Juliusz Słowacki: „Balladyna” – omówienie, opracowanie, analiza, streszczenie, opis

29 sierpnia, 2019 20:14 Zostaw komentarz

„Balladyna” to romantyczny dramat, w którym dominują sceny tragiczne, ale nie brak między nimi także komicznych. Problematyka historyczna sąsiaduje z partiami baśniowymi. Wszystko mniej lub więcej nasycone zostało liryzmem. Autor świetnie ukazał grę ludzkich uczuć, deprawującą siłę władzy, chorobliwe ambicje i moc ślepej miłości. Chrześcijaństwo dopełnione zostało ludowymi wierzeniami. Słowacki zostawił nam w „Balladynie” dramat życia rodzinnego oraz inkrustowaną fantastyką opowieść o kształtowaniu się władzy w początkach polskiego państwa. Szekspirowskie inspiracje, wpływ „Makbeta”, „Króla Leara”, „Snu nocy letniej” są dobrze widoczne, choć dzieło stanowi świetny przykład dążeń romantyków do eksperymentowania, poszukiwania oryginalnego języka sztuki i formy gatunkowej. 

Na początek proponuję zwrócić uwagę, ileż głów tu autor zwieńczył koroną. Popiel IV, Balladyna, Popiel III, Grabiec. Pierwszych dwoje to zbrodniarze, ostatni jest zupełnym błaznem, skończonym głupcem. Goplanę nazywa się panią jeziora, władczynią, a Kirkora grafem, którego odwiedzają wasale zaraz na drugi dzień po uroczystości zaślubin. Sprawiedliwi przegrywają tu z nikczemnymi, purpura i berło mogą przypaść w udziale przypadkowo pijakowi i leniowi. Tyle przykrych prawd o rządzeniu pozostawia autor.

Przeczytajmy i przeanalizujmy wspólnie scena po scenie. W akcie pierwszym na początku Kirkor odwiedza Pustelnika w chatce nad jeziorem Gopło. Prosi o radę, ponieważ zamierza założyć rodzinę. Uważa, że starzec może podzielić się cenną wiedzą o ludziach. Pustelnik przestrzegł go przed małżeństwem z jedną z królewien. Powiedział, że podobne są do rodziców, a zatem zatrute złem, zdolne do zbrodni.

Gdy Kirkor zwrócił mu uwagę na zbytnią ostrość słów, samotnik wyznał, że sam kiedyś doświadczył krzywd ze strony rządzących. Zabili troje jego dzieci. Wyjawił też, że był królem, Popielem III. Młody graf, pan na zamku postanowił natychmiast zakończyć bezprawie i ukarać złoczyńcę. Uważał, że noszone przez niego orle skrzydła zobowiązują do męstwa. Przypomniał, że obecny król, Popiel IV jest tyranem, karmi dla zabawy ryby ciałami niewolników i wsławił się okrucieństwem. Zanim przejął tron, lud pod koroną Lecha żył w szczęściu. Głód i widmo zarazy zagraża teraz Polsce, a z powodu licznych krwawych zbrodni króla nazywana jest przez obcych Rusią Czerwoną, co stanowi dowód lekceważenia i braku szacunku.     

Jak widzicie, pojawiły się motywy związane z legendarnymi bądź udokumentowanymi dziejami naszego kraju. Niektóre z nich autor potraktował z pewną dowolnością.

Pustelnik, Popiel III wyznał, że częściowo odpowiada za klęski kraju. Korona Lecha, którą odziedziczył, miała cudowną moc, zapewniała ludowi i krainie powodzenie. On ją ukrył, by nie wpadła w ręce brata. Źródłem siły atrybutu władzy było jego niezwykłe pochodzenie. Lechowi podarował koronę w podzięce za gościnę jeden z królów, którzy złożyli hołd Jezusowi.

Kirkor pełen woli walki powrócił do pytania, z którym przyszedł do chaty Pustelnika. Starzec poradził, by wybrał sobie żonę z ludu, miłą, niewinną, ubogą i karną. To jaskółka będzie przewodnikiem ku domowi szczęśliwej wybranki. Pustelnik, gdy już został sam, powiedział do siebie, że szczęście bardzo trudno znaleźć, a młodzi wierzą, że im się powiedzie.

Kirkor to człowiek młody, pełen nadziei na powodzenie. Pustelnik daje się poznać jako ktoś znający gorycz porażek, ale starający się nie przelać swego smutku w duszę młodzieńca.

Kolejnym gościem w chatce starca był Filon, który przypominał nieco postać z sentymentalnych sielanek. Marzył o spotkaniu mitycznej bogini i błąkał się stęskniony po lesie. Pustelnik wezwał go do wzbudzenia w sobie rozsądku i poślubienia dziewczyny z krwi i kości. Filon zapewnił, że szukał miłości  na całej Ziemi, rzekomo nawet na królewskich dworach, ale nie znalazł odpowiedniej wybranki. Popiel zagroził, że gdy odzyska tron, umieści gościa w  szpitalu dla obłąkanych lub każe mu uczyć dzieci. 

Pustelnik ubolewał nad nierozumnością młodzieńca i jemu podobnych. Przypomniał sobie o własnym cierpieniu, które miało źródło w rzeczywistości a nie urojeniach.

Warto nadmienić, że u Szekspira powracał motyw starszego, doświadczonego mężczyzny, nierzadko mądrego władcy, który popełnił straszliwy w skutkach dla siebie błąd. Duncan zaufał Makbetowi, postanowił zanocować w jego zamku, choć miał świeży przykład nieoczekiwanej zdrady innego wasala, tana Cawdoru. Lear podarował dwie części królestwa nieszczerym, niekochającym go córkom, uzależnił się od ich dobrej woli, a wydziedziczył najwierniejsze i najbardziej przywiązane do niego dziecko, Kordelię. Gdybyż, o gdybyż Pustelnik wiedział, na jakie nieszczęścia naraził Kirkora swoją radą ???

Pustelnik, choć ciężko doświadczony przez los i mający prawo do rozgoryczenia, każdemu z dwu młodych mężczyzn udzielił życiowej rady w dobrej wierze, z życzliwością i nadzieją na znalezienie przez nich spełnienia. 

Scena II  

W pobliżu Gopła, choć nieco dalej od chatki Popiela III, Skierka i Chochlik czekali na przebudzenie swojej królowej, Goplany. W scenach, w których występuje tych troje, najwięcej znajdzie czytelnik żywiołu poetyckiego, dominacji liryki oraz podziwu autora dla ładu panującego w naturze. Duszki wiedziały, że pani jeziora zaraz po przebudzeniu nakaże im pomagać mrówkom w sprzątaniu ścieżek, zapoznawać młode pszczoły z prawami obowiązującymi w ulu, zachęcać wróble do śpiewu nad chatami wieśniaków, uczyć jaskółcze niedoświadczone przyszłe matki sztuki budowania gniazd, chronić ptactwo przed zastawianymi na nie pułapkami. Chochlik w trakcie oczekiwania na Goplanę zdradzał skłonność do lenistwa i malkontenctwa.

Z pierwszą godziną wiosny pojawiła się pani jeziora i oświadczyła, że jest zakochana. W trakcie zimy ze snu wybudziło ją mocne światło wpadające przez otwór w lodzie wyrąbany przez rybaków. Jeden z nich wpadł do wody i znalazł się w łożu nimfy. Pokochała go od pierwszego wejrzenia, ale musiała wynieść na powierzchnię, by ocalić mu życie.

„Dziwne rzeczy się dzieją, gdy w grę wchodzi miłość”, jak powiada poeta, współczesny, Ludwik Jerzy Kern w wierszu „Jastrząb i kura”.  Na scenę wkroczył po chwili Grabiec, który nie okazywał Goplanie cienia szacunku, nie mówiąc już o odwzajemnianiu gorącego uczucia. Tam, gdzie pojawiał się ów syn organisty, pijak i ulubieniec okolicznych panien, wypatrujmy komizmu. Rubaszny, zadowolony zawsze z siebie, niezbyt mądry wieśniak traktował Goplanę chłodno, a nawet protekcjonalnie, „z góry”. Widział w niej coś „rybiego”, nazwał „wywiędłym schabkiem”, w innym miejscu dalej określił mianem węgorza. Zaślepiona miłością pani jeziora nie tylko się nie obrażała, ale adorowała chłopa i traktowała jak bożyszcze. Wiejski narcyz, pan Grabek, jak pozwolił się w akcie łaskawości tytułować, lubił wódkę i pitny miód, był synem organisty i miejscowego golibrody w jednej osobie oraz kobiety o silnej osobowości, która przeżyła swego męża, a może nawet przyczyniła się swoim postępowaniem do jego śmierci.

Źródłem humoru jest kontrast, by nie rzec „przepaść” między delikatnością, kulturą, subtelnością nimfy, a arogancką pewnością siebie, ograniczonością i prostackim językiem chłopa.

Grabiec pozostawał obojętny na wdzięki nimfy, nie brakowało mu powodzenia u panien na wsi. Goplana nieznająca wcześniej miłości potraktowała pocałunek jak wieczysty ślub. Grabiec, nie trzeba dodawać, zachował dużo rezerwy. Nie chciał się też umówić na wieczorne spotkanie, ponieważ czekała go randka z Balladyną. Nimfa znała ją i ostrzegła mężczyznę, że córka wdowy ma złe serce.

Goplana, oczywiście, była zazdrosna, uważała, że Grabiec należy do niej, zabroniła mu spotykać się z Balladyną. Groziła śmiercią, a zaraz mówiła, że ona też umrze. Prawdziwa emocjonalna burza uczuć.

Kiedy przedstawiła się Grabcowi jako pani jeziora, ten przerażony uciekł.

Słowacki dla wątku zakochania Goplany w Grabcu znalazł inspirację najprawdopodobniej w „Śnie nocy letniej” Szekspira, gdzie królowa Tytania pod wpływem czarów swego męża pokochała rzemieślnika Spodka, który miał, również na skutek działania mocy nadprzyrodzonych, głowę osła.

No cóż, trudno bardziej dobitnie wyrazić prawdę, że miłość jest ślepa.

Goplana myślała już tylko o ukochanym, nawet dbałość o piękno łąk, uczenie słowików śpiewu zeszły na dalszy plan. Pani jeziora nakazała sylfom, bo tak też nazwała swoje sługi, wykonać polecenia. Chochlik otrzymał zadanie zwodzenia przez całą noc Grabca i zmuszania do błądzenia, by nie trafił do Balladyny. O świcie poddany sprowadzić miał go swej pani. Skierce nakazała uszkodzenie mostka, by błyskająca złotem kareta młodego pana zatrzymała się nieopodal chatki wdowy. Potem sługa Goplany przy pomocy „czułego hymnu wiatru” musiał sprowadzić podróżującego do domku, gdzie matka wychowywała dwie córki. Skierka dostał polecenie, by spowodować, że młody bogaty pan weźmie tam sobie żonę i razem z nią odjedzie.

Zwróćmy uwagę, że duszek nie został poinstruowany dość precyzyjnie. No cóż, kiedy trafi nam się przesolona zupa w zakładzie zbiorowego żywienia, może się komuś przypomnieć powiedzenie: kucharka się zakochała. Miłość czyni ludzi roztargnionymi. Goplanę też to spotkało.

SCENA III

Rozgrywa się w chatce wdowy. Alina, jedna z córek troszczyła się o matkę bardziej. Staruszka kochała obie, choć faworyzowała może nieco starszą, Balladynę. Marzyła, że to ją poślubi kiedyś królewicz, a Alinę rycerz. Skierka roztaczał aurę uroku wokół obu dziewczyn, ponieważ, jak to już zostało powiedziane, królowa nie powiedziała mu, którą pannę poślubić ma przybysz. Kirkor czuł się oczarowany, moc wykorzystana przez duszka działała. Młody pan w drodze do chaty słyszał melodię, choć nikt w środku nie grał, a po chwili, już wewnątrz, chwalił zapach kwiatów. Rycerz przypomniał sobie radę Pustelnika i chciał z domku wdowy wyjechać z przyszłą żoną, ale nie wiedział, o której rękę prosić. Obie mu się podobały i każda zapewniła, że go kocha.  

Balladyna obiecywała, że będzie gotowa do największych poświęceń dla przyszłego męża, a Alina mówiła o uczuciu naturalnie i prosto. Pierwsza zapowiedziała też, że nie rozstanie się z siostrą i matką. Chciała zatroszczyć się o staruszkę. Balladyna pośpieszyła wtedy zapewnić także o miłości do rodzicielki. Kirkor, choć przez chwilę był gotów wybrać młodszą, dalej był w rozterce. Skierka, nie ujawniając swej obecności,  podsunął starej kobiecie pomysł, by zbieranie malin przez córki zakończyło niepewność gościa i zwycięstwo jednej z nich pozwoliło na podjęcie decyzji.

Graf przyjął propozycję, a Alinę ucieszyło to, że będzie albo panią Kirkorową, albo siostrą pani Kirkorowej. Przypomniała siostrze, gdy były już same, że szybciej od niej zbiera maliny. Balladyna była niezadowolona, niegrzeczna. Alina napomknęła o ukochanym siostry. Dodała, że gdyby ona darzyła miłością kogokolwiek, nawet zwykłego rolnika, nie porzuciłaby go dla rycerza, choćby i króla. Te słowa złościły Balladynę, szybko też wyszła, słysząc umówione znaki Grabka. Alina wiedziała o spotkaniach siostry, przepraszała jednak w modlitwie Boga, że ją osądzała. Prosiła o powodzenie w zbieraniu malin nazajutrz.

AKT II

SCENA I

Otwiera ją rozmowa Chochlika z pijanym Grabcem po całonocnej włóczędze. Gdy Grabiec usnął, Goplana wręczyła nagrodę duszkowi za jego pracę. Na jej pytania Skierka z kolei odpowiedział, że Kirkor kocha obie córki wdowy. Zrozumiawszy swój błąd, pani jeziora poprosiła o radę. Skierka powiedział o zbiorze malin i o tym, że widział w sercu Balladyny zazdrość i coś znacznie więcej. Pracowity duszek zrelacjonował, co obie panny robiły w nocy i wydało się w ten sposób zaniedbanie obowiązków przez Chochlika. Grabiec spotkał się jednak w nocy z Balladyną. Tym razem kara spadła na niesolidnego, leniwego sługę.

Goplana postanowiła, że Grabiec odpokutuje za zdradę. Zdecydowała zamienić go w wierzbę płaczącą. Jej uczucia do prostego chłopa pozostawały wciąż silne. Skierce nakazała sprowadzić słowika, by uczył Grabca kochać i płakać.

W tym miejscu i momencie pojawiła się zbierająca owoce Alina, a Skierka i jego królowa skryli się przed oczyma dziewczyny. Młodsza z dziewcząt myślała o ukochanym, Kirkorze. Po chwili nadeszła Balladyna, z której monologów możemy wyczytać dojrzewanie zamiaru popełnienia zbrodni. Wschód słońca nazywała „krwawym”. Czuła się obłąkana i owładnięta rozpaczą. Mamy prawo sądzić, że myśl o zbrodni budziła w niej przerażenie.

Alina widziała, że siostra jest blada i ma zacięte usta. Balladyna dała jej jedną malinę, której brakowało do wypełnienia dzbanka. Jednocześnie nie kryła swej złości. Mówiła, żeby siostra została sobie panią, gdy ona będzie ciężko pracować na ziemi. Alina nie rozumiała, dlaczego jej szczęście wywołało ból u siostry. Obiecywała Balladynie, że znajdzie jej męża, który będzie rycerzem. Pytała, czy kocha Kirkora. Balladyna nie zareagowała życzliwie na zamiar zgodnego zażegnania sporu przez Alinę. Szydziła z zamiaru Aliny zostania panią. Wyciągnęła nóż. Nie chciała słuchać słów siostry o jej miłości do przybysza. W końcu zażądała oddania malin. Alina nie chciała z nich zrezygnować, choć powiedziała, że gdyby Balladyna poprosiła, to może owoce by jej ofiarowała. Trudno przecież byłoby jej wyrzec się szczęścia, małżonka, pięknej przyszłości. Wciąż nie czuła zagrożenia. Gdy ginęła ugodzona nożem, rozległ się głos przerażenia z wierzby wzywający imion Jezusa i Maryi.

Balladynę okrzyk przeraził, przypomniała sobie, że dzień wcześniej wieczorem nie modliła się. Postanowiła żyć tak, jakby Boga nie było. Zaniepokoił ją plama krwi na czole, zadziwiała zbrodnia, czyn, o którym dzień wcześniej nie myślała. Czuła, jakby była już teraz zupełnie inną osobą.

Kryminolodzy twierdzą, że do morderstwa zdolny jest każdy człowiek, nie ma osób bardziej lub mniej do tego predystynowanych. Zło, zwłaszcza mechanizm jego narodzin interesowały pisarzy, poetów i dramaturgów.

Nienawiść, rywalizacja rodzeństwa i przekroczenie moralnych granic przedstawione zostały przez Szekspira w „Królu Learze”. Przypomnieć warto, że w dramacie Słowackiego zbrodnia zwieńczyła walkę dwu braci, Popiela III i Popiela IV. Czytamy zatem o rodzinnych krwawych rozliczeniach zarówno w rodzie królewskim, jak i pod dachem wiejskiej chaty. Może to władza ma taką w sobie mroczną siłę, że wystarczy pojawienie się jej na horyzoncie, żeby rzekomo łagodna i potulna wieśniaczka chciała zabić własną siostrę.

Gdy Balladyna zniknęła, wstrząśnięta Goplana kazała Skierce pobiec do Pustelnika po pomoc, wierząc, że da się może dziewczynę uratować. Chciała też, by wiecznie zakochany w kwiatach, gwiazdach, słońcu Filon zobaczył leżące ciało.

Młodzieniec ubolewał głośno nad swoim losem, ponieważ nie zaznał miłości. Zachwycił się natomiast pięknem leżącej Aliny, dostrzegł ślady zbrodni, a nadbiegającemu Pustelnikowi oświadczył, że znalazł nareszcie swoją kochankę. Miał najwyraźniej skłonność do upajania się nieszczęściem. Jego słowa przypominają monologi cierpiących romantycznych bohaterów. Pustelnik nakazuje Filonowi zanieść pannę do jego chatki. Wierzba znów odezwała się, ale tym razem w sposób typowy dla Grabca. Goplana roztkliwiała się nad ukochanym i obiecała uwolnienie od czaru.

Gdy na miejsce zbrodni powróciła Balladyna, Goplana zwracała się do niej tak, jakby była jej siostrą. Badała jej sumienie, pytając, co by się stało, gdyby wszystkie niedawne wydarzenia okazały się snem. Morderczyni nie żałowała czynu. Goplana stanęła wtedy przed nią w swej prawdziwej postaci. Zapowiedziała, że nie wyjawi prawdy światu. Powiedziała, że zbrodniarka lękać się będzie każdego drobiazgu przywodzącego na myśl straszne przestępstwo. Przyznała też, że wie, iż na jednej zbrodni nie zakończy się działanie Balladyny. Oświadczyła, że pogwałcona przez wielkie zło natura będzie się na niej mścić.  

SCENA II

Kirkor wraz z wdową oczekiwali razem nadejścia dziewcząt z owocami w dzbanach. Kirkor przyznał, że życie w zamku nie zawsze jest mu miłe i że woli stokroć cichą, spokojną wieś. Pierwsza przybycie Balladyny rozpoznała stara kobieta. Pojawienie się Aliny zawsze zwiastowały bowiem zlatujące się do niej jaskółki. Wdowa nie znała przyczyny tego zjawiska, a może nie chciała powiedzieć. Zdaje się, że po cichu bardziej sprzyjała Balladynie, starszej, w tradycyjnych społecznościach mającej więcej praw do wcześniejszego zamęścia niż młodsza.  

Kirkor włożył pierścień na palec przybyłej dziewczyny i zapowiedział ślub tego samego dnia. Balladyna wyznała, dbając niczym profesjonalny aktor o wiarygodność przekazu, że Alina uciekła z jakimś chłopcem. Podobnie jak w przypadku historii z „Króla Leara” zdumiewa to, jak szybko rodzic dał posłuch słowom oszczercy i był gotów uwierzyć w zdradę i nikczemność dziecka, na którym wcześniej ani razu się nie zawiódł. To są jakieś tajemne zakamarki dusz osób zmuszonych do dzielenia swego serca między potomstwo.

Matkę bardzo zabolało odejście Aliny. Balladyna kłamstwem uniknęła pytań, gdzie podziała się siostra. U kobiety wkrótce zrodziła się nadzieja na powrót dziecka. Wdowa dostrzegła plamę na czole panny młodej. Nie udało się zetrzeć znamienia. Odbyły się zaślubiny. Balladyna nie przyjęła kwiatów z rąk przyjaciółki, na płatkach białych róż dostrzegła bowiem czerwone plamki.

AKT III

Miejscowe kobiety, starsze i młodsze, wraz ze starcem dzieliły się wrażeniami z niecodziennego wydarzenia. Jedne zazdrościły nieoczekiwanego szczęścia i z przyganą zwracały uwagę na chęć sąsiadek odróżnienia się od mieszkańców wsi, dawnych sąsiadów i znajomych. Inne przypominały życzliwość wdowy, wspominały jej dobroć. W tym gronie zrodził się pomysł odwiedzenia wdowy i jej córki w zamku. Zapamiętano jednak i wspomniano hardą postawę Balladyny. Do myślenia zebranym dało też spalenie starej chaty przez jej właścicielki. Przypomniano sobie o schadzkach Grabca z obecną grafinią.

Przybył Grabiec. Otoczony chmarą dzieci opowiadał towarzystwu, że był wierzbą. Fantastyczna relacja powiązana została jednak przez obecnych z zamiłowaniem Grabca do alkoholu. Mężczyzna dowiedział się o ślubie dawnej kochanki.

SCENA II

Balladyna w zamku Kirkora zmagała się z wyrzutami sumienia, ale pocieszała samą siebie, że wielu ludzi dopuściło się gorszych czynów. Kirkor pożegnał się z żoną, taił cel wyprawy, obiecał powrót po trzech dniach. Zwracał uwagę na czarną wstążkę, która wcześniej przykuła spojrzenia wieśniaczek i zaniepokoiła je już podczas ceremonii zaślubin. Balladyna powiedziała, że to znak na pamiątkę po siostrze. Wiemy, że w ten sposób ukrywała plamę, której nie mogła zmyć z czoła. Kirkor uprzejmie zapytał o matkę małżonki. Polecił żonie miło spędzać czas i korzystać z zasobów skarbca, co, na współczesny język przekładając, oznaczało prawo do korzystania z karty płatniczej męża bez żadnych ograniczeń.

Fon Kostryn, dowódca warty zamkowej wyróżnił się w oczach grafini. Przyznał, że zbiegł z ojczyzny, pochodził z Niemiec. Wskazał na podobieństwo między nimi jako przybyszami, zdobywał jej sympatię komplementami, zachwycał się urodą. Balladynę zdziwiło, jak szybko poczuła więź z obcym człowiekiem. Liczyła, jak przyznała, na istnienie w zamku jakiejś bratniej duszy, ale nie przypuszczała, że znajdzie ją tak szybko.

Pojawiła się matka. Pytała o przyczynę wyjazdu Kirkora. Wspomniała, że przyśniła się jej Alina. Balladyna chłodno potraktowała staruszkę.

Przybyła na drabiniastym wozie Barbara, przyjaciółka wdowy, ale grafini kazała odprawić wieśniaczkę, a nawet posunąć się do przemocy, jeśli będzie trzeba. Zaskoczonej i zasmuconej matce zaproponowała, by wyjechała z zamku wraz ze znajomą. Potem zniecierpliwiona chciała, by wdowa nie wychodziła ze swej komnaty. Rodzicielka wspomniała z troską o plamie na czole córki. Po wysłaniu matki do wieży grafini martwiła się w samotności tym, że jej tajemnica może wyjść na jaw.

Kostryn zapowiedział przybycie wasali na zamek i znów chwalił urodę swej pani, z lekceważeniem mówiąc o jej matce. Prawdopodobnie wyczuł niechęć grafini do najbliższej krewnej. Okazuje się też, że do zamku próbował dostać się Grabiec. Oczywiście, został odprawiony. Balladyna daje Fon Kostrynowi nadzieję, że będzie kiedyś pierwszym z tysięcy, byle tylko umiał dochować tajemnicy.

 

SCENA III

Pustelnik w swej chatce pokazał Kirkorowi koronę Lecha. Zapowiedział, że może dzięki dzielnemu rycerzowi wróci ona kiedyś do Gniezna. Graf wyraził nadzieję wyniesienia na tron Popiela III, prawowitego władcy. Kirkor pochwalił się żoną. Pustelnik dał mu radę, by dla sprawdzenia czystości intencji kobiety posłał jej przez sługę zapieczętowaną skrzynię i zakazał grafini otwierać przesyłki aż do powrotu męża. Młody pan posłuchał wskazówki i odjechał, by walczyć o przywrócenie ładu i sprawiedliwości w kraju. Pustelnik żegnał go, żałując, że poznał dzielnego prawego człowieka tak późno, ponieważ w czasach jego panowania brakowało ludzi takich jak Kirkor.

Przybył do starego samotnika ponownie Filon, by zapytać, czy jego kochanka aby nie ożyła. Pustelnik nie pozostawił mu nadziei, ale zachęcił, by uczynił coś pożytecznego w życiu i dołączył do wyprawy Kirkora. Umysł Filona zaprzątnęła kwestia, czy w grobie marzy się o szczęściu. Dawny król pożegnał zajętego dumaniami młodzieńca słowami o nędzarzach na biednym świecie. Nie miał o nim najlepszego zdania.

Przybiegła do starca również Balladyna, przedstawiła się jako pani z pobliskiego zamku. Chciała pozbyć się znamienia na czole. Liczyła na jakieś skuteczne lekarstwo. Pustelnik słuchając jej serca, zaczął zadawać pytania i słysząc przyśpieszone tętno, odgadł, że dzień wcześniej zabiła siostrę. Kobieta obiecała mu dużo złota, co także sugerowało chęć ukrycia czegoś strasznego. Balladyna mówiła, tłumacząc się, że niczego nie wyznała, a płacić chciała za ziółka. Pustelnik spytał, czy chce, by siostra wróciła do życia. Nie usłyszał twierdzącej odpowiedzi. Wzburzony starzec mówił o złu w sercu kobiety i zapowiedział nadejście kary. Balladyna uciekła, a samotnik słyszał w lesie głosy potępionych, zmarłych, może, jak sam to ujął, orszak wiedźmy goplańskiej z asystą diablików. Znakiem krzyża zamierzał przywrócić pokój w okolicy.

Goplana czasem nazywana przez swoje sługi wróżką, niekiedy wiedźmą, sama zwracała się do nich: „diabliki”. Ciekawe, czy mieli coś wspólnego ze złymi duchami, czy jedynie posługiwali się wobec siebie imionami, którymi lud ich określał, nie mając lepszych na podorędziu.

SCENA IV

Skierka i Chochlik znaleźli porzuconą przez Pustelnika koronę. Goplana znów przeżywała gorycz odrzucenia jej miłości przez Grabca. Wspomniał jej o swej nieudanej wycieczce do zamku, choć bardziej celem jego wizyty miała być wódka niż kobieta. Pani jeziora nie mogła uwierzyć, że Grabiec, poznawszy serce Balladyny, wciąż o niej myśli. Gotowa była spełnić życzenie wieśniaka i uczynić go, kim tylko on zechce.

Niemądry chłop zapragnął być podobny do króla dzwonkowego, figury z kart.    

 

Goplana chciała wykorzystać swoje moce i całe bogactwo natury, by spełnić życzenie lenia i pijanicy. Wspomniała też o zamówieniu czarów piekła. Uśpiony Grabiec przeistoczony został w króla, ale na głowie miał najprawdziwszą koronę Popielów. 

Grabiec dzielił się po chwili swoimi planami władcy i możemy przemowę głupca odczytać jako satyrę na rządzących. Zaczął przemowę od zamiaru nałożenia podatków na wilgoć, z której korzystają rośliny, nakazał przeprowadzenie poboru zwierząt do wojska, chciał rozpędzić sejmiki ptaków, nałożyć cło na obce towary. Nawet leszczyna od każdego orzecha zapłaciłaby daninę do skarbca królewskiego. Goplana zostawiła swe sługi do dyspozycji Grabca. Skierce wieśniak kazał zostać błaznem, a Chochlikowi królewskim ministrem, ponieważ wydał się królowi dzwonkowemu głupi, a to, jak widać, oznaczało najwyższe kwalifikacje na ów urząd.

Chochlik dostarczył Mefistofelowy wóz Grabcowi, ale w tajemnicy przed Goplaną, ponieważ ta nie lubiła pożyczać z piekła. Król z asystą udali się do zamku Kirkora.

SCENA V

Kostryn, jak się dowiadujemy, podsłuchał rozmowę swej pani z Pustelnikiem. Dzięki temu wiedział, jaką może mieć władzę nad grafinią. Był pewny, że zyskał szansę na przejęcie bogactw z zamku. Cieszyła go też możliwość zdobycia samej kobiety, która mu się podobała. Widzimy, że to człowiek bez skrupułów, fałszywy, chciwy i egoistyczny.

Balladyna w chwili samotności żałowała spotkania z Pustelnikiem. Nie wiedziała, jak starzec postąpi, co zrobi z wiedzą o jej zbrodni. Trochę liczyła na jego litość, z drugiej strony na strach przed możliwą karą ze strony grafa za rozpuszczanie hańbiących ją wieści. Kobieta lękała się rozchodzącej w sposób nieprzewidziany wiadomości. Tymczasem przybył goniec od męża. Balladyna bezwiednie zapytała Kostryna o samotnego biedaka żyjącego w lesie. Może zadziałała jej intuicja. Kobieta znów pożałowała tego, że nie panuje nad sobą.

Gralon, posłaniec od grafa dostarczył zamkniętą skrzynię i przekazał dosłownie, dlaczego nie wolno jej otwierać: „Bo ja tak każę”. Balladyna nie kryła wściekłości, złość skierowała pod adresem sługi, który nic nie zawinił. Potem nałożyła na krótko maskę posłusznej i skromnej małżonki, dała nawet monetę posłańcowi.

Sytuacja niespodziewanie zaogniła się, gdy Gralon na pytanie, gdzie zostawił pana, odpowiedział, że w nadgoplańskim borze, gdzie Kirkor odwiedził Pustelnika. Balladyna nerwowo dopytywała posłańca o szczegóły spotkania. Gralon wspomniał o ciele martwego tura, które zostało znalezione przez orszak rycerzy. Kostryn zaczął dopytywać o detale, okoliczności, zdradzając podejrzenie, że być może posłaniec nie mówi całej prawdy. Miejsce znaleziska przypominało bowiem z opisu to, w którym Balladyna popełniła zbrodnię. Grafini bała się, że znaleziono zwłoki siostry.

Kostryn wezwał panią zamku do zabicia Gralona. Mężczyźni starli się w walce, ale to kobieta odebrała życie wysłannikowi męża. Kostryn po zbrodni oświadczył, że bierze połowę strachu, tajemnic, rozpaczy na siebie. Balladyna nie mogła mieć już wątpliwości, że dowódca straży wie o niej więcej, niż by sobie życzyła.

AKT IV

SCENA I

Początek sceny daje do myślenia. Jest niesłychanie znaczący. W wielkiej sali zamku Kirkora siedzi Grabiec ubrany jak król w asyście Skierki i Chochlika. W pobliżu są Kostryn i Balladyna oraz szlachta i służba. Dwoje nisko urodzonych dzięki kaprysom miłości zawędrowało na szczyty. Los bywa przewrotny. Jedno z nich było mordercą, drugie głupcem.

Skierka żartował, jak przystało na błazna. Balladynie trudno było zapanować nad strachem. Gdy szlachta rozpoczęła rozmowę o herbach, zagadnięta o swój, grafini poczuła się źle. Gładkie kłamstwo o wysokim urodzeniu podsunął jej Kostryn. Rozwinęła myśl o szlachetnych przodkach, mówiąc, że królewicze bracia zginęli, a matka została zamurowana we framudze. Nieoczekiwanie pojawiła się na uczcie jej prawdziwa rodzicielka zupełnie przez córkę zaniedbana. Prosiła o jedzenie. Grafini kazała ją wyrzucić, udając przed obecnymi, że to nieznana jej żebraczka.

Podobny los, wygnanie, poniewierka spotkały tytułowego bohatera z „Króla Leara” Szekspira.

Pojawienie się osoby podważającej prawdomówność żony Kirkora nie było końcem przykrych niespodzianek dla Balladyny. Oto przybył goniec od męża i wyjaśnił, że pan wstrzymał swój powrót z powodu burzy a schronienie znalazł u Pustelnika.

Posłaniec opowiedział o przybyciu jego pana do Gniezna, o zgładzeniu Popiela IV, wielkim tryumfie, o entuzjastycznej reakcji tłumów i o tym, że lud chciał, by Kirkor został królem. Graf nie przyjął tego zaszczytu, wyjaśniając, że nawet tytuł szlachecki mu ciąży i że wolał obniżyć swą rangę przez małżeństwo z wieśniaczką. To, co uczynił, zrobił dla szczęścia ludu, wyzwolił mieszkańców krainy spod tyranii. Po raz drugi tego wieczora obnażone zostało kłamstwo gospodyni przyjęcia. Nie mogła pochwalić się wysokim urodzeniem. Nie taiła złości. Goniec dodał, że Kirkor zapowiedział, że królem będzie ten, kto pojawi się z koroną Popielów na zamku. Oczywiście, nie wiedział, że przypadkiem została zabrana Pustelnikowi i że nosi ją teraz Grabiec, na pewno niegodzien takich zaszczytów.

Grabiec na uczcie zaczął być traktowany z jeszcze większym niż dotąd szacunkiem, ale dalej zachowywał się jak błazen. Kiedy kazał grać Chochlikowi, niewidoczne osoby śpiewały o zbrodni siostrobójstwa. Balladyna z Kostrynem próbowali rozpoznać, kto jest ukrytym pieśniarzem, do kogo należy głos. Morderczyni straciła przytomność, a po jej odzyskaniu pytała, czy nie mówiła czegoś. Bała się nieświadomego przyznania do winy, nagłego ujawnienia jej nikczemnych czynów. Nie był to koniec nieprzyjemnych zdarzeń. Kobieta zobaczyła niespodziewanie cień Aliny z dzbankiem owoców, przez które zginęła. Była przerażona. Nikt inny nie widział zjawy poza nią, choć wielu poczuło dziwny zapach malin. 

 

Scena z duchem przypomina pojawienie się Banka na uczcie Makbeta, który swego przyjaciela kazał zamordować.

Balladyna zemdlała. Wyniesiono ją a honory gospodarza, już bardzo krótko, pełnił Kostryn.

SCENA II

W chatce Pustelnika Kirkor zobowiązał się pozbawionemu władzy przez brata Popielowi III, że odzyska dla niego koronę. Choć wolałby już trzymać w ramionach żonę, obiecał powrót do Gniezna w celu ogłoszenia, że temu, kto pojawi się z koroną Popielów, trzeba będzie zarzucić kłamstwo.

Graf przyrzekł walkę o prawdę. Śpieszył się jednak, by jak najszybciej zdjąć odpowiedzialność za kraj ze swoich barków i złożyć ją w ręce prawowitego króla. Sam chciał jak najprędzej zaszyć się w spokojnym miejscu pod lipami, doczekać dziecka i cieszyć życiem rodzinnym. Pobłogosławiony przez starca wyruszył w drogę.

Pustelnik, gdy gość już go nie słyszał, powiedział, że lepiej byłoby dla rycerza, gdyby został jak najszybciej wdowcem. Znał przecież prawdę o Balladynie.

Na scenę wkroczyła ubolewająca nad swym losem staruszka. Córka, grafini wygnała ją w trakcie ulewy, burzy. Pustelnik zaprosił biedaczkę do swej chatki i obiecał, że zaprowadzi przed oblicze króla, by się poskarżyła na sprawczynię krzywdy. Kobieta, jak należy sądzić, z goryczą, mówiła, że władca zaprowadzi ją wprost do serca córki. No cóż, widać było, że bolała ją przede wszystkim utrata miłości dziecka i perspektywa tego, że już nigdy jej nie odzyska. Wspomniała też o próbie odebrania sobie życia, która się nie powiodła. Traciła wzrok.

Niewidomy, zdradzony przez dziecko rodzic tułający się po świecie to również motywy z „Króla Leara”. Staruszka nie wierzyła już, że spotka ją jeszcze cokolwiek dobrego na świecie. Była zupełnie zrozpaczona.

Pustelnik:

„Poczciwych tysiące

Padają na tym świecie złych ofiarą”

Wdowa słysząc to, domyślała się, że osoba mówiąca takie słowa pewnie też jest matką. Widać, że starając się złagodzić ból i rozczarowanie wmawiała sobie, że zły los spotyka przede wszystkim właśnie kobiety, które dochowały się potomstwa i że doświadczyła nieuniknionego.

SCENA III

Gdy Grabiec usnął, Skierka i Chochlik mieli czas dla siebie. Pierwszy, bardziej poczciwy, pędził nakarmić niewidomą matkę bociana, drugi pośpieszył na ucztę do puchacza.

SCENA IV

Balladyna idzie na wieżę z nożem w dłoni. Należy sądzić, że nie będzie smarować masłem chleba. Mówiła o czymś, co musi wykonać. Bała się, że leżący człowiek śpi z otwartymi oczyma. Na zewnątrz niebo rozświetlały błyskawice. Grafini trzymała w ręku świecę.

SCENA V

Kostryn idzie na wieżę także. Obiecuje sobie panowanie nad lepszymi od siebie, zerwanie z życiem, w którym służy od siebie gorszym. Cieszy się, że rozbrat weźmie z grafinią. Ma zamiar uciec w nocy potajemnie z koroną. Wzywa szatana, by go prowadził. Jest człowiekiem oddanym złu.

Kiedy spotyka panią zamku, mówi, że słyszał jakiś głos i śpieszył na ratunek. Balladyna natomiast mówi o jęku umierającego. Pociesza się, że wszyscy kiedyś będą martwi.

Kobieta zabiła Grabca, ale musiała wrócić po koronę, której zapomniała zabrać z komnaty gościa. Coś w mroku wzbudziło jej lęk i wycofała się  bez insygnium władzy. Kostryn poszedł do komnaty Grabca. Gdy wrócił, grafini przestraszyła się, że będzie chciał ją zabić. Jak widać, wspólnicy nie ufali sobie.

Kostryn podzielił się wieścią od swoich zaufanych, że Kirkor wrócił do Gniezna, grożąc mieczem temu, kto upomniałby się o tron koroną. Balladyna była pewna, że pokona męża przy pomocy przekupionych ludzi. Wierzyła w moc złota, którym dysponowała. Kostryn zachęcał, by poszła spać, aby nazajutrz mogła stanąć na czele rycerzy. On planował pójść do skarbca po złoto w celu opłacenia zdrajców. Kobieta prosiła go, by zakończył życie Pustelnika. Wspominali w rozmowie między sobą o ich dziecku, które grafini nosiła w łonie. Wierzyła, że dziecko nie zna prawdy o jej czynach. Jakaś odrobina wstydu w niej pozostała.

AKT IV

Skierka i Chochlik opowiadali sobie o tym, co robili w nocy z dala od zamku. Skierka cieszył się na porządkowanie świata natury po deszczu, postawienie kwiatków na nogach, rozczesywania żyta, zamierzał rozwiesić tęczę, rozwijać płatki różom.

Przybyła Goplana, by pożegnać się z duszkami. Choć wiosna była w całej pełni, musiała odlecieć do dalekiej nieprzyjaznej krainy. Mówiła, że poplątała losy wielu osobom, w wyniku czego Bóg mściciel musi rzucić grom na ludzkie winy i dzieła.

Goplana odleciała z kluczem żurawi na północ.

SCENA II

Kirkor stał na czele rycerzy i wyrażał żal, że człowiek, który upomina się o władzę Lachów nie stanął do otwartej walki a chował się za plecami wojowników. Część wojska przekupiona przez wroga opuściła dzielnego grafa. On, pełen wiary w zwycięstwo, posłał po Popiela III i czekał na jego przybycie, by zacząć atak. To przecież jemu chciał przekazać koronę. Kirkor wspominał żonę, do której chciałby wreszcie powrócić. Nie przeczuwał, że stanęła przeciwko niemu i bez odrobiny żalu, wstydu, wdzięczności przygotowała klęskę.

Gdy przybył goniec z wiadomością o zamordowaniu Pustelnika, Kirkor zaczął bitwę.

SCENA III

Kirkor i Balladyna rozmawiali w swoim obozie, ich twarze kryły hełmy. Kostryn szykował się do boju. Wyruszył, zostawiwszy grafinię w namiocie. Siedząc sama, zastanawiała się, co będzie, gdy jej wspólnik w walce o władzę zwycięży. Będzie musiała poświęcić mu wiele złota. Klęska Kostryna przyniosłaby jednak zdecydowanie gorsze skutki.

Przybyła do niej brzydka stara kobieta, czarownica, u której Balladyna zamówiła truciznę. Grafini obiecała zapłatę, gdy jad zadziała. Przepędziła wiedźmę. Balladyna zaplanowała samobójstwo na wypadek, gdy wpadnie w ręce małżonka. Trutką pokryła jedną stronę noża.

Żołnierz, który przybył z pola bitwy, powiadomił, że część wojska opuściła Kirkora, a łucznicy też mają to wkrótce uczynić. Powiedział, że graf bije się otoczony wałem zabitych przeciwników. Balladyna złościła się, że zdrajcy zwlekają z odstąpieniem swego wodza. Zachęcała gońca do zabicia Kirkora. Obiecała nagrodę.

Prawie w tej samej chwili przyszła wiadomość o zwycięstwie i o śmierci grafa. Wokół rozlegały się okrzyki uznania dla Fon Kostryna, a to Balladynie bardzo się nie podobało.

Nakazała zgładzić dowódców obrony miasta. Hołd wiernopoddańczy złożyli jej posłowie reprezentujący ludność Gniezna, skarżąc się na tyranię władzy i dziękując za wyzwolenie. Jak widać, nastroje biernej większości potrafią gwałtownie i diametralnie się zmieniać. Czując realną siłę, Balladyna ujawniła, że jest kobietą. Dała wyraźnie do zrozumienia, że nie będzie panować z wolą ludu, ale bez niej.

Od delegacji przyjęła dar w postaci chleba i soli. Rozcięła bochenek na pół. Częstując Kostryna częścią, po której przesunęła się zatruta strona noża, oświadczyła, że rycerzowi należy się połowa miasta i połowa kraju. Jedli oboje.

SCENA IV

W tronowej sali w Gnieźnie oczekiwali na nowego króla dostojnicy na czele z Kanclerzem. Dowiedzieli się, że to kobieta. Porównali ją do Wandy, byli pełni nadziei na szczęśliwe rządy odważnej władczyni. Lud zaniepokoił widok dziewczyny lecącej z kluczem żurawi. Wokół zrobiło się ciemno z powodu burzowych chmur zalegających ponad miastem.

Jeden ze strażników zobaczył jędzę niesioną przez żurawie w sam środek chmury. Siekła je rzekomo wężami i leciała prosto z piekła. Nie wiemy, ile w tej relacji było gry wyobraźni, domysłów, przywidzeń i lęków. Kanclerz nie uwierzył Strażnikowi.

Najważniejszy dostojnik powitał królową i życzył rządów mądrych, szczodrych, sprawiedliwych. Poprosił też o rozwiązanie kryminalnych spraw. Zanim do tego doszło, zasłabł Kostryn. Przed skonaniem nazwał dotychczasową wspólniczkę trucicielką i wezwał, by zrzucono ją z tronu, ponieważ władczyni pozbawi życia tysiące, a on otwiera ten długi ciąg ofiar. Uznano, że jest niepoczytalny. Balladyna była pewna, że cała kłopotliwa dla niej przeszłość zamknięta została w grobach i że panuje nad tajemnicą.   

Królowa nakazała rozkuć jeńców wojennych i urządzić ucztę dla biedaków. Mówiła, że jest wyższa nad sąd ludu. Nie życzyła sobie, by badano jej przeszłość. Z trudem osiągnęła to, co mogłaby mieć wcześniej, gdyby urodziła się pod inną gwiazdą. Zaczynała nowy okres swego życia. Oświadczyła, że jest wdową po grafie, ale podkreśliła, że to przeszłość, która nie powinna być tematem dociekań czy domysłów.

Rozpoczęła sądy i przysięgła, że będzie sprawiedliwą.

Pierwszy stanął przed nią lekarz z oskarżeniem o otrucie Kostryna. Rozpoznał na ciele rycerza ślady działania trucizny. Z powodu braku winnego Balladyna chciała sprawę oddalić, ale Kanclerz poinformował królową, że obyczaj nakazuje zaocznie skazać truciciela. Coś wspomniała władczyni o zbrodniarzach, którzy są wyżsi niż wyrok, święci jak ołtarz, ale Kanclerz orzekł, że tych skaże Bóg. Balladyna wydała wyrok śmierci.

Następny ze skargą pojawił się Filon. Przyniósł nóż i maliny. Swoim przepełnionym sentymentalno-romantycznymi wyobrażeniami językiem opowiedział o śmierci żony. Balladyna znów próbowała zapobiec wydaniu wyroku, ale pod wpływem Kanclerza orzekła karę śmierci i nieco zdradziła się, mówiąc „winna śmierci”, jakby wiedziała, że za zbrodnią stoi kobieta.

Przybyła Wdowa ze skargą na córki. Jedna uciekła, a druga, żona grafa wyparła się jej i głodną kazała wygnać w deszczową, burzową noc. Straciła wzrok z powodu pioruna. Pełna żalu staruszka potrafiła w skardze zawrzeć prośbę, by złej córce wybaczył Bóg. Nie umiała przestać kochać.

Gdy stara matka usłyszała, że jej dziecko za złe potraktowanie rodzica czeka kara śmierci, nie chciała wyjawić imienia córki. Poddano ją torturom. Balladyna głucha była na prośby starej kobiety o litość, łaskę. Kanclerz trzymał się litery prawa, choć był tym wszystkim wstrząśnięty. Żołnierz, który przyniósł wiadomość o skonaniu przesłuchiwanej, powiedział, że staruszka przypominała Chrystusa.

Dla Balladyny ważne było, że kobieta nie wydała jej imienia, nic więcej. Królowa próbowała znów uniknąć wydania wyroku, ale pod naciskiem zebranych skazała na śmierć złą córkę. Uderzył w nią piorun.

EPILOG 

Autor ukazał dziejopisa Wawela, który jako historyk jest niewiarygodny. Średniowieczni kronikarze nie zawsze trzymali się faktów. Może przez tę scenę Słowacki usprawiedliwić chciał własną swobodę w opowiadaniu o dawnych dziejach Polski.

 

 

 

 

No cóż, Słowacki w roli Makbeta obsadził kobietę. Odważne działanie, ale mniej niż by się mogło wydawać. Nawet w starożytności trafiały się ambitne panie, które dochodziły do władzy, choć utrudniały to obyczaje, prawo, religia.

Kirkor nie czytał „Księcia” Niccolo Machiavellego. Nie mógł. Szacując czas wydarzeń z dramatu na wiek X naszej ery, szybko obliczymy, że graf czekałby na ukazanie się książki jeszcze około pół tysiąca lat. Gdyby zapoznał się z dziełem włoskiego politologa, wiedziałby, że z władzą nierozerwalnie wiąże się siła i że człowiek, kierujący się zasadami chrześcijaństwa, szybko utraci ster rządów, a może nawet i życie w walce z konkurencją nieszanującą tych reguł.

Z kolei gdyby przeczytał Szekspira, to miałby szansę pamiętać, że najbardziej doświadczeni przez los mędrcy też miewają trudności z rozpoznaniem niebezpieczeństw i popełniają błędy. Kirkor wybrał sobie dziewczynę z ludu na żonę, ufając słowom Pustelnika, który przekonany był, że prości mieszkańcy wsi nie są zepsuci, nie ulegają chorobliwej ambicji, nie są zdolni do zbrodni.

Gorąco namawiałbym nauczycieli języka polskiego do omawiania dramatu Słowackiego na lekcjach z fragmentami „Księcia” Machiavellego. Współczesne tłumaczenia dzieła zapewnią komfort lektury, dostarczą też świetnego kontekstu do przedyskutowania problematyki naszego, polskiego dramatu.

Szekspir był mistrzem w docieraniu do prawd o złożoności ludzkiej natury i w prezentowaniu ich. Słowacki skorzystał z zabiegu kompozycyjnego z „Króla Leara”, gdzie występują trzy siostry, córki władcy Brytanii oraz dwaj bracia, synowie hrabiego Gloucestera. Jakże daje do myślenia fakt, że pod jednym dachem, podobnie wychowywani, mający podobne wzorce rosną i dojrzewają: człowiek szlachetny i bestia w ludzkiej skórze! 

W omawianym tu polskim dramacie romantycznym też ukazane zostały zbrodnie w dwu rodzinach i kontrast między charakterami wewnątrz dwu rodzeństw. 

Można by zażartować, że Balladyna to ambitna nowoczesna kobieta, zorientowana na osiąganie celów. Dopóty dopóki mogła, dbała o sprawy wizerunkowe, kazała spalić chatę. Nieźle zarządzała zasobami ludzkimi, pozbywając się osób niepotrzebnych, zapobiegając na czas mogącym pojawić się sporom kompetencyjnym i nieporozumieniom w procesie zarządzania.

Potrafiła docenić i wykorzystać talenty personelu, dowódcy straży zwłaszcza. Kiedy była odpowiednia pora, cięła koszty zatrudnienia, Kostryn musiał odejść. Nie żałowała pieniędzy na potrzebne inwestycje, opłaciła hojnie zdrajców, którzy porzucili Kirkora na polu walki.

W zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu poniosła klęskę. Miłość w jej przekonaniu musiała być słabością, nad którą należy panować, niepotrzebnym czynnikiem ryzyka. Fakt, zwłaszcza w świetle nagłej śmierci dwóch kochanków i męża. Tu jako kontekst polecam piosenkę Jacka Kaczmarskiego pt. Sen Katarzyny II.

Nie wolno zapominać, że Rada Nadzorcza odwołała ją jednak ze stanowiska. Piorun zadziałał skutecznie. Odeszła w atmosferze skandalu. Doprowadziła mimo wszystko, trzeba jej to oddać, do skonsolidowania władzy w firmie, odsuwając od steru ludzi zbyt „miękkich” i niezmotywowanych (Kirkor), skompromitowanych (Popiel IV), niekompetentnych (Grabiec), nienowoczesnych (Pustelnik, Popiel III, dziwak, któremu należała się wcześniejsza emerytura).  Przed odejściem uporządkowała sprawy, wydając szereg decyzji pod naciskiem Kanclerza.  

Ze względu na specyfikę tej branży biznesu miała trudności z oddzieleniem życia osobistego od zawodowego. Za często zabierała pracę do domu.

Powiedzmy serio: miłość w dramacie Słowackiego poprzez wątek Grabca i Goplany przedstawiona została nie tylko jako siła pozaracjonalna, ale zdecydowanie czyniąca ludzi głupcami. Goplana nie jest, oczywiście, człowiekiem, choć ma większość, jak możemy się przekonać, jego cech.

Prostak, pijak, leń dostał nieoczekiwanie od losu wielki prezent. Zakochała się w nim szefowa wielkiej korporacji (znów dopada mnie chochlik żartowniś), kobieta z klasą i możliwościami. On zachowywał się jednak jak typowy reprezentant tak zwanej złotej młodzieży. Nie docenił swojej sytuacji, nie potrafił zobaczyć, co otrzymał od życia dzięki zupełnemu przypadkowi. No cóż, dać małpie brzytew, a bananowi grube pieniądze!  

Rzeczywiście, mówiąc znów poważnie, miłość uchwycona została w utworze jako wydarzenie, wobec którego bezradni stają mędrcy. Kirkor przecież chciał ująć przeżycie w ramy rozsądku. Poszedł do Pustelnika po radę, jaką osobę wybrać na towarzyszkę życia.  

Goplana, tak jak Tytania ze „Snu nocy letniej” zakochała się na szkodę sobie, a co więcej, chcąc zdobyć uczucie głupca i niewdzięcznika, doprowadziła przypadkiem do licznych tragedii w świecie ludzi.

Miłość może być siłą budującą i dewastującą.

Najważniejsza jednak do dyskusji kwestia w oparciu o dzieło Słowackiego to, czy dobro musi być tak bezradne wobec zła. Temat godzien filozofa i dobry dla moralisty kaznodziei. Dla potrzeb szkolnej dyskusji po prostu znakomity – trudno o lepszy.

Oczywiście, moglibyśmy przyjąć od razu, że, zgodnie z logiką faktów przedstawionych w dramacie, uczciwemu biada, łagodni to nawóz historii, wygrać mogą tylko silni, zdeterminowani, pozbawieni skrupułów, sięgający po metody skuteczne, nie jest ważne, czy zasługujące na uznanie.

Co by było jednak, gdyby wszyscy zastosowali się do tej nauki? Problem przeludnienia zniknąłby jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rzeki wypełniłyby się krwią, cywilizacja także wyparowałaby, ponieważ do jej rozwoju niezbędna jest współpraca, zaufanie, zasady respektowane przez wszystkich.

Skala zła wyrządzonego przez Balladynę brała się właśnie stąd, że była ona zbyt słaba, by zgodnie z obowiązującymi regułami zdobyć władzę. Musiała je zlekceważyć, by wspiąć się na szczyty. Wzbudzona ambicja, właśnie to przekonanie, że dobroć jest niewiele wartą monetą, odblokowały moralne hamulce. Im mniej miała szans na sukces, tym nikczemniejszą posługiwała się bronią.

Piorun strzelił w tyrana w samą porę. Stałaby się ludobójcą niczym Stalin. Biedaczek urodził się w carskiej Rosji jako dziecko szewca i praczki, więc na władanie Rosją szans nie miał żadnych, a udało się. Komuniści, ludzie najczęściej znikąd, odpowiadają za największe ludobójstwo w dziejach świata. Ich rządy na całym świecie pociągnęły za sobą śmierć większej liczby istnień ludzkich niż II wojna światowa. Adolf Hitler, skoro już się zgadało o nim, także nie miał wielkich perspektyw na awans społeczny w Cesarstwie Niemieckim czy Republice Weimarskiej, a ukochanym wodzem został.   

„Balladyna”, wbrew pozorom, daje szansę na podjęcie ważnych tematów na lekcjach, a nawet otwiera pole do dyskusji o władzy, mechanizmach jej budowania, utrzymywania i odświeżania elit rządzących, kontrolowania ich, może nawet nadzorowania.

Osobnym i ważnym zagadnieniem pozostaje języka dramatu, poetycki i proszący się o odświeżenie. Wiem, że ściągam na siebie głosy potępienia, ale jeśli Szekspira tłumaczy się co jakiś czas na polski na nowo, to może ktoś spróbowałby… Wiem, wiem, przepisywać Słowackiego na dzisiejszą polszczyznę nie warto. Lepiej rozejrzeć się za współczesną wartościową literaturą o władzy. Tłumaczenie „Króla Leara” autorstwa Stanisława Barańczaka bardzo cenię.

Poruszyłem temat języka, ponieważ powyżej pozwoliłem sobie na odrobinę zabawy, posługując się językiem środowisk biznesu, żargonem korporacyjnym, by zainspirować młodszych czytelników artykułu do spojrzenia przez pryzmat losów bohaterów „Balladyny” na współczesność i zachęcić do poszukiwania analogii. Oczywiście, pracowników wielkich firm, kadry zarządzającej nie posądzam o nikczemność większą niż innych środowisk, ale im bliżej wielkich pieniędzy i władzy, tym pokusa większa. Dobro i zło gości w każdym człowieku.

Nie jest też prawdą, że ludzie bogaci są gorsi moralnie od biednych. To samo odnosi się do ich dzieci. Jeśli odwołałem się do stereotypu, może zjawiska „złotej młodzieży” to tylko dlatego, że szukałem jakiegoś przydatnego porównania dla zachowań Grabca. Niesprawiedliwe jest też podejrzewanie kobiet sukcesu o szczególną nikczemność.

Nie wiem, czy dramatowi dobrze przysłużyło się tak duże nasycenie go problematyką i przemieszanie chrześcijaństwa z bliżej nieokreślonymi wierzeniami ludowymi. Może był to eksperyment autora, swego rodzaju próba naśladowania świata wyobrażeń niewykształconych mieszkańców wsi, którzy z pokolenia na pokolenie przekazywali sobie wiarę w duszki, demony, królowe jezior i zupełnie nie przeszkadzało im jednoczesne odmawianie pacierza, uczestniczenie w nabożeństwach, powtarzanie kanonu dogmatów w modlitwie, wyznaniu wiary.

Goplana z jednej strony stoi na straży moralnego ładu, z drugiej przyczynia się do jego naruszenia, kierując podobną do ludzkich słabością. Jeśli nie ona, to sylfy mają wspólne sprawy z piekłem. Pustelnik nie lubi tego towarzystwa i traktuje podobnie jak diabły. Diablikami czasem Goplana nazywa swoje sługi. Wszystko to jest niejasne, mylące.

Romantyzm sprawił, że zainteresowanie różnymi formami duchowości, starymi kultami, przedchrześcijańskimi wierzeniami wlało się szerokim strumieniem do kultury europejskiej. Utwór daje okazję do zaznajomienia szkolnej młodzieży ze zjawiskiem New Age.

Wiadomo, że wyobrażenie diabła zawdzięcza coś dawnej wierze w demony. W języku pozostały do dziś formuły: do licha, licho nie śpi. Diabeł, który przykrył coś ogonem, a my nie możemy tego znaleźć, też bardziej przypomina w takim momencie i ujęciu nie władcę ciemności, tylko małego złośliwego duszka, który uprzykrza nam codzienne życie. Mawia się niekiedy: „Diabeł ogonem przykrył?”, gdy coś zginęło.

Najważniejsze wydają mi się w oparciu o „Balladynę” pytania:

Czy dobro wymaga poświęcenia? Czy trzeba heroizmu, by wytrwać w dobru?

Dlaczego, jeśli dobro jest tak niepraktyczne, kłopotliwe, nie zniknęło dotąd z relacji międzyludzkich, a nawet jest bardzo popularne? 

A może bez, odrobiny choćby, przemocy i stosowania siły sprawowanie rządów nad ludzkimi grupami w ogóle nie jest możliwe?

Jaką wartość mają rodzinne więzy? Dlaczego brat podniósł rękę na brata, a siostra zabiła siostrę? 

Zachęcam do czytania omówień innych lektur, których znajomość niezbędna jest obecnie w przygotowaniach do egzaminu na koniec ósmej klasy. Znajdziecie tu Państwo artykuły poświęcone:

„Kamieniom na szaniec”

„Opowieści wigilijnej”

„Małemu Księciu”

„Panu Tadeuszowi”

Trenowi I

„Trenowi VII”

 

jeśli masz ochotę wesprzeć finansowo działanie tego serwisu, przyczynić się do jego rozwoju, możesz dokonać wpłaty/przelewu na konto firmy: Sztuka Słowa PL, Tomasz Filipowicz.

Nr: 15 2490 0005 0000 4500 8617 6460 

Tytułem: SERWIS EDUKACYJNY 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *