W Weronie – analiza

5 marca, 2017 9:24 1 Komentarz

W Weronie – analiza i interpretacja

Analizę tekstu można zaczynać od opisu i zinterpretowania dowolnego elementu, który wyda nam się istotny.

Może to być temat, tytuł, sytuacja liryczna, bohater liryczny, podmiot mówiący, nastrój, budowa lub coś swoistego, charakterystycznego tylko dla tego utworu.

Tytuł utworu i jego pierwszy wers informują, że dzieło nawiązuje do dramatu W. Szekspira: Romeo i Julia.

Oprócz świata ludzi, przypomnianych konkretnych osób, ich domostw, rysuje się tu także inny świat – rzeczywistość natury, a może nawet sił ponadnaturalnych, skrywających się za niepoznaną do końca przyrodą. Nad domem Kapuletich i Montekich jest bowiem „łagodne oko błękitu”, „spłukane deszczem” i „poruszone gromem”. Ten ostatni motyw jest być może nawiązaniem do wstrząsów, dramatów, jakie przetoczyły się przez życie osób uwikłanych w konflikt między rodami. Uderza różnica pomiędzy ziemskimi namiętnościami, zawziętością i tragicznym zakończeniem kłótni, jakie pamiętamy z Szekspira, a spokojem, łagodnością nieba ponad Weroną.

Wydaje się, że teraz jest odpowiedni moment, by zauważyć dwa myślniki na końcu zwrotki pierwszej i drugiej. Czemu służą? Każą zatrzymać się, zamyśleć. Autor narzuca nam właściwy, jego zdaniem, rytm lektury bądź deklamacji. Pojedyncze myślniki znajdziemy też w ostatnich wersach zwrotek trzy i cztery. Norwid został nazwany kiedyś poetą ciszy. Cisza, pauza, zamyślenie pełni w jego kompozycjach rolę szczególną.

Zatem „łagodne oko błękitu” trwa ponad Weroną, zawisło nieruchomo, pewnie się przypatruje. Skojarzone z nim spokój i łagodność mają się udzielić także czytelnikowi. Powinien na końcu trzeciego wersu pierwszej zwrotki zatrzymać się na dłużej.

Treść drugiej zwrotki potwierdza przypuszczenie, oko „patrzy”, przypatruje się ruinom domostw dawnych przeciwników. Poznajemy więc czasową perspektywę, z jakiej sięga się do zdarzeń przedstawionych przez Szekspira. Minęło wiele lat. Potężne niegdyś, bogate i wpływowe rody straciły swe znaczenie, może przestały istnieć, co wydaje się prawdopodobne, jeśli uzmysłowimy sobie, jaki los spotkał dziedziców fortun i nazwisk,  Romea i Julię. Chciałoby się rzec: „Sic transit gloria mundi” (Przemija postać świata). „Łagodne oko błękitu” nie jest obojętne na to, co spotyka ludzi. Na końcu zwrotki dowiadujemy się, że „gwiazdę zrzuca ze szczytu”. Jest zatem dość potężną siłą, siłą obserwującą, czującą jak człowiek. I znów autor poprzez znak myślnika nakazuje nam zatrzymanie się i milczenie.

„Cyprysy mówią…” W świecie przedstawionym opisywanego utworu wiele jest istot czujących i myślących. Ludzie to tylko część z nich. Natura nie jest tu tylko tłem dla ludzkich poczynań. Wróćmy jeszcze na chwilę do gwiazdy, która została zrzucona. Gwiazda, nawet spadająca, zawsze jest czymś pięknym, zachwyca, inspiruje, wskazuje drogę, każe myśleć z pokorą o nas tak małych wobec ogromu wszechświata. Rozgwieżdżone niebo jest jak dzieło sztuki, które mogą podziwiać wszyscy, bogaci i biedni.

„Cyprysy mówią, że to dla Julietty, / Że dla Romea ta łza znad planety”. Czym lub kim jest owo tajemnicze „łagodne oko błękitu”? Czy symbolizuje jedynie czujący, przeżywający i pamiętający świat natury, czy może oznacza Boga lub ogół duchów, istot nadnaturalnych unoszących się ponad materialnym światem? Nie wiemy. Dowiadujemy się jednak, że w tym pozaludzkim świecie wciąż żywa jest pamięć i współczucie dla młodych kochających się ludzi, którzy padli ofiarą ambicji, zawiści i złości swych rodziców. Gwiazda to łza, znak głębokich, prawdziwych uczuć. W tym wypadku chyba jest to przede wszystkim symbol współczucia, smutku. I jakaż moc jest w tej łzie znad planety, skoro przecieka ona groby, dociera do zmarłych, czyli do tych, do których była zaadresowana?! Oko błękitu zrzuca gwiazdę, która jest łzą, cyprysy mówią, a jak odnoszą się do tego wszystkiego ludzie, mieszkańcy Werony?

Mówią, że to kamienie, a nie łzy, i że nikt na nie nie czeka. Zimna, naukowa ocena. Ci wykształceni ludzie, bo mówią wszak „uczenie”, nie są zdolni do współczucia, nie potrafią patrzeć dookoła sercem, duszą. Utracili duchowy kontakt z przeszłością, z naturą, która stała się dla nich zbiorem przedmiotów.

Utwór jest smutny w swej wymowie. Nikt z żyjących nie pamięta tragedii młodziutkich kochanków, nikt nie wspomni ich nieszczęścia. Tajemniczą piękną naturę wykształceni ludzie chcą uprzedmiotowić. Sami w ten sposób stają się ubożsi i mniej ludzcy.

 

Tagi:

Kategoria:

1 komentarz

  • GMO napisał:

    Na zawsze wiersz ten będzie dla mnie swoistym epitafium dla profesora Mariana Tatary i wspomnieniem seminarium magisterskiego. Zestawił scenę balkonową z „Romea i Julii” i pokazał kontynuacje u Norwida. Oczy Julii – gwiazdy unieśmiertelenione, triumf miłości po 400 latach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *