Ray Bradbury: „451 stopni Fahrenheita” – omówienie, analiza, opracowanie

31 stycznia, 2018 7:20 Zostaw komentarz

 PALENIE KSIĄŻEK W BERLINIE W 1933 ROKU

Utwór „451 stopni Fahrenheita” Raya Bradburyego powstał w 1953 roku. Ukazuje świat, w którym styl życia podporządkowany został prawom masowej konsumpcji i poddany konieczności ułożenia życia gwałtownie przyrastającej ludności. W tych warunkach wszyscy uzyskali równe prawo do przyjemności, ale dość prymitywnej i wynaturzonej. Poddani  zostali także, co zrozumiałe, zwiększonej kontroli. Dzieło omawia się w niektórych gimnazjach, jest nieco zapomniane, pozostaje w cieniu choćby poruszających dzieł Orwella czy zachwycającej rozmachem trylogii filmowej Matrix, o wiele bardziej złożonych wizjach przyszłości. 

Powieść tę, rzeczywiście uznać by można za niezbyt cenną wśród osiągnięć dwudziestowiecznej literatury amerykańskiej, gdyby jednak nie pewne obserwacje autora zastanawiająco zbieżne z niektórymi procesami, których jesteśmy świadkami. Ciekawe wydaje mi się, że przedstawienie przyszłości Brudburyego Raya to nie tylko efekt wyobrażenia sobie świata przez autora, ale też konsekwencja procesów, o których pisał Jose Ortega y Gasset w „Buncie mas”.

Główny bohater to trzydziestoletni żonaty i bezdzietny strażak. Instytucja, jakże szacowna, w której pracuje, nie zajmuje się gaszeniem pożarem, ale raczej ich wzniecaniem, ponieważ to nie ogień stanowi dla społeczeństwa zagrożenie największe, ale książki. Przy okazji spali się też z biblioteczką domek właściciela, a nawet samego groźnego dla ludzkości buntownika. Wizja Bradburyego, jak już zaznaczyłem, ma wiele słabości. Jest sporo przesady w takim widowiskowym unicestwianiu literatury pięknej, fachowej, wszelkiej innej. Autor pisząc powieść w 1953 roku, nawiązał do działań nazistów w Niemczech.

Guy Montag doświadcza przebudzenia, jak wielu bohaterów antyutopii czy dystopii, jak Winston Smith z „Roku 1984” lub Thomas Anderson, alias: Neo z filmu „Matrix”.  Strażak po spotkaniu z ekscentryczną siedemnastolatką, która wraz z rodziną kultywuje niepopularne formy zachowań, zaczyna krytycznie przyglądać się swemu życiu, pracy i otoczeniu.

Jakiż jest świat, w którym żyje? To rzeczywistość nadzorowana w pełni przez władze. Państwo, w którym rzecz się rozgrywa, możemy nazwać totalitarnym,  ponieważ niszczenie dorobku intelektualnego ludzkości to  forma narzucania sposobu myślenia, światopoglądu i brutalna ingerencja w prywatną, nawet intymną sferę obywateli.

Montag zaczyna odczuwać duchową, może nawet na początek bardziej: emocjonalną pustkę swej egzystencji. Nie kocha żony, nie potrafi z nią rozmawiać. Zresztą, spędza ona więcej czasu z wirtualną „rodzinką” niż z nim. Telewizja jest rozwinięta do tego stopnia, że zapewnia wchodzenie widza w interakcje z postaciami telenowel. Pokój w domu Montagów ma trzy ściany z ekranów, a do pełni szczęścia pani Montag, Mildred brakuje czwartej.

Strażak pewnej nocy odkrywa, że małżonka otruła się lekami, wzywa techników, którzy oczyszczają jej na miejscu nie tylko żołądek, krew, ale i umysł. Kobieta nie pamięta niczego rano, trochę gorzej się czuje.

Absolutnym celem władz i społeczeństwa jednocześnie jest zapewnienie szczęścia, naturalnie, możemy powiedzieć: raczej jego powierzchownej iluzji. Cennym fragmentem, jednym z najlepszych w powieści jest pouczenie, jakiego Montagowi udziela jego zwierzchnik, dając krótki wykład o wyższości zastosowanych rozwiązań nad wszelkimi innymi.

Oto garść cytatów dających naprawdę do myślenia:

Ponieważ wszystko było masowe, stało się prostsze”. Kapitan Beatty tłumaczy podwładnemu, że w niezatłoczonym świecie autorzy książek mogli zwracać się do nielicznych, w zagęszczającej się rzeczywistości należało wszystko sprowadzić do czegoś w rodzaju normatywu na proszek puddingowy.

Książki się skraca (Beatty o dwudziestym wieku). Streszczenia. Wybory. Sensacyjne dzienniki. Wszystko skondensowane w dowcipie, wszystko zmierza do błyskawicznego zakończenia”. Dzięki takiej formie podania nikt nie czuje się gorszy, a ludzkość, choć wyszła z pokoju dziecinnego i dotarła na uniwersytet, wraca w pieluchy. Tak kapitan podsumowuje pięćset lat rozwoju cywilizacji.

Weźmy teraz mniejszości naszej cywilizacji” – kontynuował w innymi miejscu kapitan Beatty. „Im gęściejsze zaludnienie, tym więcej mniejszości. Uważaj, żebyś nie dotknął czymś sympatyków psów, sympatyków kotów, doktorów, adwokatów, kupców, dyrektorów, mormonów, baptystów, unitarystów, potomków Chińczyków (…). Ludzie w danej książce, sztuce czy programie telewizyjnym nie reprezentują jakichkolwiek rzeczywistych malarzy, kartografów, mechaników i tym podobnie. Im większy jest twój rynek, Montag, tym mniej możesz zajmować się sprawami dyskusyjnymi, pamiętaj o tym.

Tak więc konsumpcjonizm, biznes, przyrost ludności, a zatem i rynku wymusiły trywializację, banalizację wszelkich treści. Telewizja przestrzenna, interaktywna zaczęła dominować nie tylko jako forma rozrywki, ale też pewnego rodzaju narkotyk, substrat więzi rodzinnych, społecznych. Bohaterowie „451 stopni Fahrenheita” bardzo łatwo rozstają się z życiem, niekiedy widać, że z wyraźnym odczuciem ulgi.

Beatty mówi jeszcze, że słowo „intelektualista” stało się z czasem obelgą i zwrócił uwagę, że ludzie boją się nieznanego. Poprosił, by Montag przypomniał sobie, jak znienawidzony przez kolegów w szkole był chłopak, który miał umysł pełen wiedzy i był wyjątkowo inteligentny. Choć nie wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi, konstytucja im to zapewnia.

I tu możemy sobie przypomnieć „Bunt mas” Ortegi y Gasseta, który przewidywał ogromne zmiany w kulturze wywołane przez mniej wykształconą, nieuformowaną, nieświadomą większość domagającą się tego, co wcześniej zdobyły z trudem elity.  

Książka Bradburyego może współcześnie nabiera nowego znaczenia, gdy pokazuje świat, w którym z ogródków zniknęły werandy, z domów fotele na biegunach, a wraz z nimi zwyczaj wygodnego przesiadywania w samotności, by spokojnie pomyśleć lub w gromadzie, by pogawędzić dla przyjemności. Siedemnastoletnia sąsiadka Montaga, Klarysa właśnie na takie szczegóły zwracała mu uwagę.

Strażacy bronią spokoju ducha mieszkańców. Uniemożliwiają im dotarcie do intelektualnych pożywek, które mogłyby skłonić ich do namysłu, wzbudzić niepokój, zachęcić do stawiania pytań i pokazywać, że świat jest skomplikowany, a na wiele pytań nie ma odpowiedzi.

Prosta rozrywka, przede wszystkim telewizyjna, ale z możliwością współuczestniczenia w życiu bohaterów telenowel, wystarcza. Otumania przy tym, odbiera więzom rodzinnym znaczenie, wyzuwa z emocji.

„451 stopni Fahrenheita” choć nie przekonuje może we wszystkim, wydaje się w wielu momentach naiwna, to jednak zawiera przewidywania autora, które dziś stały się doskonałym opisem stylu życia, dominujących form spędzania czasu, anomii społecznej, zastępowania uważnych studiów i lektur skrótami.

Korzystałem z tłumaczenia Adama Kaska

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *