Mel Gibson: „Przełęcz ocalonych” – opis, omówienie, opracowanie, recenzja, analiza

23 lipca, 2019 20:35 Zostaw komentarz

Wybór filmów do zestawienia najwartościowszych musi być subiektywny. Powstało tyle wspaniałych dzieł kinematografii, że nikt odpowiedzialnie nie dokona selekcji jednych do grona najcenniejszych,  by innym zamknąć tam dostęp. Bardzo często sięgając po jakiś obraz, kieruję się zbiorem niesionych przez autorów wartości. Nawet najmocniejsze przesłanie nie zrównoważy jednak artystycznej nędzy. „Przełęcz ocalonych” to znakomite kino akcji, dramat wojenny, ale przede wszystkim przekonująca, wiarygodna opowieść o niezłomnej postawie człowieka, który był wierny swoim zasadom wbrew wszystkim, a nie złamała go nawet siła amerykańskiej armii. 

Czy można wyobrazić sobie miejsce mniej sprzyjające postawom skrajnie odmiennym, indywidualistycznym niż wojsko? Oczywiście, nie. Sprawność formacji militarnych przede wszystkim zależy od karności, posłuszeństwa, szybkości zbiorowych reakcji na rozkaz.

Desmond Doss, główny bohater to postać zbudowana przez twórców lekko i precyzyjnie, poprowadzona od okresu dzieciństwa przez wczesną młodość po pierwsze najważniejsze życiowe decyzje.

Młodego Amerykanina z Wirginii ukształtowały zasady wpojone przez Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, dramatyczne wydarzenia pierwszych lat życia, rodzinna tradycja stawania do walki w chwili próby, entuzjazm młodzieży zgłaszającej się do armii.

Kiedyś w trakcie bójki z bratem uderzył go tak mocno, że prawie zabił. Był świadkiem przemocy ojca wobec matki i dzieci. To wszystko, jak ukazuje opowieść, mogło sprawić, że w chłopcu ukonstytuowały się bardzo mocne przekonania, zwłaszcza niechęć do krzywdzenia kogokolwiek. Zająłby się może medycyną, gdyby nie potrzeba podjęcia pracy.  

Miał interesującą osobowość, był dość delikatny, pogodny, naturalny, szczery, refleksyjny i skromny. Zanim zaciągnął się do armii, pokochał dziewczynę, która doceniła zalety charakteru Desmonda i, świadomie bądź nie, zachęciła go do pozostawania sobą.

Ojciec, który walczył w I wojnie światowej, stracił przyjaciół na froncie i zapłacił za służbę krajowi zdrowiem psychicznym. Stał się alkoholikiem. W tych warunkach młody człowiek zrozumiał, że powinien postępować zgodnie ze swoimi zasadami. Gdy rodzice nie mogli ukryć własnych słabości, z domowego azylu zostały zgliszcza, najważniejszym autorytetem stał się Bóg.    

Ktoś mógłby nabrać przekonania, że „Przełęcz ocalonych” to mdławy moralitet. Nic bardziej mylnego. Wszyscy bohaterowie są pełnokrwiści, sylwetki dopracowane, postaci znakomicie zagrane przez aktorów. Powstały już tysiące filmów wojennych, ale sceny walki na Okinawie są fenomenalne, nakręcone realistycznie, dynamiczne, bogate w ujęcia różnorodne, bez dłużyzn, z bliskiej perspektywy. Tak opowiedziana została historia sanitariusza, który sam ocalił 75 rannych po tym, gdy jego oddział opuścił wzgórze i przejęli nad nim kontrolę Japończycy. Wydaje się absolutnie nieprawdopodobna. Wszystko jednak jest oddane wiernie, zgodnie z faktami.

Boje na Okinawie były jednymi z najbardziej zaciętych, ponieważ zajęcie wyspy było preludium do bezpośredniego desantu na Japonię i zmuszenia przeciwnika do kapitulacji. Fanatycznie usposobieni żołnierze bili się, niewiele mając już do stracenia. Rannych zabijali, sanitariuszy brali na cel szczególnie chętnie.  

Zanim Desmond posłany został do walki bez broni, z prawem niedotykania nawet śmiercionośnego narzędzia, musiał stoczyć prawdziwy bój ze swoimi przełożonymi, kolegami, wojskowymi prawnikami. Był szykanowany, traktowany jak pospolity tchórz. Nikt absolutnie nie wiedział, co z Dossem zrobić. Gdyby po prostu nie chciał walczyć, można by było pod jakimś pretekstem odesłać go do domu, żeby nie naruszał dyscypliny i nie osłabiał ducha walki.

Chłopak żądał jednak dla siebie prawa pojechania na front. W trakcie rozprawy przed sądem powiedział o znajomych z miasteczka, którzy uznani za niezdolnych do walki odebrali sobie życie, o tym że atak na Pearl Harbour dotknął go osobiście, że jest ochotnikiem i że chce zrobić coś dobrego, gdy świat rozpada się na kawałki. Zamierzał iść do boju z kolegami bez broni i bez umiejętności posługiwania się nią.

Niezłomna wiara we własne przekonania stała się dla tego człowieka ogromnym atutem, źródłem siły i wartością dla całego oddziału w trakcie zaciętych, krwawych walk na Okinawie. Udało mu się nie tylko ocalić życie wielu kolegów, ale przetrwać i nie użyć broni do zabijania.

Desmond budził u zwierzchników odrobinę sympatii, zainteresowania nawet wówczas, gdy sprawiał im kłopot i gdy chcieli go jak najszybciej złamać, nękając rekruta, kpiąc. Jakaś głęboka wiara w przekonania, niechęć wchodzenia w konflikty, szczerość, autentyczność emanowała z osoby szeregowca. Dowódcy, podoficerowie w większości nie byli skrajnymi wojskowymi tępymi formalistami. Tłumaczyli Dossowi swoje racje, chcieli namówić do uległości, współpracy.  

Jeśli szukacie materiału do maturalnych prac i odpowiedzi, to „Przełęcz ocalonych” mówi o wolności jako wartości niezbędnej do samorealizacji i dzielenia się ze społeczeństwem tym, co ma się najcenniejszego. Film, a zwracam się tu szczególnie do lubiących tę tematykę pań, przedstawia, czym może i powinna być miłość. To więź zapewniająca wsparcie, dodająca pewności siebie, oparta na głębokim wzajemnym zrozumieniu.  Nie powinna tłamsić osobowości, a pozwalać się im rozwijać i świecić pełnym blaskiem.

Bohaterowie tego filmu wielokrotnie odwołują się w sporach do racji moralnych. Ci, którzy chcą zmusić Dossa do używania broni na polu walki, mówią również o nakazach sumienia, o biciu się w obronie słabszych, kobiet, dzieci, całego kraju, o solidarności żołnierzy i wzajemnym wspieraniu pod ostrzałem wroga. Padają nawet zarzuty o obnoszenie się z własną moralnością, o traktowanie innych z góry, kierowanie dumą.

Powołanie się na obywatelskie prawa, medale zdobyte za odwagę w poprzedniej wojnie przez ojca, sięgnięcie do konstytucji, ustawa Kongresu mają w tych potyczkach i debatach także swoją wartość. Sędzia ostatecznie wypowiada formułę: Szeregowy Doss ma prawo rzucić się w piekielny ogień walk nieuzbrojony a teraz powrócić do szkolenia na sanitariusza.

Relacje rodzinne, charaktery oraz postawy matki i ojca wywierają wielki wpływ na kształtowanie osobowości dzieci.

Szczenięce lata, pierwszy okres życia przedstawione zostało takim, jakim często bywa, gdy rodzice sami bardziej potrzebują opieki niż małoletnie potomstwo, dorastające w ciągłym strachu, upokorzeniach, kiedy rzeczywiście rozpada się świat.

Mały Desmond po kolejnej pijackiej awanturze ojca zapytał matkę: „Dlaczego on tak nas nienawidzi?” Odpowiedziała spokojnie z przekonaniem: „Nie nas, on nienawidzi siebie, czasami”.

Po wypadku w trakcie jednej z bójek z bratem, to ona też przekonywała malca, że nie ma gorszego grzechu niż pozbawienie kogoś życia. Podczas jednego z ataków wściekłości ojca nastoletni już i wyrośnięty Desmond wyrwał z ręki dawnego wojskowego pistolet. Wtedy, jak później wspominał, obiecał sobie, że nigdy nie dotknie broni. Pewnie bał się, że mógłby upodobnić się do ojca.

Trzeba przyznać, że Bertha Doss, w przedstawionej nam opowieści była osobą dzielną, nieskarżącą się na swój los i nawet starającą się nie tyle usprawiedliwiać męża, co przypominać to, co było w nim dobre, jaki był przed I wojną światową.

Młodzi czytelnicy powinni dowiedzieć się, co to jest zespół stresu pourazowego.  Najprawdopodobniej na niego cierpiał Thomas Doss. Temat był podejmowany w kinie najczęściej w związku z losami weteranów wojny w Wietnamie. Jest też ukazany w filmie „Na zachodzie bez zmian”, ekranizacji powieści Remarque’a, w duńskim przejmującym obrazie „Bracia”.

Na chorobę tę zapadali także polscy żołnierze uczestniczący w ostatnich latach w zagranicznych misjach, w Iraku, Afganistanie.

Cała historia szeregowego Dossa, jego rodziny, miłości, zmagań z regulaminem, trudnościami podczas szkolenia opowiedziana jest bardzo subtelnie, każde zdarzenie, rozmowa wnosi tu coś do budowania wiedzy widza o charakterze postaci.

Przecież uratowanie życia przypadkowej ofierze wypadku, odwiedzanie pięknej pielęgniarki w szpitalu kierowały prostą drogą młodego człowieka ku służeniu innym.

Znakomicie w rolę głównego bohatera wcielił się Andrew Garfield, kruchej budowy ciała i sugestywnym, ale dziecięcym spojrzeniu, czasem jakby skrywającym tajemnicę. Desmond na wszystkie zaczepki w wojsku reagował ze spokojem, z humorem, cierpliwie, jak wielu ludzi mających do czynienia od małego z przemocą ludzi silniejszych od nich.

No to może wreszcie, wykrztuś to pan, panie Filipowicz, dlaczego warto ten film obejrzeć? Ano dlatego, żebyście wiedzieli i pamiętali, że ludzie słabi często w rzeczywistości są silniejsi i odważniejsi od niejednego osiłka. Nierzadko trzymają się z daleka od przemocy, ponieważ doświadczyli jej jako ofiary i wolą w pełni panować nad drzemiącymi w nich demonami agresji, demonami, które mogą obudzić się w każdym.

„Przełęcz ocalonych” mówi, że lepiej nie oceniać kogokolwiek zbyt szybko. Członkowie oddziału, z niedowierzaniem zbierali dowody nieprawdopodobnych: odwagi, poświęcenia i wysiłku Dossa nazajutrz po bojowym chrzcie. Pierwowzory bohaterów, żołnierze i oficerowie żałowali tego, jak źle go potraktowali i jak skrzywdzili posądzeniami o tchórzostwo. Prawdziwy, żyjący jeszcze podczas realizacji dzieła kapitan Jack Glover wyznawał to ze łzami w oczach przed kamerą. Jego filmowy sobowtór zapewniał dzielnego sanitariusza dzień po jego wielkich dokonaniach, że nikt nie zrobił więcej dla ojczyzny niż on i że chłopcy z oddziału, którzy nie są tak religijni jak Doss, wierzą w siłę jego wiary.

Dzieło pokazuje też, że przy odrobinie dobrej woli da się pogodzić dobro grupy z odmiennymi zachowaniami jednostki, nawet jeśli początkowo wydają się zupełną fanaberią, dziecinadą, pomyłką. Wyobraźcie sobie zaciągającego się do armii chłopa, który zastrzega, że nie planuje korzystać z broni i czynić komukolwiek krzywdy. Ten, kto go przyjął, prawdopodobnie uznał, że Desmond szybko zmieni pogląd na sprawę. Wszyscy jednak zawdzięczali wiele uporowi szeregowego – sanitariusza, który skorzystał z szansy, by dowieść kolegom, po co tak naprawdę na tę wojnę pojechał. Nie żałowali. Jego obecność w kolejnej bitwie wyniosła morale oddziału na wyżyny.

W „Przełęczy ocalonych” nie brak humoru, szczególnie miły dla obserwującego jest ten z pierwszych randek chłopaka z Dorothy, przyszłą żoną. Cięty język wojskowych jako obowiązkowy element w pakiecie amerykańskiego kina wojennego nie zawodzi i nie nudzi. Komizmu dodano do potrawy tyle co trzeba, dramatu, patosu w sam raz. Znakomite widowisko i opowieść o byciu wiernym sobie wbrew wszystkim i wszystkiemu, historia człowieka, który najdosłowniej i najbardziej na serio wziął do serca przykazanie: nie zabijaj. Nie rozróżniał rannych, ratował nawet tych, których inni sanitariusze uważali na skazanych na szybką śmierć. Pomocy udzielał nawet wrogom.

Uwierzył w Boga bez żadnych kompromisów.

Dziękuję za uwagę. Zachęcam do przejrzenia całego działu „Film” na tym blogu, do którego dotrzecie, rozwijając w górnym menu zakładkę „Blog”, pierwszą od lewej. 

Przy okazji zachęcę do obejrzenia Rydwanów ognia” , dzieła ukazującego, jak wielką siłą bywa działanie w pełnej zgodzie z wiarą i najgłębszymi przekonaniami.   

Jeśli masz ochotę wesprzeć finansowo działanie tego serwisu, przyczynić się do jego rozwoju, możesz dokonać wpłaty/przelewu na konto firmy: Sztuka Słowa PL, Tomasz Filipowicz.

Nr: 15 2490 0005 0000 4500 8617 6460 

Tytułem: SERWIS EDUKACYJNY 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *