Stanisław Grochowiak: „Do pani” analiza i dwa słowa o turpizmie

28 lipca, 2017 21:35 Zostaw komentarz

Egon Schiele: Kobieta z zielonymi pończochami

Stanisław Grochowiak to poeta związany z okresem PRL-u. Niestety, ponieważ kto wie, jak rozwinąłby się jego talent w zupełnie innych warunkach. Debiutował pojedynczymi wierszami na początku lat pięćdziesiątych, ale pierwszy tomik wydał dopiero w roku 1956, kiedy skończyła się w sztuce i literaturze epoka socrealizmu. Twórcom pozwolono wreszcie na coś więcej niż tylko bezwolną pracę w służbie propagandy.

Poezji Grochowiaka krytycy przypisali określenie: „turpistyczna”, czyli przywiązana do brzydoty, eksponująca ją. Nie był to pierwszy raz, gdy artyści zachwycili się szpetotą, niedoskonałościami, defektami ludzkiego ciała, banałem codzienności, nawet brudem. Można przywołać tu choćby naturalistów, ale może bliżsi byliby temu poecie przedstawiciele sztuk wizualnych: Egon Schiele i Oskar Kokoschka.

Stanisław Grochowiak wybrał swoją własną oryginalną twórczą drogę. Wyjaśniał w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, a trudno się z tym nie zgodzić, że polski czytelnik nie ma żadnego kontaktu z klasycznym pięknem. Nie może widzieć, nawet w telewizji, zbiorów Luwru, parku w Wersalu. Nie ma szans na podróż do Grecji czy Włoch. Co więcej, na co dzień ogląda dźwigający się ze zniszczeń wojennych biedny kraj i ubogich ludzi, zmęczonych, radzących sobie tak, jak się tylko da.

Brzydotę postanowił uczynić zatem pięknem, nie uciekać od niej, nie chować, ale wskazywać, że jest w niej także uroda świata i ludzi. Trochę to przekorne, ale świadczące o ogromnej empatii i chęci pozostawania blisko z czytelnikiem.

Przykładem tej twórczej metody jest liryk, a nawet erotyk „Do pani”.  Utwór zbudowany jest na zasadzie apostrofy do kobiety, bliskiej podmiotowi lirycznemu. W tekście autor odwołuje się do kultury średniowiecza. Świadczą o tym słowa i związki wyrazowe: „lennik”, „dama”, „dworu”, „feudalna pani”. Podmiot liryczny posługuje się niekiedy językiem uroczystym, stylizowanym na mowę osób wysokiego stanu, może dworzan, tak jak to sobie wyobrażamy, ale kiedy indziej używa słów potocznych: „gadam”, „boczki”, „niechlujstwo”.

Język wskazuje właśnie na dominantę kompozycyjną rządzącą w tym tekście. To godzenie kontrastu, dwu światów, które trzeba sobie przybliżyć. Jeden z nich ilustruje brzydota domostwa, w którym są pajęczyny, nie ma lodówki, gdzieś pojawić się może szczur, a zamiast światła elektrycznego mroki rozjaśnia kopcąca i pachnąca nieładnie karbidówka. Drugi świat to rzeczywistość uczuć, marzeń, tęsknot za elegancją, stosownym celebrowaniem miłości, godną formą dla spotkania z kimś ważnym i bliskim. Niestety, zamiast kolacji w Paryżu, spaceru po Champs Élysées jest pogrzebacz, pajęczyny, karbidówka i mięso w piwnicy wiszące na hakach. Odrobina wyobraźni może to szybko zmienić.

Od czego więc oksymorony i metafory? Proszę, oto:  „piękne niechlujstwo”, „kaźń piwnicy”, „astronomia pająków”. Podmiot liryczny oświadcza, że szczura pogłaszcze, karbidówkę wyłaja, z pogrzebaczem pogada. Lubi też pić herbatę gorzką z blaszanego kubka. Innych nie było albo jak na lekarstwo.

Moi drodzy uczniowie i młodzi czytelnicy. Świat w tamtych czasach naprawdę tak wyglądał. Piszący te słowa urodził się pod koniec lat sześćdziesiątych poprzedniego wieku, ale pamięta jeszcze kuchnię węglową w domu, na której mama gotowała i pogrzebaczem zdejmowała gorące fajerki (a wygooglajcie sobie), a na poczcie panie w latach siedemdziesiątych używały liczydeł (googlajcie).  

Turpizm stał się znakiem rozpoznawczym Grochowiak, ale jego droga twórcza, specyficzny poetycki język inspirowały innych artystów, także Herberta.  

 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *