Tren VII – Jan Kochanowski

7 sierpnia, 2017 20:41 Zostaw komentarz

Osiemnastowersowy utwór dzieli się na trzy części. Pierwsza zbudowana jest na zasadzie apostrofy do ubiorów, drobiazgów codziennego użytku należących do zmarłej, drugą wypełnia apostrofa do córeczki. Ostatnie cztery wersy gubią formę zwrotu do kogoś lub czegoś a zamieniają się w opis sytuacji tworzony przez zewnętrznego, zdystansowanego, zrezygnowanego obserwatora. 

Pokazując młodzieży artyzm cyklu Trenów, można zacząć od prostego spostrzeżenia: mistrzostwem jest już samo skomponowanie dziewiętnastu trenów o tym samym tak, żeby jednak każdy był zupełnie inny. Tren VII ukazuje w pełni psychologicznej prawdy człowieka w żałobie, zmęczonego już rozpaczaniem, potrzebującego wytchnienia. Niejeden młodzieniec, niejedna panna stracili kogoś i wiedzą, jak trudno jest zapomnieć, nawet gdy się tego chce. Każdy przedmiot, miejsce wbrew woli cierpiącego przyciągają uwagę i nie pozwalają oderwać myśli od bolesnej straty.

Tak właśnie przeżywał bohater liryczny pustkę po śmieci córeczki. Znakomity artysta zaobserwował swoje uczucia i zapisał. Dlatego podmiot liryczny z wyrzutem zwraca się do ubiorów, uploteczków, złoconych pasków i pyta, dlaczego przyciągają wzrok i zmuszają do rozpamiętywania.

Śmierć nazwana jest „snem żelaznym, twardym, nieprzespanym”. Śmierć w „Trenach” jest motywem z naturalnych powodów niepomijalnym, ale różnie przedstawianym, jakby bohater chciał poznać swojego dręczyciela, sprawcę bólu i przeciwnika wszystkich ludzi. Nie wolno zapominać o postaci matki w „Trenach”, choć zawsze na pierwszym planie są ojciec i Orszulka. Zabranie przez śmierć młodej, niedawno narodzonej istoty burzy ład rodzinnego życia, podważa jego fundamentalne reguły. Jasno mówi o tym podmiot liryczny od wersu jedenastego.

„Nie do takiej łożnice, moja dziewko droga,

Miała cię mać uboga

Doprowadzić! Nie takąć dać obiecowała

Wyprawę, jakąć dała!”

Myśl o małżeństwie i opuszczeniu przez dorosłe dziecko domu matki i ojca pojawiła się w Trenie VI. To jest cel wychowywania potomstwa. Opuszcza ono rodzinne gniazdo, by zacząć nowy cykl wydawania na świat, prowadzenia do dorosłości następnego pokolenia i wypuszczania w przyszłość. Ten naturalny porządek za wczesna śmierć przerwała. Podmiot liryczny kojarzy na zasadzie kontrastu  dwa wydarzenia: wesele i pogrzeb. Oba łączy konieczność rozstania z dzieckiem, ale jedno tylko jest radosne, gdy drugie tragiczne.

Idąca na pewną śmierć do pieczary Antygona mówi o tym grobie jako o łożnicy, która zastąpić musi łoże małżeńskie. Tu jest podobnie. Nie taką wyprawę na nową drogę miała córa dostać od matki. Jedyne podarki to prosta sukienka, koszulka i grudka ziemi włożona przez ojca do trumny.

Jeśli w Trenie VI przywołana została scena konania dziecka, to tu przedstawiony został pogrzeb. Tak jak słowo „śmierć” zastąpione zostało eufemizmem, tak i wyraz „trumna” także nie pada. Mówi się o dziewczynce zamkniętej w skrzynce razem z posagiem.

Oczywiście, zwrócić uwagę należy na zdrobnienia budzące skojarzenia z czułością i delikatnością rodziców w kontaktach z dzieckiem. Świadomym zabiegiem artysty jest zastosowanie zmiennej długości wersów, co nadaje tekstowi charakter rwącego się z powodu rozpaczy wyznania, często przerywanego, zbliżającego się do szlochu. Podobną rolę odgrywają przerzutnie.

Podmiot liryczny najpierw wprost zwracał się do przedmiotów należących do dziewczynki, potem do niej samej. Moment złożenia ciała do trumny odbiera wszelką nadzieję, jest widomym znakiem czegoś nieodwołalnego i ostatecznego. Dlatego bohater nie mówi już do zmarłej, o sobie nawet mówi „on”: „Ojciec ziemie bryłeczkę w główki włożył”, jakby patrzył na wszystko od zewnątrz, by oddalić się od bólu, jak moglibyśmy się domyślać.

Opublikowany został wpis o całym cyklu: Treny  oraz poświęcony Trenowi I.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *