przyzwolenia dla zabawy i psot, i hucznych biesiad. Tekst jest żywą anegdotą. Świadczy o wielkiej cierpliwości Roizjusza, ale też o tym, że musiał być bardzo lubiany.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *