Adam Mickiewicz:”Pan Tadeusz” – omówienie, opracowanie, analiza, streszczenie, opis

25 sierpnia, 2018 21:07 Zostaw komentarz

 „Koncert Jankiela” autorstwa Jana Czesława Moniuszki

Długo mobilizowałem się do omówienia „Pana Tadeusza”. Tekst nie znika z list szkolnych lektur obowiązkowych, choć współczesne gusta, literackie mody, sposób dokumentowania rzeczywistości: fotografią, filmem, krótkim komentarzem, memem oddalają nas od dzieła Mickiewicza. Tłumaczę zawsze uczniom przymuszanym do poznawania podstarzałej klasyki, że nielubiane przez nich dzieła kiedyś były bestsellerami. Widziano w nich ogromną wartość. Może warto jej znów poszukać? Czułem się w obowiązku zmierzyć z poematem Mickiewicza, a efekty tej próby Państwu przedstawiam. Starałem się przybliżyć utwór współczesnemu czytelnikowi, młodzieży zwłaszcza. Czy się powiodło? Proszę sprawdzić.  

WSTĘP DO OMÓWIENIA

Zapraszam do wspólnej lektury, mam ochotę napisać: wędrówki przez tekst. W istocie, będzie to coś w rodzaju podróży, wspólne czytanie.

„Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie:

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,

Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie

Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.”

Dlaczego „Litwo”? Cofnąć wypada się na krótko do dawniejszych jeszcze niż akcja poematu czasów. Rzeczpospolitą dawną, z epoki Jagiellonów i późniejszych władców elekcyjnych nazywa się wielkim projektem cywilizacyjnym w tej części Europy. Kultura wypracowana w państwie polskim przyciągała do siebie wyższe warstwy z ościennych krajów. Unia Polski i Litwy spowodowała, że w jej granicach znaleźli się Słowianie i Bałtowie. Kazimierz Wielki, ostatni z dynastii Piastów, poszerzył granice państwa na południowym wschodzie. Stało się to na drodze dziedziczenia. Do tak powiększającej się wspólnoty z własnej woli chcieli dołączyć mieszkańcy Prus i to dało początek wojnie trzynastoletniej. Litwini podbili wielkie terytoria, ale z Polską łączyli się na mocy dobrowolnego porozumienia. Związek ten przypieczętowała unia realna w 1569 roku. Szlachta Litwy, Rusi polonizowała się, korzystała z praw, które gwarantował jej ustrój Rzeczpospolitej. Dobrze czuli się tu Żydzi, Niemcy, Ormianie, Holendrzy, Romowie. Poczytajcie. Litwa była zatem dla Mickiewicza ojczyzną, jednym z regionów wielkiego, choć nieistniejącego już wtedy państwa, Rzeczypospolitej, republiki wielu narodów.

Może przydługi wstęp? Zależy mi, żeby młodzież nie tylko poznała, ale też zrozumiała „Pana Tadeusza”. Jeśli miałoby być inaczej, nie warto go czytać. Mam nadzieję, że ta lub owa, ten czy ów nawet poemat polubi.

Wychwytujemy w trzecim i czwartym wersie: „w całej ozdobie widzę”. Czymże jest ta „ozdoba”? Popatrzmy i my, najlepiej oczami Mickiewicza. Owa ozdoba, piękno, uroda to:

natura

oraz

kultura.

Jakże dużo w utworze opisów przyrody?! Burza, deszcz, stawy, zachód słońca, wschód, najgłębsze, ukryte zakamarki puszczy, sad, ogród warzywny, zwierzyna, ptactwo dzikie i hodowlane. Po co? Krótko odpowiadam: utracił, to docenia. Tęskni i kocha. W epoce romantyzmu zwrócono uwagę na odmienności regionalne, zróżnicowanie w przyrodzie i kulturze. Dla nas rzecz oczywista, wtedy w literaturze, a nawet w nauce – nowość.  

I opisuje autor oprócz całego bogactwa i uroków natury także, a może nawet przede wszystkim: kulturę, czyli to, co stworzyli ludzie: wszelkie zasady wzajemnego układania relacji: prawo, obyczaje, instytucje, jak sejmik i sąd, urzędy, ale również kulturę posiłków, wspólne ucztowanie, polowania, gospodarowanie. Tłumaczy nam narrator drobiazgowo, dlaczego tę roślinę sadzono w takim, a nie innym miejscu, jaką rolę pełniła, jakie znalazło to odzwierciedlenie w języku. Przykładem może być mały traktat o konopiach w księdze szóstej.

To, co budowało się przez wieki w Rzeczpospolitej, specyficzna, swoista kultura szlachecka odchodziło w przeszłość. Proces miał kilka przyczyn. Upadło państwo, a wraz z nim, demokracja, urzędy, sejmiki, wybór króla. System feudalny, dający „lepiej urodzonym” przewagę nad pozostałymi: mieszczaństwem i chłopstwem, definitywnie schodził z dziejowej sceny. Widać liczne tego w poemacie zapowiedzi. Robak rozprawiał w karczmach o sytuacji politycznej także z „wieśniakami”. Tadeusz i Zosia znieśli poddaństwo w swoich dobrach zaraz po ich objęciu. Podkomorzy ogłaszając w księdze jedenastej rehabilitację Jacka Soplicy, powołał się na prawną regułę równości mieszczan i kmieci ze szlachtą.

W „Panu Tadeusz” naczytamy się o strojach, sposobach spędzania wolnego czasu, zasadach rozwiązywania sporów, procesach, sądownictwie, łowiectwie, sąsiedzkich zatargach. Dowiemy się, jak wyglądały siedziby magnatów, szlachty średniozamożnej, zaściankowej. Grupa ta była przecież ogromnie zróżnicowana pod względem majątkowym. Jedni gospodarzyli u siebie jak w udzielnych księstwach, całe województwa mając na własność, inni żyli jak chłopi lub najmowali się na służbę u zamożniejszych. Woźny Protazy i Klucznik Gerwazy to służący. Asesor poszedł do pracy u Moskala, major Płut złajdaczył do szczętu jako rosyjski oficer. Telimena radziła sobie w Petersburgu jak mogła dzięki zamożnym znajomym.

Wielu postaciom, typom szlacheckim, wydarzeniom przydawany jest epitet „ostatni”. Odnosi się do klucznika Horeszków, woźnego trybunału, staropolskiej uczty, zajazdu, Podkomorzego w roli prowadzącego poloneza. Świat ukazany w utworze uchwycony został w opisach i wątkach w przysłowiowym ostatnim momencie. Gdy dziś dysponujemy fotografią cyfrową, nośnikami pamięci o ogromnych pojemnościach, nagrywamy filmy, ocalanie czegoś od zapomnienia słowem wydaje się archaiczne, niewygodne, pracochłonne. Pan Adam nie miał jednak wyboru. Bądźcie zatem wyrozumiali, a może nawet więcej: doceńcie kunszt i trud. 

Dziś piękność twą w całej ozdobie…

Składa się na nią, by wrócić do głównej myśli: przyroda i kultura. Może jednak coś jeszcze: to coś, co autor dodaje od siebie: piękno słowa, poetyckość, literackość, jak dziś można by, choć nieładnie brzmi, powiedzieć. „Cała ozdoba” – to inwencja twórcza, wykorzystanie konwencji literackich, zrytmizowanie tekstu, porównania, dobór słów, których znaczenia nawet narrator nie może czasem podać, by przywołać jako przykład nazwy potraw na uczcie w Soplicowie. Możemy mówić o całym bogactwie, ozdobie, słownej oprawy.

„Pan Tadeusz” to tekst „gadany”, mówiony. Gazet, moi drodzy, bywało wtedy niewiele, Internetu nikt się nie spodziewał, radia i telewizji podobnie. Jeśli spojrzeć uważnie w zawartość utworu, książek za wiele nie czytano. Co zatem spajało tę kulturę, co stanowiło medium, co niosło informację? Słowo mówione. Już w pierwszej księdze, poza opowieścią narratora posiadającą cechy gawędy, o czym za chwilę, mamy aż trzy przemowy bohaterów do małej skierowane publiczności.

Po przybyciu Tadeusza do rodzinnego domu uczestniczył w pierwszej uroczystej kolacji. Do Soplicowa przyjechali sąsiedzi. Planowano sesję sądów granicznych, które rosyjskie władze pozostawiły w gestii szlachty jako skromną pozostałość po państwie, którym sama kiedyś zarządzała. Kolejno przemawiali w trakcie uczty: Sędzia, Podkomorzy i Wojski.

Stryj Tadeusza, Sędzia Soplica wygłosił niemal krótką prelekcję, wykład na temat dawnego wychowania i zasad grzeczności. Podkreślił w nim rolę ustnego przekazu i zbiorowej pamięci.

I starzy się uczyli; u panów rozmowa

Była to historyja żyjąca krajowa,

A między szlachtą dzieje domowe powiatu.

Dawano przez to poznać szlachcicowi bratu,

Że wszyscy o nim wiedzą, lekce go nie ważą;

Więc szlachcic obyczaje swe trzymał pod strażą.”

Kolejno zabrał głos Podkomorzy, narzekając na zepsucie obyczajów i niemądrą fascynację zachodnią modą, strojem, obyczajami, nowinkami ustrojowymi. Z niechęcią mówił o francuszczyźnie i niemczyźnie. W oświeceniu już, czyli w epoce poprzedzającej romantyzm ujawnił się silny nurt obrony rodzimej kultury, tradycji, stroju i zwyczaju. Polacy poczuli zagrożenie z dwóch stron. Obcą kulturę starali się narzucić im zaborcy. Z drugiej strony, ci, którzy próbowali unowocześnić państwo, zreformować je, zapobiec upadkowi, także odwoływali się do zewnętrznych wzorców, filozofii, myśli politycznej itd. Podkomorzy zdecydowanie opowiedział się za szacunkiem dla dorobku pokoleń, za ojczystą kulturą.

Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory.

Była to maszkarada, zapustna swawola,

Po której miał przyjść wkrótce wieli post – niewola!

Tak to widział syn Wojewody, Podkomorzy, a w roku 1812 konfederacki marszałek. 

Ostatni z mówców, Wojski Hreczecha skomentował spór Asesora i Rejenta, przypominając, jak niegdyś polowano na Litwie, w jakim wspaniałym stylu, z jak wielkim rozmachem. Łowienie zająca uznał starzec za niegodne poważnego szlachcica.

Podsumujmy ten fragment wstępu. Wśród szlachty słowo mówione miało ogromne znaczenie, na co dzień i od święta. W towarzystwie ceniono gawędziarzy, osoby obdarzone dobrą pamięcią, ze znajomością spraw rodowych, sąsiedzkich, powiatowych, krajowych i potrafiące opowiadać. Częstokroć uczestnik spotkania w gronie rodziny czy znajomych opowiadał kolejny raz coś, co większość słuchaczy dobrze znała. Nie szkodziło to gawędzie. Opowiadanie historii z przeszłości spajało wspólnotę, umacniało ją, pozwalało jeszcze raz coś przeżyć, wzruszyć się, ucieszyć, zaśmiać.

W księdze piątej narrator o Wojskim powiada:

Hreczecha na milczenie miał słuch bardzo czuły.

Sam gawęda, i lubił niezmiernie gaduły.

Nie dziw! Ze szlachtą strawił życie na biesiadach,

Na polowaniach, zjazdach, sejmikowych radach:

Przywykł, żeby mu zawsze coś bębniło w uchu,

Nawet wtenczas, gdy milczał lub z placką za muchą

Skradał się, lub zamknąwszy oczy siadał marzyć;

W dzień szukał rozmów, w nocy musiano mu gwarzyć

Pacierze różańcowe albo gadać bajki.

Stąd też nieprzyjacielem zabitym był fajki,

Wymyślonej od Niemców, by nas zcudzoziemczyć;

 

Mawiał: Polskę oniemić, jest to Polskę zniemczyć.

Starzec, wiek przegwarzywszy, chciał spoczywać w gwarze;

Jak Państwo zapewne zauważyli, Mickiewicz użył słowa „gawęda” w dzisiejszym znaczeniu „gawędziarza”. Zacytowałem powyższe, by dodać, że słowo mówione żyło i znaczyło wiele także dzięki demokracji wymagającej przecież dyskusji, sporów, przemawiania do słuchaczy. Nie bez powodu retoryka rozwijała się tam, gdzie kwitły rządy oparte na wyborze urzędników, wspólnym tworzeniu prawa: w Grecji, Rzymie, Rzeczpospolitej, w USA. Retoryki uczył się w szkole Jan Chryzostom Pasek, autor „Pamiętników” z XVII stulecia, wspaniały przedstawiciel sarmackiej kultury, tak pięknie przecież opisywanej w „Panu Tadeuszu”. 

Narrator dzieła Mickiewicza sam jest gawędziarzem, czyli zanurzonym w świecie przedstawianej obyczajowości, osadzonym w gromadzie szlachty „swojakiem”. Dlatego autor ściągnął na siebie tyle krytyki jemu współczesnych za to, że o głupstwach pisze, że jego bohaterowie są prowincjuszami, którym ich drobne, lokalne, parafialne sprawy wydają się wielkie i ważne, a w istocie rzeczy są żałośnie błahe.

To prawda. Trzeba jednak powiedzieć, że w roku 1811, kiedy akcja większości ksiąg poematu się toczy, w latach 1832-1834, gdy tekst powstawał, Polakom zostały już naprawdę jedynie małe ojczyzny. Wielkiej, czyli państwa, nie mieli.

Adam Mickiewicz rozumiał też doskonale, że ojczyzną w wymiarze emocjonalnym nie jest cały obszar kraju, ale to, co człowiek ma w pamięci, czyli droga do szkoły, rzeka, w której nauczył się pływać, najbliższa okolica, krewni, sąsiedzi. Kiedy myślisz „ojczyzna”, widzisz właśnie to. Odtwarzając w sensie literackim utraconą Polskę i Litwę, mógł autor sięgnąć do świata prowincji, gdzie codzienność jeszcze tak bardzo nie została odmieniona przez polityczne realia, życie toczyło się trochę „po staremu”. Poeta odbudowywał z pietyzmem przez zły los odebrany mu kraj, dlatego że: raz – zagrabili go sąsiedzi, dwa – został z niego wygnany.   

I wreszcie czas użyć tego może nieco kłopotliwego słowa: miłość. Autor z czułością, niczym bezkrytyczny zakochany opisuje obiekt swego afektu. Dlatego tyle w poemacie zachwytów nad budową karczmy, rechotaniem żab, wyglądem chmur i drzew. Stąd wybaczający i pełen zrozumienia stosunek dla tych, którzy układali sobie życie niechwalebnie wcale, by wymienić znów panią Telimenę, damę do towarzystwa rosyjskich bywalców carskiego dworu, Asesora, czy nawet Jacka Soplicę, którego historię zranionej dumy, zawiedzionych nadziei, niepohamowanej pychy możemy wraz z Gerwazym i Sędzią w księdze X wysłuchać… i odpuścić winy. Gerwazy nawet darowane ma zamordowanie jeńca, a z kolei kapitan Ryków ukazany jest z dużą dozą sympatii. O Jankielu już Norwid napisał, że to jedyna figura serio w dziele Mickiewicza. Żyd – polski patriota nie od okazji do okazji, ale systematyczny i działający metodycznie. Robak – ksiądz i zakonnik, konspirator i bojownik, podążający dwiema szlachetnymi drogami służby krajowi. Nikt tu nie jest potępiony ostatecznie, poza renegatem Płutem, wobec wszystkich narrator ma wiele zrozumienia. Naiwność niektórych postaci, ich niewłaściwe rozeznanie zjawisk wokół też mieści się w granicach tego, co można zaakceptować z odrobiną pobłażliwości. Wszak nikt nie przyjmie za dobrą monetę koncepcji Wojskiego o fajce rzekomo mającej germanizować Polaków. 

O bezkrytyczności pełnej nie możemy na szczęście mówić. Słowo rozsądku przywiązał autor do Maćka Dobrzyńskiego, nestora walk o niepodległość. Od głupców nawymyślał on kierującym się prywatą i sąsiedzkimi urazami Dobrzyńskim, którzy postanowili zajechać Soplicowo, wszczynając głupią burdę, nie myśląc o konsekwencjach. Nie poskąpił prawdy także polskim oficerom wybierającym się z Napoleonem przeciwko Rosji. Z księgi X pochodzi cytat:

Dąbrowski rzekł do Maćka: «A ty co, kolego?

Zdaje się, żeś ty nie rad z przybycia mojego?

Milczysz kwaśny? I jakże, serce ci nie skacze,

Gdy widzisz orły złote, srebrne? gdy trębacze

Pobudkę Kościuszkowską trąbią ci nad uchem?

Maćku, myśliłem że ty większym jesteś zuchem!

Jeśli szabli nie weźmiesz i na koń nie siędziesz,

Przynajmniej z kolegami wesoło pić będziesz

Zdrowie Napoleona i Polski nadzieje!»

«Ha! — rzekł Maciej — słyszałem, widzę co się dzieje!

Ale panie, dwóch orłów razem się nie gnieździ!

Łaska pańska, hetmanie, na pstrym koniu jeździ!

Cesarz wielki bohater! gadać o tym wiele!

 

Pamiętam, że Pułascy, moi przyjaciele,

Mawiali, poglądając na Dymuliera,

Że dla Polski polskiego trzeba bohatera,

Nie Francuza ani też Włocha, ale Piasta,

Jana albo Józefa, lub Maćka — i basta.

 

Wojsko! mówią, że polskie!… Lecz te fizyliery, 

Sapery, grenadiery i kanonijery:

Więcej słychać niemieckich tytułów w tym tłumie

Niżeli narodowych! Kto to już zrozumie!

A muszą też być z wami Turki czy Tatary

 

Czy syzmatyki, co ni Boga, ani wiary:

Sam widziałem, kobiety w wioskach napastują,

Przechodniów odzierają, kościoły rabują!

Cesarz idzie do Moskwy… daleka to droga,

Jeśli cesarz jegomość wybrał się bez Boga!

 

Słyszałem, że już podpadł pod klątwy biskupie;

Wszytko to jest…» Tu Maciej chleb umoczył w zupie,

I jedząc nie dokończył ostatniego słowa.

 

Łaska pańska na pstrym koniu jeździ – cała prawda o Napoleonie i jego stosunku do polskiej sprawy narodowej. Powiedział Maciej, prowincjusz, starzec i biedak.

 „Maciej, król nad króle” autorstwa Antoniego Kozakiewicza

Przygotowując omówienie „Pana Tadeusza” w szkole, szykując się do jak najpełniejszego odczytania dzieła, należy przypomnieć: to utwór pisany przez emigranta i do emigrantów przede wszystkim kierowany. Oni mieli być jego pierwszymi czytelnikami, choć, jak zaznaczył poeta w Epilogu, marzył o zawędrowaniu poematu pod strzechy.

„Poloneza czas zacząć”:

KSIĘGA PIERWSZA

Pierwszym czterem wersom poświęciliśmy już dużo uwagi. Inwokacja w „Panu Tadeuszu” jest prośbą skierowaną do Matki Boskiej, by zapewniła wygnańcom powrót kiedyś do kraju, a w chwili teraźniejszej przeniesienie się „duszy utęsknionej”. Obok najważniejszej w Koronie, czyli etnicznej Polsce, Matki Boskiej Częstochowskiej, wymieniona jest Matka Boska Ostrobramska z Wilna, stolicy Litwy.

Opis krajobrazu okolic Niemna służy wskazaniu miejsca akcji – dworu szlacheckiego. Pierwsze uwagi narratora budują wrażenie szczęśliwego małego świata, gdzie przyroda jest hojna, a gospodarze zapobiegliwi, pracowici i gościnni. Początek wydarzeń inicjuje przyjazd młodzieńca, powracającego do domu ze szkół z dalekiego miasta.

Nie szukając mieszkańców, wbiegł do wnętrza, by przywitać się z domem. Opis wnętrza dworu wskazuje, że nawet ściany uczyły tu patriotyzmu i historii. Wisiały na nich obrazy przedstawiające Rejtana, Kościuszkę oraz dwóch pomniejszych bohaterów powstania. Zegar wygrywał melodię Mazurka Dąbrowskiego. Pieśń ta, której słowa przywołał Mickiewicz w Dziadach części III w scenie pierwszej, też kilkakrotnie wspominana jest w „Panu Tadeuszu”. Jej główne przesłanie dla ówczesnych elit musiało być niezwykle ważne. Nikt wtedy przecież nie wiedział, czy Polacy przetrwają okres braku państwowości. To w XIX wieku dopiero ukształtowało się przekonanie, że naród jest bytem odrębnym, istniejącym nawet w sytuacji braku państwa. Rozróżnienie Polska a Polacy było ważne, żyjemy „MY”, „ONA” zatem nie umarła.

W tym miejscu następuje zawiązanie akcji, ponieważ młodzieniec dostrzegł dziewczynę w stroju domowym, nieformalnym i spłoszył ją. Uciekła szybko, więc Tadeusz nie zdążył się jej przyjrzeć. To początek wątku romansowego albo miłosnego, jeśli wolicie. Tak naprawdę amory nadają wydarzeniom tempo, zwłaszcza że będą dwie panie w roli obiektu uczuć i dwóch, a nawet w pewnym momencie – więcej niż dwóch rywali.

Tadzio przywitał się z krewnymi, wychowującym go Sędzią i pełniącym rolę pomocnika w wielu dworskich sprawach Wojskim. Ten ostatni wspomniał chłopcu o licznym towarzystwie, które zjechało do Soplicowa w związku z obradami sądu granicznego, co w istocie rzeczy było okazją dla okolicznej szlachty do spotkania, rozmów i pokazania światu dorastającej młodzieży. Podkomorzy, szlachcic zamożny i poważany w sąsiedztwie przywiózł córki, które chciał dobrze wydać za mąż.

W tym momencie rusza kolejny wątek – sporu o zamek. Dwa tysiące kroków od dworu stała popadająca w ruinę siedziba wielkiego rodu Horeszków. Dobra po zmarłym magnacie przeszły w różne ręce, ale zamku nikt nie chciał, ponieważ trudno byłoby go utrzymać zwykłemu szlachcicowi.

 

Nie zapominajmy jednak, że pieniactwo i kłótliwość to narodowe cechy, przedstawione chociażby w „Zemście” Fredry

Zamku żaden wziąć nie chciał, bo w szlacheckim stanie

Trudno było wyłożyć koszt na utrzymanie;

Lecz Hrabia, sąsiad bliski, gdy wyszedł z opieki,

Panicz bogaty, krewny Horeszków daleki,

Przyjechawszy z wojażu upodobał mury,

Tłumacząc, że gotyckiej są architektury;

Choć Sędzia z dokumentów przekonywał o tem,

Że architekt był majstrem z Wilna, nie zaś Gotem.

Dość, że Hrabia chciał zamku. Właśnie i Sędziemu

Przyszła nagle taż chętka, nie wiadomo czemu.”

„Nie wiadomo czemu”. Wiadomo, wiadomo. Tamten ma wziąć, to ja nie dam. Powyżej widzicie jeden z wielu żartów autora. Opiera się na niezrozumieniu przez Sędziego terminu „gotycka architektura”. Pieniactwo, kłótnie, zawziętość i kruczki prawne stanowiły istotny element kultury szlacheckiej, polskiej, a procesy ciągnęły się przez dziesięciolecia. Woźny Protazy jest jednym z tych, którzy potrafią dolać oliwy do ognia. Po drugiej stronie sporu wspierać go będzie inny krzepki staruszek, Gerwazy. Otóż Woźny wpadł na pomysł, by wstawić stoły na wieczerzę do zamku, by tam zademonstrować, że budowla należy już do Sopliców. Stało się to bez wiedzy Sędziego i Wojskiego.

Tadeusz posadzony został niedaleko stryja, Sędziego, ale między nimi długo pozostawało puste krzesło. Pomimo faktu, że pięknych dziewcząt było przy stole niemało, młodzieniec nie mógł przestać myśleć o brakującej osobie. Pojawiła się w końcu, by zrobić na nim kolosalne wrażenie. Znała się na rzeczy. Była, jak się później okaże, kobietą nie tak znów młodą, ale bardzo doświadczoną. Tadzio powiązał ją z tajemniczą ogrodniczką widzianą zaraz po przyjeździe. Dama przywiązała do siebie całą uwagę dwudziestolatka, który długi czas krótko był trzymany przez opiekuna księdza w czasie nauki w Wilnie.

O wystąpieniach Sędziego, Podkomorzego i Wojskiego była już powyżej mowa. Seniorzy pełnią rolę w utworze strażników tradycji, obyczaju, rodzimej kultury. Jak to starsi, świat dawny widzą lepszym niż teraźniejszy. Ich głosy współbrzmią z intencją autora, który zdawał sobie sprawę z nieuchronnego zmierzchu szlacheckiej kultury i jak wielu jemu współczesnych poprzez wpojenie zamiłowania do przeszłości chciał zabezpieczyć rodaków przed rozpłynięciem się w otoczeniu obcych wpływów.

Kiedy czytam „Pana Tadeusza” lub teksty epoki oświecenia, odnoszę wrażenie, że historia trochę się powtarza. Po utracie elit w okresie II wojny światowej, po demoralizującym okresie komunizmu wrzuceni na szerokie wody ostrej konkurencji z europejskimi potęgami, wystawieni na oddziaływanie silnych rewolucyjnych nurtów w kulturze znów rozdarci jesteśmy między obawami i pragnieniem ochrony tego co swojskie, nasze, prawdziwe, znane, a potrzebą nadrabiania straconego czasu, modernizowania się, dostrajania do partnerów. Szukajmy więc złotego środka, ale bez kompleksów.

Sędzia chwalił, by pokrótce przypomnieć, zalety dawnego wychowania, Podkomorzy kpił z bezkrytycznych krajowych naśladowców mód zachodnich, a Wojski z pogardą odniósł do sporu o skuteczność psów w polowaniu na szaraka.

 

A to jeszcze z kwestii Podkomorzego:

Podczaszyc zapowiedział, że nas reformować,

Cywilizować będzie i konstytuować;

Ogłosił nam, że jacyś Francuzi wymówni

Zrobili wynalazek: iż ludzie są równi…

Choć o tym dawno w Pańskim pisano Zakonie,

 

I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie.

Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!

Lecz wtenczas panowało takie oślepienie,

Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie,

Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie.

 

Podczaszyc, mimo równość, wziął tytuł markiża;

Wiadomo, że tytuły przychodzą z Paryża,

Pobocznym wątkiem jest spór niegasnący między Rejentem Bolestą a Asesorem. Pierwszy chwalił się sukcesem swego myśliwskiego charta Kusego, gdy drugi uważał, że przypisać go należy jego Sokołowi. Asesor po roztrwonieniu majątku rodzinnego poszedł w służbę do Moskala, przyjął urząd. To on zasiał pierwsze ziarno niepokoju w sercu Tadeusza, napomykając, że piękna sąsiadka przy stole to jego ciotka. 

Po kolacji stali mieszkańcy dworu i goście udali się na spoczynek. Trzeba podkreślić dbałość gospodarza, Sędziego o godne traktowanie wszystkich, wyznaczanie miejsca według wieku, zasług, pełnionych funkcji i rangi osoby.

Wśród ostatnich zasypiających był Protazy, który przed snem wspominał wielkie procesy sądowe na Litwie, w których uczestniczył lub o których usłyszał. Widać, że dla wielu stanowiły w potoku podobnych do siebie dni znaczące wydarzenie. Każdy szlachcic cenił też sobie urząd, który sprawował lub którym go zwyczajowo tytułowano.

Narrator na koniec odnosi się do sytuacji politycznej w Europie, choć wcześniej o Napoleonie napomknięto podczas kolacji. Ksiądz Robak zaznaczył, że go te sprawy nie interesują, a kapitan Ryków, Rosjanin powiedział nieco więcej.

Narrator ukazuje na końcu księgi pierwszej Napoleona jako boga wojny, przed którym drży nawet Rosja, nie chcąc dopuścić, by wieści o jego zwycięstwach dotarły na Litwę. Przypomnijmy, że w roku 1811 istniało już od lat kilku Księstwo Warszawskie, żałosna namiastka państwa polskiego, dająca jednak wciąż rodakom nadzieje na odbudowę Rzeczpospolitej w jej przedrozbiorowych granicach. Początek tej odbudowie miała dać zwycięska wojna Bonapartego z Rosją. Czekali na nią Polacy na Litwie.

Pomimo niechęci Rosjan do Napoleona jednak wiadomości o nim i o zwycięstwach Polaków walczących w Legionach Dąbrowskiego docierały na Litwę. Często odbywało się to dzięki powrotom weteranów walk, którzy jako wojenni inwalidzi ściągali do domów rodzinnych i snuli opowieści, a te młodzież litewską zachęcały do przedzierania się przez granicę i wstępowania do polskiego wojska w Księstwie Warszawskim. Wszystko odbywało się, oczywiście, w głębokiej konspiracji.

Byli też kwestarze, zbierający datki na zgromadzenia zakonne, którzy przemycali gazety z zagranicy, pełniąc rolę dostarczycieli zakazanych informacji. Tu po raz pierwszy narrator poświęca więcej uwagi Robakowi, ogranicza swoją wszechwiedzę, przyjąwszy punkt widzenia zwykłych mieszkańców okolicy, którzy podejrzewali, że ksiądz Robak nie był zwykłym duchownym.

Dzięki temu autor podsyca ciekawość czytelnika, pokazując, jaką tajemniczą postacią jest bernardyn. Na twarzy ma blizny po ranach, których nie mógł odnieść podczas odmawiania modlitw. Porusza się i mówi czasem, jak oficer w wojsku. Ma wiele spraw, posyła posłańców, listy, zatrzymuje się nieraz w powiatowym mieście, nocą bywa w dworach szlacheckich, w karczmach rozprawia z wieśniakami o tym, co dzieje się w obcych krajach, w sprawach politycznych lepiej orientuje się niż w żywotach świętych.

Poeta budując atmosferę tajemniczości wokół Robaka, pozostawiając niedomówienie w kwestii jego działalności konspiracyjnej, pozwala poczuć czytelnikowi niemal fizycznie, jak żyje kraj, w którym szereg działań należy dobrze przed nieprzyjacielem ukryć. 

KSIĘGA DRUGA

Otwiera ją wspomnienie lat młodych. Narrator opisuje rozkosze łowiectwa, kiedy myśliwy niczym nieskrępowany wędruje przez krainę obfitującą w zwierzynę, wtopiony w naturę, powiązany z nią wszystkimi zmysłami.

Dalej następuje opis słońca budzącego młodzież śpiącą w stodole na sianie. Robak przyzywa do siebie Tadeusza i grozi mu palcem, trochę żartobliwie. Należy sądzić, że wie coś, co Tadzio chciałby ukryć, ale też nie chce zdradzić ze swej wiedzy zbyt wiele. Czyżby rozmowa młodzieńca z Telimeną miała jakiś ciąg dalszy? A może księdzu sama taka możliwość się nie podoba. Nie wiemy. Narrator znów coś pozostawia niedopowiedzianym. Dalszy ciąg wątku znajomości Telimeny z młodym Soplicą wskaże, że ksiądz nie bez powodu się troskał.

Sprzed dworu wyrusza towarzystwo na polowanie, Asesor i Rejent liczą na rozwiązanie sporu, który pies jest skuteczniejszy w łowach. Spóźniony pojawia się Hrabia, ubrany w angielski surdut, mający własne odrębne obyczaje wynikające między innymi z faktu spędzenia wielu lat zagranicą. Opisany jest jako lekki dziwak, człowiek mający skłonność do zamyślania się nagłego, ulegania urokowi przypadkiem ujrzanych widoków. Żartobliwie przez narratora porównany został do czapli patrzącej z uwagą w wodę lub do kota śledzącego „żałośnie” wzrokiem wróble na wysokim drzewie. No cóż, nie mamy wątpliwości dzięki takim określeniom, porównaniom, po której stronie leżą sympatie narratora. Cudzoziemszczyzna jednak opatrzona jest niewielkim znakiem minus. To, co swojskie, rodzime, mimo że czasem naganne, zacofane jest mu bliższe.

Hrabia zatrzymał się nieoczekiwanie dla samego siebie przed ruiną zamku. Napotkał tu Gerwazego, zdziwaczałego sługę Horeszków, który mimo śmierci pana nie może się pogodzić z końcem swojej służby. Starzec „wysoki”, „siwy”, jak pokażą późniejsze wydarzenia, w pełni sił, miał wiele przezwisk, co było świadectwem znaczenia i oddziaływania ustnych przekazów. Mówiono o nim: „Mopanku”, „Szczerbiec”. Zwał się „Rębajło”, ale to przecież bardziej brzmi jak kolejne przezwisko. Tytułował siebie „klucznikiem”, co świadczy o mocy przywiązania do zamku i rodziny jego dawnych właścicieli. Narrator zaznacza, że o jego herbach nic nie wiadomo. To też rzecz charakterystyczna, jeden czy drugi szlachcic mógł samozwańczo do szlacheckiej warstwy siebie „dopisać”, ponieważ grupa ta była liczna, o dokumenty pisane mniej dbano, łatwo w trakcie najazdów wrogów było je utracić.

Napisałem, że Gerwazy to osoba zdziwaczała, ale podkreślmy znów: narrator nie używa takiego wobec niego słowa. Pozwalam sobie na to, przyjmując zdroworozsądkowy, współczesny punkt widzenia. Klucznik nakręcał zegary w zamku, wstawił jakieś drzwi, żeby je zamykać i otwierać. Nie przyjął też propozycji Hrabiego, by żyć już na jego koszt w spokoju i bezpieczeństwie. Gerwazy jest jak puszczyk zamieszkujący ruiny. Oczywiście, znów w poemacie pojawia się opowieść. To ona zmieni stosunek Hrabiego do ruiny należącej do dalekich i nieżyjących krewnych. Ważną rolę odegrają też względy ambicjonalne, rywalizacja o kobietę, ale o tym później. Gerwazemu udało się poruszyć słuchacza. A opowiedział o przyczynie śmierci jego pana, Horeszki i o mordercy, który wywodził się z tej samej rodziny, co znany Hrabiemu Sędzia. Ów splot okoliczności wydał się młodemu arystokracie, cudzoziemszczyzną przesączonemu do szczętu, tak atrakcyjny, tak podobny do historii związanych z zamkami w Anglii, Niemczech, Szkocji, że zmienił zdanie w sprawie procesu. Wcześniej chciał ustąpić Sędziemu. Krwawa historia wydała mu się pociągająca, mógł być jednym z jej bohaterów. W tym miejscu zwracam uwagę, że postać Hrabiego ma wiele wspólnego z Don Kichotem. On też żył w świecie wyobraźni, jego umysł wypełniały fabuły romansów rycerskich. Hrabia bardzo często nakłada na rzeczywistość literackie schematy i dopiero wtedy może się w niej odnaleźć. Będą tego jeszcze dobitniejsze przykłady.

O czym opowiedział Gerwazy? A o Jacku Soplicy, który nie miał nic oprócz wąsów i kawałka roli, więc dla magnata, jakim był Stolnik Horeszko, nie liczyłby się wcale, gdyby nie jeden fakt istotny. Jako nieformalny przywódca swej licznej rodziny mógł zapewnić niemałe wsparcie podczas lokalnych zatargów, zbrojnych porachunków i głosowania na sejmikach.

Tu mała dygresja. Rzeczpospolita aż do swego upadku pozostawała demokracją szlachecką. W ostatnim okresie demokracja ta osłabiona była przez anarchię i oligarchię. Oligarchiczne zniekształcenie systemu polegało na tym, że większość mającej prawa wyborcze szlachty nie posiadała ziemi i zależna była od najbogatszych, magnaterii. Służyła u niej w wojsku lub zarządzała fragmentami majątków. Magnat potrzebował szlacheckiej gromady, ponieważ narzędziem prowadzenia polityki nawet na poziomie lokalnym były głosowania, a te można było wygrać, na przykład zwiększając liczebne poparcie urządzaniem dwutygodniowego pijaństwa zakończonego zwożeniem nie do końca przytomnych uczestników sejmików na obrady.

Oto część tej historii. Stolnik zwracał się do Jacka, gościł u siebie, ale nie dla jakichś szczególnych zalet młokosa. Kierował się potrzebą zebrania poparcia ludzi stojących za Soplicą, słuchających go.

Gerwazy z niechęcią, oczywiście, mówi o Jacku. To kłótnik, „paliwoda”, któremu „uroiło się zostać pańskim zięciem”. Jesteśmy w epoce romantyzmu. Tragiczna, nieszczęśliwa miłość musiała się w poemacie pojawić wcześniej czy później. Jackowi dano do zrozumienia, że jego nadzieje są płonne. Otrzymał „czarną polewkę”. Relacja tych wydarzeń w ujęciu Soplicy, umierającego jako ksiądz Robak, w księdze dziesiątej jest, jak należało się spodziewać, nieco inna. Z niej wynikać będzie, że tej odmowy młody szlachcic nie usłyszał, ponieważ Horeszko jak najdłużej starał się nim manipulować, wykorzystując ogromną popularność Jacka. Doszło w końcu do „dania do zrozumienia” młodemu Soplicy, że panna Ewa nie dla niego, ale w innych, bardziej dramatycznych okolicznościach. O miłości dziewczyny do ubogiego, choć ambitnego, młodzieńca stary sługa ledwo Hrabiemu napomknął.

Gerwazy, wróćmy do przerwanego wątku, opisał atak Moskali na zamek Horeszki, który popierał prawo 3 maja. Magnat stanął po stronie Konstytucji 3 maja, dlatego rosyjskie wojsko otoczyło jego siedzibę. Obrona była skuteczna. Napastnicy nie mogli jej przerwać. Trwało to jednak do momentu, kiedy padł precyzyjnie wymierzony strzał. Jacek Soplica stojący wśród żołnierzy rosyjskich zabił Stolnika. Gerwazy poprzysiągł zemstę i poświęcił resztę życia, by mścić się za zbrodnię na Soplicach. Dlatego nie wyobraża sobie zgody między Hrabią i Sędzią, który jest rodzonym bratem mordercy.

Hrabia natknął się podczas dalszej jazdy konno na sad, wspaniale przez narratora opisywany. Tu z gęstwiny wyłoniła się dziewczyna, ale wkrótce i nieoczekiwanie pojawił się Robak, a Hrabia to kolejny młodzieniec, któremu ksiądz tego dnia pogroził palcem. Panna zniknęła.

W Soplicowie po polowaniu podawano śniadanie. Asesor i Rejent znów nie rozstrzygnęli swego sporu, ponieważ zając podczas ucieczki przed ich psami wpadł w zagon chłopskiej niezżętej jarzyny i Sędzia nakazał wstrzymać pościg. Kusy czy Sokół był szybszy, a może szarak uszedł z życiem? Nie wiadomo.

Telimena wyjaśniała Tadeuszowi, że nie są blisko spokrewnieni, a może nawet w ogóle taka więź ich nie łączy. Rejent i Asesor dąsali się z powodu przerwanego polowania. Telimena uraczyła wszystkich anegdotą z okresu jej życia w Petersburgu. To literacka perełka często w szkołach omawiana na lekcjach jako osobna całość. Mimo błahego tematu ukazuje stosunki społeczne w Rosji, łatwość, z jaką władze drwią z poddanych i uległość urzędników, także policji wobec bywalców carskiego dworu. Telimenie psy sąsiada zagryzły jej kanapowego pieska. Kiedy przybył do niej Kozodusin, Wielki Łowczy dworu, oskarżył właściciela chartów, że upolował łanię. Oskarżony próbował bronić się, twierdząc, że zginął pies, a nie jeleń i że nie było to polowanie. Kozodusin wezwał policjanta, a ten bardzo dobrze rozumiał, jakie są jego obowiązki i stanął, oczywiście, po stronie dobrze ustosunkowanego bywalca carskich komnat. Nawet poradził oskarżonemu, by się przyznał do winy. 

Telimeny i Tadeusza flirt został niespodziewanie przerwany przez łowiącego muchy Wojskiego. Robak zdecydowanie uspokoił wzburzone temperamenty Asesora i Rejenta. Wojski grzmiał, pouczając kłócących się i przypominając wielkich dawnych myśliwych, oczywiście, mających od Asesora i Rejenta o wiele więcej klasy. Telimena zaprosiła towarzystwo do lasu, na zbieranie grzybów, ogłaszając konkurs z nagrodą za najpiękniejszy okaz rydza.

 

KSIĘGA TRZECIA

Jak dowiedzieliśmy się z księgi II, Hrabia dostrzegł w sadzie ładną, atrakcyjną dziewczynę. Spłoszył go ksiądz Robak, ale młody mężczyzna powrócił szukać osoby, której delikatność, uroda wywarły na nim niemałe wrażenie. Narrator znów raczy nas opisami gospodarskich, przemyślnych zastosowań różnych roślin. Kępy wysokiego zboża dawały na przykład schronienie drobiowi, gdy w powietrzu pojawił się jastrząb.

Hrabia podkradł się do ogrodu i zaskoczył dziewczynę, pod której opieką znajdowały się małe dzieci. Przestraszona chciała uciec, ale górę wzięło poczucie odpowiedzialności za malców, które także się zlękły.

«O ty — rzekł — jakimkolwiek uczczę cię imieniem,

Bóstwem jesteś czy nimfą, duchem czy widzeniem!

Mów: własna li cię wola na ziemię sprowadza,

Obca li więzi ciebie na padole władza?

Ach, domyślam się, — pewnie wzgardzony miłośnik,

Jaki pan możny, albo opiekun zazdrośnik,

W tym cię parku zamkowym jak zaklętą strzeże!

Godna, by o cię bronią walczyli rycerze,

Byś została romansów heroiną smutnych!

Odkryj mi, piękna, tajnie twych losów okrutnych!

Znajdziesz wybawiciela. Odtąd twym skinieniem,

Jak rządzisz sercem moim, tak rządź mym ramieniem».

Wyciągnął ramię.

Jeśli nam ta przemowa wydaje się czymś sztucznym, to co dopiero musiała pomyśleć czternastoletnia Zosia, która wychowywała się na wsi całe życie. Nieznajomy „poczęstował” ją porcją literatury przesyconej konwencją sentymentalno-romantyczną. Zachował się jak Don Kichot, który, jak już zostało powiedziane, nakładał chętnie na otaczającą go rzeczywistość schematy ukochanych przez niego romansów rycerskich. Rozbroiła Hrabiego, wytrąciła go z pozy Zosia najbardziej naturalnym pytaniem, czego szuka w grządkach. Poprosiła, by pomógł zagonić rozproszone ptactwo.

Hrabia po tym, jak doszedł do siebie, podążył do gaju, gdzie zbierano grzyby. Telimena zamiast szukać trofeów udała się do ulubionego swego miejsca odpoczynku przy strumieniu, które nazwała Świątynią dumania. Ku niej skradał się Tadeusz, ale szybciej do ciotki dotarł Sędzia. Chciał porozmawiać o przyszłości wychowanka powierzonego jego opiece przez pozostającego zagranicą brata. Zgodnie z wolą ojca Tadeusza, młodzieniec powinien ożenić się i osiąść na gospodarstwie, choć wcześniej wolą Jacka było posłanie syna do wojska i służba w legionach. Sędzia oznajmił, że wybrał dla podopiecznego znakomitą partię, czyli starszą córkę Podkomorzego, Annę.

Nietrudno zgadnąć, że dla Telimeny, mającej pewne nadzieje i plany związane z młodzieńcem, wiadomość ta była jak grom z jasnego nieba. Nie zagrała, oczywiście, w otwarte karty z Sędzią, ale postanowiła zmienić jego zamiary wobec Tadeusza poprzez zachętę, by najpierw chłopca wysłać do stolicy, do Petersburga, żeby przetarł się w wielkim świecie, a potem sam decydował o swoim losie.

Tu spadł na Telimenę kolejny cios. Otóż Sędzia wyznał, że poprzez księdza Robaka Jacek domaga się, by Tadzio poślubił Zosię. Oczywiście, Telimena ostro skrytykowała ten pomysł i jako opiekunka dziewczyny wywodzącej się z arystokratycznego rodu zaznaczyła, że należy się jej lepszy los i godniejszy kandydat do ręki. Napomknęła o zobowiązaniach pewnych Sopliców wobec Horeszków. Sędzia wycofał się z planów swatania Zosi z Tadeuszem i zapewnił, że postara się skojarzyć podopiecznego z Podkomorzanką.

Hrabia obserwujący z niedaleka scenę rozmowy naszkicował ją, ponieważ, jak wiemy, miał duszę artysty i na piękno reagował z wielką wrażliwością. Pokazał próbkę swego talentu Telimenie, która pochwaliła dzieło i zachęcała do pracy nad talentem. Wkrótce oboje zaczęli się rozpływać z zachwytu nad urokami włoskiego krajobrazu. Telimena i Hrabia w poemacie reprezentują postawę, jakże często spotykaną także dziś, osób z lekceważeniem odnoszących się do wartości ojczyzny, a wynoszących pod niebiosa zalety dalekich krajów. Nie byłoby w tym nic niewłaściwego, gdyby nie wynikało z apriorycznego przekonania, że dalej, gdzieś indziej na pewno jest lepiej, ludzie zdolniejsi, natura bogatsza. Łatwo też, jak się niektórym wydaje, wziąć górę nad rodakami, którzy nie byli, nie widzieli i poczują się gorsi.

Tadeusz, o którym wiemy, że cały czas był w pobliżu, wykpił te uroki krajobrazów Italii, broniąc piękna litewskich drzew i nieba o wiele ciekawiej wyglądającego od tego, które widać na obrazach włoskich malarzy. Hrabia w rozmowie zyskał poparcie Telimeny, ale to Tadzio otrzymał od niej liścik i kluczyk. Krewny Horeszków nie dostrzegł tego i zachwycał się ofiarowanym mu przez kobietę kwiatkiem.

Towarzystwo zostało wezwane na obiad, a tam zastała wszystkich wiadomość o pojawieniu się w okolicy niedźwiedzia. Starszyzna, Sędzia i Podkomorzy zaczęli wydawać polecenia służbie, ale to Wojski przyjął rolę wodza łowów. Do kolacji trwały gorączkowe przygotowania.

KSIĘGA CZWARTA

Tekst rozpoczyna apostrofa do drzew litewskich wspaniałych. Narrator mówi tu od siebie, ujawnia tęsknotę za monumentami przyrody, pomnikami wydarzeń, świadkami historii. Lasy ojczyste pozostają w jego pamięci jako miejsca wspaniałych przeżyć. Kto to zrozumie? Nie tak mało z nas, jeśli spojrzeć na karty Facebooka i policzyć, ile tam zdjęć z wycieczek po kraju, podróży bliższych i dalszych. Ludzie wciąż wrażliwi są na piękno natury.

W Soplicowie szykowano się do polowania. Tadeusz spał jak zabity, a po przebudzeniu uśmiechał się do miłych wspomnień z dnia poprzedniego. Narrator wspomina o jakimś zdarzeniu, które wywołuje na twarzy młodzieńca rumieńce. Czegoś nam nie mówi wprost. Kto się domyśla, to niech się cieszy. Postąpię tu jak narrator i nie powiem. Chwilę po przebudzeniu Tadzio zobaczył przez okno delikatne dziewczę. Poznał w niej panienkę, którą ujrzał zaraz po swoim przyjeździe do domu. Zrozumiał własną pomyłkę i nie poczuł się z tym dobrze. Chwycił za strzelbę i pogalopował w stronę dwóch karczm stojących po przeciwnych stronach drogi niczym symbol kłótni Sopliców z Horeszkami. 

W dzierżawę obie wziął kiedyś Jankiel, Żyd. Przedstawiony jest jako dobry obywatel, uczciwy handlarz, człowiek szanowany, godzący spory. Tu dygresja. Mądrość polskich królów, niesprzyjająca na zachodzie Europy Żydom atmosfera sprawiły, że ciągnęli do Polski, a potem Rzeczpospolitej i niektórzy przedstawiciele tej nacji twierdzą, że w ogóle przetrwanie zawdzięczają otwartemu przyjęciu tutaj i gościnie przez długie wieki.

Piszący te słowa uważa, że to część jednej z najlepszych tradycji naszego narodu i kraju. Dlatego tak zasmucające i niesprawiedliwe jest przedstawianie Polaków jako współodpowiedzialnych za Holocaust. Różne epizody w ciągu tak długiego czasu i różni ludzie po obu stronach wpływali na całokształt stosunków polsko-żydowskich, ale „Pan Tadeusz” to dowód wyciągniętych do zgody rąk. Soplica, ksiądz katolicki i polski szlachcic właśnie w Jankielu miał jednego z najbardziej oddanych współpracowników konspiracji.   

Jankiel spopularyzował, według narratora, pieśń legionów na Litwie, co stanowi pierwsze ze świadectw polskiego patriotyzmu tej postaci. W jego karczmie ksiądz Robak, posługując się tabakierą, prowadzi rozmowy ze szlachtą. Pogawędki krążą swobodnie wokół tego, co dzieje się w Koronie, czyli w Polsce, w Częstochowie, z której tabaka pochodzi. Ksiądz wspomina, że częstował ze swojej tabakiery generała Dąbrowskiego. Podsuwa myśl zgromadzonym, by zanim przyjmie się kogoś w gości, oczyścić dom. To sugestia, by powitać Napoleona na ziemi, z której przepędzi się Rosjan samemu, odważnie dając znak politycznej woli. Słowa o oczyszczaniu domu posłużą później Gerwazemu do wzburzenia szlachty przeciwko Soplicy i wykorzystania jej do prywatnych porachunków z Sędzią.  Robak zobaczywszy Tadeusza pędzącego konno w stanie irytacji, pozostawił zebranych i podążył za młodzieńcem.

Narrator opisuje mityczne wnętrze puszczy, mateczniki zwierzyny, do których nikt z ludzi nie dotarł, gdzie rządzi się ona sama, panuje pokój i ład niepopsuty przez wpływ cywilizacji.

Wojski wydawał polecenia, zarządzał myśliwymi i naganiaczami. Niedźwiedź chciał się wymknąć się z obławy i prawie mu się to udało. Natarł na zaciskający się krąg tam, gdzie stali Tadeusz i Hrabia. Wystrzelili jednocześnie, nie trafili i chwycili ten sam oszczep, próbując wydrzeć go sobie z rąk. Biegli ku nim Asesor i Rejent, dwaj rywale w walce o chwałę najlepszych łowczych. Na ratunek dążył też wierny w służbie Horeszkom Gerwazy. Był jednak o całe sto kroków, daleko. Sytuacja robiła się coraz bardziej dramatyczna. Wypalono z trzech strzelb. Niedźwiedź padł martwy, powalając z nóg Hrabiego. Wojski zagrał na rogu i był to wspaniały koncert na instrumencie, którego dźwięk niósł opowieść o polowaniu, pościgu psów, strzałach, walce zwierząt.

 „Polowanie” Franciszek Kostrzewski

Asesor i Rejent kłócili się tym razem nie o szybkość i chwytność Kusego, Sokoła, ale o to, z czyjej broni oddano skuteczny strzał. Wojski zakończył spór przez zalezienie w ciele zwierza kuli. Wystrzelono ją ze strzelby Gerwazego, ale zrobił to Robak, który wydarł flintę z ręki wahającego się, niepewnego swej celności Klucznika. Myśliwym podano wódkę z Gdańska, na ogniu uwarzono bigos. Hreczecha, Wojski, choć kilkakrotnie przerywał swoją opowieść o słynnym sporze Domeyki z Doweyką, wreszcie doprowadził ją do końca, wyjaśniając, jak nakłonił skłóconych myśliwych do zgody. Asesor i Rejent musieli przełknąć kolejną gorzką porażkę. Podczas powrotu do dworu dostrzeżono zająca, spuszczono charty, ale szarak uciekł im sprzed nosów.

KSIĘGA PIĄTA

Gdy Wojski prowadził tryumfalny powrót myśliwych do domu, Telimena oceniała swoje szanse na ułożenie sobie życia z wykorzystaniem mężczyzn. Rozumiała, że liczyć na małżeństwo i stały związek z Hrabią nie może, ponieważ to mężczyzna o wiele od niej zamożniejszy. Tadeuszem, uznała, będzie mogła kierować, zdoła, jak sądziła, przywiązać go do siebie, wprowadzając w świat. Hrabia mógłby poślubić Zosię, a wtedy w ich domu miałaby szansę na bezpieczny kąt na starość. Zosia w tym czasie karmiła domowe ptactwo. Przyzwana została przez opiekunkę. Telimena podjęła trud przygotowania panny do pokazania się towarzystwu. Dowiadujemy się, że dwa lata wcześniej panie przebywały w Petersburgu. 

 Andriolli

Wyprowadzona na spotkanie z gośćmi Zosia została przedstawiona Tadeuszowi, na którym jej uroda wywarła ogromne wrażenie. Jeszcze raz przeżywał swoją żałosną pomyłkę. Telimena nie zrozumiała wszystkiego od razu, ale dostrzegła zmianę w stosunku młodzieńca do niej. Zaczęła mu czynić wymówki. Tadzio ruszył wzburzony z domu. Natknął się w lesie na kochankę, siedziała w Świątyni dumania. Młodzieniec pomógł jej usuwać z ciała mrówki i to ich z sobą pogodziło. Świadkami z ukrycia tego wydarzenia byli Hrabia i Robak.

Uczta rozpoczęła się w zamku, ponieważ uparty Protazy znów kazał tam wnieść stoły. Jak już wyjaśniono wcześniej, była to metoda faktów dokonanych, próba wykazania, że budowla należy do Sędziego. Nastrój panował wśród ucztujących ponury. Myśliwi wstydzili się, że niedźwiedzia powalił ksiądz, a nie żaden z nich. Asesor z Rejentem czuli się upokorzeni dodatkowo przez porażkę ich psów. Asesor patrzył krzywo na Hrabiego i Tadeusza, ponieważ też wyraźnie zainteresowany był Telimeną. Dwoje kochanków czuło do siebie żal. Tadeusz zwrócił całą swą uwagę ku Zosi i jej usługiwał przy stole. Telimena jeszcze nie rozumiała powagi sytuacji i uprzejmiejszym wzrokiem spojrzała na Hrabiego. Tadeusz jeszcze był o nią zazdrosny, ale dostrzegł też mankamenty urody ciotki tuszowane wcześniej różem, bielidłem, karminem. Uprzejma rozmowa Zosi z Hrabią także go zezłościła.

Wojski na próżno próbował rozwiać ponury nastrój. Podkomorzy ogłosił, że mięso zwierza należy do klasztoru księdza Robaka, ale futro powinno być ozdobą komnaty Hrabiego. On bowiem i Tadeusz byli najbliżej niedźwiedzia. Hrabia poczuł się dotknięty propozycją, zwłaszcza że widział na ścianach zamkowych wiszące trofea myśliwskie należące do jego rodziny. Był zazdrosny o Telimenę, która faworyzowała młodego Soplicę a nie jego. Odrzekł, że chce, by skóra wisiała w zamku i kiedyś została mu razem z jego murami oddana. Podkomorzy zaczął poważnie przedstawiać warunki ugody między sąsiadami, gdy nagle pojawił się Gerwazy i począł nakręcać stare zegary i w ten sposób złośliwie zagłuszał przemowę najznaczniejszego gościa Sopliców. Ignorowany przez Rębajłę Podkomorzy w końcu nakazał wyrzucić starego klucznika. Odezwał się też Protazy Baltazar Brzechalski, nazywając obecność Gerwazego najazdem granicy. Woźny o mało co nie został poważnie raniony pękiem kluczy rzuconych przez sługę Horeszków. Hrabia wystąpił w obronie Klucznika i rzucił otwarcie wyzwanie Podkomorzemu, który obrażony chciał walczyć na szable. O prawo ukarania krewnego Horeszków dobijali się także Sędzia i Tadeusz.

Gerwazy walczył, broniąc się ławą i starając chronić ostatniego ze swoich panów, któremu groziła śmierć z ręki Wojskiego świetnie rzucającego nożem. Na pobojowisku pozostali Hrabia ze swym sługą. Klucznik doradził panu najazd na Soplicowo, poniechanie procesu i odebranie całych dóbr, które przeszły w ręce sąsiada. Hrabia zapalił się do tego pomysłu i przypomniał swoje zwycięstwo nad rozbójnikami na Sycylii. Gerwazy zapowiedział wykorzystanie w realizacji planu zajazdu rodziny Dobrzyńskich.   

KSIĘGA SZÓSTA

Opis świtu, poranka, niezwykłego ruchu na drodze otwiera tę księgę. W Soplicowie panował nastrój po wczorajszej kłótni dość ponury. Sędzia napisał dwa pozwy sądowe. Jeden skierowany był do Hrabiego, a drugi do jego sługi, Klucznika. Woźny Protazy, jak wiemy, żyjący w znacznej mierze przeszłością, ucieszył się ogromnie, mogąc wypełnić zadanie doręczenia dokumentów.

Sługa został wysłany, a w chwilę później do Sędziego przybył Robak, skarżąc się na postępowanie Telimeny, która wabi Tadeusza, być może zabiega o Hrabiego, a wszystko to może skomplikować układy dwóch skonfliktowanych stron. Tu Sędzia przerwał księdzu i powiadomił o zerwaniu rozmów z krewnym Horeszków na skutek jego obraźliwego zachowania. Robak przywołał pamięć i plany Jacka. W trakcie spowiedzi został on zobowiązany do restytucji, odbudowy dóbr Horeszków. Dlatego zaopiekował się Zosią, słał bratu środki na jej wychowanie i zaplanował jej ślub z Tadeuszem, by zgodzić zwaśnione rody. Wzburzony Sędzia nie słuchał argumentów mnicha, początków kłótni brata ze Stolnikiem nie był świadkiem. Czuł się bardzo obrażony.

Wtedy Robak powiedział mu przygotowaniach Napoleona do wojny i oczekiwanym wkroczeniu wojsk polskich i francuskich na Litwę. To zmieniło od razu nastrój i nastawienie szlachcica. Uznał wyższość spraw narodowych nad prywatnymi, zwłaszcza że Robak podsunął mu myśl o ruszeniu do boju całego kraju. Sędzia byłby przywódcą powstańców witających jako zwycięzcy Napoleona na Litwie.

A oto przykład przysłowiowej wprost znakomitej polskiej organizacji i perfekcyjnego planowania. Sędzia mówi:

Strzelców zebrać, rzecz łatwa; prochu mam dostatek,

W plebaniji u księdza jest kilka armatek;

Przypominam, że Jankiel mówił, iż u siebie

Ma groty do lanc, że je mogę wziąć w potrzebie;

Te groty przywiózł w pakach gotowych z Królewca

Pod sekretem; weźmiem je, zaraz zrobim drzewca,

Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie,

Ja z synowcem na czele, i – jakoś to będzie!

Można rzec, że zaczął się wyścig z czasem. Robak powiedział, że termin wojny nie został jeszcze wyznaczony, że trzeba się szykować, ale czekać. Dodał, że warto dla sprawy powstania pozyskać Hrabiego, ponieważ za bogatym, wielkim panem ruszą wszyscy. Udał się pośpiesznie do niego, zwłaszcza że Protazy z pozwem wyszedł przed księdzem i miał przewagę. Pięknym świadectwem pieniactwa i kłótliwości jest to, że za zakonnikiem Sędzia wołał jeszcze, że Hrabia ma go pierwszy przeprosić i brnął dalej w jakieś prawnicze szczegóły. Robak już go nie słyszał.

Protazy skradał się do domu Hrabiego z wielką ostrożnością. Nielekki bywał los woźnych sądowych dostarczających pozwy lub orzeczenia sądowe wielkim panom. Niejednokrotnie pod groźbą pobicia bądź śmierci musieli zjadać dokumenty. Protazy spotkał w pustych pomieszczeniach jedynie księdza. Zauważyli nie tylko ślady pośpiesznego wyjazdu, ale też szykowania broni do walki. Robak od służby dowiedział się o wyjeździe pana ze świtą do zaścianka Dobrzyńskich.   

Opis zaścianka to ważny element wielkiego obrazu szlacheckiej kultury. Patriotyzm i duch republikański przenikały świadomość mieszkańców wiosek, którzy cenili sobie ogromnie prawa obywatelskie, jakie w ich przypadku były jednym z niewielu znamion przynależności do wyższej niż chłopska warstwy. Niestety, jak pokaże bieg zdarzeń, zdrowy rozsądek i odpowiedzialność, niekiedy opuszczały zaścianek i udawały się na spacer. Biedną, drobną szlachtą łatwo było manipulować.

Figurą wielkiej wagi, jest Maciej Dobrzyński, starzec mający siedemdziesiąt dwa lata, którego życie zrosło się z dramatycznymi wysiłkami Polaków w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy próbowali zmienić kierunek procesu tracenia niepodległości, uzależniania Rzeczpospolitej od Rosji, staczania się kraju w kryzys i anarchię. I tak Maciej walczył w konfederacji barskiej, potem dołączył do stronnictwa króla, uczestniczył w unowocześnianiu kraju, wspierając rozwój królewskich manufaktur z Tyzenhauzem, uczestniczył w obronie Pragi.

Od rana mieszkańcy zaścianka znajdowali się w stanie rozgorączkowania. Przybyło do Dobrzyna wielu sąsiadów. Ostatecznie u Macieja zebrali się wszyscy na radę.

KSIĘGA SIÓDMA

Obrady przebiegały dość chaotycznie. Głosy rozsądku tłumione były przez wystąpienia emocjonalne, powaga zagłuszana przez fanfaronadę, sprawa narodowa zepchnięta została na dalszy plan przez prywatę. Głos jako pierwszy zabrał Bartek Prusak, mówiąc o tym, jak na własne oczy widział w Wielkopolsce Niemców uciekających przed Bonapartem. Maciej zapytał, czy o wojskach Napoleona na Litwę idących wiadomo coś pewnego. Zamiast tego usłyszał przechwałki Maćka Kropiciela, którego poparli Bartek Brzytewka i Maciej Konewka, wszyscy niechętni przygotowaniom, planowaniu i rwący się do walki. Buchman starał się usystematyzować działanie, ale jego sformalizowane myślenie nie mogło wytrzymać próby sił z temperamentami Dobrzyńskich. Stary Maciej nie pozwolił lekceważyć księdza Robaka, dał do zrozumienia, że coś o nim wie. W istocie, był jedynym, który rozpoznał w księdzu Jacka Soplicę, choć nie powiedział tego zebranym.

Pojawienie się Gerwazego i jego głos ściąga naradę w stronę porachunków z Soplicami. Klucznik nie zawahał się dla prywaty wykorzystać słów księdza Robaka o „uprzątaniu domu ze śmieci, zanim przyjmie się kogoś w gości”. Bartek Prusak nawoływał do zgody, chwalił Sędziego za stosunek do chłopów, patriotyzm, obronę tradycji. Uznał za niegodne karanie brata za grzechy Jacka.

Próbę zapobieżenia nieszczęściu podjął jeszcze Jankiel. Przypomniał, że wojsko francuskie jest wciąż daleko, a rosyjskie za to całkiem blisko. Zapraszał na przyjęcie w związku z narodzinami siostrzeńca. Klucznik przegnał Żyda i przypomniał Dobrzyńskim liczne dowody opieki nad nimi, jaką sprawował Horeszko. Był ich protektorem, finansował naukę dzieci, zabiegał o urzędy, stanowiska u króla.

Konewka wydobył z pamięci jakiś osobisty uraz doznany od Sędziego. Chrzciciel poskarżył się, że jego syn Sak, zakochany w Zosi, nie mógł mieć nadziei na poślubienie dziewczyny.

Zbeształ ostro wszystkich sędziwy Maciej za niezgodę, gdy omawiano sprawy kraju, a dziwną chęć współpracy, gdy w grę weszły prywatne niechęci i małostkowość. Krytyka seniora rodu nie przyniosła skutku, gdyż szlachta zapaliła się do pomysłu zajechania Soplicowa w celu wyegzekwowania praw Hrabiego do zagrabionych dóbr. Arystokrata wjechał do zaścianka i cała gromada opuściła dom Macieja. Siłą rozprawiano się z tymi, którzy nie poparli planu.  

Warto przypomnieć, że zajazdy były niegdyś legalną formą dopilnowania wykonania prawomocnego wyroku, ale najazd na Soplicowo był dowodem zepsucia obyczajów, jak sam Mickiewicz to komentuje. Hrabia prawomocnego orzeczenia sądu jeszcze w ręku nie miał.

KSIĘGA ÓSMA

Wieczór przed burzą towarzystwo w Soplicowie umilało sobie rozmową na temat między innymi ciał niebieskich. Ciszę wypełniał koncert żab i owadów. Sędzia wezwany został do jakiegoś gościa. Tadeusz czekał także ona okazję, by rozmówić się ze stryjem. Robak Sędziemu podczas spotkania w cztery oczy wyjawił to, że jest jego bratem. Miał prawo to zrobić tylko w sytuacji zagrożenia życia, a spodziewał się, że chwila ta nadeszła. Przyznał, że zbyt wcześnie może zapowiadał nadejście Napoleona i wywołał ferment wśród szlachty, że Gerwazy doprowadził do niemałego zamieszania w Dobrzynie, a z Hrabią nie zdołał się ksiądz rozmówić. Robak pośpieszył, by zapobiec niekontrolowanemu przebiegowi zdarzeń, a do Sędziego wkroczył jego bratanek.

Oświadczył, że po pojedynku z Hrabią uda się do Księstwa Warszawskiego. Jesteśmy w samym środku kabały, w jaką wdał się Tadeusz. Sędzia od razu zauważył, że młodzieniec nie jest szczery i ukrywa prawdziwy powód swego wyjazdu. Tadzio przyznał, że kocha Zosię, a Sędzia, na nieszczęście swata go z Podkomorzanką. Sędzia zapewnił, że będzie sprzyjał wyborowi jego serca. Tadeusz zwrócił wtedy uwagę na brak zgody Telimeny na taki związek, a my znając niedawne wydarzenia, wiemy, że to jej niechęci i pretensji bał się najbardziej.

Sędzia wzburzony wysunął podejrzenie, że Zosię Tadzio zbałamucił i chce teraz uciekać. Zapowiedział pilne zbadanie sprawy i ceremonię ślubu nawet nazajutrz, pod groźbą surowej kary. Opuściwszy dom natknął się nieszczęsny kochanek na Telimenę. Oczywiście, oskarżyła go o chęć porzucenia, kazała zapewnić, że jest przez niego wciąż kochaną. Kiedy oświadczył, że wyjeżdża, by walczyć, gdy ojczyzna w potrzebie, ciotka zapewniła, że pojedzie z nim. Gdy zaprotestował, poskarżyła się na swój los, narzekała, że odrzuciła konkury Rejenta, Asesora, Hrabiego, a Tadeusz za cel obrał Zosię, kolejną rzekomo ofiarę. Tak, tak, podsłuchała rozmowę chłopca ze stryjem. Nasłuchał się Tadeusz obelg i wzburzony odszedł w stronę stawów. W akcie desperacji chciał się utopić. Telimena przeraziła się i biegła go powstrzymać.

Bohater nieświadomy mającego nastąpić za chwilę najazdu, zmierzał w stronę Hrabiego, który z dżokejami szykował się do ataku na Soplicowo. Został natychmiast porwany. Zajazd się zaczął. Sędzia próbował protestować, Asesor z mocy prawa zagroził Hrabiemu aresztem, ale został ogłuszony. Telimena błagała przywódcę napastników o ratunek, po czym zemdlała. Narrator przyznaje, że mieszkańcy dworu mieli szczęście, że to Hrabia pojawił się w Soplicowie przed resztą atakujących, który chętnie przystąpiliby do wieszania. Hrabia zamknął szlachtę w domu jako swoich jeńców i ustawił straże.

Gerwazy szukał Woźnego, który formalnie ogłosiłby powrót dóbr wszelkich do rodziny Horeszków. Protazy zdołał mu jednak umknąć. Szlachta nie mogąc znaleźć innych ofiar, zaczęła mordować zwierzynę, piec i czynić spustoszenie w piwnicy, czyli wypijać alkohole. Narrator mówi o stu płonących ogniskach. Na koniec szlachta zapadła w sen.  

 

KSIĘGA DZIEWIĄTA

Szlachta po śnie długim budzi się spętana przez rosyjskie wojsko. Ktoś sprowadził nie tylko szlachtę życzliwą Soplicom i skłóconą z Dobrzyńskimi, ale i Moskali po dowództwem majora Płuta, Polaka z pochodzenia, gorzej do rodaków usposobionego niż Rosjanin z urodzenia, kapitan Ryków.

Major kazał zerwać ubrania i czapki z jeńców, zakuć w dyby i zostawić na chłodzie i deszczu. Kapitan próbował zachęcić zwierzchnika do polubownego zakończenia sprawy. Sędzia nie poskąpiłby grosza. Wilk byłby syty i owca cała.

Major miał zadawnione pretensje, zatarg z jednym z Dobrzyńskich. Ostatecznie podał wysoką cenę: tysiąc rubli za głowę jednego uwolnionego. Straszył Sędziego specjalnym prawem obowiązującym na terenie Litwy, surowymi karami. Wspomniał o Jankielu, który od dawna podejrzewany jest o szpiegostwo, a ma umowę dzierżawy z właścicielem Soplicowa.

Przed dwór zajechało kilka wozów. Przybył Robak, Maciej Dobrzyński senior, Prusak. Sojusznicy Sopliców spojrzeli życzliwszym okiem na zniewolonych współbraci. Robak wszedł do dworu, demonstrując szampański humor, zażyczył sobie poczęstunku, pogratulował rosyjskim oficerom udanych łowów. Ksiądz zaproponował, by dla żołnierzy na zewnątrz wytoczyć beczkę spirytusu. Po obfitym śniadaniu major Płut nabrał ochoty na zabawę z damami, na tańce.

Telimenę pocałował w ramię, za co został natychmiast spoliczkowany przez Tadeusza. Robak podał mu krócicę, ale Tadzio chybił. Rozpoczęła się bitwa. Stronnicy Sopliców zaczęli uwalniać Dobrzyńskich. W wozach kwestarza znaleźli mnóstwo broni. Pierwsza część boju przyniosła zwycięstwo Polakom. Poległo dwudziestu trzech jegrów i trzydziestu kilku zostało rannych.

Ryków zdołał skupić wokół siebie pół batalionu. Losy bitwy znów zaczęły się ważyć. Żołnierze choć pijani, dobrze dowodzeni, strzelający regularnie stali się groźni. Szlachta nie ustępowała. Wszyscy dawali przykłady pomysłowości i odwagi. Hrabia poprowadził atak konnicy. Robak osłonił go własnym ciałem przed kulą. Sam otrzymał postrzał. Tadeusz celnie raził wyższych rangą przeciwników i wyzwał na pojedynek Płuta. Wstrzymano ogień. Do walki wyszedł jednak Ryków. Zdecydowanie prawa do walki z nim domagał się Hrabia. Płut w tym czasie nakazał podstępnie zastrzelić Tadeusza. Strzelec chybił. Dobrzyńscy z Litwą zaatakowali znów Rosjan. Ryków salwował się ucieczką.

Wojski i Protazy z pomocą służby zwalili na formację rosyjskiego wojska wielką drewnianą konstrukcję do wyrabiania serów. To przesądziło o zwycięstwie. Na poturbowanych Rosjan wpadli szermierze. Ksiądz uratował życie Gerwazemu, przewracając go tuż przed salwą żołnierzy. Ryków poddał się Podkomorzemu. Płut odnalazł się po bitwie.

KSIĘGA DZIESIĄTA

Potężna ulewa bardzo ułatwiła uporanie się z konsekwencjami zajazdu i bitwy z Moskalami. Wezbrana woda zerwała mosty i zalała drogi, co pomogło w utrzymaniu zajść w tajemnicy. Robak zarządzał szlachtą, wydawał polecenia. Życzliwy Polakom Ryków zapewnił, że postara się załagodzić skutki pobicia jego roty. Zezna, że Płut pozwolił na picie, była wspólna zabawa, nieoczekiwanie major kazał dać ognia i tak pół roty wytracił. Kapitan nie chciał nawet przyjąć finansowego wynagrodzenia za takie potraktowanie incydentu. Ostrzegł, że to majora Płuta trzeba będzie przekupić. Gerwazy dał do zrozumienia, że Płut niczego już nikomu nie powie. Robak zrugał go za zabicie bezbronnego jeńca, dodając jednak, że taki mord usprawiedliwiony jest, gdy poczyniony został pro publico bono, czyli dla dobra publicznego. Ciała majora nigdy nie odnaleziono.

Podkomorzy oświadczył, ze Maciej Chrzciciel, Konew, Brzytew i Tadeusz muszą umknąć do Księstwa Warszawskiego i zaciągnąć się do wojska. Wojna, o której tyle mówił Robak, nieprędko się zacznie. Na uciekinierów zrzuci się całą winę i w ten sposób ocali resztę szlachty.

Sędzia zaproponował, by Tadeusz przed wyjazdem chociaż zaręczył się z Zosią, na co pozyskał zgodę samej panny oraz Telimeny. Tadzio, co należy docenić, wyznał, że nie czuje się godzien zaszczytu, że powinien zasłużyć na miłość Zosi, stałością, może sławą czynów wojennych. Nie byłoby też, w jego przekonaniu uczciwym, krępować dziewczynę danym słowem, gdy może jej się ktoś inny spodobać, zanim on zdoła powrócić do kraju.

Bardzo wzruszył się, czyniąc to wyznanie, co zostało dostrzeżone przez wnuczkę Horeszki. Podarowała mu na drogę relikwię. Oboje byli bardzo przejęci.

Hrabia widząc poruszającą scenę pożegnania młodych, wyciągnął do młodego Soplicy rękę na zgodę. Sędzia poradził sąsiadowi, by pozostał w kraju, ponieważ połową swego majątku na pewno wykupi się od wszelkiej odpowiedzialności i rosyjskie władze dadzą mu spokój. Hrabia wolał jednak wzorem Tadeusza służyć krajowi. Pochwalił to gorąco Robak, zachęcając do wspomożenia armii polskiej także groszem, tak jak uczynił to Dominik Radziwiłł. Arystokrata pożegnał się czule z Telimeną, a ta podarowała mu swoją kokardę. Robak postanowił zachować w tajemnicy przed synem swoją prawdziwą tożsamość i uczynić z tego wyrzeczenia część swej pokuty.

Robak zażądał księdza z wiatykiem i zaprosił na rozmowę brata z Klucznikiem. Tu następuje jeden z najciekawszych fragmentów poematu. Moim zdaniem, Mickiewicz na wyżyny literackiego kunsztu wznosi się w utworze, gdy tworzy sceny batalistyczne i gdy opisuje uczucia. Znajomość ludzkiej natury i umiejętność uchwycenia różnych odcieni emocji, czasem sprzecznych, widać choćby w zachowaniach Tadeusza po niefortunnym romansie z Telimeną, gdy nie wyrzucił z serca resztek gorących uczuć, ale zdecydował już o zupełnie innym kierunku swoich poczynań. To złościł się na ciotkę, to znów był o nią zazdrosny.

W opowieści Jacka o swoim życiu, grzechach, błędach, zbrodni i długotrwałej pokucie znajdujemy nie tylko opis przemiany wewnętrznej, głębokiej, zasadniczej, ale też bardzo przekonujące uzasadnienie tego procesu. Jacek w swojej relacji kilkakrotnie zwraca uwagę na to, że przyczyną tragicznych wydarzeń była jego chorobliwa duma, pycha, przerośnięta ambicja. Jakże wiele musiało nastąpić faktów, by człowiek ten jedną konstytutywną cechę osobowości zamienił na drugą, będącą jej całkowitym  przeciwieństwem: na pokorę. Portret wewnętrzny Jacka jest nie tylko ciekawy, ale też przekonujący.

Na Gerwazym słowa „jam jest Jacek Soplica” zrobiły wrażenie piorunujące. Ksiądz poprosił Klucznika o cierpliwe wysłuchanie wyznania. Robak zaczął od tego, jak Stolnik, potężny magnat demonstrował swoją przyjaźń i przywiązanie do młodego, biednego szlachcica. Wszystko to podszyte było fałszem, ponieważ Horeszko wiedział, jak bardzo Jacek zakochany jest w jego córce Ewie.

Syn podczaszego, podczaszyc był kimś za mało ważnym, by móc starać się o pannę z domu dygnitarza. Wszyscy w okolicy widzieli nieszczęsny afekt młodzieńca. Niektórzy wprost dawali mu radę, by porzucił płonne nadzieje. Dumny Jacek udawał, że z magnatów drwi, że nie dba o ich córki, a za żonę pojmie tylko równą sobie.

Na zewnątrz zakładał więc maskę, a raczej próbował to zrobić. W głębi serca, jak przyznaje, uważał, że Horeszko mógłby pobłogosławić związek jego i Ewy. I tu chciałbym zwrócić uwagę na element psychologicznej prawdy w kreacji bohatera.  Był młody, nie czuł jeszcze żadnych ograniczeń. Jako ktoś dopiero w życie wkraczający i dość ubogi osiągnął bardzo wiele. Zdawało mu się, że wszystko jest możliwe. W takie przekonania przecież starają się wyposażyć wychowawcy i rodzice swoje potomstwo. „Bądź ambitny”, „sięgaj wysoko”. Jacek wierzył też w wartość elementarnej zasady równości szlachty wewnątrz stanu oraz w to, że dzięki zasługom dla kraju można zostać odpowiednio wynagrodzonym. 

Jacek wspomina, że sprytny Horeszko udawał, że nie przyszło mu nawet do głowy, by młodzieniec mógł zabiegać o jego córkę. Prowadził z nim grę. Unikał sytuacji, w których szlachcic otworzyłby przed nim serce. To jest właśnie powód, dla którego nie wierzę w podanie Jackowi czarnej polewki. Stolnik wciąż chciał wykorzystywać popularność ubogiego gościa dla swoich politycznych celów. Przypomnę, nie podczaszyc był mu potrzebny, ale poparcie drobnej szlachty, jakie mógł mu zapewnić. Liczyły się szable i głosy na sejmiku.

Jacek z kolei nie wyobrażał sobie sytuacji, kiedy poprosiłby o rękę Ewy i usłyszał:„nie”. Nie zniósłby odmowy. Duma nie pozwalała mu na proszenie i „ubliżenie imieniowi Sopliców”. Cierpiący z powodu niespełnionych ambicji, urażony lekceważeniem Horeszki i wykorzystywaniem go młody szlachcic myślał o ukaraniu magnata, ale widząc wzrok ukochanej, łagodniał. Cóż, naprawdę ja kochał.

Gra między Stolnikiem i podczaszycem trwała. Ten drugi również próbował ukryć uczucia. Emocje nabierały na sile. Robak przypuszcza, że gdyby Horeszko otwarcie go „zrekuzował”, czyli przeciął niedomówienia i odebrał mu wszelkie złudzenia i nadzieje, być może pogodziłby się z tym.  Temperatura uczuć, złość miały się czym podsycać.

W końcu w akcie desperacji Jacek wymyślił, że oświadczy Stolnikowi, że wyjeżdża daleko na pogranicze, by prowadzić walkę z wrogami kraju. Liczył mimo wszystko na jakiś ludzki odruch potężnego pana. Skutek zapowiedzi był nieprzewidziany, zaskakujący. To Ewa była wstrząśnięta, porażona niemal wiadomością o wyjeździe młodzieńca. Zrozumiał wtedy, jak bardzo był jej bliski. To sprawiło, że porzucił pozę obojętności. Płakał, przestał panować  nad sobą i był gotów błagać o rękę dziewczyny. Wtedy Horeszko ostudził jego zapały, upokorzył go nawet w przemyślny sposób. Z lekceważeniem wypowiedział się o innym kandydacie do ręki Ewy, który i tak w hierarchii szlacheckiej o wiele pięter wyżej stał od Jacka.

Gerwazy wtrącił uwagę, że zdarzały się wśród szlachty takie sytuacje i wtedy najczęściej porywano pannę i zawierano szybki ślub. Jacek, co znów przemawia za siłą i szczerością miłości, odrzekł, że Ewa była zbyt delikatna na takie przeżycia, jak walka, porwanie, ucieczka, choć przyznał, że cieszył się takim poparciem szlachty zaściankowej, że mógłby zburzyć w puch zamek Horeszki. Bał się jednak o zdrowie dziewczyny.

Otwartej zemsty na Stolniku także nie brał pod uwagę, ponieważ z powodów ambicjonalnych nie chciał przyznać, jak bardzo zabolało go odrzucenie. Wymyślił więc plan: ułożyć sobie życie, a po latach znaleźć powód zaczepki i wtedy się odegrać. Przeliczył się w rachubach.

Poślubił zakochaną w nim bez reszty biedną ubogą dziewczynę. W relacji Robaka nie pada nawet jej imię. To matka Tadeusza. Jacek nie był w stanie zapomnieć Ewy. Zaniedbywał rodzinę i dom, pochłaniała go rozpacz. Za nią szły bieda i pijaństwo. Przez troski zmarła jego młoda żona.

Wiadomości docierające z zamku jeszcze mocniej zatruwały umysł i serce bohatera. Przymuszona do zaręczyn i małżeństwa córka Horeszki traciła przytomność podczas uroczystości, ciągle płakała, zachorowała ciężko. Domyślano się, że kogoś potajemnie kochała. Stolnik nie dbał o dziecko, o Jacku zapewne już w ogóle nie pamiętał, ponieważ ten dawny nieformalny przywódca drobnej szlachty stracił swoją powagę, autorytet, charyzmę, wpływy. Stał się nikim. To także przecież musiało ranić jego dumę. Kiedyś o jego towarzystwo zabiegali najpotężniejsi na Litwie ludzie, wliczając w to Radziwiłła. Mógł zmobilizować wokół siebie tysiąc chętnych pójść za nim, gotowych na wszystko szlachciców. Teraz, po upadku na samo dno był obiektem drwin chłopskich dzieci. Niżej stoczyć się już chyba nie mógł, a przypomnijmy, za dawnych czasów był to ktoś, kto nikomu nie schodził z drogi i nie pozwoliłby się pokrzywdzić, jak sam mówi, nawet królowi.

Głos w tym miejscu na krótko zabrał Gerwazy, a ponieważ to wróg największy Jacka, to możemy zaufać jego słowom potwierdzającym fakt, że kiedyś przyświecała młodzieńcowi niejedna gwiazda i los mu sprzyjał. Klucznik nie może uwierzyć, że nie rozpoznał w Robaku swego największego przeciwnika. Przyznaje, że Jacek był postrachem najpotężniejszych magnatów na Litwie, że śpiewano o nim piosenki, ze szalały za podczaszycem kobiety, a strzelcem był najlepszym, szermierzem prawie tak dobrym jak Maciek. 

Robak wspomina gorycz swego upadku, ból z powodu cierpienia Ewy, wściekłość na widok tryumfującego Horeszki, cieszącego się nieprzerwanie życiem.

Przypadkiem znalazł się w pobliżu zamku, gdy próbowali go zdobyć Moskale. Miotały nim mieszane uczucia. Dostrzegłszy zadowolonego z siebie magnata, porwał broń jednego z żołnierzy i oddał strzał. Zabił.

Gerwazy docenił ocalenie życia dziś Hrabiemu i jemu samemu. Nie chciał jednak w pełni zrozumieć i usprawiedliwić postępowania Jacka. Odebrał podstępem życie polskiemu panu w Polsce i w zmowie z Moskalem. Przeciwko temu ostatniemu zarzutowi Robak zaprotestował z gorąco, z całym przekonaniem. Błagał też Klucznika o wysłuchanie go do końca, ponieważ czuł zbliżającą się szybko śmierć. Powodem był postrzał, który doprowadził do zakażenia.

Ksiądz przypomniał, że wszyscy uważali go za zdrajcę i że to podejrzenie było dla niego bardzo przykre. Miał też szansę na wielką karierę. Moskwa uważała go za stronnika. Rodzina Sopliców dostała część dóbr Horeszków. Targowiczanie chcieli go zaszczycić urzędem. Nie mógł jednak pójść drogą zdrady.

Ewa zmarła wywieziona na Sybir razem z mężem. Pozostała po niej córka, Zosia. Zaopiekował się nią, polecił wychowywać. Sam opuścił kraj. Ponieważ przyczyną wszystkich nieszczęść, do jakich doprowadził, była pycha, wszedł na drogę pokory. Przybrał imię symbolizujące znikomą wartość tego, kto je nosi. Oprócz służby Bogu poświęcił życie walce o niepodległość. Był emisariuszem. Brał udział w przygotowaniach do wkroczenia do Wielkopolski i Galicji wojsk napoleońskich. Kary wymierzali mu Rosjanie, Austriacy i Prusacy. Służył krajowi nie dla chwały. Starał się odkupić winy, zrównoważyć szkody, jakie wyrządził, dając swoimi zachowaniem innym zachętę do zdrady.

Marzeniem ostatnim księdza Robaka było wywołanie powstania na Litwie i rozpoczęcie go w domu Sopliców, by zmyć z tego nazwiska ostatecznie piętno zdrady. Gerwazy organizując zajazd, zniszczył spisek i zburzył plany. Nie wiedząc o tym, zemścił się.

Klucznik przyznał, że Horeszko umierając na jego rękach dał znak przebaczenia sprawcy zabójstwa. Jacek zmarł, ale odebrał jeszcze wiadomość, że wojna z Rosją została postanowiona.

KSIĘGA JEDENASTA

Wiosna roku 1812 przedstawiona jest jako ta, która w pamięci narratora wiąże się z ogromnymi nadziejami, ale też jako ta, która zamieniła się w jego senną marę. Tylko w jej czasie zapomniał o niewoli narodowej, z której piętnem przyszedł na świat. Przypomnijmy, Mickiewicz urodził się w 1798 roku, trzy lata po upadku Rzeczpospolitej. W pobliskim mieście zainstalowano sztab książęcy, a w Soplicowie stanął obóz czterdziestu tysięcy wojska, którym dowodzili Dąbrowski, Kniaziewicz, Małachowski i inni znaczący generałowie.

Wojski rozpoczął przygotowania do wielkiej uczty, którą miał zamiar rozsławić Soplicowo, zwłaszcza że zapowiedział swą obecność generał Dąbrowski, na dzień ten wypadało święto kościelne, a jednocześnie zaręczyny trzech par związanych z dworem.

W uroczysty dzień Najświętszej Panny Kwietnej przyszli do kościoła wieśniacy i trochę wojska. Po mszy Podkomorzy odczytał akt rehabilitacji Jacka Soplicy, w którym wymieniono jego zasługi dla kraju i ogłoszono, że winy wszelkie odkupił. Grób Robaka udekorowano przyznanym mu pośmiertnie krzyżem legii honorowej.

Czytelnik więcej na temat literackiej kreacji Jacka przeczyta we wpisie pod linkiem: Jacek Soplica – studium postaci. 

We dworze cieszyli się swoją obecnością Tadeusz i Zosia, a stojący niegdyś po dwóch stronach konfliktu staruszkowie, Protazy i Gerwazy zabawiali pogawędką. Z zadowoleniem odnotowywali, że spór Sopliców z Horeszkami zakończy małżeństwo. Tak kiedyś Litwini i Polacy zamknęli okres zatargów ślubem Jadwigi i Jagiełły. Po latach przerwy Litwa znów łączyła się z Polską. Starcy wspominali dawne dzieje. Protazy wydobył z pamięci wróżbę, że Zosia pogodzi dwie rodziny, a Gerwazy przypomniał, jak polubił Tadeusza, gdy ten był jeszcze chłopcem.

Młody Soplica pytał Zosię o szczerość uczuć, nie chciał jej namawiać, był ciekaw, czy nie ulega presji otoczenia w sprawie małżeństwa. Dziewczyna przyznała, że dużo myślała o nim, tęskniła. Rejent asystował w tym czasie w przygotowaniach Telimenie, która była jego narzeczoną.

Pojawił się nagle zając, za którym puszczono Kusego i Sokoła. Dopędziły szaraka w tym samym momencie. Długi spór zakończył się zgodą. Rejent i Asesor wymienili podarunki. Było podejrzenie, że Wojski wyhodował potajemnie w domu zająca i puścił w odpowiedniej chwili, by pojednać myśliwych.

Serca gości podbiła Zosia ubrana w litewski prosty strój ludowy, w dominującym kolorze zieleni. Nie chciała w kwestii ubioru słuchać Telimeny i bardzo dobrze się stało. Jeden z oficerów zaczął rysować pannę i Sędzia rozpoznał w nim Hrabiego, który został pułkownikiem po tym, jak ufundował z własnego majątku pułk jazdy i zasłużył na uznanie. Drugą parę przyszłych małżonków tworzyli Asesor i Tekla Hreczeszanka. Rejent i Telimena spóźniali się.

KSIĘGA DWUNASTA

Wojski wystąpił w roli marszałka dworu i podejmował wyczekiwanych gości, wśród których byli generałowie legionów, bohaterowie pierwszej epoki walk o niepodległość. Sędzia znalazł się na zewnątrz i zasiadł z poddanymi do jednego stołu. Zgodnie ze starym zwyczajem, para nowych dziedziców, Tadeusz i Zosia usługiwała włościanom.

W tym czasie Wojski objaśniał sens scenek, które tworzyły figurki niezwykłego serwisu. To ciekawe miejsce w poemacie. Mickiewicz starał się ukazać odchodząca w przeszłość nieodwołalnie specyficzną, swoistą kulturę szlachecką. Nie wszystko jednak jeszcze z niej się zachowało i funkcjonowało. Sejmiki zniknęły wraz z pierwszą Rzeczpospolitą. Dlatego fenomen szlacheckiego samorządu, jego zalety i wady przedstawił autor poprzez opowieść Hreczechy, tłumaczącego sens gestów, układy postaci, znaczenie dla całości poszczególnych grup figur serwisu.

Wojski zrozumiał kiedyś, że ukazany został w tych osobach przebieg szlacheckiego sejmiku, narady, przekonywanie, przemowy szlachty, nawet awantura z użyciem broni. Najważniejsze jednak, że pokój potrafiono przywrócić i do zgody doprowadzić dzięki kwitnącej wierze. Oczywiście, mamy w poemacie idealizację demokracji szlacheckiej, eksponowanie jej zalet, bagatelizowanie wad.

Wojski nie widzi niedogodności w tym, że brakowało urzędników egzekwujących wyroki, nie było często komu przywrócić porządku. Szlachta potrafiła, jak dowodzi, utrzymać ład i zachować wolność.

Naturalnie, zaznacza, że młodzi już tego nie pamiętają. Świadomość zachodzących zmian mają zatem sami bohaterowie utworu. Widzą, że teraźniejszość jest już tylko bladym odbiciem dawnej wielkiej przeszłości. Kiedy odejdą seniorzy, Sędzia, Wojski, Podkomorzy, Gerwazy, Woźny, coś zniknie bezpowrotnie. Stąd wziął się pomysł na poemat, utwór ocalający pamięć o fenomenie kultury szlacheckiej pierwszej Rzeczpospolitej. A dziś szkolna dziatwa nudzi się, ślęcząc nad kartami „Pana Tadeusza”, nie bierze bowiem pod uwagę faktu, że w czasach Mickiewicza fotografia dopiero raczkowała jak niemowlę, a filmy jeszcze się nikomu nie przyśniły nawet. Jeśli kto umiał, mógł malować, korzystać z pędzla i sztalugi. Inni posługiwali się słowem.

Serwis, wróćmy bowiem do stołu, był naprawdę niezwykły. Zmieniał kolory pod wpływem temperatury. Obecnością swoją gości zaszczycił także senior rodu Dobrzyńskich, Maciej. Gerwazy pokazał swój znakomity miecz, który ujął pewnie w ręce Kniaziewicz i z wielkim kunsztem demonstrował sztukę szermierki na dawnych pchnięciach i zasadach opartą. Gerwazy wzruszony podarował Kniaziewiczowi swój Scyzoryk.

Maciej Dobrzyński, zagadnięty przez Dąbrowskiego, z pewnym sceptycyzmem odniósł się do wyprawy polskich wojsk na Rosję z Napoleonem. Prawdziwy wstrząs przeżył jednak, gdy ujrzał Rejenta ubranego we frak. Jego przyjaciel w intercyzie na żądanie Telimeny podpisał wyrzeczenie się kontusza na zawsze. Maciej oburzony poszedł do domu.

Hrabia zobaczywszy Telimenę z Rejentem miał do niej żal o niewierność. Chciał ukarać rywala, ale kobieta zagroziła użyciem paznokci, jeśli spróbuje zniszczyć jej związek. Pozostawi Rejenta tylko wtedy, jeśli arystokrata obieca poślubić ją od razu.

Tadzio rozpoczął rozmowę z Zosią w sprawie nadania wolności i uwłaszczenia chłopów. Uważał, że należy im się lepszy los. Zaznaczył, że większości ich wspólnych dóbr legalną dziedziczką jest właśnie ona, wnuczka Horeszki. Dodał, że nadanie ziemi chłopom zuboży mocno ich dochody.

Zosia zapewniła go, że przyzwyczaiła się do prostego życia, woli wieś od miasta i Tadeusz uboższy będzie jej nawet bliższy.

Gerwazy poradził, by chłopów po prostu uszlachcić i w ten sposób lepiej zabezpieczyć ich prawa. Dodał też, że w zamku ukrył pokaźny skarb, którym chętnie powiększy majątek młodych i zabezpieczy przyszłość.

Pleban ogłosił włościanom radosną nowinę. Tadeusz wzniósł toast za ich zdrowie, nazywając współobywatelami.  Wiwatowano na cześć wszystkich stanów.

Zgodnie z tradycją na weselu powinna zagrać ludowa kapela. Muzykanci już czekali, bojąc się, że zostaną pominięci. Brakowało im cymbalisty. Zosia poprosiła Jankiela, by spełnił swoją dawną obietnicę i zagrał na jej weselu.

Jankiel dał niezwykły koncert, w którym muzycznie zilustrował najważniejsze wydarzenia z życia narodu ostatnich dziesięcioleci. Rozpoznano Polonez Trzeciego Maja, Targowicę, rzeź Pragi, założenie Legionów, przybycie ich do kraju. Wzruszony Jankiel dziękował Dąbrowskiemu za wyzwolenie Litwy.

Czytelnika zapraszam do lektury wpisu pt: „Pana Tadeusz” – historia w poemacie.

Znakomicie poloneza poprowadził Podkomorzy. Zabawa trwała długo. Była to ostatnia uczta staropolska.

Epilog

Narrator opisuje duszącą, ponurą atmosferę panującą na emigracji. Polacy wzajemnie oskarżali się o przyczynienie do narodowej klęski. Wielu z nich nie miało szans na ułożenie sobie życia od nowa. Większość nie mogła powrócić do kraju.

W tych okolicznościach jedyną pociechę stanowiły wspomnienia, przenosiny w wyobraźni do kraju lat dziecinnych, gdzie wszystko było przyjazne, ludzie życzliwi, troski nieobecne.

O powstaniu listopadowym, „krwi tej, co się świeżo lała”  narrator pisać nie chciał. Szukał możliwości dostarczenia czytelnikom ciepłych emocji, nawet sielankowej atmosfery, wytchnienia od nieszczęść.

Na koniec wyraża nadzieję, że jego dzieło stanie się popularne także wśród prostych ludzi. 

UWAGI NA KONIEC

W „Panu Tadeuszu” widać zastosowanie literackiego schematu rywalizacji dwóch kawalerów do ręki jednej panny, który popularny był w komedii francuskiej i polskich dramatach doby oświecenia.

Bohater pozytywny „wynagradzany” był przez miłość i małżeństwo, negatywny odchodził z niczym.

Mickiewicz ze wzoru korzysta, choć go modyfikuje. Hrabia, rywal Tadzia, chce zdobyć serce Telimeny, a już na pewno nie przegrać w konkurach z młodym Soplicą, na którego prawdopodobnie patrzy z góry jako dziedzic wielkiej fortuny, wojażer, znawca europejskiej sztuki. Prawdziwą jednak nagrodą może być nie salonowa lwica z wcale niechlubną przeszłością, ale Zosia, wnuczka potężnego Horeszki, legalnie dziedzicząca jego majątek, skromna, kochająca proste życie, niezepsuta przez miasto i zbytki.

Hrabia jako nieco scudzoziemszczały amator włoskich krajobrazów i angielskiego stroju, w trudnych czasach zawsze jako bogacz lepiej „lądujący” niż biedniejsza szlachta przegrał rywalizację z dzielnym Soplicą o sercu demokraty. Zosia poślubiła właśnie syna Jacka, ale czy Hrabia naprawdę ma powody czuć się pokrzywdzonym? Wszak ten bujający w obłokach esteta, miłośnik piękna nie tęskni za małżeńskimi więzami.

Czy świat litewskiej prowincji, szlacheckie obyczaje i rządy są idealizowane, czyli widziane i opisywane jakby były lepszymi niż w rzeczywistości? I tak, i nie. Eksponowane są zalety, natomiast wady i skutki ludzkich błędów nieco bagatelizowane. To prawda. Mickiewicz zostawia nam jednak dużo gorzkiej prawdy na temat kłótliwości, porywczości, warcholstwa rodaków. Wszak gdyby nie zemsta Jacka, Horeszko nie straciłby życia. Gdyby nie mściwość i chęć rewanżu Gerwazego, nie doszłoby do zajazdu, interwencji wojska w Soplicowie, a Jacek by żył i może zrealizował marzenie o powstaniu na Litwie.

Kończę wpis, mając świadomość, że do tajemnic poematu, nie wszystkich nawet, zaledwie się zbliżyliśmy i że dobrze trzeba przyglądać się, by dojrzeć źródła siły tego dzieła przez tyle dziesięcioleci fascynującego i cieszącego Polaków… a co ciekawe, nie tylko ich.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *