Stanisław Barańczak: „Zdjęcie” analiza, interpretacja, omówienie

4 sierpnia, 2017 20:46 Zostaw komentarz

Autor ukazuje w utworze ulotność ludzkiego życia, jego chwilowość, a także nasze nieudolne próby jego reżyserowania, a czyni to kreując dobrze znaną wszystkim sytuację tworzenia pozowanej fotografii. Podmiot liryczny daje wskazówki osobie, której obraz chce uwiecznić, a są one dwuznaczne. Odnoszą się do robienia zdjęcia, ale także do prób zapanowania nad strumieniem egzystencji, spraw, wydarzeń, słów i dramatów.

Stanisław Barańczak nawiązuje do popularnych w poezji i sztuce baroku motywów snu i cienia. W siedemnastym stuleciu zapanował pesymizm poznawczy. Odeszła w przeszłość renesansowa wiara w zdolności poznawcze ludzkiego umysłu. Obawiano się, że człowiek karmi swój umysł jedynie iluzjami, czymś takim jak sen. Konflikty militarne, polityczo – religijne, z niesłychanie niszczącą wojną trzydziestoletnią wydobyły z mroku dziejów przeświadczenie o stale obecnej śmierci.

Znaleźć można potwierdzenie powyższych słów w utworze Zbigniewa Morsztyna: „Żywot – sen i cień”. Warto zerknąć na obraz Antonio de Peredy: „Sen rycerza”.

„tylko nastawię

ostrość, żeby na jawie

 uchwycić twój sen, twój

cień;”

Zwróćcie, proszę, uwagę na mistrzowskie operowanie przez autora przerzutnią. Posługuje się niedokładnymi, nieregularnymi rymami, wierszem wolnym. Ułożenie tekstu w wersach pozwala wykorzystywać niepokrywanie się porządku graficznego wiersza z porządkiem składniowym. Innymi słowy mówiąc, koniec zdania nie wypada na końcu wersu. Nawet przydawka „twój” rozdzielona została z rzeczownikiem „cień”, który przerzucony został nawet do innej zwrotki. Przypominam, że każdy koniec wersu, tak jak przecinek, średnik czy kropka zmuszają do zatrzymania się, a także do namysłu. Duża liczba przerzutni wprowadza do tekstu element niepokoju. Przerzutniami chętnie operował Mikołaj Sęp Szarzyński, barokowy poeta metafizyczny.

Podmiot liryczny występuje tu w roli uprzejmego fotografa, który stara się, by uwieczniana postać wypadła jak najlepiej. Zachęca, by fotografowany poczekał, aby z kadru zniknęli przechodzący ludzie i sprawy, z którymi ma tak mało wspólnego. Chce, by poza kompozycją znalazły się miliony niepotrzebnych nieszczęść i słów. Zwróćmy uwagę: miliony nieszczęść i słów. Dużo. Zastanowić powinna przydawka „niepotrzebnych”. Przecież nie jest odpowiednia. Czy mogą być nieszczęścia potrzebne? Myślę, że nie. Porażki, przegrane, niepowodzenia przydają się. Widać tu aluzję autora do poszukiwania przez człowieka szczęścia i odsuwania z pola widzenia tego, co „nie pasuje” do pięknego wizerunku, jakże często „na pokaz”. Wszystko musi być udane: żona, dom, praca, dzieci.

Gdyby czytelnik miał jeszcze wątpliwości, to te słowa powinny je rozwiać:

„z tą właśnie

miną, w tej pozie;”

Dalej fotograf wyraża intencję pominięcia linii na murze i na twarzy. Te drugie są niczym innym jak zmarszczkami, te pierwsze może rysami, pęknięciami na ścianie zapowiadającymi rozsypanie, a może powinny kojarzyć się z więzieniem.

„tak, dobrze, właśnie

te myśli, nie inne;”

Czy można panować nad myślami? Oczywiście, są takie próby: szkolenia, coaching, psychoterapia, a w razie nieskuteczności: antydepresanty, chemia.

Migawka na moment ma uciszyć czas, jego nie najżyczliwszy śmiech. Hura! Jesteśmy w domu, chciałem powiedzieć: w baroku! Polecam uwadze jako kontekst utwór Daniela Naborowskiego: „Krótkość żywota” i księdza Baki „Uwagi śmierci niechybnej”.

Zmierzch w utworze Barańczaka to alegoria śmierci, kresu, starości, a ostatni jednorazowy flesz symbolizuje próby rozświetlenia życia jeszcze jednym tytanicznym wysiłkiem, wielkim dziełem, heroicznym czynem.

Wszystko przemija, a popularność fotografowania wynika chyba stąd, że staramy się zatrzymać czas, choćby na moment, ale wpadliśmy we własne sidła. W epoce fotografii cyfrowej nie mamy już rezerw wolnych chwil, by to, co zamknęliśmy w kadrze, obejrzeć ponownie i przeżyć. Zdjęć robimy za dużo.

Podmiot liryczny tak przecież kończy: zrobiło się już późno, nadciąga zmierzch, a flesz został tylko jeden.

Wiersz – memento, memento mori. Stanisław Barańczak to znakomity poeta i tłumacz Szekspira na język polski. Debiutował w drugiej połowie lat sześćdziesiątych poprzedniego wieku.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *