Wisława Szymborska: Z nieodbytej wyprawy w Himalaje – analiza, interpretacja, środki stylistyczne, motywy, odbiór

2 lipca, 2017 6:50 Zostaw komentarz

Tekst znakomicie nadaje się do nauki analizy liryki. Jest bardzo precyzyjnie skonstruowany, zawiera charakterystyczne dla poetki elementy stylistyki: przetwarzanie stałych związków frazeologicznych, łączenie symboliki i wysublimowanej metaforyki z odrobiną języka mówionego. Najważniejsza treść przekazana w dziele opiera się na tak lubianym przez Szymborską paradoksie.

Rozwiewam na początku pewną niejasność. Utwór powstał w czasach, gdy obowiązywały nieco inne niż dziś zasady pisowni imiesłowów przymiotnikowych z partykułą „nie”. Stąd różnica w zapisie słowa: „nieodbytej”.

Literatura zawsze jest naśladowaniem mówienia. Dobrze jest przyjrzeć się, kto mówi i do kogo oraz w jakiej sytuacji. Tu na samym początku rozpoznajemy dwie osoby. To podmiot liryczny, osoba mówiąca wpisana w strukturę tekstu lirycznego, obecna zawsze, oraz Yeti. Wiemy, że Yeti jest postacią legendarną. Nie wiadomo, czy w ogóle istnieje.

Tekst liryczny nie zawsze dobrze jest analizować linearnie, po kolei strofa za strofą. Niekiedy potrzebna nam do zbadania tekstu informacja zawarta jest nie w pierwszej, ale w którejś ze środkowych zwrotek. Tak jest i tutaj. Odpowiedzmy sobie, po co podmiot liryczny, główny bohater mówi do Yeti. Tłumaczy to słowo „wróć”. Autorka sięgnęła zatem po postać z masowej wyobraźni, ale dokonała reinterpretacji jej legendy. Pół człowiek, pół zwierzę od ludzi odeszło, a kiedyś żyło razem z nimi. „Wróć” znaczy bowiem: przyjdź tu, gdzie już kiedyś byłeś”.

Dlaczego Yeti schowało się w górach? Na to pytanie także szybko znajdziemy odpowiedź. W zwrotce trzeciej …. Znajdują się słowa:

Yeti, nie tylko zbrodnie 
są u nas możliwe. 
Yeti, nie wszystkie słowa 
skazują na śmierć. 

Yeti zatem wycofało się w górskie pustkowia, ponieważ przeraziło je ludzkie okrucieństwo, zraziło się, poczuło zranione. Zwróćmy uwagę, że od drugiej do przedostatniej zwrotki bohaterka przekonuje Yeti do powrotu, używając różnych argumentów. Strofa druga to ciąg motywów, symboli, alegorii, które łączy prostota, oczywisty związek z codziennością, zwykłym życiem.

Dwa a dwa to cztery – symbolizuje jasność, solidne podstawy, coś bezspornego, prostego, łatwego do pojęcia. Mówimy czasem: „ no popatrz, to jak dwa dodać dwa”. Chleb oznacza pożywienie. Mówimy „mam z tego chleb”, „muszę mieć na chleb”, czyli środki do życia. Abecadło to podstawy wszystkiego, nie tylko nauki w szkole. Są publikacje książkowe pod tytułem : ABC żeglarstwa, ABC wędkarstwa itd. Środa jest niewyróżniającym się dniem tygodnia, ani to jego koniec, ani początek.

„czerwone jabłuszko przekrojone na krzyż” to cytat z ludowej piosenki, a zarazem nawiązanie do gestu dzielenia się z kimś owocem.

Wydaje się więc, że podmiot liryczny mówi mniej więcej tak: Yeti, na dole toczy się zwyczajne życie, nic wielkiego, powszednia ludzka krzątanina. To racja, jeśli chwilę się zastanowimy. Naszą egzystencję wypełniają jednak w większości zwykłe zajęcia: jemy, śpimy, śpieszymy dokądś.

 

Trzecia zwrotka, o której już wyżej napisałem wyżej, mówi nam coś o samym podmiocie lirycznym. Nie jest osoba naiwną. Nie przekonuje adresata swoich słów do tego, że ludzie są dobrzy, nie usiłuje wmówić, że trafiło się tylko kilku szaleńców, ale to wyjątki i zbrodnie nigdy się nie powtórzą. Jeśli bowiem ktoś powiada: „nie tylko zbrodnie są u nas możliwe, to przyznaje: zbrodnie są możliwe. Jeśli dowodzi: nie wszystkie słowa skazują na śmierć, to potwierdza: niektóre słowa skazują na śmierć.

W zwrotce czwartej podmiot liryczny, namawiając Yeti do powrotu do ludzi, zapewnia, że dziedziczymy nadzieję. Nazywa ją przy tym darem zapominania. Może to tylko moje subiektywne odczucie, ale widzę w tej definicji przejaw przewrotności autorki. Znów obdarza ona podmiot liryczny przenikliwością i czyni osobą pozbawioną złudzeń co do ludzi. Nadzieja to wiara w to, że może być lepiej. Jeśli jest „darem zapominania”, to znaczyłoby, że cierpiący na demencję starzec ma w sobie najwięcej nadziei. Czytam to jeszcze i w taki sposób: gdyby ludzie mieli doskonałą pamięć, to pewnie nie znaleźliby w sobie dość siły, by zacząć wszystko od nowa. Tymczasem zwrotka ta jest jeszcze wzbogacona o słowa:

„Zobaczysz, jak rodzimy dzieci na ruinach”

To poetycki obraz oznaczający zdolność ludzkości do odradzania się. Poród wśród ruin zapowiada odbudowę cywilizacji, kraju, kontynentu ze zgliszcz. Wszak dziecko wymaga higieny, ciepła, jedzenia. Zapowiada pracę następnych pokoleń.

W kolejnej zwrotce pojawia się rym, wyjątek w tym wierszu. Brzmi trochę jak dysonans. Oparty jest na tej samej gramatycznej końcówce, więc byłby przejawem poetyckiej nieporadności. Nie dziwiłby w pamiętniku gimnazjalistki. Szekspira mamy, na skrzypcach gramy. Z jednej strony to przywołanie największych osiągnięć ludzi w dziedzinie sztuki. Szekspir to dramaturg wszech czasów. Gra na skrzypcach wymaga niezwykłych umiejętności, samo wydobycie dźwięku jest trudne, instrumenty bywają arcydziełami. Ten nieporadny rym wprowadza jednak odrobinę ironii i czyni z tego fragmentu naiwną przechwałkę kogoś, kto sam nie może przecież sobie przypisać zasług wielkich kompozytorów czy Szekspira.   

Zapalanie światła o zmroku to nic innego jak dodawania sobie wzajemnie otuchy. Autorka odwołuje się do uniwersalnej symboliki światła i ciemności. Chrystus mówił o sobie, że jest światłością. Oświecenie to dar mądrości i wiedzy. Mrok to niewiedza i zło. Szatan nazywany był księciem ciemności. W następnej zwrotce, podobnie jak w drugiej, Szymborska sięga do także ponadczasowej symboliki ciepła i zimna. Łzy zamarzają w Himalajach. Na dole zaś topnieje śnieg. Mówimy: „ciepło mnie powitał”, „spotkałem się z gorącym przyjęciem”, „stopniały lody między nami” albo: „powiało chłodem”, „zimna piękność”, „lodowate spojrzenie”, „chłodne powitanie”

Łza oznacza komunikat płynący z głębi serca coś bardzo szczerego i prawdziwego, a jednocześnie silnego. Wyobrażam sobie zatem, że jeśli zamarzają łzy, to znaczy że ten komunikat do nikogo nie dociera, łza nie może stoczyć się po policzku, ponieważ zamarza, więc może nie ma nikogo, kto by ten komunikat odebrał, odczytał.

Nazwanie Yeti Półtwardowskim to nawiązanie do legendy o polskim czarnoksiężniku, który zakończył podróż do piekła na księżycu. Himalaje są jakby w połowie drogi, więc Yeti jest pół-Twardowskim. Tu ni księżyc ni ziemia, powiada podmiot liryczny, czyli mówi: jesteś nigdzie, ani w niebie, ani na ziemi, w miejscu bez tożsamości, gdzieś pomiędzy. Strofkę kończy gorąca prośba: zastanów się, wróć.

Ostatnia zwrotka jest kluczem do całości. Autorka rozwija stały związek frazeologiczny: cztery ściany. „Zamknąć się w swoich czterech ścianach”, oznacza zamknąć się w pokoju, w mieszkaniu, w swojej przestrzeni. Lawina jest czymś odcinającym, izolującym. Zasypany pod lawiną nie zawsze ocali życie. „Cztery ściany lawin”? Cóż to znaczy? Miejsce osobiste, intymne, samotnia, a jednocześnie pułapka?

Pozbierajmy kilka informacji. Nie wiadomo, czy Yeti w ogóle istnieje. Bohaterka, jeśli wierzyć słowom tytułu, nigdy w Himalajach nie była. Do Yeti wołała w czterech ścianach lawin. Do kogo zatem wołała? Komu nadała umowną nazwę „Yeti”? Prawdopodobnie prośbę o powrót skierowała do kogoś, kto przerażony okrucieństwem ludzi postanowił przed nimi uciec w samotność. Może podmiot liryczny woła do samej siebie, jakiejś cząstki w sobie samej i przekonuje, że nie warto chować się przed ludźmi, ponieważ bywają straszni, ale samotność jest jeszcze gorsza. Słowa o przytupywaniu dla rozgrzewki „na śniegu, na wiecznym” sugerują, że problem jest ponadczasowy. Mamy trudność w relacjach z innymi, kłócimy się, obrażamy, ale nie potrafimy żyć w zupełnym odosobnieniu. Potrzebujemy siebie nawzajem.

Przełamać chcemy osamotnienie, a jednocześnie boimy się. Czasem szukamy rozwiązania problemu nie tam, gdzie trzeba. O tym właśnie traktuje zwrotka pierwsza. Tu znajduje się opis Himalajów, ale zwróćmy uwagę, że jak na przedstawienie nieruchomych gór zadziwiająco dużo tu słów oznaczających dynamikę: „uderzenie”, „startu”, „biegu”, „przebita”, „rozprutym”.

„Góry w biegu na księżyc” wydaje się być wyrażeniem nawiązującym do rywalizacji dwu wielkich mocarstw, ZSRR i USA w podboju kosmosu. Każda z politycznych, militarnych i naukowych potęg chciała dowieść swojej przewagi nad drugą. Stąd taka zaciętość w rywalizacji o to, kto pierwszy wyśle w kosmos sztucznego satelitę, kto człowieka, a kto wyląduje na księżycu. W tej zwrotce aluzji do penetrowania przez człowieka przestrzeni pozaziemskiej jest więcej. Pustynię chmur przebija startująca rakieta, rozpruwa niebo, a stożek gazów z silników przypomina przecież górę.

Start do dalekiej podróży jest jednak „uderzeniem w nic”, w kosmosie jest głucho, echo to niemowa. Samo z siebie nie mówi nic. Nie jest zatem sposobem na przełamanie naszej samotności poszukiwanie obcych cywilizacji, szukanie towarzystwa w kosmosie. To tu na Ziemi jest rozwiązanie problemu. W nas samych tkwią przeszkody w znalezieniu porozumienia i głębokiej więzi.

Podróże w zimnych przestrzeniach międzyplanetarnych to wydatkowanie ogromnej energii na nic. To paradoks, podobny do tego, o którym poetka mówi nam w „Muzeum”. „Z braku wieczności zgromadzono dziesięć tysięcy starych rzeczy”.

Utwór ukazał się w 1957 roku w tomiku „Wołanie do Yeti”. Wtedy też Rosjanie wystrzelili pierwszego sztucznego satelitę. W roku 1956 zakończyła się w Polsce epoka stalinizmu. Część prześladowanych przez system patriotów mogła wyjść z więzień, niektórym złagodzono wyroki. Wisława Szymborska, uwolniła się, jak widać, od intelektualnej zależności, w wyniku której pisała wcześniej pod dyktando propagandzistów zbrodniczej ideologii. Należy przypuszczać, że jak wielu młodych ludzi, nie zdawała sobie sprawy z jej prawdziwego oblicza. W 1956 debiutowali Zbigniew Herbert, Miron Białoszewski i Stanisław Grochowiak.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *