Aleksander Kamiński: „Kamienie na szaniec” – omówienie, konteksty, opracowanie, analiza, charakterystyki bohaterów, streszczenie

21 lutego, 2019 9:17 Zostaw komentarz

„Kamienie na szaniec” to nie dla każdego lektura jakich wiele. To po części wyjście na cmentarz, rozmowa z duchami, powód, by tysięczny i tysięczny raz zapytać, czy nie można było inaczej, czy nie było sposobu, by uniknąć hekatomby, koszmarnej rzezi polskich elit, polskiego żołnierza, młodzieży, mieszkańców miast, wsi, całego kraju. Autor pokazał bohaterów, ale przecież jakby zwykłych chłopaków z podwórka, ze szkoły, z obozów harcerskich, przedstawił całe mikrośrodowiska, z których wyrośli i które współtworzyli. Dlatego taka to przejmująca opowieść.  

„Kamienie na szaniec” to reportaż wojenny i poniżej kilka słów wytłumaczenia.

Reportaż – relacja z miejsca zdarzeń dokonana przez naocznego świadka lub na podstawie rozmów z naocznymi świadkami. Rozwój zawdzięcza wynalazkowi telegrafu, dzięki któremu możliwe było przekazywanie informacji na duże odległości. „Kamienie na szaniec” to reportaż wojenny. Autor znał osobiście głównych bohaterów a także wiele postaci pobocznych. Uczestniczył w szeregu wydarzeń i działań. Był dowódcą organizacji „Wawer”, której za cel postawiono przeciwstawienie się propagandzie niemieckiej i oddziaływanie na polskie społeczeństwo. Dowódcą jednego z szesnastu rejonów „Wawra” był Tadeusz Zawadzki, pseudonim Zośka.

Jak podaje Barbara Wachowicz w Przedmowie, Aleksander Kamiński pisał dzieło w roku 1943 w Piastowie, korzystając z pamiętnikarskiej relacji Tadeusza Zawadzkiego, którą bohater reportażu sporządził  w kwietniu 1943. W tekście „Kamieni na szaniec” występują także pisemne rozkazy przełożonych, czy to Komendanta Hufca Mokotów Górny, czy Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju. Wszystko to potwierdza dokumentarny charakter dzieła.

Z drugiej strony trudno nie oprzeć się wrażeniu, że utwór stał się pewnego rodzaju pomnikiem, czymś podobnym do chansons de geste, pieśni o czynach. Świadczy o tym patetyczny język, uwznioślenie zwykłych niekiedy czynności: „Trzymał mocno w dłoniach kierownicę, jechał na dobrym gazie myślami wybiegał do tych odległych, chyba sprzed stu lat czasów, kiedy w kostiumie sportowym stawał do zawodów” . Zwykła to czy niezwykła sytuacja? „Zośka” był w drodze na akcję pod Celestynowem.

A oto inny fragment: „Cóż za wspaniałe fluidy napełniały atmosferę pokojów, w których zbierała się gromadka”, a chwilę później: „Gdy przychodzić zaczęły pierwsze wiadomości o masowych zgonach w Oświęcimiu, po obszernym ważeniu sprawy jednomyślnie zajęli stanowisko, iż w polskiej walce, przeciwko zbrodniarzom pruskim należy bezwzględnie unikać metod hitlerowskich, a zachować rycerskie, polskie obyczaje”. 

Dlaczego autor posługuje się takim stylem? Możemy domyślać się. Pisał o poległych w walce, bez wątpienia o bohaterach, a jednocześnie o ofiarach wojny, okupacji, tragicznych okoliczności. Budował literacki obraz zamkniętej w trumnach młodzieży, ludzi bez wątpienia szlachetnych, niezwykle wartościowych, ale straconych na zawsze. Byli przecież jednymi z wielu, którzy, gdyby przeżyli, budowaliby kraj nowoczesny, dający więcej szans na rozwój i szczęśliwą przyszłość każdemu, bez względu na pochodzenie. 

Młodszym lub mniej zorientowanym czytelnikom chcę przypomnieć, że Polska znalazła się w kleszczach sowieckiego komunizmu, imperializmu zza wschodniej granicy i hitlerowskiego szowinizmu. Agresja i eksterminacja Polaków oraz większości obywateli RP innych narodowości miała charakter szaleństwa. Ludzie zamienili się w bestie, czego wymownym symbolem była egzekucja, w Wawrze właśnie, ponad setki niewinnych mężczyzn za to, że dwóch kryminalistów zaatakowało niemieckich funkcjonariuszy. We wrześniu 1939 roku Polska była w sytuacji bez wyjścia, porzucona przez, dbających o swoje dobro przede wszystkim, tak zwanych sojuszników, zaatakowana ze wszystkich kierunków, zbyt słaba na obronę nawet przed jednym z nich, choć są historycy, którzy uważają, że bez sowieckiego ciosu w plecy, Niemcy na wschodnich terenach RP wdaliby się w długotrwałe i groźne dla nich walki.

„Zośka”, „Rudy” i „Alek” to są zatem rycerze, bijący się w dobrej sprawie, zdradzeni jak hrabia Roland, skazani na przegraną. Najważniejszym pytaniem pozostaje to sformułowane już powyżej: czy nie można było inaczej? Jest to pytanie skierowane nie do tych chłopców, a do polityków. Polska młodzież, uformowana według wzorów walki o tak drogą niepodległość, osobowości ukształtowane w duchu patriotyzmu, ale też chrześcijaństwa, humanizmu, jednostki wrażliwe, z silnym rysem wpojonego altruizmu nie mogły zachować się inaczej. Ginęły, szły na śmierć po kolei jak kamienie rzucane przez Boga na szaniec. Nie bez przyczyny właśnie te słowa znalazły się na stronie tytułowej.

Ślepy terror stosowany przez Niemców wydał też owoce w postaci masowego charakteru polskiego ruchu oporu. Jeśli zginąć można było przypadkiem, czyż nie lepiej było wziąć udział w walce?

Trzeba pamiętać, że Kamiński jako harcerz i wychowawca chciał na pewno, by ofiara chłopców nie poszła na marne, choć w 1943 roku jeszcze nie mógł wyobrażać sobie w najczarniejszych snach, co wspomniani już sojusznicy „wynegocjowali” dla Polski. Uczestnik akcji pod Arsenałem, Rodowicz „Anoda” został skatowany przez komunistycznych oprawców już w rzekomo polskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, a było to w roku 1949, gdy „Anoda” dobrowolnie ujawnił się komunistycznej władzy jako działacz podziemia. Autor ratował co się da, na przykładzie bohaterów walki i bohaterów utworu prezentował postawy godne naśladowania. I nie czyn zbrojny był tu najważniejszy, ale harcerskie ideały, praca nad samym sobą, nad charakterem oraz chęci służenia krajowi po wojnie.

Ogromne znaczenie w budowaniu sylwetek bojowników mają te fragmenty, w których nie mówi się wcale o szkoleniu, zdobywaniu broni, walce z propagandą niemiecką czy sabotażu, ale o patriotyzmie w duchu pracy organicznej. Maciej Aleksy, Jan i Tadeusz pochodzili z rodzin inteligenckich i tu pora na dwa słowa o tej grupie społecznej.

Inteligencję stanowi warstwa ludzi wykształconych, którzy utrzymują się z pracy umysłowej. Cechuje ich też zazwyczaj większy od przeciętnego stopień wrażliwości moralnej i samoświadomości. Mówiąc wprost i krótko: mają nawyk zastanawiania się, refleksji, myślenia. Inteligentami w dawnych czasach byli kapłani, duchowni, prorocy, księża, królewscy doradcy, a później także urzędnicy, lekarze, nauczyciele, inżynierowie.

Od wieku dziewiętnastego zaczęła ta warstwa rosnąć liczebnie, a to głównie dzięki ogromnemu cywilizacyjnemu postępowi, przede wszystkim w Europie. Potrzebowano coraz więcej prawników, pracowników administracji, kierowników produkcji, zarządzających transportem. Przybywało szkół, rosła świadomość konieczności otoczenia opieką medyczną także biedniejszych warstw społeczeństwa.

W Polsce z powodu braku własnej organizacji państwowej szczególnie może mocno zakorzenił się inteligencki etos, czyli odpowiedzialność za wspólny los. Żeromskiego bez wątpienia nazwać mamy prawo pisarzem polskiej inteligencji. Przede wszystkim jej losy ukazywał w swoich powieściach. Do opisywanej tu grupy dołączała zubożała szlachta, ale też dzieci chłopskie, jak Andrzej Radek czy wywodzące się z miejskiej biedoty, nawet marginesu, jak Tomasz Judym.

Autor przytacza te wypowiedzi, w których młodzi wyrażają przekonanie, że otrzymali od losu wiele darów. To niesłychanie ujmujące, że chcieli to wykorzystać nie tylko dla siebie. Uczyli się w znakomitej szkole, zdali maturę w Gimnazjum im. Stefana Batorego, poznawali wartościowych ludzi, pedagogów, działaczy społecznych, naukowców. Pochodzili z rodzin ze świetnymi patriotycznymi tradycjami. Odebrali znakomite wychowanie. Wiedzieli, że to zobowiązuje i nie wolno im traktować wiedzy, umiejętności, pozycji społecznej jako prywatnego kapitału. „Noblesse oblige”, by przytoczyć słowa Janka Bytnara wypowiedziane jeszcze przed wojną. Znaczą: szlachectwo zobowiązuje. Wypowiadała je szlachta francuska. Przesłanie należy rozumieć tak: jeśli jesteś kimś więcej niż pozostali, to wypływają z tego faktu szczególne obowiązki.

Rzeczywiście, z opisu postaci „Rudego” wynika, że był nie tylko niezwykle i wszechstronnie uzdolnionym młodym człowiekiem, ale także wizjonerem, osobą patrzącą daleko w przyszłość i myślącą o rozwoju kraju, narodu, z nadzieją i poczuciem odpowiedzialności.

Duży wpływ na formowanie postaw uczniów miał nauczyciel „Zeus”. Patronował rozmowom o potrzebach modernizacji Polski. Przypominał o biedzie, analfabetyzmie, niskich nakładach książek.

Pod koniec rozdziału „Celestynów” znajdziecie Państwo słowa Tadeusza Zawadzkiego:

„Bo w tamtych, przyszłych czasach powstaną nowe fronty: społeczny, gospodarczy, polityczny. Ja właśnie szykuję się już teraz na jeden z tych przyszłych frontów.” Autor rozszerza tę wypowiedź, mówiąc, że „Zośka” z troską myślał o ludziach żyjących w biedzie i poniżeniu, niemających dostępu do edukacji, przyzwoitych mieszkań i wiecznie martwiących się o jutro.

Tadeusz Zawadzki przy wsparciu kolegów i ojca, wybitnego naukowca organizował kursy samokształceniowe dla młodzieży w wieku szkolnym i akademickim, zdając sobie sprawę z tego, że musi dbać zarówno o swój rozwój jak i o formację i kształcenie zaangażowanej w konspirację męskiej młodzieży. Było to już po tragicznej śmierci Janka Bytnara.

„Zośka” korzystał wiele na rozmowach z ojcem, którego martwiła przegrana polskich elit przedwojennych. Zachęcał młodzież, by była samokrytyczna, by nie powieliła błędów budowniczych niepodległej II Rzeczpospolitej.

„Rudy” jako dowódca Hufca „Sad” – Południe Grup Szturmowych Szarych Szeregów przy szkoleniu wojskowym nie zaniedbywał zadań wychowawczych. Brał udział z kolegami w dyskusjach o przyszłości, o wydobywaniu Polski z fatalnej sytuacji moralnej i ekonomicznej, jakie wywołała wojna i okupacja.

Dlaczego w niniejszym omówieniu tyle uwagi poświęcam społecznikowskiej pasji trzech harcerzy i żołnierzy? Myślę, że warto przypominać, że byli wielkimi patriotami nie tylko na czas wojny, ale też pokoju.

Dziś rzadko usłyszeć można wezwania do przemian społecznych poprzez przywracanie wysokich moralnych standardów, wśród urzędników, polityków i przedsiębiorców. Młodzież zachęca się do udziału w charytatywnych akcjach, do uczestniczenia w wolontariacie. To bardzo dobrze. Szkoda tylko, że niewielu jest dorosłych szczerze zatroskanych o wspólne dobro i szkolna dziatwa nie ma z kogo brać przykładu, snując wyobrażenia o swoim miejscu i roli w świecie. Wciąż szans na przyszłość wiele osób upatruje w emigracji, a głośne afery pokazują, że poczucie przyzwoitości zagłuszane jest przez nieprawdopodobnie wielką chciwość. Bogacenie się jest w modzie, miejmy nadzieję, że jak wiele mód utraci swoją atrakcyjność.

Trzeba przyznać, że nie brak też odważnych patriotów gotowych w imię wspólnego dobra wypowiadać krytyczne opinie, kwestionować prawdziwość oficjalnych, jednostronnych opisów rzeczywistości, budować oddolnie obywatelskie inicjatywy.

„Rodziny robotnicze po miastach nie w mieszkaniach żyją, lecz w norach, Nakłady książek w tym pięknym kraju wynoszą ledwo po dwa, trzy tysiące. Około 50 procent szkół – to szkoły jednoklasowe…” To słowa „Zeusa”, Leszka (Lechosława) Domańskiego, mgr geografii, przewodniczącego Pogotowia Harcerzy, nauczyciela trzech przyjaciół, głównych bohaterów utworu.

Społecznikostwo, czyli właśnie postawa konsekwentnego działania dla dobra ogółu ma w Polsce długą tradycję i jest reprezentowana przez wielu bohaterów lektur szkolnych. Wymieńmy: Wokulski pozytywista, Tomasz Judym lekarz – rewolucjonista, Seweryn Baryka – patriota, żołnierz, wizjoner, Cezary Baryka – lewicujący student, zatroskany o losy najbiedniejszych obrońca wolności, uczestnik wojny z bolszewikami.

Moich nawiązań do współczesności nie należy odczytywać jako deklarację wspierania jakiejkolwiek z politycznych opcji.

PLAN WYDARZEŃ

SŁONECZNE DNI

Jak sam tytuł wskazuje, autor daje nam obraz okresu w życiu bohaterów tuż przed wybuchem wojny, gdy byli pogodni, pełni planów na przyszłość, cieszyli się młodością, kształtowały się ich osobowości, talenty, umiejętności. To początek budowania sylwetek Jana Bytnara, Macieja Aleksego Dawidowskiego oraz Tadeusza Zawadzkiego. Oczywiście, celem piszącego te słowa nie jest powtarzanie wszystkiego, co zawiera książka, ale stworzenie materiału do szybkich powtórek i uporządkowania wiedzy.

„Alek” ulegający emocjom w środowisku harcerzy uczył się opanowania, a myśliciel „Rudy” zdobywał praktyczne umiejętności. Pierwszy opisany został jako dryblas o niebieskich oczach wciąż uśmiechnięty i wpadający w zachwyt przy lada okazji, spontaniczny, żywiołowy, a drugi jako urodzony intelektualista o oczach zdradzających wybitną umysłowość, z piegowatą twarzą i rudawymi włosami.

Janek Bytnar nauczył się świetnie gotować na obozach, wykonał też projekt oznaki zespołu Buków. „Alka” pociągały ryzykowne wyprawy w wysokie góry.

„Alek” i „Rudy” wychowywali się w domach inteligenckich. Ojcowie obu chłopców angażowali się w życie społeczne. Pan Bytnar urodził się w rodzinie chłopskiej i zdobył wykształcenie, dzięki czemu został wybitnym pedagogiem. Pan Dawidowski był kierownikiem fabryki. Obaj przyjaciele rodzicom zawdzięczali to, że mogli dorastać w środowisku sprzyjającym rozwojowi intelektualnemu i pobudzaniu zainteresowań sprawami kraju i społeczeństwa. Dobra szkoła, domy, harcerstwo ukształtowały ich, ale też, należy przyznać, skorzystali z szansy, by wyrosnąć na jednostki nieprzeciętne, wybitne.

Z przedmowy Barbary Wachowicz możemy więcej dowiedzieć się o rodzicach bohaterów. 23 drużyna harcerska nazywała się naprawdę Pomarańczarnią, a nazwa Buki miała utrudnić Niemcom zdobycie informacji mogących pomóc rozpracowywać polskie podziemie. Wiadomości o najbliższych zostały przez autora z tych samych powodów ograniczone. Pierwsze wydania utworu ukazywały się jeszcze w okresie okupacji.

Stanisław Bytnar walczył w I Brygadzie Legionów Piłsudskiego i odznaczony został orderem Virtuti Militari. Po wojnie był pierwszym kierownikiem Szkoły Specjalnej dla dzieci niepełnosprawnych. Matka Janka jako nauczycielka wspierała męża.

Matka Tadeusza Zawadzkiego, Leona Siemieńska była córką powstańca styczniowego. Sama w 1905 roku uczestniczyła w walce o przywrócenie polskiego szkolnictwa w zaborze rosyjskim. Józef Zawadzki, jej małżonek, ojciec „Zośki” to wybitny chemik i przed wojną rektor Politechniki w Warszawie, działacz Rady Wychowawczej Szarych Szeregów.

Wracając do tekstu Kamińskiego, „Alek” współtworzył Klub Pięciu, nieformalną grupę poszukiwaczy przygód, narciarzy i eksploratorów tatrzańskich zboczy.

„Rudy” w tym czasie rozwijał swe talenty techniczne, manualne. Skonstruował znakomity kajak, budował na obozach najlepiej ze wszystkich kładki, mostki, szałasy i trampoliny. Nauczył się doskonale tańczyć, gdy tylko zorientował się, że wszyscy wokół posiedli przed nim tę umiejętność. Co ciekawe, nie było tematu, na który nie mógłby zabrać głosu. Analizował, rozważał wciąż różne zagadnienia z obszarów życia kulturalnego, społecznego, filozofii. Wydaje się, że z trójki przyjaciół był uzdolniony najbardziej wszechstronnie.

Autor wprowadza też postać Tadeusza Zawadzkiego, nazywając go urodzonym przywódcą, posiadającym ponadprzeciętne umiejętności planowania i przewidywania. Miał delikatną cerę, jasnoniebieskie oczy, złociste włosy, subtelne ręce, pewną nieśmiałość, delikatność w relacjach z innymi. Stąd wzięło się przezwisko, późniejszy pseudonim bohatera. Posiadał rozległe zainteresowania i osiągał świetne wyniki w zawodach sportowych. Ambicja skłoniła go do nauczenia się pływania. Pomimo nawyku spędzania czasu w samotności, autorytet i pozycja Zośki w jego otoczeniu rosły.

Autor opisał krótko rozmowy przyjaciół z drużyny Buków w Beskidach podczas wyjazdu po maturze w 1939 roku. Przedstawiłem już wyżej rozważania o wyzwaniach, jakie ich czekają, pełną świadomość tego, że są w pewien sposób wybrańcami losu i że spoczywają na nich w związku z tym szczególne obowiązki.

 

W BURZY I WE MGLE  

 

Autor zwraca uwagę na ogromną różnicę między oficjalnym przekazem rządu i wojska przed wybuchem wojny a szybko wyłaniającym się z przebiegu wypadków stanem klęski. Harcerze wymaszerowali z Warszawy na skutek zarządzenia, którego celem było prawdopodobnie zgrupowanie na wschodzie rezerw potrzebnych do przeciwuderzenia.

Alek pod Dębem Wielkim wykazał się zarówno empatią, wrażliwością, przytomnością umysłu, jak i odpowiedzialnością za innych. Widząc, że nikt nie organizuje pomocy dla rannych po ataku niemieckiego lotnictwa na pociąg z cywilnymi uciekinierami, wziął sprawy w swoje ręce. Zdecydowanie zatrzymał prywatny samochód i nakazał przewiezienie pierwszej grupy poszkodowanych do szpitala.

Wyrwani z egoistycznego myślenia dorośli mężczyźni sami dalej zaangażowali się w akcję ratunkową. Młodzież we Włodawie dowiedziawszy się o wkroczeniu wojsk sowieckich na tereny RP, zaczęła wracać do Warszawy. Stolicę właśnie zajmowały wojska hitlerowskie. Oczom harcerzy ukazywała się okaleczona stolica. „Alek” wkrótce stracił ojca, który odmówił współpracy z Niemcami i już w roku 1940 jak wielu przedstawicieli polskich elit rozstrzelany został w Palmirach.

Pierwsze miesiące okupacji były okresem szukania najlepszych form walki z najeźdźcą. Kiedy już znamy wzorce, na których wychowywana była młodzież w tamtym czasie, rodziny, z jakich się wywodzili trzej przyjaciele i ich najbliżsi, nie mamy wątpliwości, że nie mogło być inaczej. Z Niemcami toczyły już wojnę Francja i Anglia, co prawda wciąż bardziej formalnie niż faktycznie, ale jednak.

„Zośka” w październiku 1939 nawiązał kontakt z organizacją PLAN, Polską Ludową Akcją Niepodległościową.  Był to początek krótkotrwałej współpracy Buków z lewicującą młodzieżą z PLAN-u. Chłopcy powielali i kolportowali pismo „Polskę Ludową” oraz drukowali na jednym z wymyślonych przez Rudego małych urządzeń karteczki, których treść po naklejeniu na niemieckie plakaty mocno dodawała ducha przygnębionym klęską mieszkańcom Warszawy. Harcerze wpuścili też gaz do ekskluzywnej restauracji „Adrii”. Po zakończeniu współpracy z PLAN-em zajmowali się kolportażem prasy i szukali kontaktu z poważną podziemną organizacją, Służbą Zwycięstwu Polsce. Zarabiali też na różne sposoby, by wspierać rodzinne finanse. „Alek” był rykszarzem, „Rudy” korepetytorem. Chłopcy pracowali jako szklarze. „Alek” był także drwalem i wraz z kolegą odkrył skład broni ukrytej przez jakiś nieznany polski oddział. Oczyścili ją razem i zakonserwowali. „Zośka” był współtwórcą domowej fabryczki marmolady. Harcerze współpracowali z Komitetem Samopomocy Społecznej, porządkowali mogiły żołnierskie. Od marca do czerwca 1940 roku rozwozili listy więźniów do adresatów  w mieście. Pod koniec 1940 i na początku 1941 pochłonęła ich działalność samokształceniowa. „Zośka”, „Rudy” i „Alek” wstąpili do Szkoły Budowy Maszyn im. Wawelberga.

Od marca 1941 roku związali się z akcją Małego Sabotażu prowadzoną przez organizację „Wawer”. Zeus zaginął podczas próby nawiązania kontaktów z harcerzami z Wilna.

W SŁUŻBIE MAŁEGO SABOTAŻU

Harcerze podjęli działania z pozoru drobne, ale wpływające budująco na postawy Polaków. Fotografowie, którzy wystawiali w witrynach zdjęcia mężczyzn w niemieckich mundurach, musieli liczyć się z koniecznością zakupu nowej szyby wystawowej. Niestety, nie udało się zniechęcić publiczności kin do chodzenia na filmy. Wywoływanie wybuchów, pożarów, zadymianie pomieszczeń nie przyniosły skutku. Powiodła się natomiast akcja przeciwko restauratorowi Paprockiemu, który przyciągał do siebie niemieckojęzyczną klientelę prowadzeniem prenumeraty pism okupanta.

Rysowanie żółwia na murach było wezwaniem do powolnej pracy w zakładach Niemców. Mały Sabotaż „Wawra” wywierał presję na 20 000 Niemców mieszkających w stolicy oraz setki tysięcy przewijających się przez miasto żołnierzy i urzędników. W miejscach publicznych pojawiał się symbol „V”, podobnie jak w reszcie podbitej Europy. Chłopcy uprzykrzyli też życie klientom sklepu z niedostępnym gdzie indziej zaopatrzeniem dla „narodu panów”. 

„Alek” i „Rudy” rywalizowali w ściąganiu flag hitlerowskich, jak największych i z jak najbardziej eksponowanych miejsc. Na murach stolicy zostawiali też symbole Polski Walczącej.

3 maja i 11 listopada umieszczali w widocznych miejscach symbole narodowe. Zdarzały się też pierwsze niepowodzenia, jak na przykład aresztowanie kolegi, Jacka. Jędrek i Marian, inni uczestnicy akcji sabotażowych, uciekli uzbrojonym policjantom niemieckim po przypadkowej wpadce, choć już byli zatrzymani.

„Zośka” był komendantem jednego z rejonów „Wawra”. Organizacja wzięła nazwę od dzielnicy Warszawy, w której doszło do masowego mordu na polskiej ludności cywilnej. Był to odwet okupanta za atak dwóch kryminalistów na niemieckich funkcjonariuszy wezwanych do interwencji przez właściciela baru, Polaka. Wyciągnięcie z domów w Wawrze, pobicie i rozstrzelanie ponad setki mężczyzn niemających ze sprawą nic wspólnego uzmysłowiło polskiemu społeczeństwu, na co zostało skazane.

„Alkowi” na początku lutego 1942 roku w biały dzień udało się zdjąć ciężką tablicę z pomnika Kopernika. Podjął decyzję, gdy zorientował się, że duże śruby łatwo się odkręcają i nikt nie zwraca na niego uwagi. Akcja była popisem brawurowej odwagi. Tablica zakrywała polski napis i głosiła, że Kopernik był uczonym niemieckim. Po zrzuceniu jej z zamocowań Alek odsunął ją i zakopał w śniegu. Po kilku dniach młodzi ludzie wywieźli stamtąd żelastwo na sankach. W ramach odwetu władze okupacyjne rozebrały pomnik Kilińskiego, bohatera powstania kościuszkowskiego. „Alek” wykupił szablę słynnego warszawskiego szewca, a był nawet gotów przejąć cały monument dzięki znajomości różnych staromiejskich chłopaków mających zasłużoną sławę spryciarzy. Doszło do aresztowania matki „Alka”, a on sam musiał wyjechać dla bezpieczeństwa na wieś. Spędzał tam czas z kochaną dziewczyną, Basią. Autor odnotowuje, że młodzieniec źle odbierał zarówno pochwały, jak i wyrazy uznania dla jego odwagi.

„Rudy” wykorzystywał swoje uzdolnienia techniczne, by usprawniać stemplowanie obwieszczeń niemieckich. Przygotował odpowiednie pieczątki i wymyślił pióro, dzięki któremu można było tworzyć napisy na wysokości kilku metrów. Popularyzacja kotwic Polski Walczącej miała na celu zdominowanie symbolu swastyki na ulicach Warszawy. „Rudy” zaimponował kolegom odwagą, gdy w centrum miasta przy placu Unii Lubelskiej na pomniku Lotnika wymalował wielki znak kotwicy.

W tym samym czasie młodzi ludzie kończyli szkoły, dyskutowali na spotkaniach na tematy społeczne, etyczne, ekonomiczne, odbywali ćwiczenia wojskowe w terenie. Liczyli, że będą mogli podjąć walkę tak jak pokolenie ich rodziców i dziadków. Marzyli też o unowocześnianiu kraju zaraz po wojnie, o odrabianiu cywilizacyjnych zapóźnieni nad Wisłą.

DYWERSJA

Było to wejście na wyższy szczebel walki, jak się okazało dla chłopców, ostatni, zakończony tragicznie. Zastanawiam się, dlaczego harcerzy skierowano do zadań dywersyjnych, właściwie – bojowych. Doktryna AK brzmiała: stać z bronią u nogi, nie podejmować niebezpiecznej walki z silniejszym o wiele przeciwnikiem, dbać o zasoby ludzkie. Autor reportażu twierdzi, że Komenda Sił Zbrojnych w Kraju zadecydowała o wzmożeniu akcji dywersyjnej ze względu na zmiany układów sił na frontach wojny. Zwycięstwo nad Hitlerem wydawało się zbliżać.

Nie jestem historykiem, a ten artykuł nie ma na celu badać zagadnień przeszłości. Przypuszczam, że pewne znaczenie miało wezwanie Churchilla, by podpalono Europę, czego wyrazem na ziemiach polskich było zrzucenie cichociemnych. Drugim czynnikiem było pojawienie się konkurencji dla AK, czyli Batalionów Chłopskich zamienionych później w Armię Ludową działającą z inicjatywy władz ZSRR. Środowiska związane z komunistami krytykowały Armię Krajową za bierność. Anglikom i ZSRR zależało na dywersji na tyłach wroga. Czy korzystne to było dla Polaków? Szukajcie odpowiedzi sami. Dużo czytajcie i nigdy nie zadowalajcie się gotowymi odpowiedziami.

Doświadczenia z Małego Sabotażu miały duże znaczenie. W mieszkaniu „Rudego” przygotowano miny do wysadzenia torów kolejowych. W nocy sylwestrowej przełomu roku 1942/1943 bojownicy wykoleili pociąg ze sprzętem wojennym wiezionym na front wschodni.

W styczniu 1943 „Rudy” i „Alek” dzięki odwadze, przytomności umysłu, sprawności fizycznej uciekli z łapanki, w wyniku której 5 tysięcy ludzi wywieziono do obozu w Majdanku. „Alek” miał nawet przy sobie materiały mogące go zdekonspirować. Pozbył się ich z zimną krwią i wyskoczył z ciężarówki na Starym Mieście.

„Alek” nie dbał o wygląd, choć zbierał w tej dziedzinie upomnienia od swojej Basi. Kiedy kupił sobie piękną skórzaną kurtkę, był z niej bardzo dumny, ale sam nie nacieszył się nią długo, ponieważ często pożyczał kolegom i w końcu jeden z nich w niej poległ.

Autor wyraża uznanie dla wyników rozwoju „Rudego”, który jako dowódca plutonu „Sad” okazał się znakomitym przełożonym i wychowawcą. Żadnemu z trójki przyjaciół zabijanie ludzi nie przychodziło łatwo. „Rudy”, kiedy pozbawiał życia esesmana, w środku miasta w asyście kolegów, najpierw przypomniał mu o zbrodniach popełnianych przez Niemców na Polakach. „Rudy” był człowiekiem wrażliwym i z natury delikatnym. Trwały też w tym okresie spotkania samokształceniowe i długie dyskusje dotyczące indywidualnego rozwoju człowieka oraz przekształcania kraju i społeczeństwa. Jan Bytnar rozczytywał się w literaturze naukowej z dziedziny nauk społecznych i humanistycznych.

„Alkowi” również pozbawienie życia kogoś pierwszy raz nie przyszło z łatwością. Szukał wsparcia dobrego spowiednika, zmagał w swoim sumieniu z zasadami wiary.

W lutym 1943 roku chłopcy przeprowadzili niesłychanie już ryzykowną akcję ewakuacji mieszkania będącego magazynem. W biały dzień w środku miasta przetrzymywali kilkaset osób na klatce schodowej. Doszło do wymiany ognia. Autor przedstawił ten epizod jako dowodów dojrzałości i zmężnienia bohaterów opowieści

AKCJA POD ARSENAŁEM

Najtrudniej pisze się o tragicznym finale walki młodych, wartościowych, bardzo obiecujących Polaków. „Rudy” został aresztowany wraz z ojcem w marcu 1943 roku. Znaleziono w mieszkaniu państwa Bytnarów podczas przeszukania wiele dekonspirujących materiałów. Janka Bytnara poddano bezlitosnemu śledztwu, torturom, ponieważ Niemcy zdawali sobie sprawę z faktu pojmania kogoś bardzo ważnego.

Członek Szarych Szeregów, „Wesoły” jako akwizytor i dostawca czekoladek z fabryki Wedla stał się bywalcem w gmachu gestapo przy alei Szucha. Mógł pozyskać informację o czasie przewożenia „Rudego” z gmachu przy Szucha na Pawiak do więzienia. Młodzi ludzie starali się uzyskać zgodę dowództwa na odbicie przyjaciela. Początkowo nie było jej. Wielu wybitnych członków podziemia niepodległościowego zostało straconych i nie starano się ich uwolnić zbrojnie, nawet Delegata Rządu.

Harcerze nie wyobrażali sobie pozostawienia przyjaciela w rękach wroga. Akcja pod Arsenałem zakończyła się sukcesem w takim stopniu, w jakim był on możliwy. „Rudy” nie mógł już odzyskać zdrowia, po walce zmarło dwóch jej uczestników w wyniku odniesionych ran. Część uwolnionych więźniów w trosce o los rodzin zgłosiła się na policję. Jak podaje Wikipedia, 140 Polaków i Żydów zostało w ramach odwetu zamordowanych przez Niemców. Tę informację autor pomija. Kilku odpowiedzialnych za śmierć Rudego gestapowców zostało zastrzelonych przez polskie podziemie.

Alek podczas wycofywania grupy, choć poważnie ranny, dwukrotnie celnym rzutem granatów torował drogę do ucieczki. Akcją dowodził „Orsza”, późniejszy naczelnik Szarych Szeregów, czyli zakonspirowanego ZHP.

„Rudy” i „Alek” umierali wśród kolegów. Lekarze nie byli w stanie im pomóc.

CELESTYNÓW

Po utracie przyjaciół Tadeusz Zawadzki przeżywał załamanie. Ojciec namówił go, by spisał wspomnienia. Nadał im tytuł „Kamienie rzucane na szaniec”. „Rudy” przed  śmiercią prosił o przeczytanie mu wiersza Słowackiego z tymi właśnie słowami. Pocieszeniem dla „Zośki” była też obserwacja dojrzewania młodszych kolegów.

„Zośka” wkrótce został poproszony o dowodzenie akcją uwalniania więźniów z transportu kolejowego. Chociaż w pobliżu stał pociąg z żołnierzami Wermachtu, to oswobodzenie ofiar niemieckiego nazizmu w pełni się powiodło.

WIELKA GRA

Autor opisał dokonania środowiska Szarych Szeregów i Grup Szturmowych. Należała do nich kradzież materiałów do produkcji bomb z fabryki na Targówku, przejęcie kontroli nad siecią megafonów ulicznych i nadanie krótkich audycji z patriotycznym przekazem i hymnem na końcu. To drugie było osiągnięciem działającego wciąż „Wawra”.

Niestety, akcja wysadzenia w powietrze mostu i zniszczenia pociągu pod Czarnocinem zakończyła się porażką i poważnymi stratami w ludziach. Pociąg przejechał bezpiecznie, a eksplozja zaledwie uszkodziła budowlę. Powrót grupy zakończył się tragicznie. Akcją dowodził Tadeusz Zawadzki.

Niebezpieczne dla organizacji mogło być także przypadkowe aresztowanie „Zośki”. Po tygodniu na szczęście udało się go z więzienia wydostać.

W nocy z 20 na 21 sierpnia 1943 roku w trakcie ataku na posterunek żandarmerii pod Wyszkowem, w Sieczychach zginął „Zośka”. Pełnił rolę obserwatora podczas akcji dowodzonej przez Andrzeja Morro. Likwidacja niemieckiej jednostki wydawała się zadaniem nietrudnym. „Zośka” po wybuchu granatu poderwał oddział do szturmu i poległ jako jedyny z grupy.

 KONTEKSTY PRZEMYŚLENIA

 

 

Harcerstwo – organizacja paramilitarna u swoich źródeł, później w znacznej mierze wychowawcza, kształtująca i skierowana na budowanie społecznej tkanki. W naszej historii harcerstwo związane było od początku z ruchem niepodległościowym.

 

Chciałbym wspomnieć przy okazji „Kamieni na szaniec” zarówno czytającym ten tekst Uczniom, jak i Nauczycielom szukającym inspiracji do lekcji, że utwór można odbierać jako kolejne świadectwo silnego republikańskiego ducha polskiej kultury. Słowo „Rzeczpospolita” to nic innego jak res publica, czyli rzecz wspólna, powszechna, współtworzona przez grupę, zbiorowość.

Pierwsza Rzeczpospolita, przedrozbiorowa budowana była przez szlachtę.

Duch republikański w tak niezwykły sposób ujawnił się z ogromną mocą w latach 1980 i 1981. Masowy ruch społeczny z silnym demokratycznym i niepodległościowym charakterem uniemożliwiał długo komunistom przywrócenie swoich reguł działania, posłuszeństwa, odzyskanie pełni władzy. Stało się to w nocy 13 grudnia 1981 roku.

Duch republikański stał za masowością ruchu oporu w okresie podwójnej okupacji. Zadecydował też, że mimo braku wsparcia z jakiejkolwiek strony, po wyniszczającej wojnie lat 1939 – 1945 podziemie antykomunistyczne było niesłychanie liczne zważywszy na okoliczności. W skrajnie trudnych warunkach uczestniczyło w nim, jak podaje Wikipedia, od 120 do 180 tysięcy ludzi. Dziś bez Wojsk Obrony Terytorialnej liczba żołnierzy polskiej armii to sporo poniżej 100 tysięcy.

Zwróćcie, proszę uwagę, że republikańskość, czyli poczucie odpowiedzialności za wspólny los, kierowała Polakami zaraz po przegranej wojnie 1939 roku. Ludzie nie czekali na ujawnienie się jakiejś nowej władzy. Brali sprawy w swoje ręce, organizowali się w setki, tysiące większych, mniejszych grup, by pokonać wroga, odzyskać wolność. Harcerzom było łatwiej, znali się wzajemnie, łączyły ich mocno wybrane świadomie wartości. Zrzeszali się jednak wszyscy, robotnicy, inteligencja, uczniowie. Państwo podziemne ukształtowało się z czasem. Współpraca z nim także miała charakter powszechny.

Zgubiona epoka

„Kamienie na szaniec” to głos z przeszłości wielkiej wagi. PRL był czasem, gdy historię najnowszą fałszowano. Z jakichś powodów władza przyzwoliła na druk książki Kamińskiego. Może dlatego, że mimo heroizmu przedstawionych w niej bohaterów ponieśli oni porażkę. Wzmocnieniu mógł ulec oficjalny, propagandowy przekaz, że tylko sojusz z ZSRR był racjonalnym wyborem i tylko walka obok komunistów przeciwko Hitlerowi miała sens.

Polacy mieli jednak dobrą pamięć. Przeciwko komunistom się buntowali. Wiedziano też, jak Armia Czerwona przyjmowała przyjazne gesty Akowców, jaki los spotkał członków niepodległościowego podziemia.

Świadectwo Kamińskiego to rodzaj intelektualno-duchowego mauzoleum. To skrawek grobowca, pomnika, niestety, jakże rozrosłego w naszej historii.  

Sądzę też, że wśród harcerzy i młodzieży Warszawy, całego kraju rósł kult Szarych Szeregów i komuniści mogli uznać, że nie wygrają z nim, więc mogą się sprytnie, nienatrętnie dołączyć.

Wartość

Utwór Kamińskiego i ofiara życia harcerzy stanowiły mocny klin wbity przeciwko propagandzie władz narzuconych przez ZSRR. Głosiła ona, że AK współpracowała z hitlerowcami. Tu i ówdzie nawet współcześnie można usłyszeć echa tych wymysłów. 

Romantyzm

W polskiej kulturze wartości niepodległościowe, wolnościowe zrosły się z religijnymi. Ksiądz Brzóska oddał życie w powstaniu styczniowym. Ksiądz Skorupka wspierał, jak wielu innych kapłanów, żołnierzy podczas bitwy warszawskiej 1920 roku, ksiądz Popiełuszko odprawiał przyciągające tłumy msze za ojczyznę na początku lat osiemdziesiątych i został zamordowany.

„Witaj jutrzenko swobody,

Zbawienia za tobą słońce!” 

(Oda do młodości)

 

„Panie, cała polska młoda

Wydana w ręce Heroda”

(Dziady cz. III)

„Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem gdzie dusza Ordona.

On będzie Patron szańców! – Bo dzieło zniszczenia

W dobrej sprawie jest święte, Jak dzieło tworzenia;”

(Reduta Ordona)

 

Ale dlaczego o tym piszę? Ach…

 

„Lecz zaklinam: niech żywi nie tracę nadziei

I przed narodem niosą oświaty kaganiec;

A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,

Jak kamienie, przez Boga rzucane na szaniec!”

(Testament mój)

Jeśli masz ochotę wesprzeć finansowo działanie tego serwisu, przyczynić się do jego rozwoju, możesz dokonać wpłaty/przelewu na konto firmy: Sztuka Słowa PL, Tomasz Filipowicz.

Nr: 15 2490 0005 0000 4500 8617 6460 

Tytułem: SERWIS EDUKACYJNY 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *