Ferenc Molnar: „Chłopcy z Placu Broni” – omówienie, analiza, opracowanie, konteksty, plan wydarzeń, streszczenie

29 grudnia, 2017 10:35 Zostaw komentarz

Źródło: Wikipedia

Zarówno powieść Molnara przeczytana w dzieciństwie, jak i film na podstawie utworu, pozostają głęboko w pamięci. Spotkanie z nimi po latach przekonuje mnie, że „Chłopcy z Placu Broni” zasługują w pełni na miano klasyki. Jest to dzieło bez „pudrowania”, wiernie pokazujące słabości nastolatków, ale też „wspinanie się” ku dorosłości, ideałom. To książka o sile i słabości, o krzywdzie i wymierzaniu sprawiedliwości, o honorze, także o – pozwolę sobie użyć tego słowa – o mobbingu i nękaniu. Można się też wiele nauczyć z niej o sztuce prowadzenia wojny. 

Poniżej należy szukać planu wydarzeń i streszczenia. Tu pozwolę sobie podzielić się z Państwem moimi spostrzeżeniami. Zacznijmy może od prawdziwości obrazu nastolatków. Można sądzić, że są w powieści idealizowani. Przeczy temu jednak opis działalności Związku Kitowców, wielokrotne pokazywanie słabości bohaterów. Kto wie, dlaczego chłopcy wydłubują z okien kit, kradną go i żują, żeby nie stwardniał? Nikt, wliczając to samych członków organizacji. W niedoskonały sposób naśladują jakieś wzorce konspiracji. Nemeczek, Gereb, a nawet Boka płaczą i to nie raz.  

Jest tu wiele prawdy o dzieciństwie. Chłopcy są i mądrzy, jak Boka, Nemeczek, ale i głupi,  jak Barabasz, Kolnay i Sebenicz,  czasem kłótliwi, kiedy indziej zgodni. Bywają bezradni i bardzo samodzielni, egoistyczni, okrutni, ale też i empatyczni i honorowi. Narrator pokazuje, jak Boka zyskiwał uznanie, był prawdziwym przewodnikiem, stawał liderem dzięki wyraźnym zaletom, zdobywał szacunek i zaufanie. 

A oto jakże przemawiający swą prawdziwością obraz: „Biegli ulicą, kichając, śmiejąc się i czuli się tacy szczęśliwi, że zapomnieli na chwilę o tej wielkiej niesprawiedliwości, którą nawet Boka, zawsze spokojny i rozważny Boka, uznał za wręcz niesłychaną.

To obraz czystej radości, upojenia samym życiem, chwilowo niezmąconej niczym jego celebracji, gdy euforia doznań, odkrycie nowego, bierze górę nad złożonością stosunków międzyludzkich i związanych z tym trosk. Chłopcy znaleźli bowiem trochę tabaki i wciągnęli do nosów. Samo kichanie rozbawiło ich i nic więcej do szczęścia nie potrzebowali. Oto beztroska dzieciństwa. 

Jestem też przekonany, że nie popełnię nadużycia, jeśli napiszę, że jest to powieść „wspierająca”. Wiele się dziś mówi o wychowaniu wspierającym, o nauczycielach, którzy powinni tacy być. Narrator często chwali bohaterów, a nad ich błędami, głupstwami przechodzi bez komentarza. Pozwala, by bohaterowie sami ocenili sytuację i czyjeś postępowanie. Wady pokazuje, zalety często sam wydobywa wprost, jakby zasługiwały na szczególne podkreślenie. 

Przyjrzyjmy się na przykład takiemu zdaniu: „Jednym słowem Boka był mądrym chłopcem i zapowiadał się na wartościowego i prawego człowieka, który jeśli nawet daleko nie zajdzie, to przecież nigdy nie zawiedzie zaufania”. 

Zobaczmy, co jest ważniejsze: nie spektakularny sukces, ale zwykła ludzka przyzwoitość, odpowiedzialność i lojalność. Molnar szczodrze rozdaje pochwały. Jeśli stykamy się z idealizacją, to chyba polega ona na zmianach bohaterów na lepsze. Z drugiej stronie tezie o idealizacji przeczy tragiczny jednak finał, spotkanie dzieci ze śmiercią i to, że jedni poznają jej grozę, ostateczność, nieodwołalność jak Boka, a inni jeszcze jej nie widzą, jak Barabasz i Kolnay. Ofiara Nemeczka w pewnym sensie okazuje się bezsensowna. Plac zajmie budowniczy kamienicy. Przeprosiny dla Erniego przyjdą za późno. Zbieracze kitu za długo kłócili się, kto będzie przewodniczył delegacji. 

Jest to dzieło o mobbingu, również. Pokazuje nieładną skłonność ludzi do nękania najsłabszego. Najmniejszy, fizycznie najwolniej rozwijający się jest typową ofiarą. Nemeczek dźwiga brzemię jedynego, poza psem, szeregowca. Przed każdym musi się prężyć jak struna, stawać na baczność, wykonywać polecenia, najczęściej jego nazwisko ląduje na liście ukaranych. Ma jednak niezwykłe zalety. A oto pierwsza: większe zamiłowanie do bycia w grupie niż przesadny indywidualizm:

I Nemeczek podporządkowywał się wszystkim z radością. Bywają bowiem chłopcy, którym okazywanie posłuszeństwa sprawia przyjemność. Jednak większość chłopców lubi rozkazywać. Jak zresztą większość ludzi.” 

Wcześniej jednak Molnar nie zostawił wątpliwości co do postępowania kolegów: „Chłopcy traktowali go jak powietrze. Był za hetkę-pętelkę, nie liczył się jak jedynka w matematyce, która ani mnoży, ani dzieli. Nikt nie przejmował się tym szczupłym, wątłym chłopcem, jakby stworzonym na kozła ofiarnego.” Przyznać trzeba, że bohater od początku podejmuje próby wyjścia z tej niekomfortowej sytuacji, zwracając uwagę Boce, że wciąż jest jedynym szeregowcem. Cóż z tego, że przy tym płacze? 

Autor pokazał też, że grupa może utracić kogoś niezwykle wartościowego, rozpoznawszy jego zalety i wkład w budowanie wspólnego dobra za późno i że może być tak, że przeprosiny i uznanie nadejdą po czasie. Przypomina się Norwid z jego „Coś ty Atenom zrobił Sokratesie”. 

„Chłopcy z Placu Broni” to powieść o sprawiedliwości. Wykorzystujący swą fizyczną przewagę nad Ernim chłopcy żałują, że tracą kogoś szlachetnego, komu nie potrafili okazać wystarczająco dużo uwagi, o kogo nie zatroszczyli się, komu wiele zawdzięczają. To przedstawione zostało w zachowaniu i przeżyciach głównie Boki, ale też Feri Acza i braci Pastorów, Gereba. Mały bohater zyskał wiele uznania w oczach nawet przeciwników. 

Powieść przynosi zwycięstwo dobra nad złem. Gospodarze placu obronili go, Nemeczek nie potwierdził ojcu Gereba, że jego syn zdradził, czym doprowadził do głębokiej przemiany kolegi. Nawet zbieracze kitu pojęli, jakim wspaniałym człowiekiem był mały towarzysz. Nemeczek jest trochę stylizowany na świętego. W miejscu jego walki wydarza się cud, czyli pogodzenie skłóconych zbieraczy kitu. Starcie Acza i Nemeczka jest jak walka Dawida z Goliatem. Tym bardziej niezwykłe to zwycięstwo, że bez użycia procy. Jest tu też motyw ofiary, a z polskiej literatury wiemy, że ruch niepodległościowy, liryka tego nurtu łączyły porządek wartości religijnych z patriotycznymi.

„Witaj, jutrzenko swobody,

Zbawienia za tobą słońce!” 

Jest to zatem także, trzeba powiedzieć, powieść o dziewiętnastowiecznej walce narodów o przestrzeń i o zmaganiu się podbitych z tyranią. Wiele tu aluzji do węgierskich dążeń niepodległościowych. 

W tej analizie pozwolę sobie na krótką refleksję na temat wyblaknięcia w naszej kulturze i obyczajowości wartości honoru, tak ważnego w świecie powieści Molnara:

Feri Acz każe oddać honory przeciwnikowi, małemu sponiewieranemu przez siłaczy chłopcu, który odrzucił propozycję przejścia na stronę wroga, mężnie zniósł znęcanie się i śmiech, nie bał się i powiedział, co myśli o sytuacji wykorzystywania przewagi fizycznej.

Chłopcy ustalili, że w pojedynkach nie wolno w trakcie bitwy atakować w kilku jednego przeciwnika.

Nemeczek nad żadną krzywdą nie ubolewa tak bardzo, jak nad tą, że jego nazwisko wpisano małymi literami do księgi. 

Ojciec Gereba mówi o sobie, że całe życie dbał o honor i ukarze srodze syna za zdradę kolegów. Przychodzi porozmawiać z dziećmi, żeby poznać prawdę.

Oto co powiedział do syna: „Biorę kapelusz i natychmiast idę do twoich kolegów. Porozmawiam z nimi i dowiem się prawdy. Jeśli okaże się, że jesteś oskarżony niesłusznie, będę żądał, żeby cię przeproszono. A jeżeli rzecz się potwierdzi, to źle z tobą, ponieważ ojciec twój przez całe życie był uczciwym człowiekiem i nie zniesie tego, żeby jego syn zdradzał swoich przyjaciół.” 

To powieść o honorze, wartości dziś ulatniającej się coraz mocniej. Kto wie, dlaczego. Niektórzy obwiniali o to karabin maszynowy. Odpowiedzialna jest, moim skromnym zdaniem, w równym stopniu pigułka antykoncepcyjna. Karabin maszynowy, a ściślej mówiąc przewaga środków ataku nad środkami obrony w trakcie I wojny światowej odebrały znaczenie odwadze, męstwu na polu bitwy.  Po prostu przestały się liczyć, jak zakulisowe układy i handel w trakcie II wojny światowej, do której preludium stanowiło przemówienie Becka, w którym właśnie na honor się powołał, ale przecież porozumienia z Jałty urządziły nam świat. 

Środki antykoncepcyjne, ich dostępność sprawia, że od mężczyzny nie trzeba już wymagać honorowej postawy. Kiedyś jeśli nie kobiety, to sami mężczyźni żądali odpowiedzialności za skutki zbliżenia, ponieważ narodzone dziecko bez ustalonego ojcostwa obciążało całą wspólnotę, większą lub mniejszą. Trzeba je było przecież wychować, wykarmić i jeszcze otoczyć opieką matkę.

Może państwo opiekuńcze przyczyniło się także do zmiany programu wychowawczego? Może etos mieszczański wyparł etos rycersko-szlachecki wraz z końcem feudalizmu a początkami kapitalizmu. Dość na tym, że honor z drabiny systemu wartości ześlizguje się coraz niżej, w świecie miłościwie nam panującego imperatora Wzrostu Sprzedaży wszystkie sztuczki dozwolone. Prawie, i bądźmy sprawiedliwi, nie wszędzie, nie zawsze. 

Czy „Chłopcy z placu broni” przetrwają na listach lektury rewolucję genderyzmu? Przecież jeśli występują w niej jakieś panie, to są to albo służące, albo czyjaś mama, albo siostra szyjąca flagę. Czy można by było napisać inną wersję tej powieści z dziewczynami w rolach głównych? Można spróbować. Od kilku dni staram się wyobrazić sobie różne wersje. Na razie powieść Molnara jest chyba bezpieczna dzięki istnieniu dla równowagi „Ani z Zielonego Wzgórza” i„Tajemniczego ogrodu”.

Mnie fascynuje atmosfera tej powieści. To szereg obrazów miasta, jakiego już nie znamy. Chłopcy słyszą przez okno dźwięki katarynki, nucenie melodii przez służącą dziewczynę na zewnątrz, dzwonki i turkotanie tramwajów konnych. Czy dziś można by na przykład w Warszawie usłyszeć turkot konnego tramwaju? Niemożliwe. Jest za głośno, by taki nieuciążliwy odgłos przebił się przez jeden wielki zbiór hałasów. Do bohaterów dociera z oddali dźwięk dzwonu, a małe zakłady pracy wydają z siebie niezbyt uciążliwe odgłosy. Budapeszt jest tu przestrzenią, w której człowiek jeszcze ma pewne możliwości pozostawania blisko natury. Akcja kilkakrotnie przenosi się do Ogrodu Botanicznego, wzdłuż ulic rosną rozłożyste drzewa, na Placu Broni nie brak zwykłego piasku. Zgromadzone drewno to materiał naturalny, gdzie pracowite żyjątka mogą zostawić ślady swej działalności, dzięki którym Erno słyszy rozmowę Słowaka Jano z Gerebem.  Narrator opisuje pogodę. Oddziałuje ona na małych bohaterów. „Pławili się w słońcu jak wypuszczeni na wolność mali więźniowie…

Jak u Szekspira, atmosfera otaczającego świata zbliżona jest do stanu duszy bohaterów. 

Ta powieść prowadzi nas, dorosłych w sentymentalną podróż do czasów, gdy miasto było przestrzenią przyjazną, nieagresywną, a ilustrują to opisy dźwięków, strefa ogrodu botanicznego i plac na tyłach tartaku. 

 

Nie wiem, czy Boka, ale mam wrażenie, że przynajmniej Molnar czytał trakat Sun Tzu (lub Sun Zi) „Sztuka wojny”. To doniosła praca, której autor szczegółowo przeanalizował i opisał zasady prowadzenia wojen. Za Wikipedią podaję krótko kilka warunków niezbędnych do sukcesu w bitwie, choć oczywiście, to dalece niewystarczające, by wyrobić sobie pojęcie o wartości pracy. Dość, że dla zwycięstwa należy zadbać o jedność moralną ludu z władcą, mieć świadomość znaczenia zdolności dowódcy, dobrze wykorzystać czas i przestrzeń, zatroszczyć się o moralną zwartość wojska. To tylko przykłady. 

Kiedyś wydawnictwa bardzo dobrze sprzedawały traktat Sun Tzu. W księgarniach widać było przedstawicieli klasy średniej kupujących chętnie tę pozycję jako prezent. Niejeden menadżer czuł się w obowiązku przestudiować taktykę chińskiego generała i jego rady. Miało być to kluczem do powodzenia w biznesie. Z czasem blask tej pracy nie tyle może przyblakł, co okazało się, że wskazówki, by wojsko przed bitwą nie było zmęczone, nie miało piasku w butach, a w bukłakach nie brakowało wody, niekoniecznie przydają się bardzo w realizacji planów sprzedaży. Trochę sobie pozwoliłem na złośliwości. 🙂 Napoleon traktat Sun Tzu podobno znał. Molnar, jak mi się wydaje, też. 

Boka zaplanował bardzo dokładnie przebieg bitwy, rozdzielił zadania, kazał zażegnać wszelkie spory, zadbał o poczucie jedności, dał wyraźnie do zrozumienia, że zdrada nie będzie tolerowana, przeprowadził ćwiczenia, obserwował wszystkie wydarzenia, posiadał poufne informacje od szpiega – wywiadowcy i od nawróconego członka organizacji, który stał się w ten sposób szpiegiem wewnętrznym. Wszystko zrealizował niesłychanie precyzyjnie. Stąd moje przypuszczenia. Dość gadulstwa. 🙂 

OTO PLAN WYDARZEŃ !

Akcja utworu rozgrywa się w Budapeszcie w roku 1889. Były to czasy politycznej zależności Węgier od Austrii. Węgrzy posiadali w owym czasie szereg swobód i praw, podobnie jak Polacy pod zaborem austriackim. Nie wolno było jednak młodzieży szkolnej tworzyć żadnych organizacji, zwłaszcza tajnych. W utworze Molnara wielokrotnie zaznacza się wyraźnie motyw walki za ojczyznę.

Boka i jego rówieśnicy mają po czternaście lat, niektórzy z należących do grupy czerwonych koszul są prawdopodobnie nieco starsi. Wiosenne słońce często oświetla ulice miasta. Tylko gdy po wygranej bitwie, kiedy stan Erniego pogarszał się i zbliżała jego śmierć, wiał silny wiatr niosący „chłód śniegu topniejącego na wzgórzach Budy”. W ten sposób nastrój tworzony przez siły przyrody wzmacniał odczucia bohaterów.

W utworze jest jeden wyraźny wątek poboczny. To historia Związku Zbieraczy Kitu. Dlaczego grupa czternastolatków zbiera kit? Sami prawdopodobnie tego nie wiedzą, choć kolory flagi i napis na niej wyraźnie nawiązują do tradycji walk Węgrów o niepodległość.

Wątek główny ogniskuje się wokół konfliktu chłopców z Palcu Broni z grupą gromadzącą się w Ogrodzie Botanicznym o miejsce do zabaw. Tu kluczową rolę odgrywają Erno Nemeczek, Boka, Feri Acz i Gereb. Feri Acz jest przywódcą czerwonych koszul z Ogrodu Botanicznego. Boka stoi na czele chłopców z Placu Broni. Nemeczek to postać nieoczekiwanie dla wszystkich odgrywająca decydującą rolę w zmaganiach o miejsce do gry, ale także o sprawiedliwość i honor. Gereb jest zdrajcą, który przegrawszy rywalizację o przywództwo na Placu Broni przystąpił do czerwonych koszul. Nie zrobił jednak tego otwarcie. W wyniku szeregu wydarzeń zrozumiał całą niegodziwość swego postępowania.

Utwór otwiera prezentacja chłopców bawiących się na Placu Broni. Ważną rolę na pierwszych stronach odgrywa opowieść Nemeczka o krzywdzie, jaka spotkała jego i kolegów podczas gry w kulki. Podeszli do nich silni bracia Pastorowie, należący do czerwonych koszul i odebrali kulki. Posłużyli się niemiecko brzmiącą formułą einstand, co węgierskiemu czytelnikowi z kolei kojarzyło się z austriacką przemocą polityczną. Austriacy mówią po niemiecku. Mówca był najmniejszym, najsłabszym w obu grupach chłopcem, który dzielnie przeciwstawiał się roli, jaką mu wyznaczano, czyli ofiary i, mówiąc językiem potocznym, popychadła. Co ważne, Erno Nemeczek podczas opowieści powołał się na zasadę sprawiedliwości. Nie chciał uciekać przed braćmi Pastorami: „Ale ja myślałem, że nie zrobią nam żadnej krzywdy, bo przecież my im nigdy nic złego nie zrobiliśmy”.

W drugim rozdziale opisany został Plac Broni jako miejsce zastępujące dzieciom z miasta wielkie przestrzenie Niziny Węgierskiej, prerie Ameryki, o których czytali w książkach o Indianach, a może tylko o nich słyszeli. Plac jest ufortyfikowany, a chłopcy mają stopnie wojskowe. Nemeczek to oprócz psa, Hektora, jedyny szeregowiec, któremu wszyscy pozostali wydają rozkazy, który przed każdym staje na baczność i to jego nazwisko najczęściej wpisywane jest do czarnej księgi. Tu znów znalazł się w centrum uwagi. Widział bowiem, jak Feri Acz wykradł z Placu Broni flagę. Malec, by zbliżyć się do wroga, musiał pokonać strach. Feri Acz kpił sobie z niego, a Nemeczek w opowiadaniu nie przyznał się kolegom do lęku. Trochę pozmyślał nawet, twierdząc, że wódz czerwonych koszul uciekł przed nim.  Poznajemy lepiej także Bokę, który zdobywa zaletami charakteru szacunek i zaufanie podwładnych. Kiedy zapomniał zamknąć furtkę na zasuwkę, kazał swoje nazwisko także wpisać do czarnej księgi. Gereb w głosowaniu na przewodniczącego Związku Chłopców z Placu Broni przegrał z Boką. Nemeczek co prawda zaprotestował przeciwko temu, że tylko on jest szeregowcem, ale narrator przyznaje, że chętnie wykonywał polecenia, ponieważ sprawiało mu to przyjemność, podczas gdy większość ludzi woli rozkazywać innym.

Rozdział trzeci.  Wyprawa do Ogrodu Botanicznego została podjęta w obronie dobrego imienia. Czonakosz, Boka i Erno postanowili wkroczyć na terytorium przeciwnika, by pokazać, że nie boją się czerwonych koszul. W Ogrodzie Botanicznym odkryli zbrojownię wroga, ale Boka nie pozwolił zabrać z niej żadnej sztuki broni. Gdy Czonakosz pełnił straż przy łódce, pozostali dwaj zobaczyli wśród czerwonych koszul na wyspie Gereba i usłyszeli, jak chce ułatwić przeciwnikowi wdarcie się na Plac Broni. Feri Acz odrzucił propozycję podstępnego zajęcia pożądanego terenu i zapowiedział, że będą o niego walczyć. Boka wykorzystał chwilę nieobecności przeciwnika na wyspie i zostawił kartkę „TU BYLI CHŁOPCY Z PLACU BRONI”. W trakcie wyprawy Nemeczek dwukrotnie zamoczył się cały, raz przypadkowo w stawie, drugim razem w akwarium, gdy trzej koledzy musieli schować się szybko przed czerwonymi koszulami. To przechłodzenie przyniosło poważną chorobę. Dość, że chłopcom z Placu Broni udało się uciec.

Następnego dnia, o czym mówi już rozdział czwarty, doszło do rozmowy nauczyciela z członkami Związku Kitowców. Nemeczek należał do tej organizacji. Po wymierzeniu kar i pouczeniu chłopców profesor Rac pozwolił im pójść do domów. Na Placu Broni miało dojść do zebrania. Nemeczek nie podporządkował się kolegom ze Związku Kitowców, ponieważ zobaczył Gereba udającego się na rozmowę ze stróżem, Słowakiem Jano. Podsłuchał, jak zdrajca obiecuje pilnującemu terenu mężczyźnie pieniądze i cygara za przepędzenie dzieci, jego dawnych towarzyszy. Nowi korzystający z miejsca do zabaw będą, jak zapewniał Gereb, bogaci i hojni. Erno, nie zwracając uwagi na próby przywołania go do porządku przez zbieraczy kitu, poinformował o wszystkim Bokę. Próba rozmowy z Gerebem dwóch kolegów nie przyniosła niczego. Wyśmiał ich i poszedł w swoją stronę. Nemeczek został jednak przez Kitowców, niczego nieświadomych, ukarany wpisem jego nazwiska małymi literami. Nazwali go też tchórzem.

Rozdział piąty, którego akcja rozgrywa się w czwartek, dwa dni później po przedstawionych wyżej wydarzeniach, zawiera opis przygody i niebywałego bohaterstwa Nemeczka. Dzień wcześniej sam wykradł ze zbrojowni czerwonych koszul flagę chłopców z Placu Broni. Gereb w trakcie spotkania czerwonych koszul pochwalił się przekupstwem Słowaka, za co został zbesztany przez Feriego Acza. Wódz czerwonych koszul chciał stoczyć uczciwą walkę, ale nie wahał się skorzystać z usług szpiega Gereba. Gdy ten ostatni powiedział, że nie ma wśród jego dawnych towarzyszy nikogo odważnego, nieoczekiwanie z drzewa zszedł Erni. W ręku miał chorągiew. Zapewnił, że nie boi się, choć ma przed sobą dziesięciu przeciwników, którym łatwo jest być silnymi w tej sytuacji. Feri Acz docenił jego odwagę i zaproponował przejście do jego grupy. Nemeczek odmówił, za co został przez braci Pastorów wykąpany w stawie. Gdy słyszał śmiechy, oświadczył, że dalej się nie boi, a w wodzie czuł się o wiele lepiej niż zdrajca, Gereb. Powiedział, że silniejszy wygrywa zawsze, a gdy czerwone koszule przyjdą na plac, będą na nich już czekać on i jego koledzy, gospodarze placu. Przypomniał grabież kulek. Po tych słowach należący do czerwonych koszul chłopcy poczuli się mali przy Nemeczku. Zrozumieli, że mają do czynienia z mężczyzną. Nemeczek opuścił wyspę nie niepokojony przez nich, a Feri Acz kazał wartownikom oddać mu honory. Pastorom polecił wykąpać się w stawie za karę, ponieważ wbrew temu, co nakazywał, zabrali słabszemu zabawki.

Rozdział szósty otwiera wiadomość o odezwie wzywającej do spełnienia obowiązku i obrony Placu Broni. Boka zażądał na zebraniu deklaracji gotowości do walki od wszystkich i wezwał do zażegnania wszystkich sporów i niesnasek. W ten sposób zbudował jedność grupy. Potwierdził wiadomość o mającym nastąpić następnego dnia ataku. Ogłosił stan wojenny. Przedstawił precyzyjny plan obrony, który miał zapewnić zwycięstwo. Przeprowadził ćwiczenia. Kiedy pojawił się skruszony Gereb z prośbą, by przyjęto go z powrotem, Boka był nieustępliwy. Odmówił. Zostało to przyjęte z entuzjazmem przez chłopców i wzmocniło poczucie wspólnoty. Wkrótce pojawił się ojciec Gereba, chcąc dowiedzieć się, czy jego syn naprawdę jest zdrajcą. Nemeczek zaprzeczył, prawdopodobnie okazując współczucie dorosłemu mężczyźnie. Chłopiec miał już gorączkę i pojawiły się nawet majaczenia. Skarżył się na niesprawiedliwe potraktowanie przez kolegów ze Związku Kitowców i wpisanie jego nazwiska małymi literami do księgi. Utrata dobrego imienia bardzo go bolała.

Siódmy rozdział – dzień bitwy przyniósł ogromne zainteresowanie całej szkoły chłopcami z Placu Broni. Padały deklaracje poparcia i wielu uczniów chciało wziąć udział w walce. Ich propozycje nie zostały przyjęte. Boka na miejscu zbiórki, na placu przyjął tytuł generała. Gereb przysłał przez służącą list, w którym wyraził wdzięczność za słowa Nemeczka, poinformował, że szpiegował czerwone koszule i wie, że nie zmienią swego planu ataku od ulicy Marii i od ulicy Pawła. Poprosił o przyjęcie do grupy ponownie. Tym razem chłopcy zgodzili się. Gereb przyszedł a po chwili pojawili się posłowie czerwonych koszul, by zapowiedzieć się na jutro. Ustalony został czas bitwy, Boka zaproponował reguły, które były honorowe, a jednocześnie korzystne dla jego oddziałów. Miał już bowiem ścisły plan. Zasady przyjęto. Posłowie postanowili też odwiedzić małego Nemeczka, by okazać szacunek odważnemu przeciwnikowi. Matka chorego chłopca chciała ich poczęstować czekoladą, ale starszy Pastor odrzekł, że na nią nie zasłużyli.

To kolejny dowód, że powieść niesie niezachwianą wiarę w sprawiedliwość i w to, że cześć odzyskują ci, którzy zaimponowali innym swoją odwagą. Wszystkich bohaterów łączy ten sam zbiór wartości podobny do tych z opowieści o średniowiecznych rycerzach i Indianach.

Rozdział ósmy – bitwa . Chłopcy z Placu Broni zanieśli jedną ze swoich chorągwi czerwonym koszulom. Najpierw wykradł ją Feri Acz, potem odzyskał na krótko Nemeczek, wyrwali mu ją bracia Patorowie, a potem przyniósł na Plac Broni Gereb. Parlamentariusze oświadczyli, że zamierzają odwojować ją w boju, honorowo.

Bitwa rozgorzała o ustalonej godzinie. Boka ucieszył się, gdy tylko zrozumiał, jaki plan realizują czerwone koszule. Pozwalał on na wykorzystanie całej przewagi, atutów i zalet koncepcji, którą wymyślił i po przydzieleniu zadań nakazał wypełnić . Pierwszą grupę napastników udało się pokonać i pozamykać w szopie. Gdy w drugim oddziale zorientowano się, co zaszło, było już za późno. Atakujący wdarli się na plac i walka rozgorzała na nowo. Zwycięstwo Boki i jego podkomendnych zawisło na włosku, gdy Feri Acz zbliżył się do szopy, by uwolnić zamkniętych w niej członków pierwszego oddziału. Jak spod ziemi wyrósł mu wtedy na drodze Nemeczek, który dzięki spotęgowaniu siły przez gorączkę powalił go na ziemię. Chłopcy z Placu Broni odnieśli pełne zwycięstwo. Erno wyjaśnił, jak wymknął się z domu i przybył na pomoc kolegom. Na placu znalazła go matka i zaniosła do domu. Szli za nią wszyscy towarzysze. Pod domem Nemeczka pozostał przejęty Boka. Na ulicy pojawił się też Feri Acz.

Dziewiąty rozdział: to protokół z zebrania, wpis z Wielkiej Księgi Zbieraczy Kitu. Jest świadectwem niekończących się kłótni Barabasza z Kolnayem. Zawiera słowa o tryumfie na Placu Broni i wielkich zasługach Boki. Są w nim tez słowa o omyłkowym wpisaniu małymi literami nazwiska Nemeczka i oświadczenie, że jest bohaterem.

Dziesiąty rozdział

Tu opisane są ostatnie godziny życia Nemeczka. Skłóceni członkowie Związku Zbieraczy Kitu przybyli z honorowym adresem, oświadczeniem przywracającym dobre imię, za późno, by świadomie mógł je chłopiec odczytać. To dowód na to, że naprawienie win i wyrządzonych komuś szkód następuje często za późno. Wzruszająca jest historia ubogiego krawca i jego żony, którzy stracili dziecko, ale przyjmowali ten cios od losu jak ludzie przyzwyczajeni do nieustającej z nim walki. Boka żałował bardzo utraty przyjaciela. Na Placu Broni dowiedział się od Słowaka, że zostanie tu pobudowana czynszowa kamienica. Barabasz i Kolnay na miejscu walki Acza i Nemeczka postanowili się pogodzić. Narrator nazywa to cudem.

Nemeczek jest zatem nie tylko kimś na wzór rycerza, ale też świętego, ponieważ w hagiografiach oprócz opisów życia, skonania były też listy cudów, które za przyczyną zmarłego się wydarzyły.

Powieść trochę może idealizuje bohaterów, ale w wielu momentach nie czyni tego wcale. Nemeczek potrafi się rozpłakać, płacze Boka i Gereb. Kolnay i Barabasz kłócą się zawzięcie. Nie są więc pozbawieni wad, nie oddalają się od wizerunków prawdziwych czternastolatków, może nawet dwunastolatków. Narrator z bohaterów stara się wydobyć to co dobre i eksponuje zalety, pozwala się wszystkim zrehabilitować.

Mądra powieść o tym, że wyrządzonego zła czasem nie zdążymy już naprawić i że bywa, iż poniesiona ofiara i tak na nic się nie zda.

Dziękuję 🙂 

Korzystałem z tłumaczenia Pana Tadeusza Olszańskiego

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *