Wisława Szymborska: „Nic dwa razy” – omówienie, opracowanie, analiza, interpretacja, środki stylistyczne

27 grudnia, 2017 8:13 Zostaw komentarz

 fotografia pani Barbary Maliszewskiej zaczerpnięta z Wikipedii

Sztuka to ciągłe poszukiwanie idealnych proporcji między tym, co szlachetne i tym, co przyziemne, między znanym i nowym, wysublimowaną myślą i codziennością: „Nic dwa razy” jest utworem, w którym Szymborska łączy refleksję filozoficzną z erotykiem, intymną rozmową, tak jak uczynił to choćby Horacy w wierszu „Do Leukonoe”. 

Tekst nawiązuje do dorobku Heraklita z Efezu. Już pierwsze słowa „nic dwa razy się nie zdarza” budzą skojarzenie z formułą: „niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki”. Wiążemy przywoływany przez niego obraz rzeki z upływem czasu. Czy jednak na tym kończy się oddziaływanie tegoż filozofa i echa jego dzieł w analizowanym tu tekście? Otóż, nie.

Ze znakomitej pracy Władysława Tatarkiewicza dowiadujemy się, że wielki Grek przekonywał nie tylko o zmienności rzeczy, ale także o ich względności. W tomie pierwszym „Historii filozofii” czytamy zatem, że „wszystko płynie, nic nie trwa”, „natura jest ciągłą śmiercią i ciągłym rodzeniem się; ta sama natura jest ciągle inna”. Oprócz tego jednak: „nic z tego, co istnieje, nie posiada własności stałych i bezwzględnych, lecz wciąż zmienia własności i przechodzi z przeciwieństwa w przeciwieństwo: z czuwania w sen, z młodości w starość, z życia w śmierć”. I jeszcze: „taka jest dziwna natura rzeczy, iż przeciwieństwa stanowią ich osnowę”. I to przekonanie Heraklita o względności i bliskości przeciwieństw mogło przeobrazić się pod piórem poetki w obraz róży, która staje się po jednym dniu kamieniem. A znajdują się te motywy w zwrotce czwartej i piątej.

Prawda o nieuchronnej zmienności rzeczy przyobleczona została w utworze w barwną powłoczkę słów „wprawa”, „rutyna”, „repetować” „najtępszymi”, „zrodziliśmy się”, „pomrzemy”, „lato”, „zima”. Oryginalne są połączenia rodzenia się z wprawą i śmierci z rutyną. To przejaw szczególnego, subtelnego poczucia humoru autorki. Słowo „tępy” nacechowane jest negatywnie, zawiera spory ładunek pogardy i dalekie jest od elegancji i dbałości o piękno mowy, ale świadczy o umiejętności korzystania przez Szymborską z całego bogatego skarbca zasobów mowy.

Nazwanie pobytu na ziemi „szkołą świata” i zapewnienie, że nie możemy liczyć na żadną powtórkę jest właśnie owym zręcznym łączeniem ogólnej refleksji, teorii z banalną codziennością, przyziemnymi troskami. Jednocześnie doszło, zwróćmy uwagę, do odwrócenia znaków wartości. Powtarzanie klasy w szkole to coś wstydliwego, a w szkole życia – wielkie, niespełnione marzenie… no, chyba że ktoś jest Faustem i zawarł porozumienie z Mefistofelesem. 🙂 

Ze szkolnej ławy w trzeciej zwrotce przenosi nas poetka w świat miłości i bogactwa doznań, jakie niesie. Euforia intensywnych przeżyć gasi na chwilę ponurą myśl o przemijaniu. Każdy pocałunek, spojrzenie w oczy, intymne spotkanie są niepowtarzalne. Prawdziwa zagadka. Wydają się przecież takie same. W sferze tych przeżyć swoista odnawialność, świeżość, oryginalność jest podarunkiem od natury.

Niespodzianki w bliskich relacjach nie zawsze są przyjemne, o czym mówią już zwrotki czwarta i piąta. Smutek, uraza, pretensja przychodzą nieoczekiwanie, a sama zmiana, jej nagłość i skala zadziwiają nawet liryczną bohaterkę i podmiot liryczny w jednej osobie, kobietę i myśliciela. Wyrażeniu zaskoczenia, gry nastroju służy nagromadzenie pytań.

W treści zwrotki przedostatniej znajdziemy ślad refleksji stoików. Nie tylko warto pamiętać o ciągłych zmianach w świecie i naszym życiu, ale też nie ulegać emocjom, powtarzając sobie, że los jest zmienny. Zła godzina na pewno minie, więc dobrze jest nad lękiem zapanować. Ów „lęk” jest „niepotrzebny”, potęguje przykre przeżycia. Przemijanie okazuje się czymś bardzo pożytecznym. Podmiot liryczny puentuje myśl o nim przymiotnikiem „piękne”.  

Ostatnia zwrotka to podsumowanie. Nie ma tu lirycznego „ja”, ale „my”, podobnie jak w zwrotce drugiej, tej opartej na skojarzeniu życia ze szkołą. Na początku utworu „my” nie było ograniczone w żaden sposób, dotyczyło ludzkości, na końcu jest naznaczone mocnym rysem intymnej, miłosnej więzi. W piątej różnica między „my” i „ja” została świetnie wykorzystana do pokazania, jak ze „złączenia” i „jedności” łatwo wypaść w rozdzielenie: „ja” i „ty”.

Wróćmy do finału: „Uśmiechnięci, wpółobjęci spróbujemy szukać zgody”. Jakież to prawdziwe! Ludzie, kochający się mocno, potrafią jednocześnie straszliwie się pokłócić. Dlaczego? Dochodzenie przyczyn owego fenomenu pozostawmy psychologom.  Autorce, i nam chyba teraz też, wystarczy ujęcie tego zagadnienia w pięknym obrazie dwu kropel czystej wody. Widzimy jakże lubiany przez Szymborską paradoks: „różnimy się (…) jak dwie krople czystej wody”. Jednym z charakterystycznych zabiegów językowych poetki jest przekształcanie stałych związków frazeologicznych. Mówi się przecież „podobni jak dwie krople wody”. Tu doszło do przetworzenia: „różnimy się jak dwie krople wody”… „czystej” dodała autorka, żeby nie pozostała żadna wątpliwość. Paradoks pozwala często celnie uchwycić prawdę. Jesteśmy tacy podobni, dlaczego więc się nie rozumiemy? Pewnie właśnie dlatego. 🙂

Dwa słowa jeszcze o formie. Uciekając przed rutyną, nudą, schematami, które dla sztuki są zabójcze, Wisława Szymborska posłużyła się wierszem regularnym, ale nie w pełni.  Zwrotki jednakowej długości mają po cztery wersy, a każdy z nich osiem sylab. Końcowy akcent wypada zawsze na sylabie przedostatniej. Rymują się zakończenia wersów drugiego z czwartym. Rymy są niedokładne, ale dokładne również się trafiają, jak w zwrotce pierwszej, drugiej i ostatniej. Oprócz tego, co powiedziano powyżej, próżno szukać konsekwentnego dążenia do uzyskania wrażenia rytmu. Dzięki temu twórczyni utrzymała stan równowagi między zwykłością języka, siłą prostoty i wrażeniem bezpośredniego, naturalnego wyznania z przyjemnością wynikającą z miłych dla ucha współbrzmień – niespodzianek.

Na wirtuozerię ujęcia filozoficznego tematu lekko, z humorem, daleko od tonu akademickiej prelekcji wpływa migotliwość postaci podmiotu lirycznego. Wydaje się panować nad materią wykładu, ale nie waha się pokazać swej bezradności, by na końcu znów ująć pewnie władzami rozumu zagadnienia płynności, względności i niejasności świata.

Tekst osobisty i uniwersalny jednocześnie.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *