Ernest Hemingway: Stary człowiek i morze

1 czerwca, 2017 21:04 Zostaw komentarz

To krótkie opowiadanie niektórym uczniom wydaje się i tak za długie. Stary rybak wypływa w morze, płynie i płynie, potem chwyta na hak marlina, walczy z nim, pokonuje, wraca do przystani, traci mięso pożarte przez rekiny… Ot i cała historia.  Wydawałoby się, banał i faktycznie nuda.

Cała istotna treść kryje się jednak w postawie Santiago, rybaka z Kuby, samotnego starca, który mógłby już zostawić łowienie młodszym , pojechać do córki do miasta i pędzić żywot emeryta. Po tym, jak przez osiemdziesiąt cztery dni nie może niczego złowić, niektórzy nie chcą mu już podawać ręki, bojąc się, że pech się na nich przeniesie. Ludzie morza są przesądni. 

Bohater opowiadania ma zatem przeciwko sobie złośliwości losu, potęgę morza, ubytek sił wynikający z upływu lat, samotność odbierającą sens życiu i kto wie, co jeszcze. Nie chce jednak uznać się za przegranego. Całe życie był rybakiem i chce być nim nadal. Uważa, że tak długo, jak sam nie uzna się za pokonanego, jest zwycięzcą. 

Santiago po tych osiemdziesięciu czterech dniach postanawia wypłynąć i spróbować jeszcze raz. Jedzenie pożycza dla niego od dobrych ludzi mały przyjaciel, Manolin, dwunastolatek. Pożyczone są też przynęty i częściowo sprzęt. Bohater wypływa dalej niż zwykle, chwyta rybę większą niż kiedykolwiek i po długiej, morderczej nawet walce zabija ją. Jest dłuższa od łodzi, więc Santiago wiąże ją z boku i zwraca się ku lądowi. Krew wabi jednak rekiny, które kawałek po kawałku odbierają cenną zdobycz rybakowi. Kiedy dociera do swojej wioski, po marlinie zostaje tylko szkielet. 

Santiago ma jednak poczucie własnej wartości, przegrał, ale po wspaniałej walce z żywiołem. Z rekinami bił się tak długo, jak długo miał czym. Utracił harpun, nóż, tłukł drapieżniki wiosłami, rumplem. Marlin mógł zapewnić mu utrzymanie przez całą zimę, przez chwilę nazwał go swoim majątkiem. Całe mięso utracił. Wydawałoby się, że to powinno doprowadzić już starca do załamania. Tak się nie stało. Zaraz po powrocie zaczął rozmawiać z Manolinem o następnych połowach. Chłopiec przywiązany był do Santiago, starzec wiele go nauczył. Manolin przed ostatnią wyprawą starca przez czterdzieści dni razem z nim bezskutecznie łowił. Po tym czasie rodzice zabronili mu pływania z sędziwym nauczycielem i przyjacielem. Narrator mówi nawet, że obu tych bohaterów łączyła miłość.

Oprócz woli walki, niezłomności, hartu ducha, siły bohatera opowiadania Hemingwaya charakteryzuje szacunek, miłość do całego prawie znanego mu, bliskiego świata. Najwięcej szacunku ma dla przeciwnika, ryby, z którą walczy i którą zabija. Ze słów samotnego rybaka wyłania się przekonanie, że przyroda i ludzie tworzą wspólnotę, w której wszyscy są połączeni różnymi więzami, a losy ryby, ptaka i człowieka wiele się od siebie nie różnią. Żadna z istot nie jest tu ważniejsza lub godniejsza. 

Gdy na łodzi odpoczywał przez chwilę mały ptaszek, Santiago przestrzegł go przed jastrzębiami, które wylatują nad morze w poszukiwaniu ofiar. Pożegnał gościa słowami: „Odpocznij sobie dobrze, ptaszku. A potem leć i zaryzykuj jak każdy człowiek, ptak czy ryba.”

W innym miejscu czytamy: „Marlin jest także moim przyjacielem. (…) Mimo to muszę go zabić. Cieszę się, że nie musimy próbować zabijać gwiazd.” 

„Zabijasz mnie – pomyślał stary. – Ale masz do tego prawo. Nigdym nie widział nic większego, piękniejszego, bardziej spokojnego i szlachetnego od ciebie. Przyjdź i zabij mnie. Wszystko mi jedno, kto kogo zabije.” 

Santiago przypomniał sobie też parę marlinów. Samica została przez niego schwytana i zabita. Samiec długo jeszcze towarzyszył rybackiej łodzi, skacząc i próbując zobaczyć, co stało się z jego towarzyszką. 

Jeden z najczęściej przywoływanych cytatów to słowa: „Ale człowiek nie jest stworzony do klęski. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”. Jak je rozumieć? Otóż, otaczają nas siły zdolne unicestwić człowieka, ale nie istnieje taka, poza nim samym, która zmusiłaby go do poddania się. To zależy tylko od nas. Ta sentencja dobrze ilustruje poglądy wielu egzystencjalistów. Przedstawiciele tego filozoficznego nurtu widzieli ludzki los zawsze w kategoriach tragicznych. Każdy z nas wie, że umrze, ale nie może temu przeciwdziałać. Nie my decydujemy, czy przyjdziemy na świat, kiedy się to stanie, w jakich warunkach. Nie tylko siły natury i historii mogą nas zmieść z powierzchni Ziemi. Zwykły, tak zwany głupi przypadek może przesądzić o naszym być albo nie być. Gdzież zatem przestrzeń do wyrażenia się ludzkiej wolności i godności zarazem? Odpowiedzią była decyzja, każdorazowy akt wyboru. Santiago mógł uznać się za pokonanego lub zdecydować, że spróbuje jeszcze raz i jeszcze raz i kolejny raz. 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *