Łukasz Palkowski: „Bogowie” – omówienie, opis, opracowanie, analiza

12 lipca, 2018 17:45 Zostaw komentarz

 zdjęcie z serwisu Pixabay

„Bogowie” Łukasza Palkowskiego to bardzo dobry film, w którym świetnie udało się pogodzić znakomite rzemiosło, arkana sztuki z wymogami, jakie nakłada na autora potrzeba upamiętnienia żyjącej nie tak dawno temu, działającej osoby. W tym dokumentowaniu czasu, epoki i dokonań autorzy odtworzyli realia lat osiemdziesiątych, okresu chronologicznie może nie tak odległego, ale pod wieloma względami trudnego już do opisania i przedstawienia odbiorcom, którzy urodzili się w wieku XXI lub w latach dziewięćdziesiątych. 

„Bogowie” Łukasza Palkowskiego to pierwszy polski film opisany w tym serwisie, dodany do listy klasyki filmu. Pojawienie się tego obrazu w kinach było nie lada wydarzeniem. Grający główną postać, Tomasz Kot stanął przed wielkim wyzwaniem, jakim było wcielenie się w bohatera, którego sylwetkę, głos, sposób bycia większość widzów dobrze znała. Pod koniec swego życia Zbigniew Religa zaangażował się w politykę, był ministrem, występował w telewizji, choć w czasie kręcenia „Bogów” od kilku lat nie żył.

Religa, sławny kardiochirurg, dokonał ogromnego przełomu w swojej dziedzinie sztuki lekarskiej. Dzieło jego życia było jednym z niewielu dokonań Polaków w smutnym, ponurym dziesięcioleciu lat osiemdziesiątych, kiedy kto mógł, emigrował, gospodarka staczała się na samo dno, nie było żadnych szans na rozwój, a u władzy pozostawali żałośni karierowicze. Doktor, docent, później profesor Religa stał się przykładem, że nawet w najmniej sprzyjających okolicznościach można dokonywać rzeczy wielkich. Jakiego uporu to wymaga, jakiej konsekwencji, jakiej charyzmy?  To właśnie świetnie przedstawia film Palkowskiego.

„Bogowie” zasługują w pełni na swoje miejsce w tym serwisie, ponieważ jednym z istotnych tematów podjętych przez autorów jest świat wartości, walka o niekwestionowane dobro, jakim jest ludzkie życie. Jest to film nie tylko o profesorze, ale także o ludziach, którzy mu uwierzyli i zaangażowali swoją pracę, talenty, dorobek naukowy.

Pamiętam dobrze lata osiemdziesiąte. W roku 1987 zdawałem maturę. Trudno dorasta się w przekonaniu, że nic nie może się udać. W Polsce od kilku pokoleń, od II wojny światowej, od utraty niepodległości, od stanu wojennego rósł głód sukcesu i mam wrażenie, że ta potrzeba jest wciąż niezaspokojona i odczuwalna. Świadczy o tym fakt, że młodzież, nie tylko dorośli, tłumnie ruszyła do kin, a jeden z moich uczniów widział go sześć razy.

„Bogowie” są opowieścią nie tylko o sukcesie, ciężko wypracowanym, okupionym bólem, niepewnością, czasem, który mógłby być poświęcony rodzinie. To film o wierze, uporze, walce i zwycięstwie. Polska historia z pozytywnym zakończeniem. No, to, przyznać trzeba, ostatnio rzadkość.

Przeszczep serca nie był tym samym, co transplantacja jakiegokolwiek innego organu. Autorzy obrazu kilkakrotnie wyraźnie to podkreślali. Przede wszystkim pobranego serca nie można było z powrotem dawcy zwrócić. Zabieg był nieodwołalny i oznaczał kres życia tego, od kogo serce pobrano. Nigdy nie można było określić na pewno, czy pacjent w jakiś nieznany medycynie sposób, mimo stwierdzenia jego zgonu, do życia po chwili nie powróci. To, między innymi, powodowało ogromny opór środowiska lekarzy przed realizacją zabiegu. Ograniczenia natury kulturowej dobrze ujmuje komentarz jednego z przełożonych Religi: „serce w naszym kraju jest relikwią”. Nie bez znaczenia był koszt operacji trzykrotnie wyższy niż jakiejkolwiek innej.

Dużo korzyści dla kompozycji opowieści, dla zbudowania dramaturgii przynosi zarysowanie na samym początku przeświadczeń, wątpliwości natury etycznej zakorzenionych mocno wśród medyków.

Między zwykłymi, tak zwanymi prostymi, ludźmi i ich bliskimi lęk przed przyjęciem czyjegoś serca budziły potoczne przekonania, że z sercem związane są uczucia, osobowość. Piszę o tym, by czytelnicy wpisu uświadomili sobie, jakie wyzwania stały przed Religą. Żaden z uznanych lekarskich autorytetów nie chciał zgodzić się na zabiegi w prowadzonej przez niego klinice. Jedyną szansą dla głównego bohatera tej opowieści było otwarcie własnego specjalistycznego szpitala.

Oczywiście, wiązało się to z ogromnymi kosztami, koniecznością zakupu urządzeń, sprzętu produkowanego zagranicą, a w schyłkowej fazie PRL-u dewiz, czyli dolarów było jak na lekarstwo, nomen omen. Nawet tajne służby pozyskiwały z czarnego rynku walutę, żeby zgromadzić cokolwiek w celu obsługi rosnącego lawinowo zadłużenia, a to spłacane było właśnie w dolarach, funtach brytyjskich i markach zachodnioniemieckich.

Piszę o tym wszystkim, żeby pomóc zwłaszcza młodszym widzom „Bogów” zrozumieć stojące przed Religą trudności. Teraz łatwiej zastanowić się też nad sensem tytułu. Przeciwnicy Religi zarzucali mu, że wchodzi w kompetencje Boga, próbując komuś życie nieodwołalnie zabrać, by kogoś ocalić.

Znakomicie została przez autorów dzieła zbudowana postać kardiochirurga, zwłaszcza psychologiczny profil. Podkreślili jego perfekcjonizm, obsesyjne dążenie do ocalenia życia pacjentowi i silną wrażliwość, niemożność pogodzenia się ze śmiercią i bezradnością lekarza. Religa uparł się, by uruchomić program przeszczepów serca w Polsce, ponieważ dotarł do granic możliwości praktykowanej chirurgii.

To, jakby dziś powiedzieli młodzi, przysłowiowy KOZAK. Nie bał się podejmować ryzykownych decyzji, gdy walczył o życie pacjenta. Był niepokorny, stawał przed komisjami etyki lekarskiej, przeciwstawiał się dyktatowi sztywnych procedur. Pochłaniał kawę w ogromnych ilościach, palił, a czasem, po porażce upijał się, niekiedy do nieprzytomności. W chwilach wielkich napięć w gniewie zwalniał ludzi, by za chwilę z powrotem przyjąć ich do pracy. Zrugał z góry na dół jak bure suki ubeków śledzących jednego z jego pracowników i kazał się im wynosić. Nade wszystko walczył: o prawo do wykonywania zabiegów, o życie chorych, o pieniądze na klinikę. Nie miał ochoty paktować z partią, komunistami, ale jednak to zrobił, by otworzyć własny szpital.

Przedstawiono, jak przywiązał się do dziewczynki, która miała wadę serca, a na stole umarła, gdy okazało się, że uszkodzenie jej serca jest zbyt poważne. Potem sentyment i wspomnienie postarał się szybko wyrzucić z pamięci, ponieważ było zbyt obciążające. W jednym z krytycznych momentów w walce Religi o utorowanie drogi do skutecznych zabiegów transplantologicznych jego mentor, profesor Moll kazał mu odbyć swoiste rekolekcje, przypominając, że lekarz musi zachować pokorę.

Do świata realiów, nie tylko związanych z PRL-em, należy konflikt między starymi i młodymi, przypisany nie jedynie do medycyny. Starzy, którzy zdobyli pozycję zawodową, nie chcą ryzykować, woleliby unikać nowinek w swoim fachu. Naciska ich jednak młode pokolenie, mające więcej sił, głodne sukcesu, nastawione na zmianę. Autorzy dobrze pokazali „wypychanie” młodych na zagraniczne staże i to, że po powrocie nie bardzo było miejsce dla nich i brakowało dobrej atmosfery dla wykorzystania ich nabytych w znakomitych ośrodkach umiejętności. Dotyczyło to Zembali i Bochenka, samego Religi również.

Twórcy „Bogów” nie zapomnieli ukazać zwykłej ludzkiej podłości i zawiści, które także stają na przeszkodzie nowatorom. Profesor Moll, wielki sojusznik Religi, który pierwszy pod koniec lat sześćdziesiątych podjął próbę przeszczepu serca, skomentował to tak: „Polak Polakowi nawet klęski zazdrości”.

Młodzież w Polsce prawdopodobnie nieprzypadkowo nie ma szansy w szkołach na wnikliwe poznanie najnowszej historii i głębsze jej zrozumienie. To wielka szkoda. Obejrzenie filmu Palkowskiego pomoże w części uzupełnić tę lukę. Główny bohater przecież współpracował z władzą. Na takie kompromisy skazanych było wielu twórczych, zatroskanych o dobro publiczne ludzi. Niełatwe to były wybory, na pewno.

Z filmu młodzi dowiedzą się, że w latach osiemdziesiątych benzyna była na kartki i dlatego w jednym z krytycznych momentów młodzi lekarze kradną kanister z paliwem, gdy w karetce po prostu go zabrakło. Zadania wykańczających budynek kliniki robotników w pewnej chwili wykonują sami lekarze i pielęgniarki, a to z powodu przysłowiowej wtedy dyscypliny pracy i bumelanctwa.

W dziele Palkowskiego jest wiele momentów niesłychanie dramatycznych, ale nie brak także solidnej dawki humoru. Językowy żart obecny jest w rozmowie chirurga z barmanką, gdy lekarz odreagowuje śmierć dziewczynki na stole operacyjnym. Pojawia się wtedy znacząca gra słów, gdy nalewająca wódkę kelnerka wypowiada „życiowe mądrości”, sądząc, że mężczyzna pije, bo porzuciła go kobieta: „Serce nie sługa”, „Nic nie poradzisz, jak ktoś chce odejść”. Zabawne sytuacje wywołuje polecenie Religi, by anestezjolog z młodym chirurgiem przywieźli świnię, by wykorzystać jej serce do ratowania życia pacjenta. Kompletnie nie wiedzą, jak się ze zwierzęciem obchodzić, jak je uśpić. W chlewni poraża ich odór, a jeden z nich komentuje: śmierdzi tu jak u człowieka w środku.

Uśmiech budzą słowa i zachowania głównego bohatera, gdy wychodząc z pracy, słyszy przypadkiem rozmowę ekipy pogotowia, która przywiozła pacjenta z kłutą raną klatki piersiowej. Natychmiast interweniuje, a po rozcięciu ciała, zatkaniu palcem otworu, wydaniu poleceń załodze karetki, na pytanie: „kim pan jest” odpowiada: „a przechodziłem tędy”.

Wiele życia, pozytywnej energii wnoszą do filmu młodzi bohaterowie, również dziewczyny ze szkoły  pielęgniarek. Zembala skomentował ich przyjazd: dobrą instrumentariuszkę do operacji kardiochirurgicznych szkoli się dwa lata, a potem przyszedł do Religi z pomysłem, że zrobi to w dwadzieścia osiem dni.

Jako się rzekło, nie brak w filmie momentów dramatycznych. To chwile podejmowanych przez głównego bohatera decyzji, rozmowy w sprawie finansowania kliniki, walka personelu z komornikiem, który już wkraczał do szpitala, by przejmować sprzęt. Gdy lekarze dowiadywali się, że muszą wziąć udział w komisji orzekającej o śmierci, by pobrać serce w celu przeszczepu, odmawiali. Religa musiał przekonywać bliskich dawcy do wyrażenia zgody, ale też zyskać akceptację rodziny biorcy. Przeżywał czasem porażki tak głęboko, że z upojonym alkoholem współpracownicy nie mogli sobie dać rady i raz przywieźli żonę, by zapanowała nad mężem. W środowisku lekarzy po pierwszych porażkach programu pojawiały się wrogie postawy wobec kardiochirurga.

Trzeba przyznać, że film mówi też o dobru, które tkwi w ludziach. Pierwszy operowany biorca przed zabiegiem pyta, czy jeśli chirurg poniesie klęskę, będzie próbował dalej. Pięknie przedstawiona została postać żony Religi, kobiety płacącej wysoką cenę za zmagania małżonka. Jest najczęściej opanowana, skupiona, choć także miała swoje ważne życie zawodowe i inne zgoła wyobrażenia wspólnego życia.

Wpis ten zawdzięczają czytelnicy bloga jednemu z moich uczniów, Kubie z warszawskiego Bemowa, który, gdy przygotowywałem go do egzaminu na koniec gimnazjum, do każdej rozprawki wprowadzał argument oparty na „Bogach” Palkowskiego. Po trzech latach, w tym roku, kiedy pracowaliśmy nad materiałem z liceum, ćwiczyliśmy przed maturą, oczywiście, przypomnieliśmy sobie ten film.

Kuba widział go sześć razy, co stanowi kolejny dowód na to, że młodzi ludzie szukają wzorców, potrzebują dobrych przykładów, a co równie istotne, chcą także opowieści o zwycięstwie, o ludziach z pasją, dążących uparcie do celu, walczących z oporem materii, złośliwymi przeciwnikami, schematycznym myśleniem. „Bogowie” to również budująca historia o zespołowym działaniu, współpracy lekarzy, pielęgniarek, którzy uwierzyli Relidze, zdolnemu, bardzo pracowitemu kardiochirurgowi, gdy otworzył własną klinikę i rozpoczął prace nad polskim programem przeszczepów serca.

„Bogowie” to film emocjonujący, ze znakomitą muzyką i wspaniałą grą aktorów. Na określenie „wirtuozerska” zasługuje kreacja Religi w wykonaniu Tomasza Kota. W pamięci pozostaje postać żony kardiochirurga, skupionej, potrafiącej pójść na wiele kompromisów, ale mającej poczucie własnej wartości, młodej kobiety.

Religa od początku daje się poznać jako człowiek walczący desperacko o życie pacjentów przy stole operacyjnym, dochodzący do przekonania, że są przypadki, gdy jedynym ratunkiem jest przeszczep serca.

Z kim staje do walki? Z oporem środowiska medyków, wśród których nie brak postaci wręcz wrogo do jego planów nastawionych, z barierą kulturową,  z brakiem pieniędzy na wszystko w latach osiemdziesiątych, z trudnością przeprowadzenia zabiegu, który nawet w renomowanych ośrodkach na Zachodzie nie przynosi oczekiwanych rezultatów, przynajmniej nie wszędzie.

Religa kreowany jest od początku nie tylko na lekarza niepotrafiącego pogodzić się ze śmiercią pacjenta, ale też na przysłowiowego kozaka, osobę niepokorną, człowieka „stawiającego się” przełożonym, łamiącego procedury wykonywania zabiegów, zmuszającego współpracowników do pracy ponad siły. Jest obdarzony charyzmą, bez wątpienia może odegrać rolę lidera.

Koleje losu bohatera dostarczają szeregu dowodów na to, że tylko taki silny charakter mógł pokonać piętrzące się trudności, od niechęci lekarzy, by orzekać o śmierci mózgowej pacjenta, od którego organ serca należało pobrać, przez brak pieniędzy na wyposażenie kliniki, kaprysy władzy nie zawsze sprzyjającej programowi Religi, po wreszcie brak odpowiedniej wiedzy, jak utrzymać przy życiu chorego z nowym organem.

Jak już zostało to powiedziane, film nie tylko uczy młodego widza, w jakich realiach żyli Polacy w schyłkowym okresie PRL-u. Młody widz od początku widzi obskurne sale szpitalne z odchodzącą od podłoża farbą, dowiaduje się, że ubecy nękali kogo chcieli, karetka pogotowia z dawcą organów mogła utknąć po drodze z powodu braku benzyny, którą kupowano na kartki.

Widz dostaje też to, czego w dobrej opowieści nie może zabraknąć: emocje ludzi, dramatyczne momenty walki, humor, prawdę o lekarzu, który przeklinał, za dużo palił, przesadzał z kawą, sprawiał zawód za zawodem żonie, upijał się do nieprzytomności, w gniewie zwalniał ludzi, by za moment z powrotem przyjąć ich do pracy, czuł się zagubiony, załamany, nawet poddawał się.

                                                                                                                  

 

Obejrzałem wkrótce po „Bogach” „Smażone zielone pomidory” i dla potrzeb tego wpisu powołam się na dzieło Jona Avneta. Film z roku 1991 pokazuje, jak wielkie znaczenie mogą mieć opowieści, jak dużą moc zmieniania posiadają, i to nie tylko te przekazane komuś w dzieciństwie.

Kiedy myślę o „Bogach”, przypomina mi się jeszcze jedna postać z szeregu moich podopiecznych, Evin z warszawskiego Bemowa, która narzekała kiedyś na „Buszującego w zbożu”. Nie podobała jej się historia „bez sensu”, bez bohatera, którego działanie może być dla niej dobrym przykładem.

A teraz powróciła do mnie rozmowa z Krzysiem, moim kolegą z liceum, który był harcerzem. Zapytałem go kiedyś, czy do harcerstwa przychodzi jeszcze jakaś młodzież. Rzecz działa się w latach osiemdziesiątych poprzedniego wieku. Bez chwili namysłu odpowiedział z przekonaniem, że TAK. Dla przykładu powołał się na istnienie grupy mającej stałą reprezentację, czyli na chłopców wychowujących się bez ojców, którzy w harcerstwie szukają wzorców, męskich wzorców.

Film „Bogowie” z kilku powodów jest ważny i przydatny w edukacji. Przedstawia bliższą nam przeszłość i dlatego może cenniejszy jest niż „Eroica” Munka czy „Kanał” Wajdy, które mówiły o dylematach, odczuciach, sytuacji pokolenia o wiele starszego, a dziś wiemy, że odegrały już swoją niebagatelną rolę, ale współcześnie dzięki wolności słowa, uwalnianiu się ukrywanej wiedzy o polskim podziemiu i komunistach docieramy do pełniejszego obrazu wydarzeń.

„Bogowie” młodemu widzowi pomogą zrozumieć współczesność, pokażą, jak zmieniła się Polska w ciągu życia ich rodziców i dziadków. Religa, Zembala, Bochenek, dziewczyny ze szkoły pielęgniarek to także patrioci, by odwołać się do ważnego pojęcia, jednego z istotniejszych intelektualnych znaków, kotwicy naszego tu i teraz. Czy bohaterowie tej historii myśleli o sobie w kategoriach patriotyzmu? Jest taka rozmowa Zembali z Bochenkiem, w trakcie której ten pierwszy mówi, jak „załatwił”, by polskie dzieci przyjeżdżały na leczenie do Holandii, a potem pomyślał, że przecież można zrobić tak, że leczyłoby się je w Polsce. Niezorientowanemu widzowi i czytelnikowi wpisu wyjaśnię, że w Polsce w latach osiemdziesiątych brakowało wszystkiego, rozwój w wielu dziedzinach zatrzymał się, wyjechały z Polski na zawsze tysiące wartościowych ludzi, nie widząc szans na żadną zmianę. Nawet po papier toaletowy stało się w długich kolejkach.

Czy Religa i jego zespół to patrioci? Myślę, że tak. Bliżsi pozytywistom na pewno niż romantykom. Z całą pewnością mówimy przede wszystkim o przyzwoitych ludziach, bardzo pracowitych, solidnych, ofiarnych, odważnych i zmieniających świat wokół.

OPOWIEŚĆ O WOLNOŚCI

Człowiek wzrasta, rozwija się, pokazuje, na co go stać tylko w warunkach wolności. „Bogowie” jest dziełem umożliwiającym świetną prezentację, omówienie w szkole tego zagadnienia. Chirurg musiał wywalczyć sobie prawo do przeprowadzania pionierskich operacji.

Zmagał się z nieprzychylną oceną tych zabiegów ze strony przełożonych, swoich nauczycieli, autorytetów. Sprzyjali mu nieliczni, profesor Nielubowicz, profesor Moll, kolega z Zabrza, który przekonał go do założenia własnej kliniki na Śląsku. Opór środowiska dał mu się we znaki wielokrotnie, jak choćby gdy potrzebował zgód komisji orzekających o śmierci mózgowej dawcy.

PRL w ogóle nie był miejscem sprzyjającym wolności, ale dziś wychowani w PRL-u ludzie dojrzali widzą, że swobodzie myślenia, prawom do zachowania i głoszenia swoich przekonań w demokratycznych państwach Zachodu z jednej strony się sprzyja, ale z innej ogranicza je.

Prawda stara jak świat: wolność to wielki skarb, którego trzeba pilnie strzec. „Bogowie” to świetny materiał do rozprawek.

Materiał do prac pisemnych i odpowiedzi ustnych znajdziecie, moi drodzy, na przykład do tematów: niezgoda człowieka na śmierć, niezgoda na przemijanie, niezgoda na zło, ale także: prawo każdego do swobodnej samorealizacji (co sądzisz?), prawo do wolności, w tym przypadku także do rozwoju i wykonywania swego zawodu tak, jak się to uważa za najwłaściwsze.

A pożywki intelektualnej z filmu Palkowskiego zaczerpną sobie także piszący o buntownikach, szaleńcach, indywidualistach. Religa szalony nie był, choć niektórzy chcieli go takim widzieć, ale gdy odreagowywał stresy, pijąc ponad miarę, szaleństwo stawało tuż obok. Podwładni ściągali żonę z Warszawy, nie wiedząc, jak sobie z nim poradzić w stanie upojenia.

Szaleńcem nie nazywa się tylko osoby chorej psychicznie, ale, może nawet częściej, kogoś, kto zachowuje się nietypowo, inaczej, niezrozumiale, podejmuje duże ryzyko.

Trochę się tu powtarzałem, ale może lepiej powiedzieć coś raz za dużo niż pominąć ważki problem. Po kilku miesiącach przerwy w pisaniu z powodu intensywnych prac z maturzystami i pozostałą częścią szkolnej gromady muszę popracować nad stylem. 😉  Obejrzyjcie „Bogów” sami, a tu zajrzyjcie przed egzaminem.

Napomknę jeszcze, że literatura „lubi” lekarzy. To specyficzna profesja.  Przypomnijcie sobie, proszę, doktora Rieux z „Dżumy” i Tomasza Judyma z „Ludzi bezdomnych”.

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *