„Forrest Gump”

5 marca, 2017 9:25 Zostaw komentarz

„Forrest Gump” to dzieło warte szczegółowego omówienia. Stanowi znakomity materiał do analizy i rozwijania wrażliwości odbiorcy na narracyjne dzieła sztuki, czyli film i literaturę. Opowieść ma charakter autobiografii, oparta jest na schemacie prostym, elementarnym wręcz: historii życia bohatera od początku do teraz. Prowadzi ją dojrzały mężczyzna zdradzający od razu, na samym początku oznaki lekkiego upośledzenia oraz naiwności.

Drodzy czytelnicy tego bloga, uczniowie, rodzice uczniów, studenci i artyści… w filmie Forrest Gump ponad narratorem Forrestem jest jeszcze ktoś. Zanim kamera ukaże głównego bohatera, w centrum jej uwagi a zatem i naszej, znajduje się ptasie piórko, które jest przenoszone przez wiatr, przeciąg, drobny ruch na jezdni. Symbolizuje ono los, rolę przypadku w naszym życiu. Ten sam motyw zamyka dzieło w finale, co stanowi znakomity przykład kompozycji z wyraźnie sygnalizowanym końcem. Wyjazd do szkoły Forresta seniora, a później Forresta juniora i taniec ptasiego piórka to klamry tej zamkniętej pięknym motywem kompozycji.

Warto przypatrywać się dziełu Zemeckisa i koncentrować na najmniejszych nawet drobiazgach podczas drugiego, trzeciego oglądania i później. Autorzy zadbali o szczegóły. Film przesycony jest znaczeniami i symboliką.

„Forrest Gump” to opowieść o życiu upośledzonego człowieka, osoby z góry skazanej na życiową klęskę. W literaturze amerykańskiej i filmie jest wiele dzieł ukazujących ludzi chorych, ograniczonych, cierpiących na zaburzenia. Wymienię dla przykładu „Rain Mana”, „Myszy i ludzi” , „Zabić drozda”, „Serce to samotny myśliwy”. Ich autorzy pokazują trud egzystencji swoich bohaterów oraz ich opiekunów. Eksponują człowieczeństwo tych, którzy są niepełnosprawni, ale często o wiele bardziej ludzcy niż rywalizujący z sobą, będący w pełni sił, pozostali członkowie społeczeństwa.

Forrest Gump ma iloraz inteligencji tak niski, że nie powinien być przyjęty do normalnej szkoły. Zanim jednak przejdziemy do dokładniejszego omówienia, trzeba pokrótce wyliczyć:

„Forrest Gump” to film o przewrotności życia, o nieodgadnionych wyrokach losu lub Boga.

„Forrest Gump” to dzieło o sile przyjaźni i miłości.

„Forrest Gump” to komedia, melodramat, dramat wojenny, satyra na amerykańską politykę i społeczeństwo… zarazem.

Najbardziej lubię powoływać się na arcydzieło Zemeckisa, gdy podpowiadam uczniom, po jakie przykłady mogą sięgnąć, pisząc lub mówiąc o komizmie. Na podziw zasługuje to, jak został wykorzystany w tym filmie, w jak przewrotny sposób „zatrudniony” do pokazywania nam prawdy o nas samych.

Główny bohater to człowiek tak umysłowo nieporadny, że świetnie wykonuje jedynie zadania najprostsze: jest doskonałym biegaczem, perfekcyjnie opanowuje grę w ping-ponga, najszybciej w plutonie rozkłada i składa karabin. Dobrze też kosi trawę. Wielokrotnie śmiejemy się z niego, ponieważ popełnia gafy, nie odnajduje się w wielu sytuacjach, jest naprawdę śmieszny. W trakcie meczu gubi się między zawodnikami, nie wie, dokąd należy biec i gdzie przyłożyć piłkę. Myślący widz powinien chyba jednak zdobyć się na zastanowienie. Kiedy zachowania Gumpa bawią, przychodzą mi na myśl słowa z „Rewizora” Gogola, które w piątym akcie kieruje ze sceny jeden z bohaterów w stronę widowni: „Z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.”

Kpimy sobie z Forresta? A kim my jesteśmy? On to multimilioner, człowiek spełniony pod każdym względem, przyjaciel, jakiego wszyscy byśmy sobie życzyli, wierny i oddany w miłości, konsekwentny, ojciec i mąż, wojenny bohater, absolwent wyższej uczelni, znakomity sportowiec z sukcesami, wielokrotny gość w Białym Domu, zapraszany tam przez prezydentów USA z powodu swoich osiągnięć, człowiek z okładek prestiżowych pism, a przy tym ktoś bardzo skromny. Śmiejesz się z niego, a czy możesz pochwalić się choćby połową jego dokonań i zalet?

Oczywiście, można powiedzieć, że Gump wiele osiągnął dzięki przypadkowi, ale to niecała prawda.

Jest bowiem człowiekiem o licznych zaletach: nie chowa urazy, cechuje go lojalność, szczerość i wytrwałość w przyjaźni, dotrzymuje danego słowa, nie potrafi się mścić. Właśnie konsekwencja i przywiązanie do innych przynoszą mu w życiu najwięcej szczęścia.

Mam nadzieję, że kto nie oglądał filmu, już dawno przerwał lekturę tego wpisu i sprawił sobie przyjemność, naprawiając zaniedbanie. Wierzę, że nieznające dotąd dzieła wyjątki, obejrzały je i poniższe słowa czytają tylko Ci, którzy chcą wraz ze mną przyjrzeć mu się jeszcze raz. Nie zamierzam, jak mawiają młodzi, spojlerować.

Do rzeczy: obok losów Forresta prezentowana jest równolegle historia Jenny, jego wiernej przyjaciółki, potem żony i matki synka. Zbliżyło ich do siebie nieszczęście, ale to dla dziewczyny los był bardziej okrutny i nie wynagrodził jej wszystkich krzywd, choć więź z Forrestem pozwoliła jej na spełnienie się w macierzyństwie i małżeństwie, na krótko, ale jednak.

Pozbawiona matki, dręczona przez ojca alkoholika i molestowana przez niego seksualnie brnęła później w związki z nieodpowiedzialnymi mężczyznami, uciekała przed bólem w narkotyki, nie miała dla siebie szacunku, pielęgnowała naiwne marzenia o karierze scenicznej, rozpaczliwie szukała akceptacji, nękana przez samobójcze myśli, a wszystko to miało swoje przyczyny w dzieciństwie. W jednej ze scen jako już dorosła kobieta w trakcie spaceru dociera do opuszczonego domu, w którym spotkało ją tyle zła. Z nienawiścią i bólem chwyta za kamienie i rzuca, potem upada na ziemię i płacze. Dla mnie to jeden z najbardziej rozdzierających momentów kina.

U Ursuli Le Guin w „Tehanu” jest taka myśl: „Bywa zło tak wielkie, że nie można już go zrównoważyć, zadośćuczynić mu, wynagrodzić, wyleczyć. Można je już tylko zatrzymać w sobie”. Podczas tworzenia tego wpisu nie odnalazłem powyższego cytatu, przytaczam go niedokładnie, z pamięci. W ramach uzupełnienia cytuję to, co wpadło mi w akurat w oko, krótkie, a brzmi pięknie: „Był jednym z ludzi, którzy okaleczyli dziecko. On i jej rodzice. Zgwałcili, pobili, poparzyli ją; te rzeczy się zdarzają, mój panie. Te rzeczy się zdarzają dzieciom.”

Jednym z najfajniejszych zabiegów kompozycyjnych jest operowanie przez autora scenariusza i przez reżysera przeciwieństwami: pech – szczęście, przypadek – zasada. Forrest dwukrotnie w autobusie wiozącym go ku przyszłości doświadcza pogardy i odtrącenia. W szkolnym autobusie dzieciaki nie chcą, by usiadł obok któregoś z nich. W samochodzie pełnym rekrutów też każdy syczy na Gumpa z nienawiścią. W pierwszym wypadku na miejsce obok siebie zaprasza nieoczekiwanie chłopca Jenny, jak się okaże,  miłość jego życia. W drugim natomiast podobnym momencie jedynym, który nie ma nic przeciwko sąsiedztwu Forresta, jest Benjamin Bufford-Blue, „możesz mi mówić Bubba”, ekspert w dziedzinie krewetkowego biznesu. Dzięki jego wielogodzinnym opowieściom w wojsku Gump stworzy kiedyś świetnie prosperującą firmę zajmującą się połowami tych skorupiaków.

„Forrest Gump” to film mądry, pogodny i nawet kiedy mówi o rzeczach strasznych, to czyni to z lekkim dystansem i nie pozwala popaść widzowi w przygnębienie. Mrok równoważy humorem, krzywdę przyjaźnią.

Twórcy nade wszystko wynagradzają widzowi koncentrację, uwagę i pamięć. Im bogatsze Twoje wnętrze, tym więcej dla siebie znajdziesz. Mała Jenny uciekając przed ojcem w polu kukurydzy obok Forresta modli się: „Boże, pozwól mi odfrunąć jak ptak”. Kiedy mężczyzna w jednej z ostatnich scen żegna się z nią przy grobie, z pola nieoczekiwanie zrywają się ptaki. To tak jakby Bóg spełnił modlitwę Jenny po bardzo długim czasie.

ŁOPATĄ DO GŁOWY

Główny bohater filmu to osoba niepełnosprawna intelektualnie. Nie jest to jednak powód, by się z niej śmiać. Każdy przyzwoity człowiek wie, że nie wolno kpić z osób skrzywdzonych przez los. Nasz stosunek do słabszych jest miarą człowieczeństwa.

Humor w „Forreście Gumpie” ma najczęściej charakter sytuacyjny i nie tylko zachowania tytułowej postaci stają się pożywką dla komizmu. Autorzy w krzywym zwierciadle ukazują wiele przełomowych dla Ameryki wydarzeń, przedstawiają absurd wojny, zachęcają nas do podśmiewania się z kultu bogactwa, z marzeń o bohaterskiej śmierci na polu chwały, z zasad rządzących w wojsku, z ikon popkultury i wielkiej polityki.

Naiwny bohater tej filmowej opowieści przechodzi przez życie, prawie nigdy do końca nie mając świadomości, w czym uczestniczy, ani co się z nim dzieje. Wyjątek stanowią relacje z bliskimi mu ludźmi. Te rozumie i w pełni się w nie angażuje. Chyba do końca pozostanie tajemnicą, czy Gump jest tak naiwny, czy tak wielkoduszny. Kiedy po wielu przejściach, po latach samotności i życia z różnymi mężczyznami przyjeżdża do niego Jenny, Forrest wyznaje: „Nie wiem, dlaczego przyjechała, może nie miała dokąd pójść.”

Forrest Gump został fenomenalnie zagrany przez Toma Hanksa. Wcielenie się w postać osoby upośledzonej, śmiesznie się zachowującej, ale jednak pięknej i mądrej, znalezienie równowagi między skrajnymi przeciwieństwami to wielka sztuka.

Śmiejemy się z zachowań Gumpa, z nieporozumień, których pada ofiarą, ale jest przecież człowiekiem spełnionym pod każdym względem i szczęśliwym, i kochanym przez bliskich oraz przyjaciół.

Słowo „głupi” pojawia się wielokrotnie w filmie, ale jest wieloznaczne. Sam Gump przytacza sentencję matki: stupid is stupid does, co przetłumaczono na polski: poznasz głupiego po czynach jego. Nikt nie jest zatem głupi zawsze i definitywnie. Głupstwa popełnia chyba każdy. Zdarza się, że bohater postępuje inaczej niż wszyscy, nazywany jest głupcem, ale dzięki temu wygrywa fortunę. Pod koniec, kiedy relacjonuje, jak obdarzył rodzinę Bubby majątkiem, dodaje: „porucznik Taylor powiedział, że mi chyba padło na mózg”. Tak nie mówi się o ludziach naprawdę niemądrych, tylko o tych, których postępowanie wydaje nam się niezrozumiałe.

Motyw – to najmniejszy element świata przedstawionego: zachowanie, idea, przedmiot, osoba, zdarzenie. Motyw nabierający cech symbolu ze scen otwarcia i zakończenia to ptasie piórko. Umiejętność łączenia wielu motywów drobnymi powiązaniami daje przepiękny efekt dzieła pełnego magii, niedopowiedzeń, czaru. Jeśli bowiem mała Jenny chciała zostać ptakiem, to czyż powracające do bohatera piórko nie stanowi dowodu, że ukochana cały czas jest blisko niego?

Narracja to opowiadanie historii. Opowieść jest jedną z najbardziej naturalnych form mówienia. Psychologowie odkryli, zdaje się, że całkiem niedawno (proszę o wybaczenie mi tej drobnej złośliwości), że ludzie porządkują w swojej świadomości rzeczywistość, układając opowieści, czyli wiążąc je w ciągi chronologiczne, przyczynowo-skutkowe, celowościowe. W filmie narracja prowadzona jest za pomocą obrazu. Można rzec, że „opowiadaczem” jest kamera, ale tak jak stało się to w „Forreście Gumpie” można owo opowiadanie urozmaicić poprzez wprowadzenie narratora – osoby. To taka narracja wewnątrz narracji, ponieważ zanim siedzący na ławce Gump rozpocznie swoją opowieść, otworzą ją obrazy, kadry, ruch kamery i muzyka.

Zrównoważenie epickiego rozmachu i kameralnego ujęcia stanowi następny dowód artyzmu twórców obrazu. Gump jest człowiekiem swojej epoki, uwikłanym w wielkie procesy potężnego mocarstwa: walczy w Wietnamie, jest świadkiem zmagań Afroamerykanów z segregacją rasową, uczestniczy w ogromnym, tytanicznym gospodarczym wysiłku niosącym Amerykanom dobrobyt i bogactwo, eksploruje zasoby środowiska i wspiera rozwój nowych technologii. To wszystko, jak już wyżej napisałem, nie do końca świadomie, ale jednak. Dodajmy, że przecież kilkadziesiąt lat życia zwykłego człowieka i jego zmagań z losem już daje dużą perspektywę i stanowi rozległy temat. Tę skalę wydarzeń, to szerokie przecież spojrzenie równoważy kameralność i bezpretensjonalność opowieści Forresta. Siedzi na ławeczce i przypadkowym osobom opowiada o przeszłości. Nie przeszkadza mu, że słuchacze się zmieniają. Ktoś odchodzi, ktoś inny się dosiada. Nad głową bohatera widać koronę potężnego drzewa, w tle przechodniów. Towarzyszą temu wszystkiemu nieuciążliwe, nienatrętne odgłosy zwykłej codzienności.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *