Zbigniew Herbert: „Małe serce” – omówienie, analiza, interpretacja, opracowanie

17 lutego, 2018 19:14 Zostaw komentarz

Zbigniew Herbert pozostawił po sobie w dorobku poezję tak cenną i różnorodną, że przed czytelnikami perspektywa jeszcze wielu wieczorów pełnych namysłu i podziwu dla mistrza słowa. W tomiku „Elegia na odejście” z roku 1990 znalazłem „Małe serce”. W późniejszych zbiorkach poety mniej już polityki, historii, badania wartości moralnych wyborów związanych z bieżącymi wydarzeniami. Zmienia się perspektywa. „Małe serce” jest jednym z wielu dzieł artysty przypominających, że sztuka najwyższych lotów powinna mieć swoją wagę, podejmować tematykę doniosłą. Długo jeszcze, sięgając po wiersze Herberta, szukać będziemy w nich prawdy o człowieczeństwie, moralnych drogowskazów na całe życie, odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, także słów pocieszenia i na pewno będziemy je znajdować. 

Podmiot liryczny tego utworu to starzec. Nazywa siebie „siwym pająkiem”, wspomina wydarzenie z czasu „wielkiej wojny”, mówi, że jest samotny i siedzi na pniu ściętego drzewa. Nie ma żadnych planów, dokonuje raczej podsumowania swego życia. W jego słowach jest dużo o przeszłości, o przyszłości nic.

tyle lat cierpliwie

tyle lat daremnie

(…)

przecież tak jak wszyscy

pragnąłem powrócić

do zatoki dzieciństwa”.

Bohater to także mędrzec, bogaty w doświadczenia, analizuje z uwagą to, co robił. Tekst jest małym lirycznym traktatem moralnym, prawdziwą perłą sztuki mowy, w którym każde słowo niesie sens. Motywem inicjującym refleksję o odpowiedzialności, o dobru i złu, o zobowiązaniach każdego wobec bliźnich jest pocisk „z broni małokalibrowej” wystrzelony przez bohatera wiele lat temu. Obiegł on kulę ziemską i po wielu latach, gdy starzec nie pamiętał już swoich win i „jego”, utrafił go w plecy.

Strzał w plecy oznacza zdradę, tak się kojarzy, ale tu przecież pocisk dosięgnął samego strzelca. W motywie kuli docierającej po latach do tego, kto ją wystrzelił, zawarty jest paradoks. Nie można zdradzić samego siebie, choć można wyrządzić sobie krzywdę. Posługując się alegorią autor podjął niesłychanie ważny temat odpowiedzialności człowieka za każdy czyn.

W postawie bohatera widać ewangeliczny nakaz szukania belki we własnym oku, zanim wskaże się źdźbło w oku bliźniego. Cóż z tego, że podmiot liryczny, jak sam mówi, zapomniał winy swoje i „jego„, czyli wroga, przeciwnika, konkurenta? Wyznaje, że chciał „wymazać z pamięci/twarze nienawiści”. Był pewny, że zapomniał wszystko. Z historii czerpał pocieszenie, że walczył z przemocą,

a Księga mówiła

– to on był Kainem”.

Mężczyzna zapewnia dalej, że ślady zła i przemocy przemywał „wodą litości” i że pragnął, by miały w nim dom „szlachetne piękno/ uroda istnienia/ a może nawet dobro”. Pocisk dosięgnął go po latach, „w momencie najmniej stosownym”. Morał, konkluzja pierwsza wypowiedziana wprost to: „nic nikomu nie będzie darowane”. Nie można iść na moralne ustępstwa, budować kojące mity, fałszywe narracje.

Dlaczego bohater nie ułatwia sobie życia, dlaczego dokonuje rachunku sumienia, jest tak surowy wobec siebie? Przecież pocisk jest jedynie literackim obrazem, nie dosięgnął go naprawdę. On sam przypomniał sobie winę, dostrzegł ją, zobaczył. Postawy moralne są zawsze sprawą wyboru. Podmiot liryczny „Małego serca” rozlicza się z bliźnimi i sobą. Sądzi, że nie można odnaleźć spokoju i cieszyć się czystym sumieniem bez rzetelnego rozrachunku. Zła nie usprawiedliwia ani wyższa racja walki z wrogiem ojczyzny, ani nawet biblijna opowieść. Żadna próba zbudowania dychotomicznego, czarno-białego obrazu rzeczywistości nie usprawiedliwia zła. Wystrzelony pocisk kiedyś dosięgnie celu. Będzie nim człowiek. W moralnym traktacie „Małe serce” ofiarą staje się oddający strzał. Wspomniałem o Biblii. W naszej kulturze ta właśnie księga wpaja nawyk przypatrywania się sobie i poszukiwania winy. Należy ją właściwie czytać. 

Druga konkluzja zawarta jest w ostatnich słowach: zbyt małe serce i zbyt wielka pamięć. Może bohaterowi lżej byłoby myśleć o całym swoim życiu, gdyby jednak to i owo zapomniał. Pamięć ma dobrą, wspomnienia ciążą, przynajmniej niektóre. Nie ucieka przed nimi.

W poezji Herberta moralny nakaz, konieczność wystąpienia wobec siebie w roli sędziego, nawet gdy nikt inny nie osądza i nie potępia, to powracający temat. Znamy go choćby z „Przesłania pana Cogito”.

„Małe serce” dodaje otuchy. Z bohaterem łatwo się utożsamić. Mówi przecież o sprawach tak uniwersalnych, jak chęć usprawiedliwienia siebie, wymazania z pamięci wszelkiego zła, ukochania piękna i dobra. Strapienie mędrca z powodu zbyt małego serca i zbyt wielkiej pamięci jest źródłem pocieszenia dla wszystkich cierpiących z tego samego powodu.

Poezja Herberta nie jest na pewno przeznaczona dla każdego. Może trzeba do niej dojrzeć? Zakorzeniona jest głęboko w kulturze wysokich moralnych standardów. Jej przesłanie mogłoby cofnąć nas do czasów pierwszych chrześcijan ze spokojem umierających za wiarę albo zmienić świat na drodze moralnej rewolucji.

Dziękuję Państwu za uwagę 🙂 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *