Marc Forster: „Marzyciel” – omówienie, analiza filmu

24 października, 2017 9:38 Zostaw komentarz

 KAŻDY MA TAKĄ NIBYLANDIĘ, JAKĄ SOBIE WYBIERZE – ZDJĘCIE ZROBIONE PRZEZ AUTORA NA GRECKIEJ WYSPIE SKOPELOS

Kiedy, pisząc te słowa, kolejny raz zastanawiałem się nad przyczyną niezwykłego uroku „Marzyciela”, przyszło mi na myśl, że autorzy połączyli z powodzeniem kilka filmowych gatunków: jest w nim bowiem i kino familijne, czyli opowieść o rodzinnych perypetiach z optymistycznym przesłaniem, jest portret artysty w czasie kryzysu, który podnosi się z głębi twórczej niemocy i wznosi na szczyty geniuszu, jest dramatyczna opowieść o poszukiwaniu siły do życia wbrew wszystkiemu, gdy traci się bezpowrotnie radość i beztroskę dzieciństwa, gdy los zabiera to, co ceniło się i kochało najbardziej.

To także po trosze film kostiumowy i baśń. Czy sukces „Marzyciela” byłby możliwy bez wspaniałej muzyki Jana A.P. Kaczmarka? Trudno powiedzieć. Bez wątpienia jest… zjawiskowa, magiczna. Podobnie jak scenografia i zdjęcia. Wspaniale odtworzony został wygląd londyńskich ulic, samochodów, stroje i rozrywki towarzyskiej śmietanki z początku XX wieku. Historia powstania doskonałego dzieła literatury dziecięcej, „Piotrusia Pana” oparta została na faktach, a dramatyczne życiowe losy pisarza oraz inspirującej go rodziny Sylvii Llewelyn Davies ukazane wiernie i przejmująco.

„Marzyciel” to, mówiąc najkrócej i dobitnie, najprostsza, bezpretensjonalna opowieść o wierze w marzenia, która podnosi upadających z ziemi i kieruje ich wzrok ku gwiazdom… i niekiedy jest jedynym ratunkiem przez rozpaczą.

Teraz przechodzę do dokładniejszego omówienia, przede wszystkim dla młodzieży i po to, by nauczyć niedoświadczonego widza uważnie przyglądać się poszczególnym elementom filmu. Będzie też okazja przypomnieć sobie to i owo przed egzaminem.

Całość zaczyna się od przedstawienia teatru, w którym odbywa się premiera kolejnego dzieła Jamesa Barrie’ego. Jest tu znakomicie zagrany przez Dustina Hoffmana Charles Frohman, producent i przyjaciel pisarza, osobiście witający gości. Ogromne wrażenie sprawia atmosfera święta, jaka otacza wieczór pierwszego wystawienia sztuki. Barrie od początkowych ujęć daje się poznać jako lekki ekscentryk, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że to artysta. Jego małżonka stara się narzucić mu właściwe zachowanie, a jest to tylko początek prezentowania różnic, by nie rzec, przepaści, jaka ich dzieli.

Sztuka okazuje się niewypałem. Teatr został jednak wynajęty na dłużej i producent liczy, że Barrie szybko napisze coś dobrego. Nie jest to jedyny czynnik oddziałujący mobilizująco na autora. Jego życie rodzinne nie układa się, a poznana w parku przypadkiem Sylvia, piękna wdowa i matka czterech chłopców, ciężko choruje na płuca. Dramaturgię sytuacji potęguje fakt, że rodzina doświadczyła już ciężkich przeżyć związanych ze śmiertelną chorobą głowy rodziny. Jeden z chłopców, Peter szczególnie dotkliwie odczuł tragiczne w skutkach uderzenia losu. Między nim a Barrie’ym powstaje nić porozumienia, ściślej mówiąc, pisarz widzi w dziecku siebie sprzed wielu lat, gdy stracił brata, a jego matka nie mogła podnieść się z depresji.

Matka chłopców, Sylvia Lewelyn Davies chętnie akceptuje nowego znajomego, który wkrótce staje się przyjacielem rodziny…. Sama stara się dzielnie radzić z trudami codziennego życia, a jednocześnie uwolnić od presji swojej nadopiekuńczej matki…

Pisarz, spędzając czas z rodziną Sylvii, powraca do utraconego kiedyś dzieciństwa. Można go zrozumieć, stracił bezpowrotnie coś niezwykle cennego i próbował to odzyskać. Oczywiście, takie rzeczy się nie udają, nie ma powrotu do przeszłości, ale z napięcia, nieprzystosowania, wewnętrznego konfliktu zrodzić się może coś zupełnie innego i równie cennego: owoc talentu i artystycznej pasji. W tym wypadku – wielkie dzieło literatury dziecięcej, „Piotruś Pan”.

Droga młodzieży, „Marzyciel” to znakomity materiał do rozprawek, odpowiedzi na pytania o rolę sztuki, o jej funkcje, wreszcie: o jej siłę kojenia cierpienia i lęku. Znamienne, że niezgoda na przemijanie i krzywdzące działanie losu w przypadku, jeśli przyoblecze formę dzieła, nie rani nikogo, nie jest toksyczna.

Barrie rozmawiając z Sylvią o Peterze, podzielił się następującym spostrzeżeniem: „Peter chyba chce dorosnąć zbyt szybko. Pewnie myśli, że gdy dorośli kogoś stracą, to nie cierpią tak bardzo.” Malec najmocniej z rodzeństwa przeżył stratę ojca i najgłośniej buntował przeciw chorobie matki, przeczuwając, i słusznie, że zapewnienia o jej powrocie do zdrowia, to kłamstwa.  

James wyznał Sylvii w trakcie tego samego spotkania, że w wieku Petera stracił brata, Davida. Matka ciężko to przeżyła… Miesiącami nie wychodziła z łóżka, nie chciała jeść, a on próbował ją rozweselić na wszelkie sposoby. Matka chciała jednak tylko Davida. James przebrał się pewnego razu w jego ubranie. „Wtedy chyba pierwszy raz naprawdę na mnie spojrzała. To był koniec mojego dzieciństwa.”

W trakcie  tej rozmowy James przyznał się: „Wmawiałem sobie, że David wyjechał do Nibylandii”.

Barrie intuicyjnie czuje, że po rodzinnej tragedii wszystkim członkom rodziny pani Davies potrzebna jest beztroska i zabawa, ponieważ doświadczyli boleśnie grozy życia…. Błazenady Barriego to także jego ucieczka od smutku. Stracił dzieciństwo, jak to już zostało powiedziane i próbuje znów się w nim znaleźć, a jest to niemożliwe. I z tego rodzi się sztuka.

Jak się łatwo domyślić, zbliżenie między nim a rodziną Sylvii nie podoba się małżonce Jamesa, Mary. Żona Barriego chciałaby znaleźć odpowiednie miejsce w środowisku londyńskich elit. Zamierza skorzystać z faktu, że matka Sylvii jest postacią bardzo licząca się w towarzyskiej śmietance. Dla Barriego maniery, sztywne reguły zachowania, powaga, którą powinien zachować podczas zorganizowanego przez Mary spotkania, są trudne do zniesienia. Z chłopcami podczas przyjęcia najchętniej by błaznował, wykpiwając powagę sytuacji i dumę przedstawicieli tak zwanych najlepszych rodzin…

Ważne dla widza jest to, że choć pani du Maurier trochę tyranizuje rodzinę, w istocie rzeczy nie jest taka zła… Może wpisuje się momentami w literacki wzorzec wiedźmy, ale po pewnym czasie odda sprawiedliwość przyjacielowi Sylvii. Jej nieufność wynikała z chęci chronienia córki.

W pewnym sensie ofiarą nieszczęścia Jamesa z jego dzieciństwa jest małżonka pisarza, Mary. James poprzez swoje specyficzne doświadczenie tkwi w wewnętrznym świecie, tęskni za Nibylandią, za swoim bratem, matką. Między nim a Mary powiększa się mur zbudowany z urazów. Paradoksem jest to, że kobieta do końca liczy na sukces męża i jest pierwszą, która dostrzega niezwykłość jego nowej pracy, „Piotrusia Pana”.

Zastanawia mnie, gdy patrzę na „Marzyciela” kolejny i kolejny raz, że nie osuwa się w sferę kiczu. Przypomina mi się scena, gdy podczas wspólnych zabaw Michael stara się wznieść w powietrze latawiec, a Barrie zapowiada surowo, że nikomu nie wolno zwątpić w to, że chłopcu się uda. Sukces pojawia się jakby na zamówienie. James jest magikiem, iluzjonistą, a film nabiera mocy przekonywania dzięki temu właśnie, że Peter jest tak sceptyczny, a sztuki Barriego, zarówno te teatralne, jak i inscenizowane w ogrodzie, tak nieudane. Oczywiście, poza tą najważniejszą i ostatnią przedstawioną w filmie. Choć Peter i James wzajemnie są dla siebie tak ważni, chłopiec długo pozostaje nieufny i zbuntowany.

„Marzyciel” to także film o wierze rodziców w dzieci… o tym, że mogą obdarować dzieci bezcenną wiarą we własne siły. Może być i tak, że czegoś dzieciom nie dadzą, jak przydarzyło się to Jamesowi, ale paradoksalnie może stanie się to motywacją na całe życie i silnym bodźcem do pracy.

„Marzyciel” jest opowieścią o samotności. Dotyka ona pisarza, jego żonę, Sylvię, Petera. Cierpią z jej powodu sieroty, których obecność na widowni zapewnia sztuce dobre przyjęcie i zmienia złą passę.

Do myślenia dają widzowi słowa wypowiedziane przez producenta na początku filmu o teatrze i krytykach, którzy uczynili sztukę czymś poważnym i bardzo serio. Autorzy „Marzyciela” poprzez fabułę, sylwetki bohaterów i obrazy dopowiadają: sztuka bez odrobiny wyobraźni i naiwności musi uschnąć. 

A to na osłodę. 🙂 Wpis powstawał w pochmurne dni października. 

 Niezapomniane Skopelos

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *