„Lalka” Prusa i aktualne pytanie o moralność kapitalizmu

17 lipca, 2017 10:30 Zostaw komentarz

Wydaje się, że pojęcia romantyzmu i pozytywizmu, jedne z najważniejszych kluczy do odczytywania „Lalki” w szkole, są już coraz mniej przydatne do otwierania w skarbcu tego dzieła treści ważnych dziś i mających związek z wielkimi dylematami współczesności.

Nie brak jednak w powieści Prusa zagadnień, które zachowały swoją aktualność i wagę oraz pytań, które nie doczekały się odpowiedzi.

Oto jedno z nich: czy kapitalizm jest dobry moralnie, a choćby: obojętny moralnie. Z wyrażeniem „przewaga kapitału nad pracą” zetknął się niejeden z nauczycieli przeglądających prasę i na pewno niejeden licealista z otwartym szerzej umysłem. W czym rzecz?

Kapitał zaprzęgnięty do pracy na giełdach surowców, towarów, walut i akcji przynosi krociowe zyski, choć coraz mniej związany jest z realną gospodarką. Nie służy do wytworzenia żadnego dobra, usługi bądź potrzebnego przedmiotu czy pokarmu. Ot krąży sobie po świecie i szuka okazji. Kiedyś czytałem, że obrót w wielkich transakcjach wirtualnych na świecie w ciągu dwóch tygodni przekracza sumy rocznego obrotu całej globalnej gospodarki związanej z realnie wytworzonym dobrem.

Mówiąc prościej: czym innym jest zapłata za wypieczony chleb lub poradę lekarza, a czym innym dochód z zakupu jakiejś waluty taniej i sprzedania jej za chwilę drożej. W tym drugim przypadku zysk nie jest nagrodą za wytworzenie czegoś realnego i potrzebnego, nie wzbogaca nas wszystkich, chyba nie, bo może jednak? Właśnie – napisałem już, że to „pytania” i „dylematy”.

Przejdźmy zatem do „Lalki”. W rozdziale czwartym pierwszego tomu Wokulski powiadamia po powrocie z Bałkanów, że z trzydziestu tysięcy rubli odziedziczonych po rodzinie Minclów uzyskał trzysta tysięcy. Dorobił się tego majątku na dostawach dla wojska. Przy okazji, drodzy Uczniowie, może warto, żebyście wiedzieli, że wojna jest, niestety, znakomitym interesem. O tym może kiedy indziej.

Wokulski mówi do Rzeckiego w tymże rozdziale: „- Nie bój się – ciągnął Wokulski. – Grosz ten zarobiłem uczciwie, nawet ciężko, bardzo ciężko.”

Moglibyśmy zaufać Wokulskiemu, znając go dobrze jako człowieka prawego i szlachetnego. Sprawa nie jest jednak taka prosta:

„Zdobywałem majątek dla niej!… – pomyślał. – Handel… ja i handel!… I to ja zgromadziłem przeszło pół miliona rubli w ciągu dwu lat, ja zmieszałem się z ekonomicznymi szulerami, stawiałem na kartę pracę i życie, no… i wygrałem… Ja – idealista, ja – uczony, ja, który przecie rozumiem, że pół miliona rubli człowiek nie mógłby wypracować przez całe życie, nawet przez trzy życia… A jedyną pociechą, jaką jeszcze wyniosłem z tej szulerki, jest pewność, żem nie kradł i nie oszukiwał… Widocznie Bóg opiekuje się głupcami…”

Potem znowu wypadek przyniósł mu wiadomość o śmierci Stawskiego w liście z Paryża i od tej chwili kolejno budziły się w nim wspomnienia pani Stawskiej i Geista.

„Mówiąc prawdę – myślał – powinien bym ten wyszulerowany majątek zwrócić ogółowi. Biedy i ciemnoty u nas pełno, a ci ludzie biedni ciemni są jednocześnie najczcigodniejszym materiałem… Jedyny zaś na to sposób byłby ożenić się ze Stawską. Ona z pewnością nie tylko nie paraliżowałaby moich zamiarów, ale byłaby najwierniejszą pomocnicą. Ona przecież zna pracę i biedę, i jest taka szlachetna!…”

Szuler to człowiek zarabiający na grze w karty, oszukujący przy tym.

W powyższym fragmencie, pochodzącym już z końca utworu, Wokulski nazywa swój majątek „wyszulerowanym”.

Majątek, kapitał daje szansę na zdobycie ogromnych zysków, praca, niekiedy taka o doniosłym znaczeniu i przynosząca korzyści ogółowi, o wiele mniejsze. Czy to jest sprawiedliwe? Właśnie. To jest niezwykle ważne pytanie. Wraca ono dziś, z wielką siłą, ponieważ okazało się w ostatnich latach, że nierówności na świecie między bogatymi i biednymi pogłębiają się. 16 stycznia 2017 Forbes na stronie internetowej podał, że 3,6 miliarda najbiedniejszych ludzi na świecie posiada majątek wielkości takiej, jaki znajduje się w rękach 8 najbogatszych.

W związku z tym wszystkim, o czym piszę, między innymi wraca się do koncepcji podatku Tobina, ale ja nie jestem ekonomistą. Jeśli kogoś zainteresowałem, cieszę się i namawiam do szukania materiałów i analizowania problemu. Chcę przede wszystkim zachęcić Uczniów do czytania „Lalki”, a Koleżanki i Kolegów Nauczycieli do wskazywania Uczniom tego, co jest w tej powieści wciąż niesłychanie aktualne.

Na początku II tomu Rzecki rusza na inspekcję kamienicy Stacha i z rządcą odwiedza lokatorów, lustruje mieszkania. W trakcie tego przeglądu rozmawia ze studentami. Jeden z nich używa w rozmowie z przyjacielem Wokulskiego argumentów naprawdę trudnych do zbicia.

„- Zresztą co tu gadać, z zasady nie płacę komornego, i basta: Tym bardziej że obecny właściciel domu nie budował tego domu; nie wypalał cegieł, nie rozrabiał wapna, nie murował, nie narażał się na skręcenie karku. Przyszedł z pieniędzmi, może ukradzionymi, zapłacił innemu, który może także okradł kogo, i na tej zasadzie chce mnie zrobić swoim niewolnikiem. Kpiny ze zdrowego rozsądku!

– Pan Wokulski – rzekłem powstając z krzesła – nie okradł nikogo… Dorobił się majątku pracą i oszczędnością…

– Daj pan spokój! – przerwał młody człowiek. – Mój ojciec był zdolnym lekarzem, pracował dniem i nocą, miał niby to dobre zarobki i oszczędził… raptem trzysta rubli na rok! A że wasza kamienica kosztuje dziewięćdziesiąt tysięcy rubli; więc na kupienie jej za cenę uczciwej pracy mój ojciec musiałby żyć i zapisywać recepty przez trzysta lat… Nie uwierzę zaś, ażeby ten nowy właściciel pracował od trzystu lat…”

I co? Proszę bardzo: przewaga kapitału nad pracą w czystej postaci. Czy jednak kapitalizm może obyć się bez kapitału? Czy kapitalizm to jest gra o sumie zerowej? Obrońcy kapitalizmu twierdzą, że nie. Czy działa w praktyce zasada „skapywania”? Nie jestem ekonomistą, a impuls do napisania tego artykułu dało mi spotkanie z byłym Uczniem, dziś znakomitym prawnikiem i ekspertem w dziedzinie podatków, który stawiał retoryczne pytanie: jak to jest, że ci którzy korzystają z porad przyjeżdżają po nie do firmy, w której on pracuje, samochodami za pół miliona, a ci, którzy im doradzają jeżdżą metrem?

Przedstawione tu zagadnienie nie jest jedynym, które zręcznie i w wyrazisty sposób ukazał Prus, a które żywo nas dotyczy. „Lalkę” pisał pod koniec dziewiętnastego wieku, kiedy krzepły fundamenty współczesności. Dlatego tyle w niej treści aktualnych. Pociąga mnie temat słabości polskich elit ukazany w powieści, doniosły, ważny, także świetnie w „Lalce” ujęty. 

Wracając jeszcze do moralności działań przedsiębiorców. W rozdziale dziewiątym pierwszego tomu arystokraci wymieniają się opiniami o Wokulskim, żeby przypadkiem kontakty z nim nie zbrukały im pięknych nazwisk.

„- Nie mam przesądu co do kupców – ciągnął dalej hrabia – ale ten Wokulski, który zajmował się dostawą w czasie wojny i zrobił na niej majątek…

– Tak… tak… – przerwał książę. – Ten rodzaj majątków bywa zwykle niepewny, ale za Wokulskiego ręczę. Hrabina mówiła ze mną, a ja zapytywałem oficerów, którzy byli na wojnie, między innymi mojego siostrzeńca. Otóż o Wokulskim było jedno zdanie, że dostawa, której się on dotknął, była uczciwa. Nawet żołnierze, ile razy dostali dobry chleb, mówili, że musiał być pieczony z mąki od Wokulskiego. Więcej hrabiemu powiem – ciągnął książę – że Wokulski, który swoją rzetelnością zwrócił na siebie uwagę osób najwyżej położonych; miewał bardzo ponętne propozycje. W styczniu tego oto roku dawano mu dwakroć sto tysięcy rubli tylko za firmę do pewnego przedsiębiorstwa i nie przyjął…”

Nie posiadamy zatem jasności, czy spekulacje, szybki obrót pieniędzy są moralnie dobre, zwłaszcza w kontekście o wiele skromniej wynagradzanej pracy. Z powyższego fragmentu wynika jednak, że można wywiązywać się z umów handlowych lepiej lub gorzej. Nabraliśmy też przekonania, w trakcie lektury dzieła, że spółka do handlu z Rosją miała działać na korzyść nie tylko udziałowców, ale też zwykłych konsumentów, którzy otrzymywaliby tańsze materiały, dzięki czemu z kolei więcej pieniędzy pozostawałoby w ich kieszeniach. Bez majątku Wokulskiego spółka nie powstałaby nigdy.

Pozdrawiam miłośników „Lalki”. Wiem, że nie brakuje ich. Kłaniam się wszystkim nisko.

 

 

 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *