Zbigniew Herbert: „Pieśń o bębnie” – analiza, interpretacja, omówienie

9 września, 2017 20:26 Zostaw komentarz

 BĘBEN POSTAWIŁEM NA JEDNYM Z TOMÓW DRUGOOBIEGOWEGO WYDANIA HISTORII ZSRR „UTOPIA U WŁADZY”, NIEPRZYPADKOWO

Droga młodzieży, wyobraźcie sobie, że cenzura sprzyjać może rozwojowi literatury. Naprawdę. Jej istnienie wymusza bowiem rozwój sekretnego kodu, swego rodzaju szyfru, który umożliwia porozumiewanie się pomimo cenzorskich nożyc czyhających na każde słowo krytyki systemu. A gdyby nawet podejrzliwy pracownik Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk coś wywęszył, to w tym konkretnie przypadku można było przekonywać go, że tekst dotyczy faszystowskich dyktatur. Skąd wiemy, że nie tylko? Zapraszam na lekcję.

Ezopowy język to nazwa dla takiego sposobu komunikacji, której podstawą jest dwuznaczność, ukryty sens. Na tym właśnie oparty jest utwór „Pieśń o bębnie” Zbigniewa Herberta. Bęben i gra na nim są tu symbolami jednowymiarowości, płytkiej jednoznaczności, wojskowego drylu, rządów prymitywnych dyktatorów, a wreszcie totalitaryzmu i to raczej w jego komunistycznej wersji. Dlaczego? Faszyzm w czasach, gdy tekst powstał, był piętnowany wystarczająco często. Nie było powodu powtarzać w poezji tego, co, na pewno nie tak ładnie, mówili telewizyjni spikerzy. Niżej dowiodę tego, odwołując się do tekstu.

„Pieśń o bębnie” z pozoru jest pochwałą rządów, które zamieniły ludzkość w posłuszny tłum i nakłoniły do wykonywania na rozkaz tych samych czynności. Nie ma cienia wątpliwości, że tekst przesycony jest ironią i w istocie rzeczy stanowi dramatyczny protest przeciwko światu, z którego wypędza się całe bogactwo kultury, prawo do wolności, samodzielnego myślenia, indywidualizmu, odpowiedzialności jednostek za siebie i zbiorowość.

Opowiedzieć całą historię zniewolenia, posługując się motywami bębna, innych instrumentów, marszu? Oto mistrz. Pierwsza zwrotkę rozpoczyna i kończy to samo słowo „odeszły”. Zniknęły „pasterskie fletnie, skrzypce, waltornie, zielone echa, złoto niedzielnych trąbek”. To znaki minionej kultury, instrumenty wykorzystywane przy różnych okazjach, o niepowtarzających się brzmieniach, nawet kolorach. Jedne kojarzyły się z sielanką, inne z polowaniem, owe z nabożeństwem. Czy bęben będzie mógł je zastąpić? Nie ma wątpliwości. Bęben kojarzy się z wojskiem, dyscypliną.

O jego dominacji zadecydował ktoś nieliczący się z uczuciami, nieżyczący sobie żadnych subtelności i odcieni uczuć. Bęben gra „odświętny marsz żałobny marsz”. Ten sam dźwięk. „proste uczucia idą w takt”, „jedna myśl i słowo jedno”. Totalitaryzm. Nie od rzeczy będzie wyjaśnić krótko, co kryje się za ta nazwą. To system władzy, która umożliwia kontrolę wszelkich przejawów ludzkiej aktywności, wkracza w każdą sferę życia, by ją organizować, narzuca gotowy światopogląd, nie zostawiając swym ofiarom, czyli społeczeństwu, wyboru.

Motywy stromej przepaści, kolumny prochu nad pochodem, piasku, w który się ów pochód zmieni niepokoją i sugerują doprowadzenie przez władzę do katastrofy. Można w tym dostrzec aluzję do wrogiego stosunku Związku Radzieckiego do Zachodu, można wysnuć myśl głębszą, iż totalitaryzm zawsze prowadzi do zniszczenia. Zabijając inicjatywę, samodzielność, wolność, kreatywność zamienia kulturę w pustynię. A ambicje wielcy wizjonerzy komunizmu mieli nieliche. „nieba sprawdzamy nieprawdziwość”, „rozstąpi się posłuszne morze”, „hardy krok co świat przemieni”. Starsi nieco ode mnie ludzie twierdzili, że jeden z radzieckich kosmonautów, z którym połączenie transmitowane było w radiu bądź telewizji, oświadczył podobno: „Boga niet”, czyli w niebie pusto. No jasne! Jest na miejscu, to może potwierdzić, co Feuerbach, Marx, Lenin ogłosili przed nim.

Drodzy uczniowie, komunistyczni ideolodzy mówili o zaprowadzeniu nowego porządku na całym świecie. Stąd te ironiczne, oczywiście, słowa „nareszcie idzie ludzkość cała nareszcie każdy trafił w krok”. W stworzonym przez tyranów świecie ludzkość jest tłumem, którym panujący nad nim gardzą. Podmiot liryczny nie ma wątpliwości: poślą go na śmierć. „Wieże”, „samotność”, „milczenie” zostały zabrane i unicestwione. Nie ma miejsca na namysł, kontemplację, spokój. Każdy przejaw odmienności zostanie zatarty, jak pięknie opisał to jeden z pierwszych zachodnioeuropejskich intelektualistów, którzy się na komunizmie poznali, George Orwell.

Słowo „pochód” czytelnikom w czasach PRL-u dodatkowo kojarzyło się z pochodami na 1 maja, które były obowiązkowe, to znaczy nie było obowiązku pójść, ale jeśli tego nie zrobiłeś, to władza, nawet w osobie wychowawczyni w szkole, postarała się, żebyś pocierpiał i nie miał wątpliwości za co.

Zwraca uwagę określenie pochodu „wyzwolonym od przestrachów”. Sugeruje to zabicie w ludziach instynktu, odruchów, zmanipulowanie. Tak „obrobiona” gromada może zostać zgładzona, wysłana na śmierć.

W komunistach tkwiło Faustowskie przekonanie o możliwości stanięcia ponad prawem biologicznym i moralnym. Dlatego pojawia się motyw zejścia do piekieł, przejścia przez morze i ukarania ziemi, wszak zestawia się z nią przymiotnik „nieposłuszna”.

Totalitaryzm w naturę swą ma wpisane zniszczenie. Czy wiersz Herberta pozostanie jedynie pamiątką po minionych czasach, czy zapisane w nim przestrogi znów budzić będą ludzkość do walki o wolność i prawo do życia?

Żadne dobrodziejstwo nie jest dane raz na zawsze. Zagłuszający wszystko bęben czyli silna i podstępna tyrania bywają groźne, ponieważ tylko wolność słowa, prawo do samodzielnego myślenia, organizowania się mogą zapobiec zniewoleniu przez wielkie organizacje, korporacje, polityków, media narzucające wybrany model życia itd.

Jeśli spodobał się Wam wpis poświęcony „Pieśni o bębnie”, to zapraszam do lektury analiz, omówień i interpretacji:

Starego Prometeusza” 

Raportu z oblężonego miasta” 

17 IX” i 

Substancji

We wpisie pt: „miasto” znajdziecie zachętę do lektury esejów Zbigniewa Herberta. 

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *