„Zbrodnia i kara” – powieść psychologiczna

13 sierpnia, 2017 20:25 Zostaw komentarz

Trzeci kolejny wpis poświęcony „Zbrodni i karze”. Można mi zarzucić monotematyczność. Czuję się jednak w obowiązku dodać ważne wiadomości uzupełniające poprzednie wpisy, by ktoś szukający tu wiedzy, nie przeżył gorzkiego rozczarowania. Jednym z najciekawszych pytań w powieści jest to, dlaczego Rodion zabił. Nie pochodził z kryminogennej rodziny, wiele osób było przekonanych o jego szlachetności i dobroci. Gdy taki ktoś zabija, zagadka jest jeszcze większa. Zrabowane dobra nie były celem najważniejszym, nie zrobił z nich użytku. Dlaczego zatem?

Powieść Dostojewskiego to studium ludzkiej natury, pełnej niewiadomych, zdolnej do wyboru dobra, ale też gotowej do pójścia w kierunku zła. Tytułowy bohater „Makbeta” przecież jednego dnia naraża swoje życie dla króla, by w ciągu kilkudziesięciu godzin zmienić swą postawę tak, by zabić go własnymi rękoma. Rosyjski pisarz przedstawił w szerokim ujęciu sytuację życiową młodego człowieka i warunki społeczne, które określały jego szanse na działanie i realizację ważnych celów.

Nade wszystko ukazał jednak to, jak wiele różnych okoliczności, czynników wpływa na postępowanie człowieka. Narrator tego nie akcentuje, ale przecież możemy sobie wyobrazić, że samotność, oddalenie od rodziny, niechęć do spotkań z powodu żałosnego stanu garderoby, niedożywienie wpływać musiały bardzo źle na stan ducha młodzieńca.

Raskolnikow żył w dzielnicy, w której występek, alkoholizm, prostytucja i nędza wypełniały sobą przestrzeń i sprawiały, że trudno było o optymistyczne, pogodne spojrzenie w przyszłość. Panowała dusząca atmosfera, kurz miejski i wapno drażniły oczy, kamienice przytłaczały, sprawiały wrażenie napierających. Narrator mówi też o nieznośnych zapachach i brudzie. Przedstawia nam te szczegóły, gdy Rodion dociera na Wyspę Wasiliewską i styka się z zupełnie inaczej urządzoną przestrzenią, widzi zieleń, kulturalnych ludzi, oddycha lżejszym powietrzem. Tu też, po wybudzeniu z koszmarnego snu, przerażony, nie wie, dlaczego wciąż myślał o morderstwie, którego popełnić nie może.

Dziś nasza wiedza o wpływie aury, otoczenia, towarzystwa odpowiednich osób, architektury jest może pełniejsza i pewniejsza, choć nie była nieznana starożytnym. Ucząc młodzież z Warszawy i okolic, podaję jej przykład najbliższej przestrzeni wokół Pałacu Kultury i Nauki. To centrum miasta, świetne, wydawałoby się miejsce, ale socrealistyczna, monumentalna budowla przytłacza do tego stopnia, że okolica nie jest odpowiednio wykorzystana. Ludzie nie garną się tam, nie czują dobrze. Ten rodzaj budownictwa celowo miał „przygniatać”, przypominać wszystkim o dominacji władzy i o tym, że nie liczy się z nimi. Schody wejściowe trudno pokonać, przejść na drugą stronę budynku, wewnątrz, bez przewodnika nie sposób. Obchodzenie tego giganta trwa. To nie jest architektura dla ludzi. Nie zachęca do spotkań, nie sprzyja.

Pokoik Rodiona przyprawić mógłby o napad paniki kogoś cierpiącego na klaustrofobię. Było w nim ciasno, ktoś wyższy mógł się bać, że uderzy w sufit. Prawie całość pomieszczenia zajmowało łóżko. Wynajmujący spał nierzadko w ubraniu, nie sprzątał od dawna. Narrator już na początku utworu kilkukrotnie wspomina o rozstrojonych nerwach bohatera, złym nastroju, irytacji i niechęci do zadbania o siebie, o swoje najpilniejsze potrzeby. Gdyby w pobliżu Rodiona znajdował się ktoś bliski, życzliwy, prawdopodobnie mógłby go jakoś wspomóc, udzielić wsparcia, dodać otuchy, wnieść nieco higieny psychicznej, poradzić, jak rozwiązać problemy.

O wadze opisanego wyżej czynnika świadczy to, że bohater nieświadomie, jeszcze przed popełnieniem zbrodni udał się do Razumichina. Bezwiednie w zamyśleniu zaczął iść w stronę, gdzie przyjaciel mieszkał. Rodia, gdy tylko oprzytomniał, zdecydował, że nie poprosi przyjaciela o pomoc, ponieważ zarobione drobne sumy niczego w jego życiu nie zmienią i że odwiedzi kolegę dopiero po czynie granicznym, przesądzającym o wszystkim.  Rozmawiali ze sobą cztery miesiące wcześniej, dwa miesiące przed opisywanymi wydarzeniami Razumichin zobaczył na ulicy Rodię, ale ponieważ nie zauważył życzliwej reakcji, poszedł dalej, by nie wprawiać kolegi w zakłopotanie. Po zbrodni Rodion odwiedził Razumichina, ale nie mógł z nim szczerze rozmawiać, chyba sam nie bardzo wiedział, czego chce.

Fatalnie na nastrój bohatera wpłynął list od matki. Najpierw czytamy go jakby razem z Rodionem, potem bohater analizuje poszczególne jego elementy i buduje jasno nieprzyjemny dla siebie obraz sytuacji. Otóż niedoszły prawnik, były student, młodzieniec o wielkich ambicjach i bardzo ograniczonych możliwościach, dowiedział się z listu, że jego siostra Dunia podjęła pracę w domu państwa Swidrygajłow i wzięła z góry sto rubli, z których sześćdziesiąt wysłała mu jako wsparcie. Niestety, stało się to pułapką dla dwudziestoletniej dziewczyny. Kiedy pan domu, mąż Marfy Pietrownej zaczął ją molestować, nie mogła się zwolnić, ponieważ nie zdążyła odpracować wziętych pieniędzy. Oddać nie miała z czego. Żona Swidrygajłowa zauważyła kiedyś męża i Dunię w dwuznacznej sytuacji, ale odczytała ją jako próbę uwiedzenia jej małżonka przez guwernantkę. Wyrzuciła dziewczynę z domu, jej rzeczy w nieładzie rozsypała na wozie. Upokorzona Dunia w deszczu odkrytą chłopską furą jechała siedemnaście wiorst, około osiemnastu kilometrów, do domu. Matka nie pisała o tym wszystkim wcześniej synowi, zataiła prawdę w poprzednim liście, ponieważ obawiała się jego gwałtownej reakcji. Dość, że w Marfa Pietrowna oczerniła Dunię w okolicy i dziewczynę wraz z matką zaczęły spotykać nieprzyjemności.

Sumienie jednak ruszyło pana Swidrygajłowa i przyznał się Marfie Pietrownej, jak było naprawdę. Przedstawił jako dowód list Duni do niego, w którym zwracała mu uwagę na niegodziwość postępowania wobec niej, oskarżała go o nielojalność wobec małżonki i dzieci. Dość, że sprawczyni upokorzeń Duni postanowiła ją tym razem zrehabilitować i sumiennie objechała znaczniejsze rodziny w okolicy, by ów list, dowód niewinności Duni, odczytać. Wkrótce pojawił się w domu rodzinnym Rodiona daleki krewny Marfy Pietrownej, prawnik, radca dworu, mężczyzna w wieku czterdziestu pięciu lat. Po pierwszym spotkaniu listownie się oświadczył. Dunia przyjęła oświadczyny, choć i ona, i matka miały wiele wątpliwości. W liście Rodion bezbłędnie wszystkie je wyczytał. Dunia zgodziła się wyjść za mąż za człowieka, którego nie mogła przecież w ogóle poznać, o uczuciach silniejszych nie wspominając. Zrobiła to, by pomóc bratu i sobie z matką zabezpieczyć przyszłość.

Siostra wierzyła, że brat dostanie pracę w kancelarii męża, dzięki czemu zyska środki finansowe, by skończyć studia, a po nich w naturalny sposób kontynuować będzie zajęcie i rozwijać zawodową karierę. To też, dodajmy, dzięki kontaktom i pozycji Łużyna. Dunia z matką ułożyły sobie plan, którego realizacja doprowadzić mogła do tego, że Rodia będzie wspólnikiem szwagra. Niestety, narzeczony chłodno odniósł się do zapytania, czy nie zatrudniłby studenta prawa, brata przyszłej małżonki. Dla Rodiona było jasne, że Dunia nie może wyjść za mąż za tego człowieka, który jasno dał do zrozumienia, że chce dominować w związku i szuka sobie w pełni zależnej do niego, posłusznej, wdzięcznej za wszystko niewolnicy. List z domu uświadomił Rodionowi, że jako mężczyzna, jedyny w rodzinie, zamiast chronić najbliższe kobiety, ściąga na nie kłopoty. O jego dużych ambicjach w innych wpisach już była mowa. Męska duma po przeczytaniu listu na pewno go zabolała.

Na naszą moralną wrażliwość, na zdolność odróżniania dobra od zła wpływ ma otoczenie. Sumienie to norma normans, ale też norma normata. Służy do oceniania, ale sama podlega także kształtowaniu. Jakiej presji poddane jest morale biednego studenta, który widzi wokół siebie tylu ludzi niegodziwych, nikczemnych, którzy jednak swobodnie poruszają się w świecie, są panami swojego losu i jeszcze wykorzystują innych? To panowie Swidrygajłow, Łużyn, ale też lichwiarka Alona Iwanowna, której naganne postępowanie analizowałem w innym wpisie.

No i crème de la crème: spotkanie z Marmieładowem. Niezwykłe na pierwszy rzut oka w powieściach Dostojewskiego jest to, że przewija się przez ich światy przedstawione taka gromada ludzkich kreatur, jednostek zepsutych do szpiku kości. Wytłumaczenie jest proste. Dostojewski był na katordze jako więzień polityczny, a praktyką więziennictwa rosyjskiego, a później też radzieckiego było nieoddzielanie więźniów politycznych od kryminalnych. Dlatego pisarz poznał wiele patologicznych osobowości z ich zadziwiającymi historiami. To dla przeciętnego czytelnika swego rodzaju egzotyka.

Marmieładow to najbardziej zepsuty, zdemoralizowany człowiek w tej powieści. Konkurować z nim może jedynie Swidrygajłow. Rodion przed zbrodnią przypadkowo spotkał Marmieładowa w szynku, lokalu z alkoholem i wysłuchał jego opowieści. Szybko zrozumiał, że rozmawia z alkoholikiem, który zaniedbuje troje małych dzieci i siedemnastoletnią córkę z poprzedniego małżeństwa, Sonię, o chorej na gruźlicę, niepracującej żonie, Katarzynie Iwanownej, nie wspominając. Były urzędnik przepijał, co się tylko dało, a pracę porzucił. Żona, macocha Soni, w desperacji wypchnęła ją na ulicę, emocjonalnie szantażując głodem przyrodniego rodzeństwa. Marmieładow był tego świadkiem, ale za córką się nie ujął. Gdy przynosiła do domu pieniądze z prostytucji, wyciągał coś jeszcze dla siebie, by móc się bezkarnie upijać i nie pracować.

Rodion odprowadził  pijanego do wynajmowanego mieszkania, właściwie pokoju i zobaczył dantejskie sceny. Katarzyna Iwanowna krzyczała, dzieci dygotały z przerażenia, z sąsiednich pomieszczeń zaglądały zaciekawione ludzkie kreatury. Marmieładow ciągnięty za włosy krzyczał do Rodiona, że jest to dla niego rozkoszą.   

Kiedy były student wychodził, zostawił ostatnie grosze na oknie, ale potem pomyślał o Soni, o tym że rodzina uczyniła sobie z niej źródło dochodów, że trochę porozpaczali, a potem zaczęli traktować jej zajęcie i zarobki jako coś normalnego. W umyśle pojawiła się na moment myśl, że naturalne jest wykorzystywanie słabych przez silniejszych, i że moralność, zasady, przyzwoitość, religia to coś wymyślonego jedynie dla postrachu. I że w związku z tym nie ma żadnych granic. Takie doświadczenia Rodiona zbliżały go do zbrodni, choć największe znaczenie miała chyba teoria o ludziach wybitnych i przeciętnych. Bohater wyłożył ją w pewnym artykule, do którego dotarł później śledczy Porfiry Pietrowicz. Rodion pisał tam, że wszyscy bez wyjątku wielcy reformatorzy ludzkości byli zbrodniarzami choćby przez to, ze wprowadzając nowe prawa, musieli złamać opór tych, którzy wierzyli w stare. Po latach i wiekach nikt liderom zmian, jednostkom wybitnym nie pamiętał przelanej niewinnej krwi, a doceniano zmiany, które wprowadzili.

Rodion nie chciał być niewolnikiem ludzi silniejszych od niego. Chciał sobie udowodnić, że potrafi wyrwać się z zależności i zdobyć dla siebie i najbliższych większy kawał tortu, jakim jest życie z jego wszystkimi możliwościami. Kiedy popełnił zbrodnię zrozumiał, że do niego teoria się nie stosuje. Wyrzuty sumienia nie pozwalały mu żyć. Sam w głębi ducha potępiał się za to, co zrobił. Sumienie nawet przed zbrodnią z wnętrz podświadomości próbowało się przebić do sfery świadomego umysłu. Zdarzyło się to podczas snu na wyspie. Katowanie konia przez Mikołkę, prymitywnego woźnicę i litość dziecka, współczucie dla zwierzęcia było właśnie tym głosem, który zresztą Rodion bezbłędnie odczytał, ponieważ zaraz po przebudzeniu dziwił się, dlaczego wciąż pielęgnuje myśl o zabójstwie lichwiarki.

Tylko przyznanie się do winy, żal, pokuta mogły przywrócić bohaterowi spokój, Znamienne, że Sonia, zachęcając przyjaciela do przyznania się do winy, zadała mu pytanie: jak będziesz żył, jeśli tego nie zrobisz? Rodion tak dalece bowiem  ze sobą sobie nie radził.

Ciekawym motywem jest stan zamroczenia, choroby, podczas którego dochodzi do zbrodni. Rodion o tym także pisał w artykule i na to również zwracał uwagę śledczy Porfiry, a kto jak kto… on to się nieźle znał na ludziach.

O postaciach drugoplanowych i ich znaczeniu w powieści z przyjemnością jeszcze napiszę. Dostojewski to przecież klasyka i nie można wyobrazić sobie jakiegokolwiek intelektualisty na świecie, który by go nie poznał. 

Drodzy Państwo, koniecznie pozostałe wpisy proszę wyświetlić i przejrzeć, jeśli chcecie się dobrze do lekcji przygotować:

Zbrodnia i kara – powieść filozoficzna

Razumichin i Raskolnikow – słówko o „Zbrodni i karze”

Kategoria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *