Jonasz Kofta: „W moim domu” – analiza, interpretacja, opis i różne ujęcia patriotyzmu

19 października, 2018 7:50 Zostaw komentarz

 Jonasz Kofta – zdjęcie z serwisu Wikipedia

Wielkimi krokami nadchodzi rocznica, stulecie odzyskania niepodległości. Nauczyciele szukają scenariuszy na okolicznościowe lekcje, akademie na cześć. Oficjele, urzędnicy, notable od zmysłów odchodzą, dręcząc się pytaniem „Jak uczcić? Jak uczcić?” Śpieszę z odpowiedzią. To utwór na temat, jeden z najpiękniejszych, jaki znam. Poeta trochę zapomniany. Jonasz Kofta i jego niezwykły, wzruszający, wolny całkowicie od sztucznego patosu: W moim domu. 

Kilka można wymienić lirycznych arcydzieł, które w kanonie światowej literatury zostały zapisane, a łączy je podobna budowa, konstrukcyjne spoiwo. Autorzy oparli teksty na bezpośrednim zwrocie do kogoś bardzo bliskiego, uczynili z nich rodzaj przemowy lub część rozciągniętego na miesiące i lata dialogu. Głębokie relacje są wszak długim szlakiem myśli do siebie adresowanych, rozmów wypowiedzianych i wstrzymanych, wspólnej zadumy i wspólnych przeżyć.

Proszę sobie przypomnieć „Do Leukonoe” Horacego, ale też „Do Deliusza”, „Do Postuma” lub szokującą „Padlinę” Baudelaire’a. Na stronach Klasyki Literatury i Filmu omówione zostało Nic dwa razy się nie zdarzaSzymborskiej, w którym od czwartej zwrotki dopiero, ale jednak, widoczne jest wykorzystanie zabiegu skierowania wypowiedzi do konkretnej osoby, z którą podmiot liryczny pozostaje w bardzo bliskim, intymnym nawet, związku.

„W moim domu” – chyba już przeczytaliście Państwo. 🙂

 

„Tyle lat jesteśmy razem, miła, wybacz

Ale wszystko tak jak trzeba chyba nie jest

Gdy musimy się codziennie przekonywać

Że ty dla mnie, ja dla ciebie, istniejemy”

 

Słowa niemal wyjęte z rozmowy pary o tak zwanym długim stażu. Podmiot liryczny to mężczyzna, który rozpoczyna trudną dla obojga rozmowę. Na końcu pierwszego wersu znajduje się ważne: „wybacz”. Nie chce kochanki, partnerki lub żony urazić, ale daje do zrozumienia, że postawienie spraw jasno i otwarcie jest konieczne. Coś się od dłuższego czasu odkładało, gromadziło, kumulowało. Para przeżywa trudny okres, do nieporozumień dochodzi codziennie. Obojgu jednak na związku zależy, skoro cały czas przekonują się wzajemnie, że są tylko dla siebie: „ty dla mnie, ja dla ciebie istniejemy”. Proszę zwrócić uwagę na charakterystyczną dla niełatwych rozmów formułę otwarcia: „wszystko tak jak trzeba chyba nie jest”. Bardzo ogólnikowe, zatem zadrażnień, urazów, pretensji zebrało się wiele. Mężczyźnie zależy na NIEJ. Przecież zaczyna, nie chce chować problemów.

W drugiej strofie padają słowa może nietypowe już dla codziennych utarczek, ale wciąż jeszcze mieszczące się w konwencji dialogu kochanków: „tyś jest wieczna i jedyna”.  Czasem zrozpaczeni panowie potrafią przeszarżować, starając się uniknąć wybuchu. „Jedyna” jest jak najbardziej na miejscu, „wieczna” zdecydowanie mniej. Podmiot liryczny, mężczyzna odsłania pierwszą z przyczyn niemiłych zmian w relacji. Sercom, tak jak słowom, zagroziła rutyna, zniechęcenie i niedokrwistość. Słowa były zatem tylko słowami, zbanalizowały się, stały zbyt łatwe, wyblakłe, bez barw i siły. Oczywiście, mężczyzna na początku zapewnił, jakby wiedział, że to najważniejsze zaklęcie: „przecież nie mam żadnej innej poza tobą”.

„To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój”. Mistrz słowa, geniusz! Czyż w naszych domach nie pada między bliskimi najczęściej właśnie ta formuła? „Daj mi spokój”! Jesteśmy zatem dalej w oku małego cyklonu. Domowa awanturka. Mężczyzna zna ulubione zajęcia ukochanej, z którą związał życie. Ona na wiosnę chce zająć się ogrodem. Dba o dom. To chyba dobrze. Do wiosny jeszcze w tej analizie wrócimy. Pojawiła się nieprzypadkowo właśnie ona.

„Ale wiesz, bywają różne pory roku

A tak życia jak tapczana nie ustawisz”

Jonasz Kofta konsekwentnie buduje postać podmiotu lirycznego, stylizując go na zwykłego, przeciętnego człowieka, mieszkańca bloku, może małego domku, w którym wyzwaniem jest niekiedy zmieszczenie najniezbędniejszych mebli. Popatrzcie, proszę, jakie ma ten człowiek skojarzenia? Życie porównać do tapczana? Kiedy dalej w tej analizie będziemy szukać tonu wzniosłego, patetycznego, przypomnijmy sobie ten mebelek.

Pierwsze dwa wersy czwartej strofy. Tu zwraca uwagę metafora: niebo ciąży chmurnie nad głowami. Złe nastroje, kłopoty wiszą nad głowami, by użyć innej przenośni, znanej z codziennej polszczyzny.

„Ja dla ciebie chyba zawsze byłem durniem

Co nic nie wie, nic nie czuje, nic nie pojmie”

Zawyżona ocena bohaterowi nie zagraża. Czuje, że partnerka go „przerasta”. Może jest bardziej inteligentna, błyskotliwa, wykształcona. Mężczyzna ma prawo obawiać się, że w duchu nim lekko pogardza. Podmiot liryczny zaprzecza jednak temu, że nie myśli i nie rozpoznaje tego, co ważne.

W piątej strofie bohater, nie doczekawszy się godnej reakcji ukochanej, idzie krok dalej. Nazywa wprost przyczynę niesnasek i wychłodzenia temperatury związku, jak to się dziś często nazywa. Ujawnia też swoją determinację, odwagę. Przeczytajcie jeszcze raz:

„Nie ma takiej gorzkiej prawdy, moja miła

Która dla mnie byłaby nie do zniesienia

Jeśli rzecz nam jaka serca podzieliła

To naiwne i tchórzliwe przemilczenia”

Bohatera nie postrzegamy już jako szarego, zakompleksionego przeciętniaka. „Nie ma takiej gorzkiej prawdy/Która dla mnie byłaby nie do zniesienia”. On walczy o tę miłość. Zna też życie od mniej pięknych stron. W trzecim wersie widzimy świetną metaforę. Jonasz Kofta znakomicie wykorzystywał potoczną polszczyznę jako literackie tworzywo. Pozostawił nam jednak szereg zachwycających, ujmujących prostotą metafor. W języku jest związek frazeologiczny: coś dzieli kogoś. Dzielą nas przekonania, poglądy, status majątkowy. A tu: „jeśli rzecz nam jaka serca podzieliła”.

„Naiwne i tchórzliwe przemilczenia”. Bohater jest zdecydowany, wie, o czym mówi, nie zrzuca winy na partnerkę, przyjaciółkę, swoją miłość, do której, cały czas odnosi się z czułością, choć jest stanowczy i z każdą strofą bardziej konkretny.

„Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów

Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę

Chyba prawo mam, by w moim własnym domu

Więcej w oczy mi patrzono, mniej na ręce”

Drugi wers to mocny powrót autora do konwencji kłótni partnerów. „wykręcić numer” to, oczywiście, zwrot z języka mówionego. Bohater się zezłościł. Domaga się uwagi ukochanej, zabrania głosu. Proszę o zwrócenie uwagi na częściej występujące w polszczyźnie codziennej niż literackiej słówko: „chyba”. Pełni ono rolę łagodzącą w argumentacji, jest znakiem gotowości do ustępstw, uwzględnienia głosu przeciwnika, zachęceniem go do zastanowienia się, odwołaniem do zbiorowych przekonań.

„Chyba jedno przewinienie nie powinno przesądzać o złej ocenie z zachowania” –  mógłby powiedzieć wychowawca broniący podopiecznego na radzie pedagogicznej. Chyba mogliby go wysłuchać. 🙂

W przedostatniej strofie pojawiło się wyrażenie mocne: w moim własnym domu. Mężczyzna powołał się na swoje prawo. Dalej wyznał, że czuje się krzywdzony, nawet poniżany. Ktoś podejrzewa go o kradzież, nieuczciwość, stara się go kontrolować, nie ufa mu, ponieważ nie patrzy w oczy. Autor korzysta ze znanych stałych związków frazeologicznych.

Ostatnia zwrotka to odkrycie tajemnicy, poetycki koncept staje się  w pełni jasny. Mężczyzna zostanie z ukochaną, ona jest na pewno najważniejsza, choć czasem musi mieć jej naprawdę dość. Proszę wybaczyć mi to potoczne sformułowanie z końca poprzedniego zdania.

Trzy raz słowo „moja”.

„Moja miła, moja droga

Moja Polsko”

Ta żmudna, nieco nużąca analiza przede wszystkim przeznaczona jest dla uczniów, maturzystów zwłaszcza. Staram się nauczyć ich wnikliwości, dokładności, nawyku przypatrywania się każdemu słowu. Na lekcjach gromię za „zawieszanie sądów w powietrzu”, przedstawianie wniosków bez przykładów i „dowodowego” materiału.

A teraz może będzie lżej i ciekawiej. W analizie i interpretacji należy oddzielić kontekst od reszty pracy. Pochodzi on bowiem spoza tekstu. Wiersz Kofty ma wciąż, jak sądzę, ogromną siłę bez względu na to, czy czytający zna jego biografię i czasy, kiedy dzieło powstało. Wiedzy jednak nigdy dość.

Kofta jest autorem wspaniałych piosenek, przebojów „Wakacje z blondynką”, „Jej portret”, „Kwiat jednej nocy”, „Radość o poranku”. Przez wiele lat przejeżdżałem pod Warszawą obok sklepu z roślinami do sadzenia i narzędziami do ogrodów, nad którym widniało wezwanie poety z jednej z jego piosenek: „pamiętajcie o ogrodach”.

Jako satyryk i kabareciarz odważnie pokazujący realia życia w PRL-u znosił mniejsze lub większe szykany władzy. W omawianym utworze możemy to między wierszami wyczytać.

Młodzież nie zna warunków, w jakich żyli Polacy w czasach komunizmu. W poszczególnych dziesięcioleciach były inne. Lat siedemdziesiątych nie da się porównać z epoką stalinizmu. Zbrodnie polityczne, bicie na komisariatach, odmowa wydania paszportu, drukowania utworów nie znikały z praktyki władzy wobec obywateli aż do 1989 roku. Twórcy rozwijali talent posługiwania się ezopowym językiem, a słuchacze i czytelnicy „wyłapywania” zapisanych „między wierszami” podtekstów.

Wiersz Kofty jest jednak doskonały pomimo upływu lat i zmian w życiu publicznym. Nade wszystko, autor napisał utwór na temat sprawiający trudność mistrzom. Kojarzy się on bowiem z martyrologią, bohaterstwem żołnierza, wysiłkiem konspiratorów i pozytywistów, a z tym trudno się mierzyć. Z drugiej strony przywodzi na myśl ucukierkowane rymowanki dla dzieci w przedszkolu. 

Przede wszystkim dzięki wykorzystaniu znanej wszystkim formy kłótni kochanków, małżonków przekaz nabrał niezwykłej prawdziwości, szczerości. Czym jest bowiem ojczyzna, jeśli nie wspólnym domem, miejscem, gdzie krzyżują się, nakładają na siebie, czasem ścierają interesy? Czyż nie tu realizowane są potrzeby lub dla kogoś, czegoś ponoszone wyrzeczenia? A jeszcze ponad to wszystko istnieje więź trudna do nazwania, bardzo silna i głęboka, dla obojętnych nie do wytłumaczenia, dla odczuwających nie do zanegowania.

Polska to byt realny, choć relacja z nią dla bohatera naznaczona jest jakąś skazą, błędem, bólem. Związek z nią nie układa się tak, jakby sobie tego życzył. Czuje, że przynajmniej część winy leży po jego stronie. Irytuje go, że nie są wobec siebie szczerzy, że miłość zagłuszyła rutyna i codzienne niesnaski. Kocha ją i na pewno nie porzuci. Słowo „moja” , podobnie jak „dom” jest tu kluczowe. Bibliści uczą, że słowa Adama po przebudzeniu wypowiedziane na temat Ewy: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!” to wyznanie miłości ujęte w formule nazywającej bliskość.

„To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój

A na wiosnę grządki zasiać i zagrabić”

Jakże mocno kojarzy się to z „Herostratesem” Lechonia, z wyrażoną tam tęsknotą za normalnym życiem, poezją, wolnością od narodowego męczeństwa.

Ja nie chcę nic innego, niech jeno mi płacze 
Jesiennych wiatrów gędźba w półnagich badylach; 
A latem niech się słońce przegląda w motylach, 
A wiosną – niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę.

 

PATRIOTYZM – jakże trudno się o nim pisze.

 

Rzadko na moich wargach –

Niech dziś to warga ma wyzna

Jawi się krwią przepojony,

Najdroższy wyraz: Ojczyzna.

 

Widziałem, jak się na rynkach

Gromadzą kupczykowie,

Licytujący się wzajem,

Kto Ją najgłośniej wypowie.

 

Tyle mistrz Kasprowicz.

O patriotyzmie czasem mówić nie wypada. Jonasz Kofta sposób znalazł.

 

 

Konnica ma rabaty pełne galanterii
Lansjery-bohatery! Czołem kawalerii’
Hej, kwiaty na armaty! Żołnierzom do dłoni!
Katedra oszalała! Ze wszystkich sił dzwoni.
Księża idą z katedry w czerwieni i złocie.
Białe kwiaty padają pod stopy piechocie.
Szeregi za szeregiem’ Sztandary’ Sztandary’

A On mówić nie może’ Mundur na nim szary

Fragment utworu „Piłsudski” Jana Lechonia

Mówienie o patriotyzmie jest albo krępujące, albo zawstydzające. To chyba uchwycił Lechoń. Przedwojenny poeta skojarzył też wielki tryumf wspólnej sprawy, świąteczny przepych, patos oprawy z szarością, skromnością, zwykłością człowieka. Pozostawmy może na marginesie, czy marszałek zawsze był człowiekiem skromnym. Badamy słowa i utwory, uczucia i sensy. W analizowanym wyżej wierszu Kofty patriotyzm ukazany został jako coś realnego i bliskiego sercu niewyróżniającego się, przeciętnego człowieka.

Żeromski w „Przedwiośniu” nie bez powodu pisał o bezrolnych i małorolnych polskich chłopach, którzy ponieśli wielkie ofiary w obronie granic i umacnianiu państwowości, a ojczyzna nie śpieszyła się, by się o nich zatroszczyć. Może właśnie szacunek tym najskromniejszym należy się największy. Patriotyzm nie może być nade wszystko czymś na pokaz, okolicznościową laurką i pustym frazesem. To go zabija, a żyje przecież naprawdę. Przykładem niechże będzie fragment „Przedwiośnia”

„Gdy wśród ataków kaszlu Lulek z furią twierdził, iż wyrazu „patriotyzm” używa się dziś po to tylko, żeby wśród najciemniejszych mas budzić najciemniejsze instynkty, gdyż ci, którzy zażywają tego słowa, tej rzekomej idei, pokrywają nim tylko swoje interesy materialne, chodzi im bowiem o to, ażeby tym frazesem uśpić, znieczulić, zniweczyć czujność mas i utrzymać w swych rękach bogactwa i władzę — Cezary widział, że znowu Lulek „nie ma tak dobrze”. Było jeszcze cosik nadto. Nie umiał tego wyłożyć na stół, ale to było.”

„Kopce graniczne sypała przede wszystkim przeszłość. I to nie przeszłość militarystyczna, lecz właśnie pokojowa, potulna, niewinna, przeszłość ogromu prac cichych w zakresie rzeczy subtelnych. Pojęcia o tej przeszłości Cezary nabrał w swym pochodzie antybolszewickim w poprzek i wzdłuż rubieży polskich, gdy widywał porabowane biblioteki, porozbijane dzieła sztuki, potłuczone witraże, szczątki, ułamki, druki, papiery. Nabrał tego pojęcia w rozmowach z Gajowcem. Gdy Gajowiec o tym wszystkim mówił, Cezary zżymał się i protestował. Gdy zaś Lulek nic o tym nie chciał wiedzieć, nie doceniał, nie interesował się — wyłaziło to spod ziemi i ukazywało niezupełność, ułomność, a nieraz śmieszną symplistyczność tez Lulka.”

Kiedy nastąpiły w Polsce ważne zmiany polityczne, zastanawiałem się, jak najlepiej patrzeć na  zagadnienie patriotyzmu, by uniknąć sztucznego patosu, a jednocześnie nie godzić się na pogrzebanie tematu. Myślałem, że dobrą propozycją może być traktowanie patriotyzmu po prostu jako wyższej formy egoizmu, zwłaszcza że atmosfera rozwijającego się z powodzeniem kapitalizmu raczej zachęcała do przyjmowania postaw skrajnie indywidualistycznych. Odwagi dodała mi myśl znanego futurologa Francisa Fukuyamy, który przestrzegając przed rozwojem globalizacji, zauważył, ku mojemu zdumieniu, że tylko silne państwa narodowe ze swoim organami, instytucjami mogą zrównoważyć te wielkie niekontrolowane procesy.

A oto inny odblask patriotyzmu.

„Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie:

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,

Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie

Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.”

Współcześni emigranci wiedzą to bardzo dobrze. Zapraszam na stronę polskiej organizacji patriotycznej z Wielkiej Brytanii Patriae Fidelis. W zapisanych na stronie www słowach o patriotyzmie nie czuje się żadnej fałszywej nuty:

„Nasza działalność ukierunkowana jest na wieloletnią pracę u podstaw. Nie uważamy, że jednego dnia wszystko zmienimy. Dlatego przeprowadziliśmy dziesiątki akcji i wykładów umacniających Polaków w duchu patriotycznym i budujących dobre polsko-brytyjskie relacje.”

Wspaniali młodzi ludzie.

Dla Norwida ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek, a dla Tuwima ojczyzna to polszczyzna.

Pisałbym jeszcze długo. Temat na pewno powróci.  

 

 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *