Analiza porównawcza i interpretacja: Jan Kochanowski „Do gór i lasów”, Leopold Staff „Przedśpiew”

28 listopada, 2018 8:41 Zostaw komentarz

„Do gór i lasów” oraz „Przedśpiew” to utwory refleksyjne, w których człowiek ukazany został jako istota mogąca osiągnąć pełnię doznań, nacieszyć się życiem i zrozumieć świat.

Podmiot liryczny zarówno w dziele Staffa, jak i we fraszce Kochanowskiego dzieli się swoją mądrością, która wyrosła z bogatego doświadczenia długiego życia, a uważny czytelnik dostrzeże w niej także wpływy europejskiej myśli filozoficznej.

Podobny w obu utworach jest szacunek i podziw dla świata.

 

Otwierająca tekst Kochanowskiego formuła: „Wysokie góry i odziane lasy!” brzmi jak zwrot do króla „najjaśniejszy panie”. „Góry” są „wysokie”, „lasy” „odziane”. To nie byle jakie pagórki czy lasek. Liczba mnoga też ma tu swoje znaczenie. Jako kontekst można przywołać hymn dziękczynno-pochwalny „Czego chcesz od nas Panie, za Twe hojne dary?” Świat doczesny jako dzieło mądrego Boga jest piękny. To w nim znajduje się, można rzec „na swoim miejscu”, zajmujący godną pozycję człowiek, szczęśliwy, spełniony i rozumny.   

„rad na was patrzę, a swe czasy / Młodsze wspominam, które tu zostały” Fragment ten brzmi jak zapewnienie, że podmiot liryczny jest częścią natury, przynależy do niej, czerpie obficie, a wzajemne związki układają się harmonijnie.

 

„Czciciel gwiazd i mądrości, miłośnik ogrodów,

Wyznawca snów i piękna (…)

 

Bo żyłem długo w górach i mieszkałem w lasach”

 

W „Przedśpiewie” wybrzmiewają podobne motywy: piękno świata zachwyca i budzi cześć. Szybko też pojawia się uznanie dla dzieł człowieka. Ogród przecież jest połączeniem darów przyrody z pracą i pomysłowością projektanta i robotnika. Tu także podmiot liryczny od początku mówi o swoim podziwie dla rzeczywistości, o zadowoleniu i szczęściu. Jest czcicielem i wyznawcą, a zatem niemal poddanym majestatowi świata. Przypomina się formuła „wysokie góry i odziane lasy”. Dobrze zatem znaleźć swoje miejsce, zrezygnować z wygórowanych aspiracji, to może wręcz warunek szczęścia.

 

Tym, co równie mocno, jak stosunek do świata, łączy oba liryczne wyznania jest odnoszenie się z uznaniem do własnych przeżyć, doświadczeń, całej przebytej drogi. Przesyca je głęboka akceptacja, a nawet wdzięczność. Podmiot liryczny autotematycznej, autobiograficznej fraszki „Do gór i lasów” wymienia miejsca, które odwiedził i zajęcia, których się podejmował. Niczego nie żałuje, w różnorodności widzi wartość. Nie martwi go, że w szeregu wyborów i prób odnalezienia stabilizacji widać pewną przypadkowość, chaos. Wszystko puentuje porównanie do greckiego bożka wodnego Proteusa, mitycznego symbolu zmienności. Podsumowanie tekstu ma po części charakter rady: „z tym trzymam, kto co w czas uchwyci”. Wspieram, rozumiem, solidaryzuję się z tym, kto korzysta z wszystkiego, co przynosi los, czas. Afirmatywny, pełen zgody stosunek do życia, które niesie także niespodzianki, sprawia, że bohater nie czuje się zubożony, pokrzywdzony, a zawsze usatysfakcjonowany.

 

Podmiot liryczny „Przedśpiewu” jest także syty doświadczeń. Nie przedstawia ich tak szczegółowo jak jego odpowiednik z „Do gór i lasów”. Wydaje się być kimś niemal odrealnionym. Z jednej strony przecież uczestniczył w godach, na które boska sztuka zaprasza swych wybrańców, a z drugiej żył długo w górach i lasach. Niczym astrolog czcił gwiazdy, jak filozof – mądrość. Podkreśla, że kosztował wszystkiego, co dostępne jest ludzkiemu doświadczeniu. Czyni wyraźniejszym sens takiej postawy przy pomocy formuły: „Żyłem i z rzeczy ludzkich nic nie jest mi obce.”  Brzmi ona jak wyznanie Terencjusza powtórzone przez Erazma z Rotterdamu, które stało się mottem humanistów. Zastanawia nas, czy w kreacji bohatera „Przedśpiewu” nie widać motywu postaci nadczłowieka. Staff przez pewien czas pozostawał pod wpływem nietzscheanizmu, a podmiot liryczny przedstawia siebie jako tego, kto sprostał wszelkim próbom, odpowiedział na wszystkie trudne pytania i uczyniło go to jeszcze silniejszym. W wierszu widziano także echa franciszkanizmu, nasyconej pokorą postawy zgody na świat, akceptacji trudności i cierpienia, łagodności w relacjach z człowiekiem i naturą.

Kto ukochał piękno, ogrody, mądrość, sztukę zapewne jest epikurejczykiem. Inspiracje płynące z dorobku tej grupy filozofów są aż nazbyt widoczne. Podmiot liryczny ujawnia także oblicze stoika. Wygłasza pochwałę życia pomimo tego, że niesie ono czasem zawody, gorycz i ból. Do wszystkiego stara się zachować jednakowy dystans. Zgodnie z zaleceniami Arystotelesa szuka złotego środka między przeciwieństwami: we łzach widzi słodycz smutną, dobroć chorą w grzechu. To kochający życie mędrzec.

W intelektualnych zasobach przemawiających do nas myślicieli, którzy ukochali życie widać te same źródła. Kończąca fraszkę Kochanowskiego zachęta, by korzystać z tego, co niesie życie, kojarzy się z wezwaniem Horacego: carpe diem. Rzymski mistrz polskiego renesansowego poety w harmonijny sposób łączył w niej mądrość stoików z postawą epikurejską. Nie warto martwić się o jutro, na które wpływ nasz jest ograniczony, a na pewno warto spędzać czas przyjemnie. Stoicyzm zatem i epikureizm wskażemy w postawach bohaterów obu utworów, ducha klasycyzmu także. Znamienny pod tym względem jest tytuł „Przedśpiew”. Źródła liryki związane są z muzyką. Autorem słów „Sobie śpiewam a Muzom” jest Kochanowski, przedstawiciel pierwszej epoki w dziejach, w której świadomie zwrócono się ku dorobkowi antyku jako zbiorowi doskonałych wzorców.

„Przedśpiew” nie jest tak związany z biografią autora, jak „Do gór i lasów”. Znajdziemy w nim może więcej niż we fraszce przemyślanego materiału do zastanowienia. Autor pozostawił nam wiele znakomitych zestawień. Życia tajń i mądrość, milczenie i pieśń, smutek i pogoda, śmierć i narodziny, łzy i wino. Podmiot liryczny z „Do gór i lasów” wypada tu jako bardziej niefrasobliwy, taki renesansowy lekkoduch 🙂 .  Na końcu zaznacza, że nie jest osobą młodą, srebrne nici to siwizna. Mimo upływu lat zapewnia o swej otwartości na nowe doświadczenia. Nie martwi się o jutro.

Dla młodszych czytelników może dwa słowa o stoicyzmie i epikureizmie. Stoicy zalecali zachowywanie jednakowego stanu ducha bez względu na okoliczności. Przestrzegali, by nie popadać w euforię, gdy spotka nas coś wspaniałego, ani w rozpacz, gdy dzieje się źle. Zachęcali, by wyrzec się lęków czy pragnień, wszelkich skrajnych emocji. Uczyli, by wewnętrznie uniezależnić się od losu i praktykować cnotę, rozumianą jako suma takich zalet jak mądrość, skromność, sprawiedliwość. Epikurejczycy uważali, że dla odczuwania szczęścia kluczowe są przyjemności. Namawiali do niehamowania tego, co naturalne i rozwijania tego co dobre. Idealne życie dla Epikura oparte było na pobycie na wsi w gronie przyjaciół, taki nasz współczesny slow life bez wyprzedaży.  🙂

Pełne światła nadziei są oba omówione tu utwory. Jest w nich ukochanie świata i zaufanie dla ludzkiego umysłu, także wiara w poznawcze możliwości człowieka. To małe pomniki kultury rozumu niosące zachętę, by w przeszłość patrzeć z wdzięcznością, a w przyszłość z optymizmem. W „Przedśpiewie” to zdecydowanie bardziej umiarkowany optymizm. 🙂  Przypomnę, że u Kochanowskiego jest „zaledwie” motyw starości, gdy u Staffa i „zwątpień mrok”, i „konający”, i „mogilne kopce”.

DO GÓR I LASÓW

Wysokie góry i odziane lasy!

Jako rad na was patrzę, a swe czasy

Młodsze wspominam, które tu zostały,

Kiedy na statek człowiek mało dbały.

Gdziem potym nie był? Czegom nie skosztował?

Jażem przez morze głębokie żeglował,

Jażem Francuzy, ja Niemce, ja Włochy,

Jażem nawiedził Sybilline lochy.

Dziś żak spokojny, jutro przypasany

Do miecza rycerz dziś miedzy dworzany

W pańskim pałacu, jutro zasię cichy

Ksiądz w kapitule, tylko że nie z mnichy

W szarej kapicy a z dwojakim płatem;

I to czemu nic, jesliże opatem?

Taki był Proteus, mieniąc się to w smoka,

To w deszcz, to w ogień, to w barwę obłoka.

Dalej co będzie? Srebrne w głowie nici,

A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci.

PRZEDŚPIEW 

Czciciel gwiazd i mądrości, miłośnik ogrodów,

Wyznawca snów i piękna i uczestnik godów,

Na które swych wybrańców sprasza sztuka boska:

Znam gorycz i zawody, wiem, co ból i troska,

Złuda miłości, zwątpień mrok, tęsknot rozbicia,

A jednak śpiewać będę wam pochwałę życia –

Bo żyłem długo w górach i mieszkałem w lasach.

Pamięcią swe dni chmurne i dni w słońca krasach

Przechodzę, jakby jakieś wielkie, dziwne miasta,

Z myślą ciężką, jak z dzbanem na głowie niewiasta,

A dzban wino ukrywa i łzy w swojej cieśni.

Kochałem i wiem teraz, skąd się rodzą pieśni;

Widziałem konających w nadziejnej otusze

I kobiety przy studniach brzemienne, jak grusze;

Szedłem przez pola żniwne i mogilne kopce,

Żyłem i z rzeczy ludzkich nic nie jest mi obce.

Przeto myśli me, które stoją przy mnie w radzie,

Choć smutne, są pogodne jako starcy w sadzie.

I uczę miłowania, radości w uśmiechu,

W łzach widzieć słodycz smutną, dobroć chorą w grzechu,

I pochwalam tajń życia w pieśni i w milczeniu,

Pogodny mądrym smutkiem i wprawny w cierpieniu.

Zachęcam do zapoznania się z treścią wpisu klasycyzm  oraz z analizami, interpretacjami tekstów Kochanowskiego i Staffa. Proszę posłużyć się spisem treści lub skorzystać z wyszukiwarki. 

Jeśli masz ochotę wesprzeć finansowo działanie tego serwisu, przyczynić się do jego rozwoju, możesz dokonać wpłaty/przelewu na konto firmy: Sztuka Słowa PL, Tomasz Filipowicz.

Nr: 15 2490 0005 0000 4500 8617 6460 

Tytułem: SERWIS EDUKACYJNY 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *