„Rydwany ognia” – filmowa apoteoza sportu

20 lipca, 2017 20:42 Zostaw komentarz

„Rydwany ognia” to opowieść o sporcie, przyjaźni, silnych charakterach, o dziele życia, także o przemijaniu, ale nade wszystko o realizujących się, spełniających ideałach olimpijskich, o których tak pięknie pisał Pierre de Coubertin.

Film ten polecam uwadze wszystkich kochających sport. W trakcie oglądania będą mogli przeżyć jeszcze raz całą gamę emocji, zapamiętanych z fizycznej aktywności powiązanej z rywalizacją…. od euforii biegu, frajdy z wysiłku, radości zwycięstwa, goryczy przegranej, przez poczucie szlachetnego współzawodnictwa, po głęboki szacunek dla rywala.

„Rydwany ognia” jak w soczewce skupiają też to, co sport do kultury wnosił i czym była kultura sportu. Tytuł nawiązuje do igrzysk w antycznej Olimpii, które były tak naprawdę częścią kultu bogów. Zwycięzcy igrzysk wydawali się równi bogom, zyskiwali sławę. Sport łączył Greków, tak jak język, religia i pozostałe elementy cywilizacji.

Ideę olimpiad odtwarzał w czasach nowożytnych Pierre de Coubertin, pisząc o równości, demokratyczności sportu, o  jego walorach wychowawczych, znakomitym wpływie na harmonijny rozwój człowieka, fizyczny i duchowy.

Wszystko to autorzy filmu znakomicie wyeksponowali, przybliżając sylwetki brytyjskich biegaczy, uczestników Olimpiady w Paryżu, na pierwszym planie misjonarza Erica Liddella i przyszłego prawnika Harolda Abrahamsa.

Dla każdego z nich sport był zaledwie cząstką życiowego planu. Podziału na sport zawodowy i amatorski przestrzegano tak pilnie, że krytycznie, nawet źle, patrzono na samo pojawienie się na imprezie dla amatorów zawodowego trenera.

Eric Liddell biegał i uczestniczył w zawodach, ponieważ łączył to z działalnością kaznodziei, a Harold Abrahams, syn finansisty z „city”, student prawa,  ponieważ chciał udowodnić antysemitom, że nie jest gorszym Anglikiem od rdzennych mieszkańców wyspy.

I tak od pewnego momentu wyodrębniają nam się dwa pomniejsze tematy. Pierwszy to zmagania Żyda z niechęcią otoczenia, poddana tej presji osobowość, ukształtowana zawziętość, by dowieść, że zasługuje się na szacunek, a nawet podziw. Abrahams z dumą mówił, że jego ojciec, litewski Żyd wychował synów na prawdziwych Anglików i zapowiadał przyjacielowi, że wyzwie na pojedynek tych, którzy uważają, że jest gorszy z powodu pochodzenia bądź religii.

Drugi pomniejszy, równoległy temat to silna wiara i służba Bogu. Postronni obserwatorzy Liddella, bez względu na ich stosunek do wiary, widzieli, że niesie go do zwycięstwa potężna wewnętrzna siła. Bieg, wysiłek harmonijnie łączyły się u niego z przekonywaniem słuchaczy, zgromadzonych wiernych do słów Chrystusa: „moje królestwo jest w każdym z was”. Słowa biegacza po wygranych zawodach wypowiadane w robotniczych dzielnicach brzmiały zadziwiająco prawdziwie, kiedy porównywał życie do biegu i zapewniał, że każdy znajdzie w sobie siłę do tego, by znaleźć powołanie i ukończyć szczęśliwie swój wyścig. Trzeba też wspomnieć, że bohater ten miał w sobie wiele radości, podczas gdy Abrahamsowi brakowało pogody ducha i pozostawał nieco w cieniu swojej osobistej walki o uznanie.

Autorzy filmu nie pokazali zatem jedynie odmiennych biografii, ale także różnorodne osobowości i drogi do sukcesu. Widz poznaje przecież jeszcze lorda Andrew Linsaya i poczciwego Aubreya Montague, przyjaciela Harolda Abrahamsa, o którym zwycięzca z Paryża, przyszły prawnik mówił, że jest wspaniałym przyjacielem, człowiekiem pełnym i szlachetnym. To taki trochę Horacy z „Hamleta”, skromny i pełen empatii obserwator. On też chwilami przyjmował w rolę narratora.

Moim ulubieńcem, muszę to przyznać, jest lord Andrew, który nie tylko ofiarowuje coś niezwykle cennego, choć niematerialnego, Liddellowi podczas olimpiady, ale ma też arystokratyczny, nonszalancki, kiedy można, styl bycia. Na bieg uczelni w Cambridge stawia się w ostatniej chwili z papierosem na fifce w ustach i butelką szampana. To jednak także wspaniały sportowiec, tak pod względem osiągnięć, jak i postawy.

Tak to bywa: co dla jednych jest walką niemal na śmierć i życie, to dla innych znakomitą zabawą.

„Rydwany ognia” zwłaszcza młodszym kojarzą się z genialnym utworem muzycznym Vangelisa. Film jest także wielkim widowiskiem, ponieważ twórcy z ogromną pracowitością odtworzyli klimat epoki, dbając o dobór strojów, detali, przedmiotów. Archiwalne zdjęcia przenikają czasem kolorowy obraz głównej narracji, jakby przeszłość na chwilę wydobywała się z mroków zapomnienia.

Film otrzymał cztery Oscary w 1982 roku:

jako najlepszy film, za muzykę, za najlepszy scenariusz oryginalny i za kostiumy.

Świat ukazany w filmie rozpięty jest między młodością i starością, ponieważ początek i finał otwiera ceremonia pogrzebu jednego z wielkich sportowców, na której spotykają się dwaj jeszcze żyjący staruszkowie, dla których szczęściem jest wspomnienie wspaniałych chwil, gdy serca przepełniała nadzieja, a skrzydła rosły u nóg, by zacytować fragment pożegnalnej mowy jednego z nich.

Świat ukazany w filmie rozpięty jest także między wojną i pokojem, ponieważ bohaterowie spotykają się w roku 1919  zaraz po dramatycznych wydarzeniach w Europie. Rywalizacja na stadionach miała być, w intencji Pierre’a de Coubertin, panaceum na konflikty zbrojne.

Rzeczywistość dzieła ma w swoich granicach również boskość i człowieczeństwo. Dochodzący do granic ludzkich możliwości sportowcy zdają się dorównywać bogom z Olimpu. W „Rydwanach ognia” nie brak szeregu doskonale psychologicznie ujętych momentów. Jest odrobina prawdy ze szczyptą melancholii, gdy dwóch starców na pogrzebie przyjaciela zdaje sobie sprawę, że jest ich już tylko dwóch, ale mają wspaniałe wspomnienia, których nikt im nie zabierze.

W pamięci widzów pozostanie też obraz biegnących w trakcie treningu, wzdłuż morza, młodych mężczyzn. Na ich twarzach widać radość, upojenie biegiem, nawet euforię. Aż bije od nich to, że kochają sport i jest on najgłębszą treścią ich życia, choć, jak już pisałem, każdy z nich realizował się w innym zawodzie, a uczestnictwo w olimpiadzie wśród różnych obowiązków było wydarzeniem ważnym, ale epizodycznym.

Jako uzupełnienie tej analizy przytoczę jeszcze nieco złotych myśli Pierre’a de Coubertin. Korzystam przy tym z książki wydanej przez wydawnictwo Heliodor w Warszawie w 2001 roku. Fragmenty z bogatej spuścizny barona zgromadzili w niej panowie: Tadeusz Daszkiewicz i Krzysztof Zuchora. Nosi tytuł: Etiudy olimpijskie, o nadziei i pięknie.

Niewiele brakowało, a umknęłoby mi: kalos kaghatos, grecki ideał piękna i dobra. Także znajdziecie go w filmie. A teraz głos oddaję baronowi de Coubertin.

„Antyczny atleta czcił swoich bogów, modelując ciało przy pomocy ćwiczeń, podobnie jak rzeźbiarz czynił z posągiem.” (s.33)

„W doskonaleniu ciała ludzkiego dla potrzeb sukcesu sportowego cechy psychiczne odgrywają olbrzymią, czasem decydującą rolę.” (s.33)

„Nie doceniamy dwóch, bardziej lub mniej zależnych od siebie, problemów: spraw równowagi wewnętrznej i mechanicznej budowy ciała sportowca.” (s.33)

„Dla przeprowadzenia olimpiady nie wystarczy tylko władza i pieniądze; potrzebna jest ponadto wytrwałość, cierpliwość i tolerancja, przede wszystkim jednak niezbędna jest dalekosiężna i jasna koncepcja podwójnej roli, jaką sport może i powinien odegrać w wielkich współczesnych demokracjach: po pierwsze, roli będącego spuścizną po atletyce antycznej czynnika zrównania ludzi, po drugie zaś roli wychowawcy społecznego stanowiącego z kolei dziedzictwo czasów rycerskich.” (s.11)

„Olimpizm nie jest systemem, jest stanem ducha.” (s.11)

„W życiu ważny jest nie tryumf, lecz walka; istotną rzeczą jest nie zwyciężać, lecz umieć toczyć rycerski bój. Rozpowszechniać tę regułę oznacza przygotowywać nowe generacje ludzkie dzielniejsze, silniejsze, a więc bardziej świadome i bardziej szlachetne” (s.10)

„Olimpizm to siła burząca przegrody. Żąda on powietrza i słońca dla wszystkich.” (s.10)

„Charakter sakralny i estetyczny Olimpii wynikały z roli, jaką odgrywała w niej kultura fizyczna. Sport gościł w tym mieście okresowo, sztuka i modlitwa panowały stale”. (s.10)

„Sport wiąże się zarówno z psychologią, jak i fizjologią i może oddziaływać na zdolność rozumienia, charakter i sumienie. Jest on więc czynnikiem doskonalenia moralnego i społecznego.” (s.29)

„Zawodnik posiada swe wewnętrzne granice, ale ich nie zna.” (s.29)

„Sport zasiewa w człowieku ziarno, z którego kiełkują zalety umysłowe i moralne.” (s.29)

„Sport jest największym koicielem gniewu.” (s. 29)

Pierre de Coubertin wskazywał, że kultura wysiłku jest fundamentem każdej cywilizacji.  (s.6) Poznanie samego siebie jest warunkiem postępu i ładu społecznego, oraz równowagi. (s.5)

Film ma ogromne walory wychowawcze i poznawcze. Zachęca do pracy nad sobą. Skorzystać z niego na lekcjach mogą nauczyciele historii, języka polskiego, wiedzy o kulturze i wychowania fizycznego.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *