William Szekspir: „Makbet” – opracowanie, omówienie, opis, analiza, streszczenie

26 lutego, 2020 14:17 Zostaw komentarz

Zdjęcie z serwisu Pixabay autor skrywa się pod nickiem: ScottMcCartney

Szekspirowi przyznaje się tytuł dramaturga wszech czasów. Do dziś zdumiewa swoją przenikliwością w ukazywaniu zakamarków, tajników i odcieni psychiki postaci, różnorodności charakterów człowieka. Przedstawiał go jako istotę postępującą racjonalnie, ale też ulegającą potężnym namiętnościom, czasem wręcz nieprzewidywalnie zmienną, pełną tajemnic.  

Może na wartość dzieła mistrza ze Stratfordu wpłynęło typowe dla okresów pogranicza epok przenikanie się wpływów, w tym przypadku ducha renesansu z wyobrażeniami o świecie charakterystycznymi dla baroku.

Niczym odrodzeniowych humanistów autora „Hamleta” fascynuje człowiek. W jego dramatach obecny jest jednak pesymizm poznawczy, popularne wśród intelektualistów siedemnastowiecznych przeświadczenie, że ludzki umysł nie prześwietli prawd o sobie samym i o rzeczywistości. Makbet potrafi chłodno analizować swoją sytuację, jak w monologu w scenie VII aktu pierwszego, by kiedy indziej bezkrytycznie wierzyć tajemniczym wiedźmom o niejasnym pochodzeniu i naturze.

Kiedy spojrzymy na omawiany tu dramat z pewnego oddalenia, pod wpływem lektury musimy zadać pytanie: jak to możliwe, żeby jedna osoba w ciągu kilkudziesięciu godzin ryzykowała swoim życiem dla kuzyna, króla i seniora, wygrała dla niego bitwę, by wkrótce potem podstępnie, niegodziwie pozbawić go życia, odebrać tron, zmusić do ucieczki jego synów, zrzucić winę na niewinnych strażników i wejść na drogę tyranii, sprawowania władzy przemocą i strachem.

AKT I

SCENA I

Trzy czarownice planują spotkanie z Makbetem. Razem wypowiadają słowa wieszczące zamęt, odwracanie wartości, chaos: „brzydnieje uroda, brzydota pięknieje”. Pioruny, grzmoty i wicher tworzą towarzyszącą im aurę.

Zdjęcie z serwisu Pixabay, autor: mrblackman1

SCENA II

Król Duncan w otoczeniu dostojników wyczekuje z niecierpliwością wieści o przebiegu bitwy Szkotów z Norwegami, w której sam, prawdopodobnie z uwagi na wiek, nie uczestniczył. Towarzyszyli mu dwaj synowie: Malcom i Donalbain.

Ranny żołnierz szukający pomocy lekarza opowiedział im o wspaniałych czynach Makbeta, który zabił niebezpiecznego Macdonwalda, buntownika. Król norweski natarł jednak ze świeżymi siłami i losy starcia nie były jeszcze przesądzone.

O zwycięstwie poinformował dopiero Ross. Lojalność Banqua i odwaga Makbeta zadecydowały o sukcesie. Króla Norwegii na polu bitwy wsparł than Cawdoru, ale nie zmieszało to dzielnego thana Glamis. Duncan zapowiedział karę śmierci dla zdrajcy, thana Cawdoru i przekazanie jego tytułu Makbetowi.

Warto dodać, że than był wasalem władcy, a zatem otrzymywał we władanie lenno. Makbet jako podwójny than, Glamis i Cawdoru, stawał się jednym z najpotężniejszych, jeśli nie najsilniejszym, człowiekiem w królestwie zaraz po monarsze.

 

 

Zdrada wasala na polu bitwy była czymś bardzo niebezpiecznym. Wraz z nim przechodzili na stronę wroga podporządkowani mu rycerze. Lojalność ceniono, ponieważ na niej opierał się cały społeczno-ekonomiczny porządek, system sprawowania władzy w kraju.

SCENA III

Trzy czarownice ujawniają swoją naturę, mówiąc o złośliwościach, do jakich są zdolne. Jedna z nich obrażona została przez żonę marynarza, więc zapowiedziała zemstę na niewinnym przecież mężu, żeglarzu, który nacierpi się z powodu sztormów, głodu i bezsenności.

Dostrzegli je powracający z pola walki Banquo i Makbet. Nie byli pewni, czy widzą mieszkańców ziemi, istoty naprawdę żyjące. Czarownice powitały najpierw Makbeta, nazywając go thanem Glamis, którym był od dawna, a potem thanem Cawdoru. Zwróciły się też do niego słowami: „przyszły królu”.

Uwadze Banqua nie umknęło przejęcie, silne poruszenie, jakiemu uległ jego towarzysz. Sam też poprosił wtedy o wyjawienie przypisanej mu przyszłości.

Czarownice przepowiedziały towarzyszowi Makbeta, że nie będzie władcą, ale zostanie ojcem królów.

Dziwne postacie zniknęły. Banquo nie był pewny, czy nie ulegli zatruciu, złudzeniu, jakiemuś niewyjaśnionemu działaniu sił natury.

Ross i Angus, królewscy dostojnicy przekazali Makbetowi wyrazy królewskiego uznania i jako zadatek świetniejszych zaszczytów, jak to ujął Ross, powiadomili o jego nowym tytule, thana Cawdoru.

Angus wyjaśnił zdumionemu wodzowi, że dotychczasowy than Cawdoru nie ma już prawa do tej godności i stanął przed sądem.

Banquo przestrzegł wtedy thana, swego towarzysza, że diabeł zwodzi człowieka, wyjawiając mu cząstkowe prawdy, by tym łatwiej później go zwieść. Makbet pierwszy raz pomyślał o zbrodni, ponieważ powiedział do siebie, że podszepty nadprzyrodzonych trzech istot przywiodły mu na myśl obrazy, od których włos się jeży na głowie. Uznał jednak, że jeśli los chce, by został władcą, sam go nim uczyni.

SCENA IV

Tu na początku król Duncan zapytał o przebieg egzekucji thana Cawdoru. Usłyszał od Malcolma, że zdrajca odszedł z godnością, wyraził żal przed śmiercią i oddał życie, jakby miał w tym wprawę.

Wtedy padły słowa Duncana, na które chcę zwrócić Waszą uwagę. Król powiedział, że nie ma sposobu, by z czyjejś twarzy wyczytać, kto jakie ma zamiary, co myśli. Duncan dodał, że ufał thanowi Cawdoru bez zastrzeżeń. To zdumiewające! Przecież gdyby monarcha posłuchał sam siebie i wyciągnął z tego wnioski, nie zaufałby drugi raz bezgranicznie wasalowi, czyli Makbetowi, nie pojechałby na noc do zamku Inverness, nie chciał spędzić tam nocy.

Popełnić błąd raz, zdarza się, ale powtórzyć go chwilę później? Król przecież był doświadczonym przez życie człowiekiem. Szekspir nie tylko w tym dramacie pokazuje, że oczywiste, wydawałoby się, głupstwa zdarzają się nawet ludziom mądrym. A może to po prostu osoby trzymające się z daleka od zła nie umieją wyobrazić sobie podłości, do której same nie są zdolne?

Gdy wkraczają na scenę Makbet, Banquo, Ross i Angus, król wita wybitnych dowódców, w tym nowego thana Cawdoru, do którego zwraca się słowami o długu wobec niego, jakiego nigdy nie zdoła spłacić. Wydaje się, że mogłaby to być zapowiedź przekazania tronu zasłużonemu obrońcy królestwa.

Po wymianie uprzejmości król zapowiada jednak, że koronę zostawi Malcolmowi, pierworodnemu synowi, któremu nadaje teraz tytuł księcia Cumberlandu. Makbet poczuł się zawiedziony. Duncan zażyczył sobie spędzić wieczór i noc w zamku swego wyróżnionego godnie i docenionego odpowiednio, jak zapewne sądził, wasala.

SCENA V

Lady Makbet czyta list, w którym małżonek zrelacjonował jej spotkanie z wiedźmami i spełnienie się pierwszej części ich przepowiedni. Nazwał je siostrami przeznaczeń.

W monologu kobieta wyraziła przekonanie, że Makbet jest ambitny, choć chciałby uczciwie zdobyć wszystkie zaszczyty i honory. Zamierzała wpłynąć na męża, by jak najszybciej spełniło się to, co uznała za przeznaczone i obiecane przez nadprzyrodzone potęgi.

Gdy posłaniec przybył z nowiną, że król jedzie do zamku, wezwała duchy będące towarzyszami morderczych myśli i żądała, by odebrały jej kobiecą naturę, napełniły jadem okrucieństwa, by żadne ludzkie uczucia nie przeszkodziły jej w spełnieniu zamiaru zbrodni.

Wspomniała o zamienieniu mleka w żółć. Tu jeszcze możemy owe płyny traktować symbolicznie. Żółć to ludzka złość, mleko to dobro. Wrócimy do tego motywu nieco później, by rzucić nieco światła na przyczyny okrucieństwa, bezwzględności, braku litości pani Makbet.

Podczas spotkania małżonków kobieta zapowiada, że król jutra nie dożyje. Mąż jest bardziej powściągliwy. Kobieta nakazuje mu wprowadzać swym obliczem w błąd, mamić, oszukiwać świat, który cały sam oparty jest na fałszu. Niewinności pozory niech skrywają zamiary węża. Dzieło nocy chce zaplanować sama.

Motyw maski charakterystyczny był dla kultury baroku, o pesymizmie poznawczym popularnym w tym okresie, o przekonaniu, że nie można dojść do prawdy o rzeczywistości, już wyżej pisałem.

SCENA VI

Domownicy witali tu gości, króla, jego dwóch synów, dostojników, wśród których był Ross, Banquo, Lennox, Angus i Macduff.

Przybyli podziwiali piękno okolicy, dostrzegli towarzystwo jaskółek, cieszyli sielską atmosferą. Gospodyni zapewniała, że usłużenie wspaniałemu gościowi nawet czterokrotnie zwiększone nie byłoby wystarczającym wywdzięczeniem się za honory i zaszczyty, jakie państwo Makbet otrzymali. Duncan wzajemnie prawił uprzejmości, wyrażał zakłopotanie nagłym przybyciem. 

Zdjęcie z serwisu Pixabay, autor: pia

SCENA VII

Tu Makbet wygłasza w samotności monolog, który zbliża tekst do kultury renesansu i właściwej mu wiary w możliwości ludzkiego umysłu. Bohater jawi się nam jako człowiek inteligentny, przewidujący, zdolny do trzeźwej oceny moralnej swoich czynów.

Wie, że ma niewielkie szanse na dożywotnie cieszenie się owocami zbrodni. Królobójców zazwyczaj, jak sam to zauważa, kara dosięga jeszcze za życia. Duncana powinien chronić przed niebezpieczeństwami jako gospodarz oraz jako wasal i krewny. Rozumie, że monarcha był tak łagodny, szlachetny i dobry, że zabicie go będzie wołało do nieba o pomstę.

Than Cawdoru oświadczył małżonce, że następnych kroków na drodze do zabójstwa nie będzie. Chce się nacieszyć honorami, które świeżo na niego spłynęły.

Lady zarzuciła mu tchórzostwo. On powiedział, że posunięcie się dalej w zamiarach byłoby nieludzkie. Żona oskarżyła go o brak konsekwencji, ponieważ wyznał jej zamierzenia, a teraz się z nich wycofuje. Trochę tu manipulacji ze strony kobiety. Włożyła w usta męża słowa, których nie wypowiedział. Przypomniała, że była karmicielką i wie, jak słodki jest widok niemowlęcia w pełni ufającego matce. Gdyby się jednak się zobowiązała, złożyła przysięgę jak mąż, to oderwałaby dziecko od piersi i roztrzaskała na podłodze.

Zadziwiające słowa. Wiele wskazuje na to, że przyczyną okrucieństwa lady Makbet jest utrata potomstwa, bezdzietność i chęć odpłacenia światu złem za zło, jakie ją spotkało. Trochę ślepa to zemsta, ale uzasadnia mordercze skłonności kobiety. Panie popełniają zbrodnie rzadziej niż mężczyźni. Są mniej do niej zdolne.

Bohaterka domaga się męstwa od partnera, zdradza część gotowego już planu. Than podchwytuje myśl o nim, po czym deklaruje spełnienie zamiaru zabicia króla. Zapowiada, że będą przed dokonaniem zbrodni wprowadzać w błąd gości pięknymi pozorami.

AKT II

SCENA I

Banquo miał chyba przeczucie, mówił w rozmowie z synem o przeklętych myślach, które nawiedzają go podczas snu. Prosił Fleance’a, był wziął jego miecz. Bał się o niego.

Gdy wszedł Makbet, na pytanie „kto tam?”, odpowiedział Banquowi: „przyjaciel”. Konsekwentnie tworzył tkankę pozorów. Banquo nawiązał do spotkania czarownic, sióstr przeznaczeń i napomknął o spełnieniu się częściowym ich przepowiedni. Makbet odparł, że nie myśli o tym, ale później chętnie porozmawiałby, jeśli towarzysz wyrazi chęć słuchania.   

Makbet sam już wysyła sługę do małżonki, by dała znać mu dzwonkiem, gdy usypiający napój będzie gotowy. Słudze mówi, oczywiście, o napoju dla niego. W monologu wypowiada słowa o nożu, który widzi przed oczyma, a który wydaje się rzeczywisty. Wspomina o mordzie, który ma się dokonać i o Hekate, bogini magii, ciemności i zjaw.

Słychać dzwonek.

SCENA II

Lady Makbet zapewnia, że dworzanie pilnujący króla śpią mocno, są na granicy życia i śmierci. Ich sztylety położyła tak, by mąż je dostrzegł.

Pojawia się Makbet, wyznając, że dopełnił czynu.

Przypomina, jak przez sen słowa modlitwy wypowiadali strażnicy, a on dodał od siebie „amen”, które uwięzło mu w gardle. Patrzy na swoje ręce. Wyznaje, że zabił swój sen, wielki dar natury. Boi się, że nigdy nie uśnie. Żona próbuje go uspokoić. Widzi, że mąż zabrał sztylety strażników, które powinny w komnacie zostać. Każe mu iść i zbryzgać je krwią, ale Makbet nie chce wracać do miejsca zbrodni. Czyni to za niego żona.

Lady Makbet znów wypowiada słowa aluzji do męstwa, które opuściło thana. Dostrzega krew na swoich dłoniach, chce ją szybko zmyć. Ktoś puka do bramy. Kobieta każe małżonkowi założyć nocną szatę.

SCENA III

To przykład charakterystycznego dla dramatu Szekspira złamania zasady decorum, czyli stosowności. Zgodnie z nią do tematu należało odpowiednio dobrać gatunek („wysoki” bądź „niski” ), styl (podniosły bądź potoczny) i bohatera (ze sfer wyższych, dworu, królewskiej rodziny lub z nizin społecznych).

W „Makbecie” przeważają sceny charakterystyczne dla tragedii, kroniki historycznej. Występują w nich oprócz członków rodziny monarszej dostojnicy, najważniejsze w państwie osoby. Mówią językiem ludzi wykształconych, eleganckich.

W tej scenie występuje Odźwierny, który jest pijany. Głośno narzeka na pukanie. Pyta, kto się dobija do piekielnej bramy. Wymienia prawnika, który dzięki dwuznaczności nie dostał się do nieba, krawca angielskiego, który skradł sukno z francuskich spodni, dzierżawcę, który powiesił się, gdy dowiedział się, że będzie znakomity urodzaj. Pilnujący kluczy narzekał i wskazywał też na związek pijaństwa z rozpustą.

Makbet wita Lennoxa i Macduffa. Gdy ten drugi wejdzie do komnaty króla, by go zbudzić, Lennox wspomni straszne zjawiska zachodzące w przyrodzie. Wiatr zwalił komin, w powietrzu było słychać krzyki, całą noc pohukiwał puszczyk, nawet ziemia drżała.    

Jest to także jeden z zabiegów typowych dla dramatów Szekspira. To, co się dzieje w świecie przyrody, oddaje stan duszy bohatera. Makrokosmos odpowiada mikrokosmosowi.

Macduff wyszedł z komnaty wstrząśnięty. Powiedział o mordzie. Jego krzyki mają zbudzić resztę dostojników i synów króla. Przychodzi lady Makbet, rozpacza na głos jej mąż. Na pytania synów o sprawcę, Lennox wskazał szambelanów, a Makbet wyznał, że żałuje, iż ich zabił. Macduff był tym czynem zdziwiony. Than Cawdoru opowiedział o swym oburzeniu i niemożności zapanowania nad wściekłością. Lady Makbet zemdlała, prawdopodobnie, by odwrócić uwagę.

Banquo wzywa dostojników na radę. Bracia, Malcolm i Donalbain decydują się na ucieczkę dla własnego bezpieczeństwa. Malcolm jedzie do Anglii, Donalbain do Irlandii.

SCENA IV

Starzec i Ross dzielili się spostrzeżeniami na temat znaków, które dawała przyroda ludziom. Sędziwy mężczyzna wyznał, że w ciągu godziny więcej zobaczył dziwów niż przez całe siedemdziesiąt lat. Widział kilka dni wcześniej sowę zabijającą sokoła. Ross przypomniał konie króla, które nagle zdziczały i wypadły ze stajni.

Gdy pojawił się Macduff, spytali go, czy poznano już sprawcę mordu. Dostojnik odrzekł, że to zabici przez Makbeta strażnicy, których ktoś opłacił. Podejrzenie spada na synów, którzy zbiegli. W Scone ma odbyć się koronacja thana Cawdoru. Macduff powiedział, że on jedzie do Fife. Dostojnicy życzą sobie, by w nowej sytuacji nie było im gorzej. Starzec błogosławi Rossa na drogę, jak wszystkich, którzy pragną dobra.

AKT III

SCENA I

Banquo myśląc o sprawdzeniu się Makbetowi przepowiedni, widział szansę na spełnienie się tego, co on od wiedźm usłyszał o sobie.

Makbet podczas powitania Banqua obsypał go licznymi pochlebstwami. Wydobył zręcznie od towarzysza informacje o jego wieczornej podróży. Zaprosił go na ucztę, liczył na jego obecność. Upewnił się, że Fleance będzie towarzyszył ojcu w drodze. Nadmienił o dziwnych pogłoskach rozpowszechnianych za granicą przez ojcobójców: Malcolma i Donalbaina.

Po wyjściu Banqua Makbet w monologu wyznaje swe zamiary zabicia towarzysza, który jako jedyny go trwoży. Nie chce, by potomstwo drugiego z wodzów sprawowało kiedyś władzę, do czego przyczynił się on, na zawsze tracąc wewnętrzny pokój poprzez zamordowanie króla.

Makbet rozmawia z mordercami. Z dialogu wynika, że dobrze zdołał zamieszać im w głowach, przekonawszy wcześniej, że to Banquo był sprawcą wszystkich ich życiowych niepowodzeń.

Mordercy gotowi są zaryzykować życie własne, by odebrać je dostojnikowi. Makbet nalega, by zginął także Fleance.

SCENA II

Lady Makbet zaczyna odczuwać niepokoje związane z odpowiedzialnością za uczynione zło. Nadchodzi małżonek, zapowiada odmianę ich losów, w wieloznaczny sposób wieszczy nowe wydarzenie. Nie chce wyjawić wszystkiego. Oboje szykują się do uczty.

SCENA III

Doszło do zamordowania Banqua, Fleance zdołał zbiec.

SCENA IV

Król i królowa podejmują na uczcie dostojników. Chcą być z nimi blisko. Makbet z małżonką siadają wśród gości. Świętują.

Król odrywa się na moment od przyjęcia, by zamienić kilka słów z przybyłym i dyskretnie ukazującym się mordercą. Wieści są tyko częściowo pomyślne. Banquo nie żyje, ale Fleance umknął.

Makbet decyduje nie troszczyć się na razie o młodzieńca.

Królowa upomina męża, by zajął się gośćmi. Monarcha wyraża smutek z powodu nieobecności Banqua.

Radosną atmosferę przerywa dziwne zachowanie Makbeta, który jako jedyny widzi ducha zamordowanego niedawno dostojnika i towarzysza, reaguje głośno na jego obecność, nawet zwraca się do niego.

Lady Makbet tłumaczy obecnym niezwykłe gesty i słowa króla przejściowym paroksyzmem, chorobą, powtarzającymi się czasem, zwykłymi u niego. Upomina męża i przywołuje z pamięci złudzenie, jakiemu uległ, gdy zbliżała się chwila mordu Duncana. Widział wtedy sztylet. Nakazuje mu męstwo. Po chwili Makbet znów mówi o nienaturalnym zjawisku, które  u nikogo poza nim nie budzi przestrachu.

Goście jednak wychodzą, a Makbet wykrzykuje słowa o krwi, która domaga się krwi, a także o wykryciu prawdy o morderstwie. Króla zastanowił brak Macduffa na uczcie. Wyjawia małżonce, że na dworze każdego z wasali ma płatnego szpiega i donosiciela.

SCENA V

Hekate upomina czarownice, które bez jej wiedzy podjęły grę z Makbetem. Każe przygotować się im na ponowne spotkanie z dawnym thanem i obecnym królem. Zapowiada, że ulegnie on ułudzie potęgi ciemnych rad, pogardzi śmiercią, trzymać się będzie nadziei, zapomni o mądrości, wierze i obawach.

SCENA VI

Lennox i Pan rozmawiają o postępkach Makbeta, odmowie Macduffa wzięcia udziału w królewskiej uczcie, o godnym przyjęciu przez Edwarda, króla Anglii Malcolma, który przemocą pozbawiony został tronu.

Macduff udał się z misją do Anglii, by pozyskać wsparcie dla walki z tyranem. Dostojnicy mają już dość atmosfery strachu, braku zaufania, terroru. Chcą znów z dobrą wiarą, szczerze budować relacje między sobą, seniorem, wasalami.

AKT IV

SCENA I

 

Czarownice przygotowują w kotle wywar, chwali je Hekate. Przybywa król Szkocji. Prosi o odpowiedź na pytania. Jedna z czarownic pyta, czy oczekuje wiadomości od nich czy raczej od ich panów. Makbet woli odpowiedzi od panów czarownic.

Nad kotłem ukazała się głowa uzbrojona w hełm. Zjawisko kazało mu się strzec thana Fife’u. Ten tytuł, jak wiemy, przysługiwał Macduffowi.

Następne widziadło niesie zapewnienie, że Makbeta nie zdoła zabić człowiek zrodzony z kobiety.

Kolejne zjawisko powiadamia, że sił Makbeta nikt nie złamie dopóty, dopóki nie ruszy birnamski las na górę Dunsinane’u.

Makbet zapytał, czy dzieci Banqua zasiądą na tronie. Na to odpowiedzi już nie dostał. Pokazuje się ośmiu królów przechodzących przez scenę a za nimi Banquo.

Czarownice zniknęły, a pokazał się Lennox.

Makbet spytał dostojnika, czy widział siostry przeznaczeń. Lennox zaprzeczył, powiadomił o ucieczce Macduffa do Anglii. Król decyduje zgładzić żonę i potomstwo nieposłusznego thana.

SCENA II

Ross rozmawia z żoną Macduffa i próbuje ją uspokoić. Czuje się bezradny, postanawia opuścić zamek jak najszybciej. Małżonka thana ma żal do męża, uważa, że pozostawił rodzinę na pastwę losu. Ross, jej kuzyn mówił, że Macduff jest mądry i szlachetny.  

Jesteśmy świadkami wzruszającej rozmowy matki z synem. Pani Macduff twierdzi, że ojciec to zdrajca. Syn zauważa, że kłamców i krzywoprzysięzców jest na świecie więcej niż uczciwych. To dziecko, ale bardzo bystre.

Pojawia się na krótko Posłaniec i nalega, by kobieta uciekała z dziećmi. Chwilę później wkraczają do jej domu mordercy. Mówią, że Macduff to zdrajca. Kłamstwo zarzuca im Syn.

SCENA III

Malcolm i Macduff rozmawiają w Anglii, w pałacu królewskim. Syn Duncana nie ufa do końca przybyszowi. Macduff opowiada o pogwałconych swobodach i prawach, krzywdzie wdów i sierot. Malcolm wie, że tyran nie uderzył osobiście w thana Fife’u i ten  mógłby chcieć zasłużyć się zdradą i pozyskać w ten sposób względy Makbeta. Malcolm mówi o swych obawach wprost. Nawet jeden z aniołów przecież upadł. Pyta gościa, dlaczego porzucił bliskich.

Syn Duncana na krótko podejmuje grę, by sprawdzić intencje przybysza. Przedstawia siebie w najczarniejszych barwach. Mówi, że na tronie byłby o wiele gorszy niż Makbet. Przekonuje, że jest chciwy, lubieżny i nie ma żadnych zalet. To zbyt wiele dla Macduffa. Ubolewa nad losem swej ojczyzny. Decyduje się pożegnać niedoszłego następcę Duncana.

Gniew i rozpacz Macduffa przekonały Malcolma, że przybysz jest szczery. Zapewnił wtedy, że nie jest zdrajcą i rozpustnikiem. Oczernił się, ponieważ musiał być ostrożny. Makbet próbował kilkakrotnie dostać go w swoje ręce.

Siward poprowadzi dziesięć tysięcy wojowników przeciwko tyranowi. Malcolm zaprasza do wspólnego dzieła Macduffa. Doktor i legalny następca szkockiego tronu mówią o władcy Anglii, który stanowi przeciwieństwo Makbeta. Uzdrawia poddanych, służy im łaską i modlitwą, często za cenę swego zdrowia, ma też dar prorokowania.

Przybywa Ross. Mówi o sytuacji w Szkocji. Marny jest tam los uczciwych. Wybuchł jednak przeciwko despocie bunt i tłum walecznych podniesiony zostałby na duchu przez przybycie właściwego, nieuczciwie odsuniętego od władzy, następcy tronu. 

Malcolm powiadamia go o dziesięciu tysiącach wojowników, których dał mu do dyspozycji król Anglii. Na ich czele staje doświadczony Siward, znakomity, zasłużony wódz.

Ross wyznaje z bólem, że dotarły go wieści o napaści zbójów Makbeta na zamek Macduffa. Wszyscy zostali zamordowani, żona, dzieci, słudzy. Than Fife’u przyznał, że zginęli za niego. Prosi Boga, by mógł pomścić ofiary.

 

Ross, Malcolm i Macduff są zgodni, że czas jest strząsnąć z tronu szatana Szkocji.

AKT V

SCENA I

Zamek Dunsinane

Dama i Doktor komentują zachowanie Lady Makbet. Śpi z otwartymi oczami, bez przerywania snu wstała z łoża i napisała list. Trze ręce .

Kiedy wchodzi sama królowa, mówi o plamie, której nie może się pozbyć, o lęku, którego nie powinni byli odczuwać, o krwi, której zaskakująco dużo było w żyłach starca. Kobieta narzeka też na szaleństwo męża, które wszystko psuje, pyta o żonę thana Fife’u, czuje zapach krwi. Wspomina też imię Banqua, który został pogrzebany i z grobu nie wstanie.

Doktor i Dama nie wierzą własnym uszom i boją się, że usłyszeli zbyt wiele. Medyk uważa, że chora potrzebuje teraz bardziej księdza niż jego pomocy.

SCENA II

W okolicy Dunsinane są już Malcolm, Siward i Macduff na czele angielskich pułków. Angus, Lennox, Menteith i Caithness chcą się z nimi złączyć. Wśród wojowników nie brak młodych, którzy chcą pokazać, że zasługują na miano mężczyzn. Jest wśród nich syn Siwarda.

Dostojnicy komentują postawę Makbeta. Krążą pogłoski, że oszalał. Mówią o obciążających go zbrodniach, przed którymi nie może uciec. Caithness i Lennox cieszą się na myśl o uleczeniu ojczyzny, posadzeniu na tron odpowiedniego władcy, usunięciu zła.

SCENA III

Makbet nie dba o to, że porzucają go kolejni rycerze i żołnierze. Wierzy, że nic mu nie grozi, ponieważ nie może zabić go wojownik zrodzony z niewiasty.

Tyran czuje nadchodzącą starość. Dostrzega, że nie ma się czym cieszyć. Stracił przyjaciół, honor, miłość.

Król pyta Doktora o stan pacjentki, a słysząc o jej znękaniu, dopytuje, czy medyk nie może uleczyć smutków. Ów odpowiada, że chory sam musi sobie z nimi poradzić.

Po wyjściu Makbeta Doktor obiecuje sobie, że porzuci Dunsinane i więcej tu nie wróci.

 

SCENA IV

Malcolm nakazuje żołnierzom ciąć gałęzie drzew lasu birnamskiego, by zmylić obserwatorów wojsk przeciwnika. Wojownicy będą korzystać z osłony podczas marszu. Mówi też, że służą despocie jeszcze tylko ci, którzy muszą, a lud i panowie poza zamkiem dawno podnieśli bunt.

Siward zachęca do zdecydowanego działania i męstwa.

SCENA V

Makbet dodaje sobie odwagi pogróżkami kierowanymi w stronę atakujących. Słychać krzyk. Seyton mówi, że to głosy niewiast. Makbet dostrzega, jak bardzo się zmienił, ponieważ dawniej trwożył go lada hałas nocny, ale nasycił się okropnościami i do strachu przywykł.

Widać, jak Szekspir zręcznie ukazuje przemiany zachodzące w psychice bohatera.

Seyton donosi, że umarła królowa.

Makbet mówi o złudzeniu, jakiemu ulegają ludzie, myśląc wiecznie o jutrze, które może nie nastąpić. Każde „wczoraj” w obliczu śmierci staje się nieważne, przeszłość ginie. Wypowiada słowa często przywoływane przez pokolenia czytelników i interpretatorów jego dzieł : życie jest cieniem, nędznym aktorem, który napina się, puszy, a potem znika. Ludzka droga jest powieścią opowiadaną z furią i krzykiem przez idiotę.

To nic innego, jak kolejne ujęcie motywu vanitas vanitatum et omnia vanitas z Księgi Koheleta, jakże popularnego w epoce baroku.

Posłaniec pełen trwogi i niepewności powiadamia króla, że gdy spoglądał na Birnam, wydało mu się, że las ruszył. Za te słowa został uderzony przez Makbeta.

Król traci pewność siebie, dostrzega dwuznaczności diabła. Nie ma jednak wyjścia, ucieczka czy pozostanie na miejscu niewiele zmieniają.

SCENA VI

Malcolm nakazuje odrzucenie maskujących gałęzi. Stary Siward obiecuje następcy tronu bój z tyranem.

SCENA VII

Młody Siward spotkawszy Makbeta stanął z nim do walki i poległ. Na scenie pojawił się Macduff szukający tyrana, by ukarać go za mord na żonie i dzieciach.

Malcolm i Siward zajmują zamek, część wojowników szybko się poddaje.

Makbet nie chce odebrać sobie życia jak Rzymianin i woli bić swoich przeciwników.

Spotyka go Macduff, któremu tyran mówi, że człowiek zrodzony z kobiety nie zagraża mu.

Wówczas Macduff odpowiada, że został przed czasem wypruty z łona matki. Makbet rozumie,  że padł ofiarą szalbierstw piekła i że oszukuje ono ludzi dwuznaczną mową. Król nie chce się bić, ale niewola oznaczałaby dla niego straszną przyszłość.

Zwycięscy wodzowie minęli się z walczącymi. Malcom zauważa, że nikogo nie brakuje oprócz Macduffa i syna Siwarda. Ross donosi o śmieci młodzieńca. Zginął z honorem.

Przybywa Macduff z głową Makbeta. Wszyscy obecni okrzykują głośno Malcolma królem Szkocji. Starszy syn Duncana nadaje thanom tytuł hrabiów. Przypomina o potrzebie zaproszenia do kraju uciekinierów i zapewnia, że ścigani będą słudzy tyrana i jego szatańskiej żony, która, jak mówią, sama targnęła się na swoje życie. Dziękuje rycerzom, zaprasza wszystkich na koronację.

 

A oto kilka fragmentów tekstu, nad którymi warto pochylić się jeszcze z uwagą

 

Dodatkowa pożywka dla pokus Makbeta. Than Cawdoru, zdrajca, przewidziany był na następcę tronu, a zatem nowy than Cawdoru ma tym bardziej szansę, a może nawet i prawo nim zostać.

Przez śmierć Sinela jestem thanem Glamis,
Lecz jak Cawdoru? Than Cawdoru żyje,
Żyje szczęśliwy; żeby królem zostać,”

Poniżej wyznanie nieszczęsnego króla Duncana. Gdyby tylko zechciał sam siebie posłuchać? A może sądził, że w krótkim czasie zdrada wasali, raz za razem zdarzyć się nie może?

„O nie, nie ma sztuki,
Zdolnej na twarzy tajnie myśli czytać:
Ja w nim zupełną ufność pokładałem.”

 

Jakże odważnie pani Makbet oddaje się siłom zła? Imponująca odwaga, a może szaleństwo? 

„Duchy, morderczych towarzysze myśli,
Do mnie tu! duszę moją odniewieśćcie,
A najczarniejszym jadem okrucieństwa
Od stóp do głowy napełńcie mnie całą!
Krew moją zgęśćcie, zamknijcie szczeliny,
Którymi wkraść by mogła się zgryzota,
By żadnych ludzkich uczuć nawiedzenie
Mym nie zachwiało okrutnym zamiarem,
Nie rozdzieliło myśli od spełnienia!
Wejdźcie w pierś moją, mleko w żółć przemieńcie,
Morderstwa duchy, gdziekolwiek w przestrzeniach
Czatuje wasza istność niewidoma
Na złe natury! Przybądź, nocy ciemna,
W najgęstsze dymy piekła owinięta!

By nóż nie dojrzał rany którą zada,
By przez zasłonę nie przejrzało niebo,
Nie zawołało: stój! stój!”

Poniżej motyw maski, iluzji i dowód przekonania, że prawdy próżno szukać. Niestety, małżeństwo samo padło ofiarą złudzeń, błędów w poznawaniu rzeczywistości. Makbet dał się wywieść w pole, zaufał fałszywym podszeptom i radom piekielnych mocy. On też już wiedział, że świat stoi na oszustwie, więc dlaczego wierzył wiedźmom? Wszak Banquo ostrzegał, że szatan czasem pół prawdy powie, by wciągnąć w wir swych ciemnych sprawek. 

„By świat oszukać, bądź jak świat jest cały,
Nieś pozdrowienie w oku, ręce, ustach,
I niewinnego miej pozory kwiatka,
Ale bądź wężem, co się pod nim kryje.
Ten, co przybywa, znajdzie tu przyjęcie;
Lecz wielką nocy tej sprawę mnie zostaw,
Która na wszystkie dnie potem i noce
Całej nas robi ziemi tej panami.” 

Powyżej mówiła lady Makbet paląca się do czynu.

 

Oto przyczyny okrucieństwa lady Makbet. Straciła potomstwo.

 

„Karmiłam dzieci i wiem, jak jest drogie
Przy matki łonie wiszące niemowlę,
A przecie, gdy się uśmiechało do mnie,
Pierśbym wyrwała z dziąsł jego bezzębnych,
A mózgiem jego zbryzgałabym kamień,
Gdybym przysięgła, tak jak ty przysiągłeś.”

 

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

 

Tu fragment z aktu drugiego sceny pierwszej:

Banquo wyraźnie boi się podszeptów zła, pokusy. Poniżej część odpowiedzi, jakiej udzielił Makbetowi zapraszającemu go na rozmowę. Może spodziewał się z jego strony propozycji wspólnego przeprowadzenia zamachu na władcę, który zatrzymał się w zamku thana Glamis i wtedy już thana Cawdoru i dopiero co udał się już na spoczynek?

„Bylem nic z tego, co mam, nie uronił,
Pragnąc przysporzyć, bylem mógł zachować
Sumienie czyste i wiarę bez skazy,
Posłucham rad”

Zanim przyszedł do niego Makbet, krótko wcześniej mówił w obecności syna:

 

„Litosne potęgi,                                                                                                                                                              Brońcie mnie, proszę, od myśli przeklętych,                                                                                                    Którym we śnie natura daje przystęp!”

Widać dramatyczną walkę w sumieniu bohatera, wielki lęk przed złem, które wydaje się bardzo silne i przerażające.

A tu poniżej wołanie Macduffa. Zobaczcie motyw snu ujęty podobnie we fraszce Kochanowskiego „Do snu”: „śnie który uczysz umierać”

Rycerz, than, wojownik jest wstrząśnięty, cały jego świat runął. Wszystko wydaje się możliwe. Żywi upodobnili się do umarłych: „jak umarłych duchy się przybliżcie”. Coś ważnego przeminęło, świat jakby się skończył: „zobaczcie sądnego dnia obraz”. Twardego mężczyznę przeniknęła trwoga i przerażenie.

„Wstańcie!
Zbudźcie się! wstańcie! Na gwałt bijcie w dzwony!
Morderstwo! zdrada! Banquo, Donalbainie,
Malcolmie, wstańcie! Śmierci wizerunek,
Sen otrząśnijcie! Na śmierć patrzcie samą!
Wstańcie! Zobaczcie sądnego dnia obraz!
Malcolmie, Banquo, jak z grobu powstańcie,
I jak umarłych duchy się przybliżcie,
Aby tak wielkiej przypatrzyć się grozie!
Uderzcie w dzwony! „

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Poniżej dowód ogromnej znajomości ludzkich natur Szekspira.

Dzieci czasem zaskakują „nietypową” logiką i umiejętnością zupełnie nieoczekiwanego ujęcia jakiegoś zagadnienia. Przypatrzcie się słowom syna Macduffa. 

„To kłamcy i krzywoprzysięzcy nie mają rozumu, bo jest ich więcej niż trzeba, żeby pobić i powywieszać wszystkich uczciwych ludzi.” 

 

Na koniec warto jeszcze przypomnieć, że tragizm w dramatach Szekspira nie był wynikiem niemożności uniknięcia losu. Makbetowi nikt nie przepowiada morderstw, których dokona. On sam wchodzi na drogę zbrodni, przemocy, tyranii. Tragizm jest konsekwencją podjętych przez niego decyzji.

W dziele Szekspira oprócz synkretyzmu gatunkowego wskażemy też łatwo rodzajowy. Pierwszy wyraża się obecnością w tragedii jednej sceny o charakterze komicznym. To ta z Odźwiernym w roli głównej. Synkretyzmu rodzajowego dowodzi pojawienie się treści typowych dla epiki. Wkraczają one do utworu poprzez tematykę charakterystyczną dla historycznych kronik, z których mistrz ze Stratfordu czerpał inspiracje, fabuły, pomysły na sylwetki bohaterów, jakie potem, oczywiście, twórczo rozwijał. 

Linki do artykułów poświęconych innym utworom mistrza ze Stratfordu:

„Romeo i Julii”

„Hamletowi”

„Królowi Learowi”

Linki do omówień innych ważnych dramatów:

„Króla Edypa”

„Antygony”

„Wesela”

„Wizyty starszej pani”

„Zemsty”

„Balladyny”

Dziadów cz. III – o cechach gatunkowych

Dziadów cz. III – bohaterze

Korzystałem z tłumaczenia pana Leona Ulricha.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *