Zbigniew Herbert: „Stary Prometeusz” – omówienie, analiza

3 sierpnia, 2017 20:38 Zostaw komentarz

Utwór Herberta opiera się na podobnym pomyśle co jego „Tren Fortynbrasa” i na przykład „W Weronie” Cypriana Kamila Norwida. Autor przenosi się w wyobraźni do momentu w losach bohatera, o którym mity bądź literackie relacje milczą. Sędziwy Prometeusz dożywa spokojnie swoich dni, jak większość emerytów. Jego żona krząta się po kuchni, bohater pisze pamiętniki, a jedyną rozrywką jest kolacja z aptekarzem i proboszczem. Chciałoby się zakrzyknąć: O bogowie! Czyż mógł spotkać bohatera, tytana gorszy los niż banalna starość?

I czy ten utwór naprawdę jest o Prometeuszu? A może raczej o losie wielkich bojowników za sprawę? Jeśli nie zginą za młodu, przecież musi czekać ich wiek późny wraz z jego dolegliwościami, a nawet zdziecinnieniem.

Wróćmy do tekstu. „Prometeusz pisze pamiętniki”. Zwróćcie, proszę, uwagę, że czasowniki występują tu w czasie teraźniejszym, tak jakby była to narracja unaoczniająca. Tak się ją nazywa w dziełach epickich. Niekiedy taki zabieg określa się też zastosowaniem czasu teraźniejszego historycznego. Formalnie bowiem, w sensie gramatycznym mamy do czynienia z czasem teraźniejszym. Odnosimy wrażenie, że coś dzieje się na naszych oczach: „ogień buzuje wesoło w kominku”. W istocie rzeczy to jednak przeszłość.

W pamiętnikach Prometeusz stara się

„wyjaśnić

miejsce bohatera w systemie konieczności,

pogodzić ze sobą pojęcie bytu i losu…”

W czym rzecz? Los to przeznaczenie, które w wierzeniach Greków było czymś z góry określonym i nieodwołalnym. A zatem, gdzie tu miejsce na walkę bohatera, skoro niewiele od niego zależy? Jest tu pewna sprzeczność. Konieczność to coś nieuniknionego. Byt człowieka wymaga jednak dla siebie wolnej woli, świadomości, wyborów. Roztrząsaniem tych kwestii zajmuje się dobroczyńca ludzkości na starość.

W jego życiu nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Któż przejmuje się staruszkami? Spotkania z aptekarzem i proboszczem kojarzą się z „Panią Bovary”, czyli życiem drobnomieszczańskim, nudnym, żałośnie jałowym w sensie intelektualnym. Miejscowa śmietanka towarzyska: proboszcz i aptekarz. A żonę pochłania świat własnych emocji, w których jest szczypta smutku, odrobina poczucia winy, przekonanie o misji, gdyż gotuje przecież obiadki nie byle komu… więc na pocieszenie pielęgnuje w sercu myśl o przejściu do historii. O bogowie! Jakiż kontrast między tym obrazem a naszymi wyobrażeniami o dobroczyńcy ludzkości?

Nie to jest jednak tragiczne. Prometeusz powiesił na ścianie list dziękczynny od tyrana Kaukazu, który wykorzystał ogień, dar Prometeusza dla ludzi, przeciwko nim. Spalił zbuntowane miasto. W Prometeuszu zaś nie ma już szczypty buntu. Pogodził się nawet z tym, że ogień posłużył do zbrodni i chyba z lęku o własne życie powiesił w widocznym miejscu podziękowania od zbrodniarza.

Kiedyś Prometeusz zrobiłby dla ludzi wszystko, ryzykował, naraził na gniew Zeusa. Teraz pozostał mu tylko śmiech jako jedyna forma niezgody na świat.

Tak więc przeznaczenie dosięga każdego. Nawet Prometeusz zakosztował w świętym spokoju i ciepłych kapciach. Poddał się, może czeka na młodych, którzy przejmą po nim zadanie walki o lepsze jutro. Taki jest zresztą porządek świata. Trochę to smutne, że Prometeusz tak kończy, ale może zawarte jest w tym pewne pocieszenie dla nas, zwykłych śmiertelników. Nie ma co sobie wyrzucać szabel powieszonych na kołkach i zamiłowania do wygód w jesieni życia, gdy nadejdzie.

Zagadką pozostaje tylko „miejsce bohatera w systemie konieczności” i sprzeczność między bytem i losem.

Jak pisał Herbert w „Martwej naturze z wędzidłem”, nie jest rolą artystów nieustanna pogoń za poznaniem, ale raczej godzenie człowieka ze światem. Tylko tak z akceptacją można przyjąć zagadkę sprzeczności bytu z losem i powtarzalny w każdym pokoleniu pęd do naprawy świata, który kończy się powolną utratą sił i cichą zgodą, przyprawioną jedynie uśmiechem i ironią.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *