Umberto Eco: „Imię róży” – omówienie, opracowanie, bohaterowie, tematyka, motywy, analiza

15 grudnia, 2017 19:35 Zostaw komentarz

„Imię róży” to bestseller i klasyka literatury światowej. Niektórzy uważają, że Umberto Eco dał tym dziełem początek rozwojowi podkategorii powieści sensacyjnej sacro – thrillerowi. Fundamentem powodzenia „Imienia róży” jest znakomita znajomość średniowiecza i świetne rozumienie tej epoki przez autora. Dzięki temu nie ma w niej gaf, absurdów, które autorom głośnych powieści sensacyjnych się zdarzają. Utwór Eco to kopalnia wiedzy o epoce, choć zarzuca się mu, trzeba zaznaczyć, wzmocnienie niektórych stereotypów, jak na przykład ślepego okrucieństwa inkwizycji. Akcja osadzona została w okresie przełomu, na obszarze Włoch, gdzie w czternastym wieku rodzi się renesans i to czyni dzieło jeszcze bardziej interesującym.  

Umberto Eco przedstawił w „Imieniu róży” wielkie napięcia ideowe, polityczne, społeczne średnich wieków. Pokazał ruchy heretyckie jako zjawiska rewolucyjne, mające podłoże często w większym stopniu ekonomiczne, psychologiczne niż teologiczne. Stworzył klasyczny kryminał i bardzo świadomie wykorzystał popularność postmodernizmu. Nie wahał się poczynić szeregu aluzji do dzieł znanych i lubianych. Miejsce pochodzenia jednego z głównych bohaterów, Wilhelma z Baskerville nasuwa skojarzenia z powieścią Arthura Conana Doyle’a, a ograniczenie teatru zbrodni i śledztwa do zamkniętej przestrzeni przywodzi na myśl dzieła Agaty Christie. Seryjny morderca owładnięty obsesyjną potrzebą udowodnienia prawdziwości swego spaczonego patrzenia na rzeczywistość to echa współczesnych dzieł o przestępcach-psychopatach.

„Imię róży” stanowi doskonałe uzupełnienie szkolnego kursu historii, powieść mocno rozbudza apetyt na wiedzę o średniowiecznej Europie. W jednym z opactw benedyktyńskich jak w soczewce skupiają się procesy zachodzące w ówczesnym świecie Zachodu. Dochodzi do spotkania „na szczycie” będącego częścią ciągnącego się długo konfliktu między cesarzem i papieżem. Ujawnia się niechęć benedyktynów do franciszkanów, rodząca się między innymi z rozgoryczenia spowodowanego stopniową i bezpowrotną utratą przez tych pierwszych niekwestionowanej pozycji liderów życia duchowego i naukowego, a co za tym idzie prestiżu, wpływów, autorytetu.

Co gorsza, życie intelektualne przenosi się do miast, tam rozwija się kultura, także świecka. Nowe zgromadzenia zakonne, franciszkanie i dominikanie realizują cel uczestniczenia w działalności uniwersytetów, jako mnisi ubodzy starają się ewangelizować prostaczków, nędzarzy, których przybywa między murami grodów. Nawet wśród benedyktynów są tacy, którzy dostrzegają rolę pieniądza zmieniającego rzeczywistość i siłę miast włoskich zdobywających sobie pozycję udzielnych księstw bądź nawet królestw. Ci właśnie chcieliby zmian w zakonie, ale jak w każdej grupie muszą liczyć się z istnieniem frakcji, stronnictw walczących o wpływy i realizację wizji przyszłości własnego autorstwa.

Niezwykle ciekawą postacią jest osoba śledczego. Tak jak epoka czasu akcji powieści naznaczona jest cechami przełomu, tak i Wilhelm to postać złożona. Jest człowiekiem wiary, ale i nauki. Powierzono mu bardzo odpowiedzialną misję dyplomatyczną, ale ma swój własny ukryty cel poznania intelektualnych, mówiąc jaśniej: książkowych, zasobów biblioteki opactwa, jednej z najzasobniejszych w świecie Zachodu. Ponieważ na terenie opactwa dochodzi do tajemniczych, niewyjaśnionych i nagłych zgonów, jako dawny inkwizytor i człowiek potrafiący dostrzegać w śladach istotę rzeczy podejmuje się zadania dotarcia do prawdy. Zdaje sobie sprawę z natury mnichów, ich typowych reakcji, posługuje ich językiem, ale próbuje ustalić fakty. Jak w klasycznych kryminałach natyka się na mylne tropy, rozmawia z mordercą, który prowadzi z nim grę. Natrafia też na szereg tajemnic poszczególnych zakonników, które ukazują wstydliwe, krępujące prawdy o życiu monastycznym i ruchach heretyckich.

Bohaterem tej powieści jest też sam proces myślenia, krytyczne, co nie oznacza „krytykujące” spojrzenie na duchowość średniowiecza, na ograniczenia i pułapki, które umysł sam zostawia śledczemu i myślicielowi. Wilhelm to człowiek wiary, mnich, uczony, ale też sceptyk, rzadko odsłaniający tę stronę swej osobowości. Przestał być inkwizytorem, jak twierdzi jego uczeń i narrator, ponieważ nie potrafił znaleźć różnicy między „sfałszowaną wiarą heretyków” a „wiarą prawowierną”. Gdyby jednak w jego biografii nie było okresu pracy w sądach inkwizycji, nie umiałby tak uważnie rozpatrywać wszelkich możliwości, przyglądać się ludzkim działaniom. Jako uczeń Ockhama i Bacona ma trzeźwy stosunek do rzeczywistości i ufa rozumowi. Przenikliwy śledczy, odnosząc się do prawd teologicznych i filozoficznych, ma czasem wątpliwości nawet wobec samego kryterium prawdy.

Ci, którzy są zwolennikami odkrywania ponownie dorobku średnich wieków, przeczytają, że przed Leonardem da Vinci wielkim wizjonerem w dziedzinie wynalazków zmieniających życie był Roger Bacon, który „nauczał, że jest jeden tylko sposób przygotowania się na jego (Antychrysta) przyjście: badanie sekretów natury, używanie wiedzy dla ulepszenia rodzaju ludzkiego. Możesz przygotować się do walki z Antychrystem badając lecznicze przymioty ziół, naturę kamieni, a nawet kreśląc plany latających maszyn, które budzą twój uśmiech”. Tyleż powieść, a co przeczytamy w Historii filozofii Władysława Tatarkiewicza o trzynastowiecznym Angliku, franciszkaninie z Oxfordu?

Wśród różnorodnych jego pomysłów i przepowiedni, nieraz naiwnych i fantastycznych, niektóre były prawdziwie zastanawiające. Pisał o szkłach zbierających promienie słońca w jednym miejscu i mogących wrogowi uczynić szkodę. Pisał o mieszaninie zawierającej saletrę, która zapalona w żelaznej rurze, wybucha z wielkim hukiem”. Znawca filozofii cytuje następnie samego mistrza Bacona: „Można zbudować okręty, które będą wiosłowały bez pomocy ludzi, tak że będą pływać jak największe statki na rzekach i morzach, posłuszne kierownictwu jednego człowieka, jadąc szybciej, aniżeli gdyby były pełne poruszających je ludzi. Można też budować wozy, których nie będzie ciągnęło żadne zwierzę, a które będą poruszać się z gwałtowną szybkością”.

Sam Umberto Eco w posłowiu wyjaśnia, dlaczego akcję powieści musiał umieścić w XIV wieku. „Tylko w czasach między Baconem a Ockhamem  używano znaków, by kierować się ku poznaniu rzeczy poszczególnych”. Zacytujmy jeszcze Władysława Tatarkiewicza: „Bacon posługiwał się nie tylko prostym doświadczeniem, ale i eksperymentem, czyli umyślnym wywoływaniem zjawisk dla ich doświadczalnego badania. Zarazem znał wagę matematycznego badania zjawisk…” A to poniżej o poglądach czternastowiecznego filozofia, Wilhelma Ockhama, drugiego z mistrzów Wilhelma z Baskerville: „Rzeczywiście istnieją tylko: umysł i realne rzeczy. I stosunek umysłu do rzeczy jest bezpośredni. Ockham odrzucał wszelkie pośredniczące między nimi ogniwa: zjawiska, obrazy psychiczne, przedmioty intencjonalne”.

Tak więc nie myślcie, moi drodzy, że brzytwa Ockhama służyła do golenia (to już ode mnie). 🙂

Jako człowiek wiary, Wilhelm z Baskerville także objawia żywość swego umysłu. „Kiedy rozmawiam z Hubertynem, mam uczucie, że piekło jest rajem oglądanym z drugiej strony”.

Burzliwe wydarzenia z opactwa benedyktynów relacjonuje po wielu latach sędziwy zakonnik, który wraz z bratem Wilhelmem w nich uczestniczył jako jego bardzo wówczas młody towarzysz i podopieczny. Tekst utworu jest zatem rzekomym rękopisem, dokumentem świadczącym o epoce i zachodzących w niej procesach.

Czegóż w tej powieści nie ma? Labirynt, trucizny, wielka ówczesna polityka, pierwsza miłość, zdrowy rozsądek żeglujący pomiędzy intelektualnymi obsesjami podejrzanych, duchownych, uczestników dysput i sporów, świadków epoki.

Ileż w dziele Umberto Eco cennych obrazków minionych epok, które zainteresować powinny wszystkich, którzy starają się zrozumieć współczesność?

Miasto w Italii jest czymś innym niż w moim kraju… To nie tylko miejsce, gdzie się mieszka, ale także miejsce, gdzie zapadają decyzje, wszyscy oni są u siebie, bardziej liczą się radcy miejscy niż cesarz lub papież (…) A królami są kupcy. Ich orężem pieniądz. (…) Krąży wszędzie (…) dobra mają zapewnić zyskanie pieniędzy. Także księża i biskupi, a nawet zakony muszą prowadzić rachunki w pieniądzach. Dlatego naturalnie bunt przeciwko władzy przejawia się jako nawoływanie do ubóstwa, a buntują się ci, którzy wyłączeni są od stosunków pieniężnych, dlatego wszelkie nawoływanie do ubóstwa powoduje takie napięcia i tyle dysput i dlatego też całe miasto, od biskupa po radcę miejskiego, na każdego, kto zbyt głośno nawołuje do ubóstwa, patrzy jak na osobistego wroga”.

Dużo w tej powieści refleksji na temat władzy. Nie chcę zdradzać największej tajemnicy dzieła. Powiem tylko, że wiąże się ona z pewną ponadczasową prawidłowością. Kto chce rządzić, stara się zapanować nad strumieniem wiedzy i mocno ogranicza do niej dostęp. Wilhelm szuka czegoś w bibliotece i od początku dowiaduje się, że nie będzie miał do jej zasobów swobodnego dostępu. Czy podporządkuje się? Przeczytajcie Państwo, a jeśli powieść już znacie, polećcie ją koniecznie młodzieży.

Cytaty z „Imienia róży” w tłumaczeniu Adama Szymanowskiego, Państwowy Instytut Wydawniczy 1990

Cytaty z „Historii filozofii” Władysława Tatarkiewicza: t.1, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1988

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *