John Dos Passos: „Manhattan Transfer” – opis, omówienie, opracowanie, analiza, recenzja

28 lipca, 2019 17:08 Zostaw komentarz

„Manhattan Transfer” wydaje mi się powieścią godną polecenia przede wszystkim ze względu na wartości poznawcze. Ukazała się w roku 1925, a podczas czytania ma się wrażenie, że autor wybiegł w swoim studium amerykańskiego społeczeństwa przynajmniej na kilka, kilkanaście lat naprzód. Dos Passos opisał życie wielu środowisk od początku stulecia do czasów po pierwszej wojnie światowej. Ukazał jednak zjawiska tworzące grunt pod załamanie na giełdzie w roku 1929 i wielki kryzys gospodarczy. Trzeba wspomnieć o nowatorstwie artystycznym dzieła. W narracji pojawia się nie tylko mowa pozornie zależna, ale i w wielu miejscach strumień świadomości. Fragmenty snów, marzeń, nieuporządkowanych wewnętrznych rozterek postaci przenikają do głównego nurtu opowieści. Trudno byłoby jednak odpowiedzieć na pytanie, kto jest tu głównym bohaterem, samo miasto, Manhattan, czy wypełniający je swoim życiem mieszkańcy. 

Pisarz nie kryje fascynacji nabrzeżami portowymi, statkami, a często mocniej podkreśla urodę tanich pokoików na wynajem, ulicznego ruchu, wozu mleczarza, niż wnętrz drogich hoteli i ekskluzywnych restauracji. Momentami do prozy wlewa się czysta poezja. Naszą uwagę przyciągają światła holownika, wystawy ze smakołykami, chińskie pralnie, czujemy powiewy wiatru, ożywia nas blask wschodzącego słońca, niepokoi stukot kolei, rozprasza płacz dziecka przed sklepem korzennym.

Towarzyszymy gigantycznemu organizmowi w jego rozwoju, dowiadując się, gdzie jeszcze niedawno były łąki, kto dorobił się na spekulacji gruntami, jak wpłynie na ceny nieruchomości nowa ustawa o wielkim Nowym Jorku, w wyniku której miasto stanie się drugą metropolią świata. Poznajemy wizje śmiałych architektów i kulisy walk o rządy w ratuszu, imponujące kariery, ludzi sukcesu i spektakularne bankructwa.

Trudno byłoby określić, kto jest główną postacią opowieści. Czy jest to może ambitna, niemogąca zaznać spokoju Ellen? Czy właśnie ona, szukająca spełnienia w karierze aktorskiej, szybko zorientowana w tym, że bez wpływowych opiekunów niewiele może osiągnąć na scenie? A może któryś z jej licznych kochanków? Ostatni mąż?

Do miejsca na podium ex aequo prawo zachowałby właśnie ów dziedzic wysokiej pozycji w społeczności miasta, Jimmy Herf, który został sierotą w bardzo młodym wieku, ale jego wuj Jeff był gotów pokierować karierą chłopca. Znakomita jest scena, gdy właściciel świetnie prosperującej firmy, prawny już opiekun szesnastolatka, rozmawia z nim podczas spotkania w klubie.

Jeff Merivale wskazuje cel podopiecznemu: „najbogatsi i najroztropniejsi ludzie z całego kraju przychodzą tu na lunch”. „Oszczędność i entuzjazm uczyniły z tych ludzi to, czym są”. „Ja w twoim wieku zamiatałem biuro w Fredericksburgu i zarabiałem piętnaście dolarów miesięcznie”.

No cóż, prezentacja wielkiego amerykańskiego snu, mitu trudnej drogi do sukcesu: od pucybuta do milionera. Są w powieści Dos Passosa przykłady spełnienia się marzeń, ale o wiele częściej historie ludzi, którzy zamiast spijania śmietanki dramatycznie walczyli o kęs jedzenia. Jimmy nie skorzystał z okazji do pójścia pewną ścieżką kariery, z której nie zszedł biologiczny syn jego wuja, James Merivalle. Syn przedwcześnie zmarłej Lily zbuntował się, z okresu choroby matki pozostała w nim skłonność do marzycielstwa. Zarabiał jako dziennikarz, był dość znany, lubiany w wielu środowiskach i nędznie opłacany. Serce do pracy stracił szybko.

Pisarz znakomicie opisuje zarówno ludzi biznesu, prawników, świat wielkich pieniędzy, właścicieli firm, jak też szukających wiecznie pracy robotników, uciekających przed prawem włóczęgów, szwaczki, żyjące wiecznie na granicy biedy aktorki i tancerki. Są tu krótko, ale mocno zarysowane sylwetki weteranów, żołnierzy, którzy wrócili z wielkiej wojny i musieli zaczynać wszystko od zera, mając poczucie straconych w stosunku do rówieśników kilku ważnych lat.

Znamienne jest, że na kant, oszustwo, naciąganie na Manhattanie muszą uważać zarówno najmujący się za dolara do wrzucenia węgla bezdomni, jak i przedsiębiorcy inwestujący w firmy notowane na giełdzie. Dos Passos demistyfikuje bowiem mit o bogactwie jako nagrodzie za zawsze ciężką pracę, pomysłowość, odwagę i idealizm. Pisarz wprowadza nas w realia rozgrywek o władzę i majątki. Pokazuje, jaką rolę mogą odegrać w nich związki zawodowe, wieloletnie powiązania, działania na granicy prawa, możliwość szantażu. Bohaterów namawiają na okazyjne zakupy ziemi podejrzani pośrednicy. Małżeństwa, związki, romanse dla pieniędzy, spokojnego chleba, pewnej pracy, kariery są powszechną praktyką, jedną z najważniejszych strategii.  

W wartość pracy i oszczędności wierzył Ed Thatcher, skrupulatny, uczciwy księgowy, ale jego córka, Ellen, już w wieku osiemnastu lat żona wpływowego Oglethorpe’a, rozwiedziona z nim po czterech latach małżeństwa szukała dla siebie szansy innymi drogami. W ślady ojca, właściciela jednej z najważniejszych kancelarii prawniczych, nie poszedł Stanwood Emery, kochanek Ellen, wiecznie pijany lekkoduch.  

Ciekawą formą narracji, jednym z zabiegów autora jest wplatanie w opowieść informacji niesionych przez przekaz ulicy, plotkę, wieść, prasową notatkę. Bohaterowie obawiają się porywaczy dzieci, maniakalnych podpalaczy, złodziei napadających na sklepikarzy, wypadków komunikacyjnych. Podmiot mówiący relacjonuje nam zdarzenia, przedstawia rozmowy bohaterów, ale także wnika do ich świadomości, ich oczami ukazując ulicę, napotkanych ludzi, przypadkowych przechodniów, zabudowę. Wprowadza dźwięki miasta, zapachy, wrażenia, skojarzenia i lęki.

Chociaż zaletą powieści jest różnorodność postaci i środowisk, to autor także dzięki strumieniowi świadomości odsłania duchową pustkę wielu bohaterów, która dosięgnąć może każdego bez względu na jego status majątkowy czy społeczny. Ogarnęła między innymi Joe Harlanda, „Czarnoksiężnika z Wall Street”, który skończył jako żebrzący o dolara alkoholik, przy pewnej dozie szczęścia – dozorca na budowie. Niepokoiła świetnego prawnika, George’a Baldwina, który sam o sobie mówił, że jest szczęściarzem i w interesach, karierze wiodło mu się znakomicie.

Spokoju wewnętrznego nie mogły znaleźć kobiety, szukające krótkotrwałego oparcia w ramionach mężczyzn, nierzadko przypadkowych, obiecujących jakąś stabilizację, równie niepewnych, ryzykujących jak one. Właśnie, znamienne jest to, że wiele pań pracuje, niemało w branży rozrywkowej, na scenie szukając dla siebie uznania i szczęścia. Może nawet bardziej niż pieniędzy.

Z powodu oszustw wspólników, fałszerstw, przestępstw związanych z giełdą upadają bogacze. W tym samym czasie w górę pną się zdolni przemytnicy, przestępcy, organizatorzy nielegalnego handlu alkoholem. W tych środowiskach także nie wszyscy mają powodzenie. Bud Korpenning wykorzystywany na farmie, bity w końcu zamordował swego oprawcę i zbiegł do dużego miasta. Bał się szukać stałej pracy. Skończył w wieku 25 lat samobójstwem. Mający podobne losy imigrant z Francji, Kongo dorobił się gigantycznego majątku.

Manhattan, Nowy York z powieści Dos Passosa to wielki tygiel, w którym przetapiają się nieustannie ludzkie marzenia, możliwości, majątki, wysiłki, oszustwa w żywą masę miejskiego organizmu. Nikt tu niczego nie może być pewien. Szczęśliwa, zamożna siostra bankiera Maisie Merivale pada ofiarą matrymonialnego oszusta, a dla ratowania jej reputacji najbliżsi uznają, że lepiej jest wyciszyć sprawę, niż pozwolić na wybuch skandalu. Skarżącą oszusta dziewczynę uznaje się za mało wiarygodną, a ślub zawarty w Meksyku łatwo ukryć.

Chyba najmocniej ujmuje w książce „Manhattan Transfer” impresyjność, wrażeniowość w ukazywaniu obrazów miasta i ludzkich dusz. Życie płynie swoim tempem, jednostki znaczą w nim niewiele. Przybywają do Nowego Yorku, szukając dla siebie szansy, możliwości, ale najczęściej padają ofiarą złudzeń, bezkrytycznych wyobrażeń, a może kryjącej się gdzieś wewnątrz rozpaczy domagającej się ukojenia w alkoholu, romansach, ucieczce od wszystkiego.

Dos Passos najprawdopodobniej pod wpływem Freuda pokazuje, jak wielki wpływ na poczynania ludzi ma seksualność. Żadnych skrupułów, wyrzutów sumienia nie ma z powodu niedochowywania wierności Ellen. Wyznaje nawet jednemu z przyjaciół, że chciałaby czasem być dziwką.

Nie panuje nad sobą w tej sferze także George Baldwin. Właściwie, można by rzec, że wszyscy tam się świetnie bawią, ale jednak trudno znaleźć kogoś szczęśliwego. „Manhattan Transfer” to nazwa stacji kolejowej, informuje o możliwości przesiadek pasażerów, o tym, że jest ważnym miejscem o charakterze węzła. Tytuł powieści zwraca uwagę czytelnika na zmiany, czasem przełomowe w historiach bohaterów. Jedni awansują, pną się w górę, inni trafiają do więzienia, uciekają przed aresztowaniem, bogacą się, biednieją. Wielka przesiadka.

Powieść zyskuje na głębi dzięki przedstawieniu egzystencjalnej pustki tancerki, dziennikarza, prawnika, giełdowego spekulanta. Dla współczesnego czytelnika, jak to zostało powiedziane powyżej, ma wartość świadectwa z okresu, o którym czyta się dziś w podręcznikach. Przedstawiane w nich tak zwane suche fakty dopełnia szerokim obrazem społeczeństwa. Jest wciąż aktualna. Przecież przez ostatnie trzydzieści lat w Polsce zachodziły podobne procesy, nie identyczne, ale bardzo podobne.

James Merivale, prezes banku, komentując w duchu bankructwo znanej firmy importowo-eksportowej, jednej z najstarszych i najsolidniejszych stwierdził, że interesy bankowe są o niebo lepsze. Oddajmy mu głos: „Nawet w razie strat zawsze są pieniądze, żeby nimi obracać, jakieś gwarancje… Te przedsiębiorstwa handlowe zawsze zawierają w sobie nieco ryzyka.”

Wracający z Europy po zakończeniu pierwszej wojny światowej marynarze zazdrościli dokerom zarobków w wysokości 10 ówczesnych dolarów dziennie. Sama tylko konieczność przemalowania statków handlowych na barwy ochronne dawała ogromne zamówienia firmom, co powodowało nawet wzrost stawek wynagrodzenia dla zwykłych robotników. Wojna była gigantycznym interesem. Wtedy… i pewnie dziś też tak jest.

Dla zachęty jeszcze próbka poetyckiego języka Johna Dos Passosa w tłumaczeniu Tadeusza Jakubowicza:

„Podobne do świetlików pociągi suną w ciemności przez mgliste, jakby utkane z pajęczyny mosty, dźwigi wznoszą się i opadają w swych szybach, migocą światła portowe. Niby żywica przy pierwszym przymrozku, mężczyźni i kobiety zaczynają sączyć się stopniowo o godzinie piątej z wysokich budowli dzielnicy handlowej, szary tłum zalewa metro, znika pod ziemią”.

„Manhattan Transfer” znalazł się na liście 100 najważniejszych książek XX wieku w głosowaniu zorganizowanym przez francuski dziennik „Le Monde”.

Jeśli masz ochotę wesprzeć finansowo działanie tego serwisu, przyczynić się do jego rozwoju, możesz dokonać wpłaty/przelewu na konto firmy: Sztuka Słowa PL, Tomasz Filipowicz.

Nr: 15 2490 0005 0000 4500 8617 6460 

Tytułem: SERWIS EDUKACYJNY 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *